Ameryka to taki dziwny kraj cz. IV

W jednej z moich ostatnich notek pisałem na temat prawa w Stanach. Zdecydowałem się dopisać pare słów w tym temacie posługując się dwoma przykładami.

Czy pamiętacie Rodney Kinga? A może O. J. Simpsona? Ten pierwszy to zwykły Amerykanin, drugi natomiast to gwiazda amerykańskiej ligi futbolowej. W sumie łączy ich tylko kolor skóry i amerykański system prawny.

W Stanach w sprawach kryminalnych, zanim sprawa trafi na wokandę, prokurator i obrońca starają się dogadać szukając w miarę korzystnego werdyktu dla obu stron. Jeśli do tego nie dojdzie to wtedy dochodzi do rozprawy. Ojej wyniku decyduje jednak nie sędzia lecz ława przysięgłych. Składa się ona z normalnych ludzi, którzy posiadając prawo jazdy, zostają zarejestrowani jako potencjalni ławnicy w sprawach sądowych. Z reguły są oni wzywani w ilości przekraczającej potrzeby procesu. Chodzi jednak o to aby prokurator i obrońca mogli z tego grona wyłowić najbardziej obiektywne jury.

Rodney King nie zatrzymał się na polecenie patrolu drogowego. Został jednak złapany po krótkim pościgu. King nie tylko kierował pod wpływem alkoholu ale miał już sprawę w zawieszeniu więc gdyby go złapano mogła by ona spowodować surowsze konsekwencje. Gdy go zatrzymano stawiał czynny opór utrudniając założenie kajdanek. Stąd grupa oficerów zmuszona była użyć extra siły. Czterem z nich przedstawiono zarzut zdecydowanego nadużycia siły podczas zatrzymania, na podstawie nagrania video. Nieszczęściem dla nich, ktoś to nagrał, przekazał do telewizji i rozpoczęła się prawna awantura. Cała czwórka policjantów stanęła przed sądem. Ławnicy jednak nie dopatrzyli się nadmiernego użycia siły i uniewinnili całą czwórkę. W wyniku werdyktu doszło do protestów Afroamerykanów. Trwały one sześć dni i w ich wyniku zginęły sześćdziesiąt trzy osoby i niemal dwa tysiące czterysta osób zostało rannych. To był rok 1992. W rok później na wniosek Ministerstwa Sprawiedliwości ponownie postawiono pod są owych czterech policjantów. Tym razem sąd skazał dwóch z nich na dwa i pół roku więzienia a pozostałych dwóch uniewinnił.

O.J. Simpson gwiazda futbolu, aktor, sprawozdawca sportowy niezwykle popularna osoba w 1994 został aresztowany jako podejrzany o dokonanie zabójstwa na swojej byłej żonie i jej partnerze. Morderstwo było wyjątkowo brutalne a on sam już wielokrotnie był oskarżony o używanie przemocy w stosunku do swojej żony. Niemal pół Ameryki oglądało jego pościg i poddanie na autostradzie w okolicach Los Angeles. Simpson stanął przed sądem. Niestety na miejscu zbrodni popełniono wiele uchybień. Skorzystali z tego jego obrońcy zarzucając policji mistyfikacje i podrzucanie dowodów. Przeważająco afroamerykańska ława przysięgłych pomimo wielu dowodów na niekorzyść Simpsona, postanowiła go uniewinnić. W oczach wielu obserwatorów było to odpowiedzieć na proces czterech policjantów, którzy trzy lata wcześniej zostali uniewinnieni w procesie Kinga. Rozruchów jednak nie było, choć wyrok mógł do tego doprowadzić i kto wie czy gdyby to ofiary były Afroamerykanami a morderca biały tak by się nie stało.

O.J. Simpson okazał się kryminalistą bo już dziesięć lat później stanął ponownie przed sądem podejrzany o napad rabunkowy w Las Vegas. Tym razem został skazany.

Jak podaje wikipedia w 2016 roku przeprowadzono badanie opinii publicznej na temat winy Simpsona. Aż 83% białych Amerykanów uważa, że był winien morderstwa swojej żony, 57% Afroamerykanów tez podzieliła ten pogląd.

Nienawiść mocno oślepia bez względu na kolor skóry.

