PiS – owska konstytucja

Od paru już lat jestem zagorzałym czytelnikiem „Angory”. Odpowiada mi formuła tego pisma. Będąc zatem w Polsce, jeszcze przed wyjazdem, postanowiłem zostawić sobie parę wydań na czasy późniejsze. Lubię czytać coś na co można spojrzeć z perspektywy czasu bo daje to możliwość porównania prognozy z realiami. I tak oto artykuł z „Angory” wydanej 30 sierpnia ubiegłego roku wzbudził na tyle moje zainteresowanie, że postanowiłem go przedrukować na moim blogu. Autorem artykułu jest Marek Borowski były marszałek sejmu i kandydat na prezydenta. Jak juz wspomniałem pozycja ta ukazała się w „Angorze” z 30 sierpnia 2015 roku i jest przedrukiem artykułu tekstu Marka Borowskiego z „Gazety Wyborczej” z 18 sierpnia 2015 roku. Oto cały tekst.
Jest taka jedna partia, która co rusz chce zmienić wszystko, bo na ewolucyjne zmiany szkoda jej czasu. Ta partia to oczywiście Prawo i Sprawiedliwość. Uchwalona w 1997 roku konstytucja z pewnością nie jest doskonała, dlatego co pewien czas podnoszą się głosy, że warto by to i owo w niej zmienić, uczytelnić, lepiej rozdzielić kompetencje. Niewiele z tego wynika, bo gdy jedna partia partia chce zasadnie poprawić jeden artykuł, pozostałe warunkują to zmianami w pięciu innych miejscach i kończy się to tak, jak powiedział były premier Rosji Czernomyrdin: ” Chcieliśmy dobrze, ale wyszło jak zwykle”.
Poprawki poprawkami nikt jednak nie podważa konstytucji jako takiej. Nikt? Oj, chyba przesadziłem.  Jest taka jedna partia, która co rusz chce zmienić wszystko, bo na ewolucyjne zmiany szkoda jej czasu. Ta partia to oczywiście Prawo i Sprawiedliwość.
Co pewien czas wielkim nakładem parady ekspertów i polityków wytwarza kompletny, całościowy projekt nowej konstytucji. Oczywiście uchwalenie ustawy zasadniczej nie jest takie proste – trzeba mieć 307 posłów i 51 senatorów. Do tej pory była to mrzonka, ale kto wie co będzie w październiku? Prezentowany obecnie program PiS-u ( 3×15, czyli po 15 mld zł miesięcznie na dzieci , na wyższą kwotę wolną od podatku oraz na obniżenie wieku emerytalnego i VAT-u ) to jedynie wabik, który ma przyciągnąć wyborców. Zagłosują, a dopiero potem dowiedzą się, o co naprawdę chodziło. Właśnie dlatego warto o tym pisać, bo projekty te nigdy – zapewne przez skromność – nie były przesadnie eksponowane, a to z nich wyziera prawdziwa myśl ustrojowa Prezesa.
2005 rok Nowy Człowiek PiS-man.
Pierwszy projekt nowej konstytucji powstał w 2005 roku i miał zwiastować nadejście IV RP. Przewidywał objęcie przez władzę wykonawczą żelaznym uchwytem telewizji i radia ( co zresztą w ciągu jednej nocy się dokonało ), prasy sądów, opozycji i systemu edukacji. Napisałem wtedy w „Wyborczej”, że tak jak w przeszłości komunistom, tak teraz Jarosławowi Kaczyńskiemu marzy się uformowanie nowego Polaka. Taki Nowy Człowiek, PiS-man, myślący o rożnych sprawach tak, jak chcieliby jego twórcy. Dopiero taka przemiana zagwarantowałaby PiS-owi długoletnią władzę, gdyż każdy osobnik głoszący inne poglądy byłby uważany za wybryk natury. Podobieństwo do Orwella było oczywiście całkiem przypadkowe.
IV RP szybko legła w gruzach pod własnym ciężarem, choć zanim się rozsypała, zdążyła sporo naszkodzić. Konstytucje z 2005 roku odłożono na półkę i pięć lat pózniej  ( styczeń 2010 roku ) opracowano nową, stanowiącą – jak rozumiem – aktualną propozycję ustrojową PiS-u ( www.pis.org.pl ). Pobrzękują w niej licznie te same tony, co w poprzednim projekcie, ale są i nowe.
2010 rok Ustrój Prezydencki.
Zacznijmy od nowości. Projekt 2010 radykalnie przekształca ustrój RP z gabinetowo-parlamentarnego w prezydencki. Wtedy prezydentem był Lech Kaczyński i autorzy tego projektu optymistycznie zakładali, że będzie on ponownie wybrany jesienią 2010 roku.
