Prezesowe prawdy

Zamiast swoich przemyśleń, postanowiłem dzisiaj przedrukować wpis Romana Giertycha z FB. Powód był prosty. Mam podobne pytania do prezesa jak były wicepremier. Brzydzi mnie wykorzystywanie zmarłych w jakichkolwiek celach. Widać to jednak standard w działaniu naczelnika naszego kraju.

A oto co napisał Roman Giertych.

Jarosław Kaczyński ogłosił, że śmierć posła Szyszki, to nie przypadek. I że prawdę o tej śmierci ujawni później. Tym samym przypomniał jak PiS doszedł do władzy w roku 2015. A doszedł do władzy na trumnach smoleńskich i oszczerstwach wobec opozycji, że jest odpowiedzialna za śmierć 96 ofiar katastrofy. Wysunął do propagowania kłamstwa smoleńskiego najbardziej cynicznego i bezczelnego polityka PiS – Antoniego Macierewicza i powołał specjalną komisję kłamców i tępych klakierów, którzy do dziś rzucają insynuacjami.

Panie Prezesie Kaczyński!

Gdzie jest „prawda smoleńska”?

Jakie są dowody na zamach?

Jak Pan udowodni słowa wypowiedziane w Sejmie do opozycji, że zabito Pańskiego brata?

Po co były ekshumacje?

Jeżeli przez cztery lata posiadania pełni władzy nie udowodniliście czegokolwiek z waszych tez, to znaczy, że łgaliście i oczernialiście niewinnych. Pan mieni się obrońcą chrześcijaństwa. Przypomnę Panu, że jest VIII przykazanie, które zakazuje oczerniania. Jeżeli Pan publicznie oczerniał niewinnych i publicznie tego nie sprostował, to nawet do ważnej spowiedzi nie może Pan przystąpić. Bo jednym z jej warunków jest zadośćuczynienie, a to w przypadku tak ciężkiego oczerniania jak zarzut morderstwa wymaga odwołania nieprawdziwego oskarżenia. Pan wie, że nie było żadnego zamachu (tak jak Pan wie, że nie ma żadnej „ukrytej prawdy” o śmierci posła Szyszki).

Dodatkowo wasze tezy o rzekomym zamachu raniły bliskich ofiar. Moja klientka, córka chroniącego Pańskiego brata oficera BOR do dziś dostaje nerwicy na każde telewizyjne przypominanie rzekomego zamachu.

Z powodów politycznych tańczyliście na trumnach smoleńskich używając Pańskiej osobistej tragedii (której nie kwestionuję i bardzo jej Panu współczuję) do zdyskredytowania Pańskich przeciwników.

Zapowiedział Pan dziś, że gdy Pan wygra będzie Pan piętnował przeciwników rządu. Po pierwsze niech Pan pamięta o zdaniu Spartan wypowiedzianym do przeciwników pełnych pychy, którzy zapowiadali krzywdy jakie zrobią Spartanom jeśli wygrają. Lakoniczna odpowiedź brzmiała: jeśli. Ale nawet jeżeli Pan wygra, to jak nas Pan będzie piętnował? Zabierze majątki? Powsadza pod fikcyjnymi zarzutami do więzień? Jeszcze bardziej oczerni w mediach rządowych? I co dalej? Jak nadal Pana nie będziemy popierać, to co? Jak daleko się Pan posunie?

Wie Pan co kiedyś powiedział Cicero? Niepopularność w słusznej sprawie to chwała. I Polska prędzej czy później upomni się o obrońców demokracji, a kłamliwych cyników, którzy na tańcu trumnami doszli do władzy wypluje i ukarze.

Roman Giertych

W poszukiwaniu prawdy historycznej.

Jedną z najbardziej obrzydliwych instytucji jakie powstały po odzyskaniu przez nasz kraj tak zwanej wolności jest, według mnie oczywiście, Instytut Pamięci Narodowej. Nazwa jakże wzniosła, cele jakże płytkie. Nie ma to oczywiście nic wspólnego z żadnym instytutem, bo w takiej organizacji pracują ludzie z dużym doświadczeniem w danej dziedzinie, w tej natomiast historycy z łapanki. Nie ma ten twór nic wspólnego z pamięcią, raczej z niechęcią tylko i wyłącznie do pewnego okresu w naszej historii. Słowo Narodowy też jest zakłamaniem bo w nim mieszczą się tylko tak zwani wyklęci. Chociaż niekoniecznie, są w tym pojęciu również ci przeklęci, którzy zrozumieli swój historyczny błąd i teraz ze szczególnym oddaniem próbują go naprawić. Jakby jednak dobrze przyjrzeć się co się kryje pod pojęcie narodu to okaże się, że jest w nim dość skromny odsetek prawdziwych patriotów, reszta to budowniczy socjalistycznej ojczyzny czyli tak zwany gorszy sport.