Reklamy

Ameryka to taki dziwny kraj cz.III

Ameryka to taki dziwny kraj. Podzielona jest ona na pięćdziesiąt stanów. Nic w tym szczególnego. Co jest jednak ciekawe to prawo. W USA oprócz prawa federalnego czyli obowiązującego w całym kraju, istnieje też prawo stanowe. Konsekwencją takiego stanu rzeczy jest miedzy innymi fakt, że prawnicy są ograniczeni ze swoją praktyką do pojedynczych stanów lub do związku stanów o podobnym systemie prawnym. Żeby zostać prawnikiem nie wystarczy skończenie siedmioletniej edukacji ( cztery lata uniwersytetu plus trzy lata uczelni prawniczej). Należy jeszcze zdać egzamin stanowy ze znajomosci przepisów w danym stanie.

Ta wolność poszczególnych jednostek administracyjnych w zakresie tworzenia przepisów prawnych często jest dość śmieszna. Dla przykładu marihuana lecznicza jest dozwolona tu i ówdzie ale nie wszędzie. Tak samo ma się sytuacja ze związkami partnerskimi, wciąż nie wszystkie stany je uznają. Przykładów można by mnożyć.

Przemieszkałem cały swój pobyt w Ameryce w stanie New Jersey. Jest to jeden z najmniejszych powierzchniowo stanów USA. O jego sile decyduje oczywiście położenie. Znajduje się bowiem wciśnięty miedzy Nowym Jorkiem i Pennsylwanią. Jego południowa cześć związana jest bardzie z Filadelfią natomiast północna oczywiście z Nowym Jorkiem. Mnie było bliżej do Manhattanu stąd czuje się związany właśnie z Nowym Jorkiem a jako kibic sportowy z drużynami pochodzącymi z tego miasta. Ludzie często mylą określenie Nowy Jork z miastem. Tymczasem jest to rownież jeden z najwiekszych stanów w USA w ramach, którego znajduje się między innymi miasto Buffalo ze słynną Niagarą.

New Jersey chociaż małe, dzięki swojemu położeniu jest jednym z bogatszych stanów USA. Bliskość do Filadelfii i na Manhattan powoduje, że wiele ludzi pracując w tych miastach, mieszka jednak właśnie w New Jersey. Stąd i ceny domów są wyższe niż w niejednym stanie. Cena to jedna strona medalu. Druga to podatek gruntowy. I w tym zakresie każda jednostka administracyjna ma pełną wolność. Stąd w jednym miejscu jest drogo w innym zaś identyczny dom nie powoduje tak wysokich podatków. Niestety mój stan w tym względzie jest jednym z najdroższych.

Co jeszcze ciekawego można powiedzieć o New Jersey. Stolicą jego jest Trenton. Jednak to Newark jest najbardziej znanym miastem. Tu znajduje się międzynarodowy port lotniczy jeden z najwiekszych na wschodzie USA. Rownież w New Jersey znajduje się Camden, jedno z najbardziej niebezpiecznych miast w całej Ameryce. Być może dlatego aby zostać posiadaczem broni w tym stanie trzeba czekać na pozwolenie kilka tygodni. W przeciwieństwie do granicznej Pensylwanii, gdzie w sklepie z bronią mogą zweryfikować delikwenta. Jeśli nie ma na jego temat niczego złego, to wychodzi się ze spluwą już po paru minutach.

W New Jersey znajduje się drugie pod względem wielkości miasto hazardowe. Atlantic City to niekwestionowany wicelider, po Las Vegas, w zakresie ilości kasyn. Całe nabrzeże tego miasta to jedno wielkie kasyno. To tutaj upatrzył sobie swoje miejsce Donald Trump. Kilka z tych przybytków nosi właśnie jego imię. Tysiące ludzi w kilkudziesięciu kasynach może tutaj zagrać we wszystko co wymyślono aby ułatwić im pozbycie się pieniędzy.

W USA każdy ze stanów ma też swoje prawo podatkowe. Jest ono bardzo rożne. Stąd mieszkańcy kraju płacą w większości dwa podatki, z których muszą się rozliczyć: podatek federalny i stanowy. W niektórych miejscach mieszkańcy muszą jeszcze uiścić podatek miejski. Tak jest właśnie w mieście Nowy Jork. Co gorsza nawet jeśli się nie mieszka tutaj lecz tylko pracuje to i tak podlega się pod podatek stanowy wynikający z miejsca zamieszkania jak i podatek stanowy ze względu na miejsce pracy. Dziwny kraj, nieprawdaż?