Dziś sytuacja jest klarowna: prezydentem jest Andrzej Duda i pisowski projekt konstytucji ( dalej: PPK ) jest wręcz skrojony dla niego, a co najważniejsze – sam Andrzej Duda napomknął o potrzebie uchwalenia nowej konstytucji.
Poinformujemy zatem opinie publiczną, co zawiera ten projekt. Zacznijmy od tego, co będzie mógł uczynić prezydent Andrzej Duda, jeśli w wyborach oddamy dostatecznie dużo głosów na PiS i ewentualnie na ruch Kukiza.
Po pierwsze w ciagu pierwszych sześciu miesięcy od objęcia urzędu będzie mógł rozwiązać Sejm ( art.94 PPK ). Dlaczego? Nie wiadomo, bo taka będzie jego prezydencka wola.
Po drugie, Sejm może sobie wybierać premiera i ministrów, a prezydent wcale nie musi ich powoływać. Wystarczy. Że dręczy go „uzasadnione podejrzenie, że nie będą oni przestrzegać prawa (sic!)” ( art. 122 PPK).
Po trzecie, jeśli prezydentowi nie spodoba się ustawa przyjęta przez Sejm (np. sześciolatki do szkoły), może sam z siebie zarządzić nad nią referendum i gdy naród ją odrzuci, prezydent może – zgadnijcie państwo co? – oczywiście rozwiązać Sejm (art. 103 PPK).
Po czwarte, odwróćmy sytuację: prezydent, jako dobry pan, postanowił obniżyć wiek emerytalny wszystkim do sześćdziesiątego roku życia. Poddaje ustawę pod referendum i po oczywistym poparciu przez naród kieruje ją do Sejmu. Ustawa jest szkodliwa, więc Sejm ją odrzuca. I już po Sejmie, bo prezydent sięga po art. 105 PPK i Sejm rozwiązuje.
Powie ktoś, że przesadzam – przecież wiążące minimum frekwencji w referendum to aż połowa wyborców. Uprawnienia z pkt 3 i 4 to zatem straszak niż realna groźba. Czyżby? Nie radzę lekceważyć autorów PPK i ich holistycznego podejścia do tematu. Art. 8 PPK obniża ten próg do 30 procent!
Mogę się także spotkać z zarzutem, że przecież jeśli PiS zdobędzie w wyborach większość ( tym bardziej jeśli będzie to większość konstytucyjna ), to Andrzej Duda nie będzie się przecież wadził z Prezesem i korzystał z tych uprawnień. Zgoda, ale nic nie trwa wiecznie. Rządy PiS-u nie muszą trwać cztery lata. Może dojść do rozpadu koalicji albo wcześniejszych wyborów – i wtedy nowe szaty prezydenta, utkane przez PPK, będą bardzo przydatne.
A poza tym spójrzmy na te pomysły bez kontekstu politycznego: po ich wprowadzeniu demokratycznie wybrany parlament i rząd zostają ubezwłasnowolnione, bo w każdej chwili mogą zniknąć.
Prezydent ma w PPK jeszcze inne przywileje. Przed Trybunałem Stanu staje tylko za umyślne naruszenie konstytucji, podczas gdy np. minister odpowiada za każde naruszenie. Ale i tu jest ciekawostka. Obecna konstytucja zoobowiązuje, aby większość członków TS miała kwalifikacje sędziowskie. W PPK tego warunku już nie ma – każdy krewny i znajomy Krolika będzie mógł zostać członkiem Trybunału.
Rząd wzięty, Sejm opanowany…
Przejdźmy teraz do drugiej kwestii – co PPK mówi o relacjach rzadu i opozycji? Niewiele, ale za to konkretnie. „Gęganie” opozycji będzie mocno ograniczone. Rada Ministrów, wnosząc projekt ustawy, może zabronić wnoszenia poprawek (art. 106). Na wniosek RM prezydent może rządzić dekretami (art. 62). Inicjatywę ustawodawczą będzie miało nie 15 ( jak dziś ) posłów, ale 36, przy czym liczba posłów ma ulec zmniejszeniu do 360, czyli do wniesienia projektu ustawy klub musiałby liczyć co najmniej 10 procent ogólnego stanu izby. W obecnych warunkach 10 procent to 46 posłów, czyli takie partie jak SLD, PSL czy wcześniej Ruch Palikota byłyby pozbawione podstawowego prawa, jakim jest wnoszenie pod debatę własnych propozycji.
A może jakaś szanse dla opozycji będzie stanowił Trybunał Konstytucyjny, który ustawy niebezpieczne dla pluralizmu, świeckości państwa czy demokracji – uchwalane przez PiS – będzie uchylał? Porzućcie wszelką nadzieję – autorzy PPK zamknęli tę furtkę. Z art. 135 wynika, że wyroki Trybunału będą miały moc obowiązującą nie wtedy, gdy po prostu większość sędziów zakwestionuje zgodność z konstytucją, ale Ateny, gdy większość ta wyniesie cztery piąte składu(!).