Oczywiście kto jest kto, decyduje paru inkwizytorów z rzeczonego Instytutu. Niby miał to być twór o zabarwieniu historycznym. Stał się jednak narzędziem opresyjnym w rękach ludzi bez twarzy, nieuków i oportunistów.

Nie mam wątpliwości, że głównym zadaniem pracujących tam „naukowców” nie jest rzetelne badanie historii i warunków w jakich przyszło naszemu krajowi egzystować zaraz po wojnie. Cel nadrzędny to wyszukiwanie haków, mszczenie się na wszystkich i wszystkim co wpadnie do łba choremu z nienawiści namiestnikowi kraju. Stąd moja nowa nazwa tej organizacji, Inkwizytorzy Pomylonego Namiestnika.

Najśmieszniejsze w tym zakładzie jest to, że na tych historycznych dokumentach pierwszy położył łapy pewien Antoni. Pozamiatał co dla dzisiejszych włodarzy nie wygodne, zostawił to co było po jego chorej linii rozumowania i na tej podstawie czereda nawiedzonych histeryków bawi się w historie. Tosiek natomiast żongluje teczkami aktualnych watażków, tak na wszelki wypadek gdyby ktoś chciał się go pozbyć.

Co gorsza, ów Instytut rozrósł się do wielkości Urzędu Marszałkowskiego. Wydziałów w nim już nie sposób zliczyć. Na czele każdego jakiś dyrektor, podwładni i oczywiście sekretarka. Powstał też zmyślny twór o nazwie pion prokuratorski. Ci goście mają dopiero klawe życie. Zbyt tępi by pracować w prokuraturze ale z odpowiednim przygotowaniem nienawistno-propagandowym, tutaj sprawdzają się doskonale. Kiedyś na towary, które nie nadawały się na eksport mówiono buble albo odrzut, to mniej więcej tej samej klasy ludzie pracują w owym pionie. Jak się wkurwią na jakiś pomnik o znaczeniu socjalistycznym to ma on przejebane, dosłownie.

Na czele tej wykreowanej, chyba tylko na potrzeby zatrudnienia oddanym świętej wojnie histerykom, stoi człek o jakże właściwym imieniu i nazwisku, Jarosław Szarek. Podobnie do lotnika z Sejmu i ten gość wydedukował, że z racji zajmowanej pozycji należą mu się określone przywileje. Jak podaje Angora za Faktem w 2016 roku na bilety lotnicze IPN wydał 108 tysięcy złotych. Rok później już 425 tysięcy złotych, a w trzech kwartałach 2018 roku ekipa Szarka przeleciała 423 tysiące złociszy. Nie mam wątpliwości, że tak fruwają w pogoni i z potrzeby odnalezienia historycznej prawdy. Pan Szarek z podziwu godną determinacją szuka jej w Krakowie, do którego w powyższym okresie przeleciał się 112 razy. Aż strach pomyśleć co on tam znalazł i wciąż znajduje. Na wszelki wypadek, gdyby sytuacja była podbramkowa i nie latały awiony to prezesunio ma złota kartę Intercity na okaziciela za jedyne 23 kawałki.

Okazało się również, źe komunistyczni przestępcy dali nogę do USA i Kanady. Trzeba było sprawdzić wszystko na miejscu. Peerelowska zaraza spędza sen z powiek biednego prezesa i jego świty. Ponoć razem z Waszczykowskim oczyszczają z niej San Escobar. Nie ich kasa. Lud rozumie jak ważna jest walka z przeciwnikami dobrej zmiany.

A propos naszego byłego ministra spraw od zagranicy. Po wyborze do europarlamentu poleciał na San Escobar w poszukiwaniu … Brukseli.

Źródło: Angora nr 49 z 9 grudnia 2018 roku.