Prawo żyrandola

Żałosny w poglądach

O prawie i sądach

Jest ten co je łamie

Zwłaszcza, że kłamie

Te smutne wywody

Są laniem wody

I mózgu praniem

Do głupich wołaniem

Lecz ich ubywa

Bo kłamstwo przegrywa

Zawsze i wszędzie

Tak było i będzie

Czy więc wypada

Te bzdury gadać

Gdy każdy to widzi

I z Ciebie szydzi?

Czas już zrozumieć,

Że trzeba umieć

Do błędów się przyznać

I ludziom to wyznać

Bo w fałszu brnięcie

To jak na przyjęcie

Iść bez zaproszenia

Bez dumy cienia

Z tych dwóch wyrazów

Powiem odrazu,

Że w cieniu stoisz,

Którego się go boisz

A dumę masz mroczną

Też mało widoczną

Gdzieś się zgubiła

Gdy dzieckiem była

Co zatem zostało?

Powagi masz mało

Respektu nie więcej

Niż w ręce dziecięcej

Z szacunku dla siebie

Nie daj po glebie

By cię czołgano

Bo złą to zmianą

Smutna to rola

Strzec żyrandola

Być impotentem

Miast prezydentem

Prawo do własnej opinii

Gdy już samolot się uniósł i emocje związane z jego odkrywaniem się od ziemi powoli zaczęły opadać, można się było wreszcie rozlokować wygodnie w fotelu, jeśli to można tak określić. Przed nami nieco ponad osiem godzin lotu. Właśnie zgasło światło wymagające zapięcia pasów gdy z tylnego rzędu usłyszałem; hey, How are you doing? Fine and you? Nic nadzwyczajnego w tym nie było, bo Amerykanie zwykli witać się bez względu na znania się czy nie. Rozmowa w tylnym rzędzie nabiera coraz większego tempa, przebiegając w bardzo sympatycznej atmosferze. Nagle jeden z rozmówców zadał pytanie na temat urzędującego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Pytany zdawał się być zwolennikiem Trumpa, nie omieszkał oczywiście zwrócić się z tym samym pytaniem do swojego sąsiada. Tu już była zdecydowana deklaracja świadcząca o wyjątkowej niechęci do mieszkańca Białego Domu. Wracając z kraju podzielonego przez polityków, spodziewałem się przynajmniej końca rozmowy. Nic z tych rzeczy. Obaj rozmówcy przyjęli do wiadomości swój stosunek do Trumpa, po czym równie sprawnie zmienili temat swojego dialogu. Kobieta z mężczyzną kontynuowali wymianę zdań niemal przez cały lot, a sądząc po wielokrotnych salwach śmiechu musieli czerpać sporą przyjemność ze swej rozmowy. Nie twierdzę, że w każdej sytuacji dwaj przypadkowo spotykający się Amerykanie o diametralnie rożnych poglądach politycznych będą kontynuować rozmowę z taką samą zażyłością jak opisana przeze mnie para. Jestem jednak niemal przekonany, że dwóch obywateli naszego kraju reprezentujących przeciwne obozy polityczne w podobnej sytuacji skoczyliby sobie do oczów. Ten brak respektu dla innych opinii niż nasza własna dokucza mi w Polsce zdecydowanie najbardziej. Znajomy przypomniał mi właśnie powiedzenie o dwóch Polakach i trzech opiniach. Fakt różnienia się w poglądach nie powinien prowadzić do agresji a z taką mamy na każdym kroku w naszym kraju. Wiele z tym ma wspólnego niewątpliwie niska kultura polityczna naszych elit a co za tym idzie podgrzewanie i przerzucanie swoich emocji na ludzi. Politycy robią to celowo, znając nasze słabości. I to jest najgorsze, że oni wiedzą jak to wykorzystać a my na to pozwalamy. Miedzy Polską a Stanami jest wciąż przepaść, rownież i w tym kontekście.

