Przerywnik kulinarny.

Po ostatniej dawce zdjęć z okolicy postanowiłem dać wszystkim odetchnąć od krajobrazowych uniesień. Nie chcąc popaść w jedno-tematyczność postanowiłem wyruszyć na podbój kuchni. Zauważyłem, że blogi kulinarne cieszą się dość dużym powodzeniem, może zatem i mnie się uda zachęcić kogoś do przygotowania czegoś mojego pomysłu.

Pascal, czy jak mu tam, ze mnie żaden. Nie zamierzam zatem pchać się w rewiry potraw skomplikowanych. Ostatnio udało mi się wymyślić coś wyjątkowo prostego czyli słonecznik w czekoladzie.

Ziarna kakaowego w Ekwadorze nie brak. Czekoladę w czystej postaci można kupić bez większych problemów. Z tego co nam tutaj mówiono jest pare procesów przetwarzania ziarna w czekoladę. Każdy z nich jest oczywiście inny i każdy powoduje, że stuprocentowa czekolada inaczej smakuje. Czyste sto procent zwykle nie jest zjadliwe bo gorzkie jak wszyscy diabli. Jest jednak proces, który nie ruguje wszystkich składników ziarna co powoduje, że stuprocentowy ekstrakt z niego nie jest aż tak gorzki.

Na moje potrzeby użyjemy właśnie ten mniej gorzki produkt, który można kupić na Calle Gaspar Sangurima w sklepie Awari. Słonecznik kupiłem na targowisku zwanym Ferria Libre. Nic więcej mi do przygotowania mojego deseru nie potrzeba.

Sposób przygotowania:

Na półmisek usypujemy płatki czekolady do późniejszej obróbki.

Przygotowujemy rownież ziarna słonecznika.

W proporcjach mniej więcej jeden płatek czekolady dwadzieścia ziaren słonecznika usypujemy na dłoń. Zawartość można potrząsnąć obiema rękami, to jednak jest dowolne. Ja wrzuciłem wszystko do ust tam się i tak wymieszało.

Przed połknięciem należy pogryźć aby wydobyć smak mieszanki. Osobiście byłem zachwycony. Wyjątkowo proste i smakowite.

Życzę smacznego i czekam na opinie. 😂

Reklamy

Duński przepis na szczęście.