Apel do Hetmana

Z nijakim smutkiem i rozczarowaniem dowiedziałem się, że nasz pierwszy i najbardziej nieprzejednany i nieprzekupny tropiciel komunistycznej agentury i donosicieli z tamtego okresu, zwanymi tajnymi współpracownikami, poszukuje nominacji na szefa NIK-u. Zdaje sobie sprawę, że jest to urząd, który w dużej mierze funkcjonuje na donosach. Rozumiem rownież, że grzebanie w aktach to ulubione zajęcie owego pana. Jest jednak wciąż tyle do zrobienia na niwie tropienia komuchów, zdrajców ojczyzny i sługusów Rosji, że przeniesienie tak doświadczonego znawcy tematu na mało znaczące stanowisko w jakiejś tam izbie zdaje się być pomysłem wyjątkowo chybionym.

Spora cześć naszego społeczeństwa żyje w jakimś baśniowym świecie bohaterów z tamtego wrednego okresu. Czterej pancerni i pies czy Stawka większa niż życie, wciąż cieszące się sporą popularnością, są tego najlepszym przykładem. Czas najwyższy aby owych pseudo-bohaterów zdewaluować, ośmieszyć i pokazać ich zdradzieckie mordy gorszego sortu w prawdziwym historycznie świetle. Przecież Kloss donosił do przeklętych na wyklętych, a banda z czołgu współpracowała z okupantem. Ludowi należy się prawda o tych kolaborantach i współpracownikach komunistycznych władz. Kto się do tego nadaje lepiej niż niestrudzony myśliwy z komisji do spraw wypadków podejrzanych? Nie zdziwiłoby mnie wcale, gdyby się okazało, że owi czołgiści i kapitan wermachtu maczali swoje brudne paluchy rownież przy pewnym samolocie.

Postulowałbym zatem aby naszego śledczego przeniesiono jednak do telewizji aby tam mógł, z pożytkiem dla nas wszystkich, odkryć i wyjaśnić kto był kim, kto na kogo donosił. Niech wreszcie ujrzy światło dzienne prawda przez tyle lat zamiatana pod dywan. Niech się ludzie dowiedzą, że Jacek molestował Agatkę, Balbina świntuszyła z Ptysiem a Kubuś Puchatek to tajny współpracownik o pseudonimie Kaczor Donald , ja na ironię. Sporo wiemy już o działalności Bolka. Wyjaśnić jednak należy rolę Lolka bo przecież oboje podróżowali po świecie, co było przywilejem w tamtym czasie. Tola też wydaje mi się podejrzana z tą jej niewinną miną. Reksio definitywnie musiał tropić żołnierzy wyklętych a pomysłowy Dobromir zapewne obmyślał wyuzdane sposoby torturowania tychże. Matołek zwiedził sporo świata, nie mogło to być za darmo. No i wreszcie Smok Wawelski, który wraz z Bartolinim Bartłomiejem poszukiwał Baltazara Gąbki. Przeszkadzał im w tym Don Pedro, zwany przez ówczesne władze szpiegiem. Toż to klasyczny przykład tępienia wyklętego Don Pedra przez bandę przeklętych namiestników narzuconego nam systemu.

Dzieciarnia po dzień dzisiejszy ogląda ten fałsz. Stąd konieczność aby przed każdą bajką ktoś zasługujący na ogólny szacunek w walce z zakłamaną historią, ukazał dzieciarni prawdziwe twarze tych skorumpowanych i zaprzedanych systemowi krętaczy.

Hetmanie Wielki, Szogunie Bezwzględny nie daj się prosić.

Historii nie da się zmienić.

Moja szanowna rodzicielka była wciąż dzieckiem kiedy na nasz kraj najechali sąsiedzi z zachodu. Miała właśnie rozpocząć szkolną przygodę jako pierwszoklasistka lecz musiało to poczekać. Mieszkając na wiosce nie miała aż takiej styczności okupantem jak ludzie z miast. Nie znaczy to oczywiście, że było jej rodzinie lżej czy lepiej. Pamięta okropności tych czasów chociaż jej najbliższa rodzina nie doświadczyła wywózek do obozów czy aresztowań i przesłuchań. Okres ten jednak był i dla nie traumą tak jak dla większości ludzi z krajów podbitych i okupowanych przez najeźdźców.

Paręnaście lat po wojnie wracała taksówką z dworca kolejowego do domu. Za kierownicą siedział młodzieniaszek, który zapewne urodził się w trakcie wojny lub zaraz po jej zakończeniu. Wiele z tamtych czasów pamietać nie mógł, jeśli cokolwiek. Tak był jednak wkur…ony PRL-em, że w swojej karkołomnej tezie oświadczył mojej mamie, że lepiej było już nawet za Niemca. Rodzicielka moja, będąc słabo odporną na bzdury i banialuki, nie zdzierżyła oczywiście. Dostało się zatem kierowcy konkretnie i zasłużenie.