Freedom czyli Wolność

Wolność to najgorętsze słowo w dzisiejszej przestrzeni publicznej. Gdzie są jej granice? Każdy chce mieć prawo by podejmować własne decyzje i jeśli są one bez szkody dla innych ludzi sądzę, że każdemu się to należy. Coraz cześciej odbiera nam się jednak możliwość decydowania o sobie, narzucając nam szereg nakazów i zakazów, wmawiając nam, że są one konieczne dla naszego dobra. Patrząc na tempo w jakim ogranicza się nasze swobody odnoszę wrażenie, że wkrótce będziemy mieli coraz mniej do powiedzenia na temat naszego własnego życia. Nie wiem czy ktoś to jeszcze zauważa? Spostrzegł to jednak Paul McCartney i swoim utworem Freedom zachęcił mnie do tego wpisu.  

 

YouTube

 

 

Bóg dał mi żyć

Bym wolnym mógł być 

I żył wsród wolnych ludzi

Nie musiał się z nikim kłócić 

 

To jest o wolność wołanie

I wolności się domaganie 

Za wolność zginąć jest warto

By nas z niej nie obdarto 

 

Nie dajmy jej odebrać sobie 

Bez niej cieżko będzie mnie i tobie

Bo to jest nasze życie  

 

To jest o wolność wołanie

I wolności się domaganie 

Za wolność zginąć jest warto

By nas z niej nie obdarto 

 

Moje tłumaczenie sporo odbiega od oryginału. Mam jednak nadzieje, że przekazuje najważniejszy jego sens. Wolność to nasze prawo, które otrzymaliśmy od stwórcy, który określił je jako wolna wola. Nie pozwólmy o tym nikomu zapomnieć.

Lojalność zawodowa.

Czym różni się dobry prawnik od wspaniałego prawnika? Żeby otrzymać odpowiedź na to pytanie musiałem rozwiązać krzyżówkę. Zwiozłem ich trochę na czas solowego pobytu i teraz zapełniają mi chwile wolnego czasu. Ale do rzeczy. Po podstawieniu liter w miejsce cyfr takie oto otrzymałem hasło: dobry prawnik zna prawo, wspaniały prawnik zna sędziego i prokuratora. Już od dawna chodził mi po głowie temat lojalności zawodowej i ta krzyżówka a właściwie jej rozwiazanie przyspieszyło ten tekst. Wielokrotnie wspominałem o mojej słabości do „Angory”. W każdym jej numerze jest artykuł poświęcony pokrzywdzonemu przez jakiegoś lekarza pacjentowi. Pomyłki takie często kończą się uszczerbkiem na zdrowiu a czasami nawet śmiercią pacjenta. W konsekwencji wiele z tych spraw kończy się w sądach. Prowadzącym rozprawę sędziom brakuje oczywiście wiedzy medycznej aby wydać sprawiedliwy wyrok. Zwracają się zatem do biegłych sądowych lekarzy, których zadaniem jest określenie i zdeterminowanie stopnia winy placówki leczniczej i jej personelu, jeśli taka oczywiście zaistniała. No właśnie. Zdecydowana większość tych opinii nie dostrzega żadnego błędu w trakcie opieki nad pacjentem uważając, że w procesie leczenia, nawet tego najprostszego, mogą zdarzyć się powikłania. Niektóre z tych uczonych ekspertyz nawet laikowi muszą zdawać się podejrzane. Skąd ta lojalność zawodowa i brak empatii dla cierpiącego pacjenta? Czyżby każdy z nich miał coś na sumieniu i oczekiwał, na wszelki wypadek, rewanżu. Niepojętą dla mnie jest ta krótkowzroczność i brak wyobraźni, który może przynieść w przyszłości stratę kogoś bliskiego w innej rodzinie. Zły lekarz lekarz to balast dla całego środowiska i obrona jego nie znajduje żadnego uzasadnienia. Pomyłki zdarzają się wszystkim,, jednak brak podstawowego zachowania ostrożności to nie pomyłka to lekkomyślność  i brak szacunku dla pacjenta. Zacząłem ten artykuł od sądów, bo i tutaj ta zmora niszczy wiarę ludzi w prawo i powoduje, że dzisiaj mamy kryzys w tej dziedzinie a rządząca partia pod pozorem naprawy problemu, chce go jeszcze bardziej skorumpować. Prawo powinno być proste jak dwa dodać dwa w wyniku czego otrzymujemy cztery, nie trzy i pół i nie cztery i pół. Jak to się zatem dzieje, że przepis prawny można interpretować na tyle rożnych sposobów? Jak to możliwe, że nawet w Trybunale Konstytucyjnym sędziowie odczytują prawo zawarte w konstytucji zgodnie z wolą partii, która ich na to stanowisko wyniosła? W tym środowisku rownież da się zauważyć tą dziwną lojalność zawodową. Chociaż walczą miedzy sobą to w kwestiach zawodowych bronią nawet najgorszego i najbardziej zepsutego prawnika. W obu środowiskach na hasło „Reforma” jeżą się jak pies, któremu ktoś  próbuje odebrać kość. Nie wiem jak spowodować aby środowiska zawodowe zrozumiały, że obrona czarnej owcy przynosi więcej szkód niż pożytku. Wiem natomiast, że właśnie przez tą ignorancję we wszystkich profesjonalnych zawodach, kolejne ekipy rządzące będą próbować coś tam naprawić a naprawa jest możliwa tylko od środka. Na koniec jeszcze jedno słowo o służbie zdrowia i empatii jej pracowników do pacjenta. Moja żona znalazła się w szpitalu ze złamaną nogą. Kontuzja wymagała natychmiastowego zabiegu, po którym przez najbliższe sześć tygodni nie wolno jej obciążać zrekonstruowanej nogi pod żadnym pozorem, taką opinie wydał lekarz. Następnego dnia po operacji gdy zwróciła się do pielęgniarki z prośba o asystę aby dojść do toalety, ta oddana niesieniu pomocy, opryskliwie odpowiedziała „może mam panią wziąć na ręce”. To już nawet nie jest brak profesjonalizmu, to zwykłe chamstwo, które powinno dyskwalifikować kogoś takiego z wykonywania tego zawodu. To właśnie tacy ludzie powodują, że generalizujemy na temat całego środowiska i dlatego powinni być eliminowani jak chwasty. Przynajmniej moim zdaniem.

