O „Klerze” słów parę.

Dziś będzie o „Klerze”, ponoć kontrowersyjnym filmie, który stał się przebojem ostatniego miesiąca. Nie biłem się specjalnie z myślami czy go obejrzeć czy też nie. Uważam po prostu, że jeśli chce się mieć jakieś zdanie w jakimkolwiek temacie, należy najpierw się z nim zapoznać.

Moje pierwsze odczucie to to, że mylimy wiarę z instytucją kościoła, mylimy jego hierarchię z prostym księdzem pracującym w małej czy średniej parafii. Nie będę pisał o pedofilii bo chociaż uważam, że jest ona problemem w kościele, to też uważam, że jest to taki sam problem w społeczeństwie jako całości. Zainteresowanie tym tematem kościół sam sobie zgotował, zamiatając często to karygodne zachowanie księży pod dywan.

Instytucja kościoła mocno trzęsie się w posadach i to nie ten czy inny film jest tego powodem. Co bardziej schizofreniczni hierarchowie reagujący na ślepo na zmiany jakie próbuje wprowadzić papież Franciszek aby ocieplić wizerunek kościoła mają więcej wspólnego z jego upadkiem niż jakakolwiek produkcja filmowa. Dziwi mnie zatem ambonowa retoryka zakazująca oglądnięcia tego filmu bo jest ona tylko potwierdzeniem powiedzenia, że tylko winni się tłumaczą.

Nie mnie dawać rady, nie mnie podsuwać rozwiązania. Osobiście mogę jedynie podzielić się swoim poglądem. Świat ewaluuje, zmienia się każdego dnia. Postęp w wielu dziedzinach odbywa się niemal na naszych oczach. Ci co stoją w miejscu zasadniczo cofają się do czasów, do których powrotu już nie ma. Celibat może i był uzasadniony dawno temu, dzisiaj stał się anachronizmem trudnym do obrony. W kontekście pedofilii, wręcz ułatwia on ataki na kościół i duchowieństwo. Nie wydaje mi się aby był on zgodny z naszą naturą i potrzebą zaspokojenia doznań erotycznych. Może się mylę, bo jak zwykle łatwiej komuś dawać rady z boku, samemu nie mając w tym temacie doświadczenia. Nigdy nie żyłem w celibacie. A jednak matka natura każe mi sądzić, że nie jest to zdrowe.

Stając się stroną w politycznych rozgrywkach, kościół nad Wisłą podkopuje sam pod sobą swoje fundamenty. Wiara nie powinna opierać się na kolorach czy partyjnych preferencjach. Jeśli celibat ma pozostać jednym z dogmatów kościoła to takim powinna pozostać przede wszystkim ponadkulturowa jego nauka.

To nie film jest antyklerykalny. Jest nim coraz bardziej widoczny konflikt między hierarchami kościoła a zwykłymi proboszczami i wikarymi z małych i średnich parafii. Podobnie jak politycy, duszpasterze z kurii zapominają o tych, na których barkach spoczywa niesienie Boga do ludzi. Jeśli cokolwiek spowoduje upadek kościoła to właśnie ten ruch oddolny, bo tam jest życie i bezpośredni kontakt z parafianami. I nie pomoże żadne suspendowanie bo ludzie coraz bardziej identyfikują się ze swoim proboszczem czy wikarym a nie z biskupem, którego imienia pewnie nawet nie znają.

I to jest, w moim odczuciu, sedno tego filmu. I dlatego będę go polecał.