W zakresie odporności na głupotę sporo pewnie odziedziczyłem po swojej matuli. Niestety nie ma wciąż żadnej szczepionki, która uodparnia na ludzką tępotę. Chociaż z wiekiem człowiek staje się coraz bardziej wyrozumiały i coraz mniej rzeczy go dziwi to jednak słuchanie, w moim przypadku, kogoś kto czasy słusznie minione zna tylko z opowieści ludzi pokroju Macierewicza, przyprawia mnie o wymioty. Nie, nie będę bronił PRL – u, sam z niego uciekłem. Wysiew tych IPN-owskich pseudonaukowców niespełna czterdziestoletnich znających ów system od podszewki, a raczej od strony pieluch, które pod koniec tego systemu wciąż jeszcze moczyli jest wręcz zatrważający. Co jeden to mądrzejszy i aż rwie się do krytyki postaw ludzi, którzy w tamtych czasach żyli. Skończyłem właśnie czytać historie PRL-u bez IPN-u. W jednym z rozdziałów przytoczono list Stefana Kardynała Wyszyńskiego do ówczesnego I Sekretarza KC PZPR Władysława Gomułki. Kiedy w 1966 kościół chciał obchodzić tysiąclecie chrześcijaństwa w Polsce, inicjatywa ta spotkała się ze sprzeciwem przewodniej siły narodu. Chrześcijaństwo nie było bowiem po linii propagandowej partii. Kardynał wysłał więc list, w którym starał się objaśnić ówczesnej władzy, charakter obchodów i znaczenie tej rocznicy dla naszej historii. Pisze w nim jednak miedzy innymi, że historii bez względu na system i władzę, nie da się zmienić. Wydaje mi się to bardzo ważne spostrzeżenie. Tamte czasy nogą się wielu nie podobać i zapewne słusznie. Nie wszystko jednak było tylko czarne, tak jak niekoniecznie wszyscy wyklęci byli bez skazy. Czasu nie da się cofnąć, przynajmniej na razie. Szkoda jednak bo z chęcią bym przeflancował tych domorosłych myślicieli żeby zobaczyć ich wybory i niech ich potem krytykują następne pokolenia tych co nic nie przeżyli i mało widzieli.

Politycznie poprawna historyczna prawda

Niedawno wpadł mi w ręce tekst na temat wydarzeń na Wołyniu. Po jego przeczytaniu obejrzałem krótki filmik z YouTube pokazujący miejsca tamtych wydarzeń. Głównym jednak jego tematem było odnalezienie grobów pomordowanych i próba zdeterminowania ile osób, w jakim wieku w nich leży. Pada wiele gorzkich słów pod adresem naszych władz za niechęć do bardziej zdecydowanej postawy aby upamiętnić ofiary mordu jaki niewątpliwie się dokonał na naszym narodzie. Poprawność polityczna zasłoniła oczy sprawującym władze. Niestety ta niemoc w dalszym ciągu trwa i nie wygląda aby cokolwiek się zmieniło w ich sposobie myślenia. Nasza historia to ciężki orzech do zgryzienia. Co gorsza na przestrzeni ostatnich siedemdziesięciu lat w zależności od tego kto rządzi, zmienia ją zgodnie z tym co jest poprawnie politycznie. O ile władze PRL-u musiały kłamać na temat Katynia o tyle w czasach aktualnych nabieranie wody w usta i chowanie się za tym o czym powinno się głośno mowić i tym czego nie należy wytykać naszemu sąsiadowi zdaje się być jeszcze gorszym przejawem braku szacunku dla własnej historii. Obejrzałem film Andrzeja Wajdy na temat zbrodni katyńskiej, obejrzałem rownież film Wojciecha Smarzewskiego na temat pogromu wołyńskiego. Rosjanie rozstrzelali niemal dwadzieścia dwa tysiące naszych rodaków. Nacjonaliści ukraińscy zamordowali niemal pięciokrotnie więcej obywateli naszego kraju w trakcie, jak to oni chcą twierdzić, tak zwanych czystek etnicznych. Rosja już dawno potępiła Stalina i jego metody sprawowania władzy, podczas gdy Bandera stał się bohaterem narodowym Ukrainy. Nam jednak bliżej do nich. Nie biorąc pod uwagę aktualnej sytuacji geopolitycznej, co powinno być podstawą rzetelnej i uczciwej historii, Katyń pod żadnym względem nie wytrzymuje porównań z tym co się działo na Wołyniu. Liczba ofiar, okrucieństwo z jakim się nad nimi znęcano, mordowanie kobiet i dzieci to są wszystko fakty. Nasze państwo jednak chętniej identyfikuje się z ofiarami zbrodni w Katyniu, jakby na Wołyniu zginął ten gorszy sort Polaków. Teraz dodatkowym łącznikiem do rosyjskiej nienawiści stał się Smolensk, którego ofiary to jakby logiczna konsekwencja tamtych wydarzeń. Nie pojęte jest dla mnie, że nawet zamordowani są traktowani inaczej w zależności od tego z czyich rąk zginęli. Cześć i chwała należy się tylko tym którzy zginęli z rąk Sowietów, jak to się teraz mówi, odrobina pamięci, tylko bez przesady, dla wymordowanych w trakcie czystek etnicznych na Ukrainie, wreszcie niech przeklęci na wieki pozostaną ci, którzy walczyli o wyzwolenie Polski spod okupacji hitlerowskiej, bo tak się złożyło, że walczyli u boku znienawidzonej armii sowieckiej. Naszym „obiektywnym” historykom chciałbym polecić następującą sentencję:

Nikt nie rodzi się z nienawiścią do drugiego człowieka, ze względu na jego kolor skóry, jego pochodzenie, czy jego religię. Ludzi uczy się nienawiści, a jeśli można ich tego nauczyć to równie dobrze można nauczyć ich miłości. To ona bowiem jest bardziej naturalnym uczuciem dla ludzkiego serca. – Nelson Mandela.
 
Jak długo jeszcze nienawiść będzie zżerać serca polityków? To akurat może nie być aż tak ważne, gorsze jest to, że i wielu z nas przesiąka tą ich nienawiścią często sami niewiedząc dlaczego i skąd się ona wzięła. Konsekwencje tego ślepego podążania za czyjąś prawdą jak zwykle zapłacą zwykli ludzi. Może nadszedł czas aby się otrząsnąć?

Z listów do „Angory”

Angora od czasu do czasu dostarcza mi tematów do moich wpisów. Dziś postanowiłem przedrukować trzy listy czytelników do tej poczytnej gazety. Mają one w moim przekonaniu wspólny mianownik. Specjalnie pomijam nazwiska autorów bo nie chodzi mi o polemikę z nimi a bardziej zainteresowało mnie pewne zjawisko, o którym poniżej.
 

Chciałabym przestrzec gorszy sort aby w codziennym zabieganiu, załatwiając różne sprawy, nie ujawniał swoich preferencji. Może cię wtedy, gorszy sporcie, spotkać przykra niespodzianka, tym bardziej niespodziewana, że czasami jesteś wprowadzany w błąd przez swojego rozmówcę. Rzekome, duchowe pokrewieństwo, które w stosunku do niego odczuwasz, może się skończyć przykrym rozczarowaniem. A oto scenki z życia (i doświadczenia) wzięte gdy nieopatrznie zaczęłam wyrażać swoje poglądy. Jadę taksówką. W pewnej chwili widzę jak pan kierowca „nie zauważa” numeru kamienicy, pod który miał mnie zawieźć. Jadzie dalej długą ulicą, by mógł dopiero zawrócić na rondzie. Odnoszę radio do naprawy. Aparat odbieram naprawiony, ale odtwarzacz taśm, działający wcześniej bez zarzutu, plącze taśmy coraz bardziej, aż kolejną wybebeszył całkowicie. Gdy wracam do warsztatu, pan technik uśmiecha się na mój widok. Dobrze wiedział, że przyjdę….Jestem w pensjonacie ( przed październikowymi wyborami ). Jem obiad w towarzystwie pani, prowadzimy luźną rozmowę. Któregoś dnia pani mówi, że jest z Nowego Sącza. Zauważam, że to miasto jest propisowskie. Pytam ” Pani też? ” Gdy na drugi dzień przysiadam się do stolika, pani demonstracyjnie chwyta talerz z zupą i przesiada się na inne miejsce. Najbardziej spektakularnym przypadkiem była moja dawna już rozmowa z sąsiadem. Gdy mu oświadczyłam, że jestem przeciwna pochowkowi prezydenta Kaczyńskiego na Wawelu, powiedział, że ” takich jak ja powinno się zastrzelić „.  Te i inne zdarzenia, których byłam świadkiem lub uczestnikiem ( awantura w sklepie z bułkami, wyzwiska na rzuconą żartem uwagę w tramwaju ), rzucają cień na nasze codzienne życie. Pokazały mi, jak głęboki rów nietolerancji i nienawiści udało się wykopać niedużemu, toksycznemu panu. Ale on odejdzie, a my? A my z naszymi podziałami zostaniemy na długo. 