Prawo i stróże prawa

Czy pamiętacie jeszcze samochody marki Warszawa z nadrukiem MO? Taki skrót od Milicja Obywatelska, który wraz z pojawieniem się Fiatów zlikwidowano i zastąpiono go prostszym i łatwiejszym do zapamiętania napisem Milicja. Nazwa tej jednostki utrzymała się do odzyskania tak zwanej niepodległości by wraz z upadającym systemem zastąpić ją o wiele dumniejszym i poważniejszym określeniem Policja. Milicja bowiem była zła bo reprezentowała złe prawo, narzucone nam przez sprawujących w owym czasie komunistów. Po transformacji wycięto w pień milicjantów i zaczęto budować nową, lepszą i dobrą Policję. Już sama nazwa zbliżała nas do cywilizowanego zachodu i napawała do dumy, oto mamy wreszcie funkcjonariuszy , którzy będą gwarantem przestrzegania demokratycznego prawa. Gdzieś w tym zachłyśnięciu się wiarą w potęgę demokracji i jej sprawiedliwość uciekło nam pare ponadsystemowych prawd, które powoli zaczynają do nas docierać. Jaka jest bowiem różnica, poza nazwą oczywiście, miedzy Milicją a Policją? Otóż żadna bo wymuszanie przestrzegania prawa narzuconego nam przez sprawujących władze wymagało od jednostek milicji i wymaga od policjantów podporządkowania się tej władzy. Fałszem było i jest, że obie siły porządkowe zostały powołane dla naszego bezpieczeństwa. Czy ktoś może sobie wyobrazić, że obecna Policja w przypadku zamieszek antyrządowych stanęłaby po stronie demonstrantów? Trzeba być naiwnym żeby móc w to uwierzyć. Nie po to władza rozdaje im przywileje pracownicze. Absurd tej sytuacji polega na tym, że to my naszymi podatkami utrzymujemy stróżów prawa, pracodawcą jest jednak władza i to jej mają oni być podporządkowani. Nie oszukujmy się zatem, bez względu na nazwę, Milicja, Policja, Żandarmeria czy inni Karabinierzy, ich zadaniem jest ochrona sprawujących władze. Ludziom może się nie podobać kiedysiejsza Milicja, prawda jest jednak taka, że wymuszanie obowiązującego prawa nie zawsze jest popularne szczególnie przez prześladowaną opozycje. Nawet jeśli prawo było lub jest złe, to nikt nie oczekiwał od dawnego milicjanta i nikt nie oczekuje od dzisiejszego policjanta jego krytyki a wręcz przeciwnie ślepego jego wykonywania. Do aparatu wymuszania prawa trafiają różni ludzi. Niektórzy naoglądali się amerykańskich produkcji i wydaje im się, że będą gonić przestępców, przy okazji zaspokajać swoje potrzeby bycia kimś ważnym. Niestety to bajka. Dzisiejszy świat przestępczy często jest lepiej uzbrojony niż nasi stróże prawa. Giną zatem niepotrzebnie bo coraz więcej polityków i ich zwierzchników jest z tym światem powiązanych. Jak wyglada zatem przestrzeganie prawa przez władze? Oto marszałek Senatu odsunął wicemarszałka izby pochodzącego z opozycji od prawa prowadzenia posiedzeń bo ten podjął decyzje niezgodną z jego oczekiwaniami. Na pytania czy tak było wolno, odpowiedział beztrosko, żeby pokazano przepis, że tak