Tak więc nawet jeśli 11 sędziów stwierdzi brak zgodności z konstytucją, a tylko czterech będzie przeciwnego zdania – ustawa zostanie uznana za konstytucyjną! Juz tylko dla porządku dodajmy, że w myśl art. 128 PPK prezesa i wiceprezesów TK prezydent powołuje, nie prosząc sędziów o przedstawienie kandydatur, jak tego wymaga obecna konstytucja.
Tak więc rząd wzięty, Sejm opanowany, prezydent na posterunku, gotowy do akcji – ale przecież są jeszcze chyba sądy w Warszawie?!
….A sądy pod specjalną kontrolą
Niestety po wejściu w życie PPK – już nie. Jeśli postulowane przez ekspertów PiS badanie „butnych i aroganckich sędziów” wariografem oraz badanie ich moczu na obecność substancji szkodliwych nie pomoże – wkroczy prezydent i na mocy art. 145 PPK złoży sędziego z urzędu za ” niezdolność lub brak woli” rzetelnego wypełniania obowiązków. Te przykre defekty u sędziego wykryje i stwierdzi wiekszością trzech piątych głosów Rada do spraw Sądownictwa.
I tu niespodzianka ( czy aby na pewno niespodzianka?): o ile obecna KRS składa się w trzech czwartych z osób niezależnych od rządu i prezydenta ( a więc nieskorych do realizowania poleceń władzy wykonawczej ), to we wspomnianej Radzie do spraw Sądownictwa wprost przeciwnie: 80 procent członków powołuje prezydent, rząd lub większość parlamentarna, a na dodatek, dla wszelkiej pewności, przewodniczącym Rady jest sam prezydent!
Tak więc, panie i panowie sędziowie, musicie zrozumieć, że nie będziecie już ” świętymi krowami”, a dobra i rozumna władza będzie po ojcowsku korygować wasze postępowanie.
Koniec państwa świeckiego.
Na koniec zostawiłem to co oczywiste: PPK rezygnuje z wszelkich zasad państwa świeckiego. Poczynając od nowej preambuły (” W imię Boga Wszechmogącego”), przez całkowity zakaz aborcji, liczne rezygnacje z dotychczasowych przepisów gwarantujących wolność sumienia, aż do nowej roty przysięgi składanej przez osoby publiczne obejmujące rożne urzędy.
Dziś Rota jest świecka, a składający przysięgę może dodać: „Tak mi dopomóż Bóg”. W PPK Rota kończy się słowami: ” Tak mi dopomóż Bóg”, a składający przysięgę może z nich zrezygnować. Bardzo oryginalnie będzie zatem wyglądać ślubowanie poselskie, gdy marszałek odczytuje rotę, a posłowie kolejno wstają i mówią: „Ślubuję”. Dziś wielu dodaje: „Tak mi dopomóż Bóg”, ale po nowemu ci, którzy nie zechcą akcentu religijnego, będą zmuszeni mowić: ” Ślubuję, ale bez ostatniego zdania”!
Groźną cechą PPK jest możliwość zmiany przez odpowiednią większość każdego artykułu konstytucji, czyli dokonania tzw. demokratycznego zamachu na podstawowe prawa obywatelskie. Obecna konstytucja zawiera przepis. Że jeśli parlamentarna większość zechce np. wprowadzić do konstytucji możliwość stosowania cenzury lub zakaz strajków, to na żądanie opozycji musi być w sprawie zorganizowane referendum. W PPK takiego przepisu nie ma, a tak na marginesie – nie ma rownież zagwarantowanego prawa do strajku(!).
Czas na podsumowanie
O PPK można by pisać jeszcze długo, ale chyba już wszystko jasne. Ustrój, jaki się z tego projektu wyłania, to wprawdzie jeszcze nie dyktatura, ale na pewno już nie demokracja. To demokratura. Nie wiemy, czy tego właśnie chce prezydent Duda. Miejmy nadzieję, że wkrótce skonkretyzujemy swoje zamiary. Wiemy jednak, czego chce PiS. Dlatego stawka październikowych wyborów jest znacznie większa, niż się wielu rodakom wydaje. Trzeba będzie wybierać miedzy naszą nieidealną, wymagającą poprawy demokracją a autorytarną, znaną z niektórych sąsiednich krajów, demokraturą. Nie zróbmy błędu.
Koniec artykułu. Czy ktoś uwierzył w sierpniu, że to jest możliwe? Nie sądzę.
Źródło: Angora nr.35 (1315),  30 Sierpnia 2015