Teresa M.
Do napisania skłonił mnie list pana Eugeniusza pt. ” Faktów nie zmienią nawet…bogowie”….List hołdujący Armii Czerwonej. List hołdujący ZSRR za to, że powstała na jego terenie Armia Polska. Autor wspomniał, że  Wojsko Polskie tworzyli kresowianie i Sybiracy. Nie wspomniał jednak, skąd nasi rodacy tam się wzięli. Nie wspomniał rownież o 17 września 1939 roku, gdy Sowieci wkroczyli do Polski, wyciągnęli ludzi z łóżek i w bydlęcych wagonach wywieźli ludzi do łagrów. Zesłańcy za wszelką cenę pragnęli wrócić do Ojczyzny. Mieli wybór: albo armia Berlinga, albo źycie w nieludzkich warunkach, choćby i śmierć w łagrach. Czasy propagandy zamiast faktów historycznych mamy za sobą. Całe średnie i starsze pokolenie doświadczyło tej propagandy w szkołach. I na filmie „Czterej pancerni i pies” …..Dlatego warto się dokształcić – powstało wiele rzetelnych książek historycznych z wykazem dokumentów, źródeł historycznych. Celem Związku Radzieckiego nie było wyzwalanie Polski. Nie po to podpisano pakt Ribbentrop – Mołotow. Nie byłoby marszu na Berlin, gdyby Hitler nie wywołał wojny z ZSRR. Pięknie pisze autor tego listu o dumie, bojach, bitwach, słupach granicznych, osadnictwie i tworzeniu struktur władzy. A gdzie fakt sfałszowanych wyborów? Pan Eugeniusz wini zbrojne podziemie za niepotrzebne, dodatkowe tragedie. A gdzie druga strona medalu? Gdzie prawda o Katyniu? Armia Czerwona po drodze grabiła, niszczyła i gwałciła. Kto się bronił dostawał kule w łeb. Znam platerówki i ich relacje.znam też relacje rodzinne z pierwszej ręki.  Moja matka miała wówczas 19 lat. Gdy przechodził front, uciekła do lasu i spała zimą na gołej ziemi. Odchorowała to cieżko, przeziębienie i osłabienie z głodu skończyło się gruźlicą. Dlaczego uciekała? Żeby jej nie zgwałciła maszerującą na Berlin dzicz. Takie są fakty. Szkoda źe dzisiaj, ogranicza się naukę historii w szkołach. Dzisiaj, gdy można już mówić prawdę. Komu i czemu to służy? Komu na tym zależy? 
Anna B.
Urodziłam się w 1960 roku. W czasach szalejącego socjalizmu realnego. Mówią, że to był reżym…Wszyscy mieli jeszcze w pamięci pięcioletnią traumę wojenną. Trwały prace by odbudować Polskę i zbudować socjalistyczną rzeczywistość. Moja rodzina wierzyła w nowy ład społeczny; państwo dało im szansę na wykształcenie i karierę zawodową. Po godzinach spędzonych w hucie pracowali społecznie, budując kino, osiedla mieszkaniowe. Dostali za to wcześniejszy przydział na mieszkanie w nowym ceglanym budynku, który rownież w czynie społecznym zbudowali inni pracownicy. Urodziłam się w domu w asyście akuszerki – przeżyłam bez problemów. Potem był osiedlowy żłobek, następnie bardziej świadome przedszkole i dojrzała obecność w ośmioletniej szkole podstawowej. W szkole uczono matematyki, była przyroda, biologia, anatomia, geografia, fizyka i chemia. Podręczniki zawierały treści i wzory, a nie obrazki. Żyjąc w reżymie, który zakładał nienawiść do krajów Zachodu, nie było lektoratów języka angielskiego, za to ekspresowy system stosowano przy nauce rosyjskiego. I w tym języku można się było porozumieć praktycznie wszędzie ( od NRD po granice z Japonią ). Moja reżymowość ujawniała się podczas pochodów pierwszomajowych. W mundurku harcerskim, wiwatowania na cześć  zaprzyjaźnionych szefów rożnych partii na Stadionie Śląskim. Miłość do reżymu wykazywałam rownież, biorąc udział w pracach społecznych , sadząc drzewa w parku Kościuszki, albo występując w zespole muzycznym – śpiewaliśmy patriotyczne pieśni. Z tych samych powodów – wyznawania ideologii socjalizmu realnego – odwiedzałam chorych kolegów, wyjeżdżałam na bezpłatne biwaki wycieczki z zakładu pracy rodziców. Grabiłam liście na swoim osiedlu, zajmowałam się przyszkolnych ogródkiem.  