nie wolno. Krótko mówiąc ja stanowię prawo i ja decyduje co wolno a czego zabraniam. Marszałek Sejmu zdecydował się przenieść obrady nad budżetem do innego pomieszczenia gdzie wraz z większością pochodząca z jego partii przyjął rzeczona ustawę bez posłów opozycji. Jemu tez tak wolno bo on jest ponad prawem. Szefowa rządu określiła działania opozycji jako próbę zamachu stanu i nie dopatrzyła się zamachu na demokracje. Narzekamy na brutalność policji i słusznie. Zdominowała ona jednak wszystkie aspekty naszego życia. Agresja i brutalność to dzisiaj chleb powszedni. Nie da się ukryć, że policja często nadużywa swoich uprawnień, w wielu przypadkach bronią też swojego zdrowia i życia. Czyż można się dziwić, że w takich sytuacjach niektórzy się zapominają. Fala skądinąd słusznej krytyki i oburzenia spadła ostatnio na wrocławskich stróżów prawa. Spowodowanie śmierci kogokolwiek w okolicznościach, które nie wymuszały aż takiego użycia przymusu bezpośredniego zasługuje na zdecydowane potępienie. Dochodzenie w tej sprawie trwało ponad rok i gdyby nie nagranie z paralizatora, które przedostało się do mediów to pewnie trwało by dalej. Teraz dopiero przystąpiono do wyciągania konsekwencji wobec winnych i posypały się głowy. Ucierpi na tym zapewne wizerunek policji chociaż winni zostaną zapewne surowo ukarani. W tym miejscu pozwolę sobie przypomnieć  że mniej więcej w tym samym czasie córka gdańskiej radnej o jedynie słusznej przynależności partyjnej, dała się mocno we znaki jednostce policji z tego miasta. Została potraktowana tak jak sobie na to zasłużyła. Oburzył się na to jednak sam pan minister wytykając policjantom nadgorliwość w pracy. Nikt nie miał złudzeń, że agresywnej dziewczynie nic takiego się nie stało i dostało minimum tego co jej się należało, gdyby mamuśka nie reprezentowała wiadomej opcji. Osobiste zaangażowanie ministra w obronę córki partyjnej koleżanki z jednoczesnym zlekceważenie sytuacji na wrocławskim posterunku dobitnie pokazują gdzie leżą priorytety władzy. Żeby nie być posadzonym o skrajny antyPiSizm śmiem twierdzić, że istnieje duże prawdopodobieństwo identycznego zachowania ministra z innej opcji politycznej gdyby to jego koledze lub koleżance stróże prawa zrobili krzywdę. Stąd moja teza, o służebności organów wymuszania prawa wobec każdego rządu. We Wrocławiu poleciały głowy a pan minister nie ma sobie nic do zarzucenia. I słusznie przecież zakatowany nie był członkiem ugrupowania, do którego on należy.  Na koniec jeszcze jedno pytanie. Po co sprawującym władze wybrańcom narodu potrzebny jest immunitet? Ano po to by bez konsekwencji mogli świadomie łamać prawo i jeśli ich na tym złapie jakiś nadgorliwy policjant to z uśmiechem na ustach mogą mu pokazać środkowy palec. I nie ma w tym nic brutalnego ot taki nowoczesny gest Kozakiewicza. Z góry przepraszam naszego świetnego sportowca jeżeli go obraziłem. 