Z ostatniego mojego pobytu w Polsce przywiozłem sobie pare numerów tygodnika „Angora”. Mając ostatnio trochę więcej czasu nadrabiam zaległości w czytaniu. W numerze z września ubiegłego znalazłem fajny artykuł na temat szczęścia w Danii. Zainteresował mnie on na tyle, że postanowiłem go przedrukować. Oto on:
Po modzie na mindfulness-uważanie, uważność- przyszła fascynacja hygge, czyli duńskim sposobem na szczęście. Świece, gorąca czekolada, puchate skarpetki i wyłączony telefon komórkowy….Ma być przytulnie i miło. Brytyjski The Guardian zauważa, że hygge to najlepszy duński towar eksportowy od czasu powstania klocków Lego. Zgodnie ze skandynawską ideą hygge, by osiągnąć szczęście, trzeba nauczyć się doceniać drobne przyjemności i stwarzać wokół siebie przyjazną atmosferę. Zdaniem Meika Wikinga, słynnego duńskiego specjalisty od szczęścia i autora książki o hygge, codzienne, zwykle radości są najważniejsze na drodze do trwałego poczucia szczęścia i zadowolenia z życia. Takie podejście do życia przyczyniło się zapewne do tego, że Duńczycy od lat przewodzą w zestawieniach najszczęśliwszych narodów świata. Wydaje się to tym większym osiągnięciem, że klimat w Danii należy do najbardziej ponurych na świecie a podatki do najwyższych. Meik Wiking, dyrektor kopenhaskiego Happiness Research Institute ( Instytut Badań nad Szczęściem ), latami studiował duński styl życia i postanowił zdobyta wiedzę szerzyć wsród mniej szczęśliwych nacji. – Mam potrzebę pomagania innym ludziom. Pragnę, żeby byli szczęśliwsi – mówi. Warszawa obok Rygi i Londynu, należy do miast o najniższym wskaźniku szczęścia. Oczywiście do poczucia szczęścia Duńczyków przyczynia się ich model państwa opiekuńczego, ale nie tylko. Okazuje się, że u obywateli Danii rzadziej niż u przedstawicieli innych narodów występuje mutacja genetyczna, która sprawia, że trudniej przyswaja się serotoninę ( hormon szczęścia ). Duńczycy rzadziej niż inni bywają też na diecie i raczej nie są materialistami. Poza tym nie sprawdzają co chwile swoich telefonów i nie przesiadują godzinami na stronach serwisów społecznościowych. Wolą zwinąć się w kłębek na wygodnej kanapie z ulubioną książką. Latem urządzają pikniki w cieniu drzew i patrzą w niebo. Zimą siedzą przed kominkiem. I bawią się – nie tylko z dziećmi. – Dla nas ważna jest jakość relacji i rozmów, nie chodzi nam o głośną socjalizację w amerykańskim stylu- tłumaczy Meik Wiking. Ponad połowa Duńczyków jesienią czy zimą codziennie pali świece. I to pomimo rosnącej świadomości, że ich opary nie są korzystne dla zdrowia. – świece dobrze wpływają na ludzi – wyjaśnia Meik. – Usposabiają i nastrajają medytacyjne podczas spotkania jest na co patrzeć. Świece tworzą przestrzeń, żeby po prostu być. Hygge widać w Danii na każdym kroku – w przytulnych domach, podejściu rodziców do dzieci ( żadnych krzyków ), kuchni ( niespieszne gotowanie i proste potrawy ), ubraniach ( prostych, wygodnych, ale jednocześnie stylowych ). – Hygge to nie tylko poczucie szczęścia. To świadomość doceniania tego co się ma – podkreśla Wiking. – Nie myśl: ” Ależ to były szczęśliwy lata”, myśl inaczej: „Ależ to są szczęśliwe lata”. Jeppe Trolle Linnet opublikował pięć lat temu pierwszą prace naukową poświęconą hygge. – Hygge to wrażenie przytulności – świece, łagodne oświetlenie. Do tego wygodne meble, można odnieść wrażenie, ze ściągnięte z najróżniejszych miejsc, jakby łączyły rożnych ludzi, co widać, nawet gdy pomieszczenie jest puste. – Moim zdaniem tę ideę można spożytkować marketingowo, ale nie mam pewności, czy konsumenci w innych krajach odczują, że przytrafia im się coś wyjątkowego – podsumowuje. W najlepszym razie moda na hygge może spowodować fascynacje prostotą, odrzuceniem drogich logo i świadomą konsumpcję oraz ożywienie więzi społecznych. W najgorszym razie stanie się po prostu sposobem na sprzedaż duńskich świec. Meik Wiking daje dziesięć rad, jak na sposób duński odnaleźć szczęście we własnym domu:
1. Atmosfera: Przygaś światła.
2. Obecność: Bądź tu i teraz. Wyłącz telefony.
3. Przyjemność: Kawa, czekolada, ciasteczka, ciasta, cukierki ( tylko bez wyrzutów sumienia !). 
4. Równość: „My” to więcej niż „Ja”. Równo dziel zadania i pilnuj, żeby każdy miał równy udział w rozmowie. 
5. Wdzięczność: Przyjmuj. Jest dobrze tak jak jest.
6. Harmonia: To nie konkurs. Nie ma co chełpić się osiągnięciami.
7. Wygoda: Umość się. Zrób sobie przerwę. Teraz chodzi o relaks.
8. Rozejm: Unikaj konfliktów i dramatów. O polityce można porozmawiać kiedy indziej. 
9. Wspólnota: Buduj relacje i dzieł przeżycia z innymi. ” Czy pamiętasz, jak razem…?”.
10. Schronienie: Stwórz spokojne, bezpieczne miejsce.
 
Dążenie do szczęścia leży, jak sądzę, w każdego interesie. Z powyższego wynika, że nie jest to aż tak skomplikowane i warto spróbować duńskiego przepisu. 
 
 
Angora nr. 38 (1370)  18 września 2016 r. ” Hygge, czyli sposób na szczęście”.
  

Przepis na wyborczy sukces

Chory umysł, pusta głowa

I recepta juz gotowa
Żeby politykiem zostać.
Testom jakimś sprostać
Nie ma konieczności żadnej,
O przepraszam, jak nie kradniesz
Możesz mieć problemów trochę
Bo kolegom zrobisz „wiochę”.
Mocny musisz być też w gębie
I udawać żeś gołębiem
Co to widzi z góry wszystkich ludzi
Pomoc, którym nigdy Cię nie znudzi.
Obiecywać się nauczyć musisz
Aby wielu ludzi skusić
Żeby głos swój Tobie dali
Słowom Twoim zaufali.
Trochę to wymaga pracy
Bo nieufni są rodacy
Pojedź zatem w teren parę razy
Żeby Cię poznali z twarzy.
Rozczul nad ich życiem się kapeczkę
I już głosów masz troszeczkę
Jak sam widzisz, tu intelekt jest zbyteczny
Rzekłbym, wręcz niepożyteczny.
Zaproś wszystkich na spotkanie w gminie
Po cukierku daj każdej dziecinie
Już masz głosy ojca oraz matki,
Dla rodziców najważniejsze są ich dziatki
Wygłoś potem przemówienie,
W którym będzie potępienie
Tego co miejscowych złości
Po czym bez krztyny litości
Opluj opozycji kandydata 
I już prawie Twoja jest sałata
Możesz jeszcze wzorem Antoniego
Oskarżyć przeciwnika swego
Że spiskuje oraz, że to były agent
To jest prosty na zwycięstwo patent.
Ot i filozofia cała
Chociaż durnyś jak ta skala
I pracy nigdzie nie mogłeś dostać
Parlamentarzystą zawsze możesz zostać.