Największy mój grzech to bycie przewodniczącą szkolnego samorządu i składania dyrekcji szkoły codziennych raportów o stanie liczebnym uczniów. Podlegałam indoktrynacji przez wdrażanie w mojej szkole zasad jakie wprowadził dydaktyk prof. Heliodor Muszyński. Wymyślił prace w grupach, czyli współdziałanie, rywalizację edukacyjną, samodyscyplinę i oczekiwał samodzielności. Kiedy poszłam do pracy w szkole, katowałem dzieci Mickiewiczem, Słowackim, Żeromskim i Broniewskim. Trzeba było czytać lektury. Mea Culpa. Gdy skończył się wieloletni ład społeczny i nastała demokracja, wszyscy byli w euforii przemian. Na lepsze, oczywiście. Niestety, marzenia obróciły się w pełną dramatów rzeczywistość. Najgorsze były chyba zmiany w świadomości i mentalności ludzi. Ja, wychowanka poprzedniej epoki, nie potrafię zrozumieć wielu rzeczy dziejących się na moich oczach. Dlaczego rodzice, którzy powinni wychowywać swoje dzieci, nie współpracują z nauczycielami, tylko zarzucają błędy wychowawcze, dlaczego człowiek pracujący dla innych postrzegany jest jako nieudacznik? Dlaczego, dlaczego?…mój reżymowy kręgosłup dawno temu ustawił mnie tak, że nie jestem środkiem wszechświata, tylko autonomiczna jego częścią. Ale obecnie nie czuje tego. Raczej jestem niepotrzebnym elementem w układance – Teraz My ( czyli Oni ). Czas się wycofać, czekać na zmiany, kontestować? Myśle, że odpowiedz może być tylko jedna. Po prostu robić swoje, pielęgnować w sobie te dobre socjalistyczne cechy dla dobra wspólnego i siebie. Nie przejmować się, że to nie jest modne. Może kiedyś jakaś ekipa wreszcie zrozumie, że nie wolno tak po prostu zaprzeczyć, wszystkim dawnym ideałom, ale posiłkować się nimi i korzystać z doświadczeń przeszłości.
Grażyna G- W.
Po przeczytaniu tych trzech listów uświadomiłem sobie w jak bardzo podzielonym społeczeństwie żyjemy w naszym kraju. Wczorajsi bohaterowie to dzisiejsi zbrodniarze a wczorajsi prześladowani to dzisiejsza elita. Każdy chce pisać „obiektywną” historie. Tylko czyją – swoją prywatną czy nas wszystkich. Żołnierze wyklęci okazuje się, że też mają polską krew na rękach. Chcieli innej Polski i jeśli komuś było nie po drodze to opuszczał ten padół z przepustką do nieba. Komuniści mordowali bez zastanowienia przeciwników ustrojowych. Niemal każda rodzina w Polsce przez jednych czy drugich w jakiś sposób została dotknięta. Dla jednych bohater, dla innych morderca. Gdzie jest w tym wszystkim prawda, o którą tak zaciekle walczy każdy z nas. Naszym przekleństwem zdaje się być brak dystansu do minionych wydarzeń a co za tym idzie brak tolerancji do siebie nawzajem. Niestety te antagonizmy podsyca nowa władza, którą wielu słowom nadaje nowe znaczenie, która bezkrytycznie rozdaje przywileje ludziom uznanym przez siebie za bohaterów, wydając jednostronne wyroki na tych, którzy widzieli Polskę inaczej. Przeżyłem trzydzieści lat w minionym systemie i nie jest mi za nim tęskno, jednak kompletny brak respektu do wszystkiego co się wiąże z tym okresem uważam za plucie we własne gniazdo. Wielu z tych plujących chętnie zapomina, że stali się kimś właśnie dzięki wykształceniu jakie zdobyli w tamtych czasach. Nie pojmuję życia przeszłością, nie rozumiem tego grzebania z uwielbieniem w czyichś życiorysach i niszczenia dokonań innych ludzi w imię sobie tylko wiadomej prawdy. Jestem za pielęgnowaniem pamięci o naszych przodkach z ich plusami i minusami ale jestem zdecydowanie przeciwny do manipulowania nią według własnego widzi mi się. Właśnie na naszych oczach odbywa się to jednostronne ocenianie ludzi według kryteriów wiadomych tylko dla sprawujących władzę. Uznano za winnego i wydawano już wyrok na Lecha Wałesę – czy tę samą miarę zastosują nasi włodarze w stosunku do ambasadora z Berlina, który już twierdzi, że stał się ofiarą szantażu? Czy znowu sprzedadzą nam swoją „prawdę” i każą nam ją zaakceptować? 
Trzy pesymistyczne w swojej wymowie listy każą mi sądzić, że to jest dopiero początek podziałów w naszym kraju. Będą się one pogłębiać bo naszym elitom nie zależy na pojednaniu a utrzymanie się u sterów władzy upatrują w wewnętrznych waśniach. I jak słusznie zauważa jedna z piszących cała ta ekipa kiedyś odejdzie a my zostaniemy i co wtedy będzie z nami?
 