Powtórka z dyktatury

Prawdę mówiąc zaczynam coraz bardziej cieszyć się faktem wygrania wyborów przez prawych i sprawiedliwych. Oto bowiem nadchodzi powtórka z rozrywki dla wszystkich tych, którzy zapomnieli co oznaczał termin „dyktatura”. Wszyscy od lewej do prawej i jak wielka jest scena polityczna w Polsce zgadzają się dzisiaj z faktem, że i Andrzej Duda, i Beata Szydło to tylko zwykłe marionetki w rękach człowieka o wdzięcznej nazwie prezes, który chce się wszystkim jawić jako naprawiacz zepsutego systemu. Nasz wielce oświecony ” Dalai Lama” ruszył z krucjatą przeciwko sędziom Trybunału Konstytucyjnego bo to przeżytek po poprzedniej władzy i nie daje pewności owocnej współpracy. Jak to zwykle, nie tylko w naszym kraju, w sytuacjach tego typu słychać głosy popierające prezesa i słychać rownież te, które nie zostawiają na nim suchej nitki.  Sam już nie wiem kto ma racje i nawet byłbym skłonny stanąć po stronie tego wielkiego patrioty, gdyby….. No właśnie panie Jarosławie, sprzątanie zaczynamy od własnego podwórka. Powołanie na stanowisko ministra sprawiedliwości pana Zbigniewa Ziobry nakazuje myśleć, że to pańskie postrzeganie prawa jest conajmniej zwichrowane. Pan ten piastując ów urząd w przeszłości skompromitował się swoją walka z korupcją ośmieszając nie tylko ministerstwo sprawiedliwości ale i rząd na czele, którego stał pan we własnej osobie. Fakt pańskich zastrzeżeń w stosunku do Trybunału Konstytucyjnego i ich brak w stosunku do ministra sprawiedliwości karze wręcz twierdzić, że pańskie poglądy pozbawione są krzty obiektywizmu i kieruje panem najzwyklejsza w świecie chęć zemsty. Mam nadzieję, że uda się panu ten zamach na tych naszych strażników demokracji i odmieni pan Trybunał według swoich wyobrażeń. Ta kretyńska walka prezesa o władze absolutną odbije mu się czkawką bo sposób i bezwzględność z jaką tego dokonuje jeszcze bardziej dzieli społeczeństwo. Działania pana Kaczyńskiego mają charakter, w moim odczuciu, odwetowy a nie naprawczy. Nie dziwi mnie poklask zwolenników prawych i sprawiedliwych bo rzeczywiście opozycja z platformersami na czele swoimi atakami na aktualną władzę bardziej się jak na razie ośmiesza niż otwiera czyjekolwiek oczy. Jarosław Kaczyński jakby rownież zapomniał, że kreuje skrajne emocje w społeczeństwie, co w moim przekonaniu doprowadzi do zjednoczenia tych co nie głosowali w obecnych wyborach i w następnych już pójdą do urn tylko po to aby pozbyć się absoluta.

Skończyłem ostatnio oglądać piąty sezon Game of Thrones. Jarosław Kaczyński jako żywo przypomina mi królową matkę, która z taką zaciekłością walczyła ze swoją synową, że wykreowała instytucję, która miała strzec moralności. I rzeczywiście udało się wsadzić synową z jej bratem do parszywego pierdla. Królowa matka zapomniała jednak, że i jej samej do osób moralnie czystych bardzo daleko. Instytucja przez nią stworzona i w stosunku do niej okazała się bezlitosna osądzając ja rownież w podłym pierdlu. Po przyznaniu się do winy bezwzględna królowa w ramach pokuty została naga przeprowadzona ulicami miasta ku uciesze biedoty. Obrzucono ją przy tym wszystkim co ludziska mieli pod ręką. Bo kto mieczem walczy panie Kaczyński to i od miecza ginie.