Angora nr.24,  12 czerwca 2016 „Ludzie listy piszą”

Gruzińskie zamachy

Z zainteresowanie przeczytałem na Onecie informacje dotyczącą skazania byłego szefa kancelarii śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Aby otrzymać takie stanowisko pan Kownacki musiał cieszyć się zaufaniem byłego prezydenta. Nawet on jednak nie mógł strawić bredni i banialuków dotyczących strzałów na granicy gruzińskiej jakie miały miejsce podczas wizyty Lecha Kaczyńskiego w tym zapalnym punkcie. Wmawiano nam jakoby doszło do zamachu na obu prezydentów, naszego i gruzińskiego. Bazując na ówczesnych informacjach można było domniemywać, że wszystkim tym kierował sam Putin, który ze strachu przed Gruzją i Polską postanowił pozbyć się uciążliwych polityków. Samochody obu prezydentów podobno zostały ostrzelane a oni obaj cudem uszli z życiem. Taka właśnie wersja wydarzeń została upubliczniona i miała obowiazywać jako jedyna i prawdziwa. I pewnie tak by się stało gdyby nie dociekliwi dziennikarze, którym rzeczywistych informacji udzielił właśnie szef kancelarii prezydenta. Dokumenty, których pan Kownacki udostępnił dziennikarzom miały jednak charakter poufny bo prawda o zdarzeniach tej feralnej nocy nie służyła prezydenckiej propagandzie. Dostało się zatem całemu ówczesnemu rządowi z premierem na czele, odwołano paru funkcjonariuszy ochrony, powołano, jak to zwykle u nas bywa, komisje śledcze, podniesiono larum na cały nasz piękny kraj. Ludzie to kupili bo przecież ten Putin to taka wredna karykatura, która od urodzenia czycha na naszą wolność. Nie zdzierżył całej tej hućpy pan Kownacki i „sypnął” dokumentami zawierającymi prawdziwy przebieg wydarzeń. Wyszło na to, że nikt nie strzelał do samochodów tylko pogranicznicy strzelali w górę aby zatrzymać zbliżające się samochody i nie byli to wcale Rosjanie. Wredni dziennikarze upublicznili ową niewygodną prawdę nie wydając swojego źrodła. Sprawą zajęło się sadownictwo Rzeczypospolitej, ustalając sobie tylko dostępnymi środkami kto dopuścił się wyświetlenia prawdy. Uznany został zatem pan Kownacki za winnego popełnienia przestępstwa, które nie wiadomo dokładnie na czym polegało. Czyżby udostępnianie prawdy niewygodnej dla elity było przestępstwem? Jak to się dzieje, ze opublikowanie prywatnych i nielegalnie nagranych rozmów kawiarnianych jest słuszne i sprawiedliwe a prawda o wydarzeniach na granicy gruzińskiej juz tak traktowana być nie może?

Za parę lat wreszcie się okaże, że w Smoleńsku doszło do zwykłego wypadku lotniczego. Póki co to stwierdzenie nie jest wygodne miłościwie nam panującym.
I tak sobie pomyślałem, ech gdyby tak śp. Prezydent Nixon miał takie „demokratyczne” sadownictwo w swoim kraju to zapewne nie musiałby rezygnować ze swojej prezydentury i nikt nigdy nie odwiedziłby się o Water Gate.