Skoro o książkach pisałem

Od pewnego czasu męczy mnie pytanie, co jest lepsze książka czy film stworzony na jej podstawie? Kiedyś, dawno temu, przeczytałem Trylogie, Lalkę, Quo Vadis i obejrzałem ich ekranizacje. Upłynęło od tego czasu jednak sporo wody i dziś nie jestem w stanie zdeterminować co zrobiło na mnie większe wrażenie. Chociaż wydaje mi się, że Quo Vadis w wersji książkowej porwał mnie bardziej. Głowy bym sobie za to urwać jednak nie dał.

Ostatnio wpadła w moje ręce, zupełnie przypadkowo, książka Więźniowe Labiryntu, w oryginale znana jako Maze Runner. Film obejrzałem stosunkowo nie tak dawno. Byłem zatem ciekawy jak się on mam do wersji literackiej. Chłonę ostatnio książki tak jakbym je odkrył na nowo. Nie inaczej było i z tym tytułem. Ciężko będzie mi w tym przypadku jednoznacznie zdeterminować co bardziej mnie wciągnęło, film czy książka. Główna przyczyna takiego stanu rzeczy jest tłumaczenie. Ktoś kiedyś powiedział, że dobrze przetłumaczona książka to jest tak jakby była ona napisana przez osobę, która ją przełożyła. No właśnie. Czytałem tylko wersje w naszym języku. Nie znam zatem oryginału, który został ogłoszony bestsellerem.

No cóż, biorąc powyższe pod uwagę, muszę przyznać, że trzy tomy owej bestsellerowej powieści potężnie mnie zmęczyły. Zastrzegam ponownie, że być może oryginał angielski nie jest aż tak słaby. Lubię i filmy i książki science fiction, ta jednak nie przemówiła do mnie. Głównym powodem było do znużenia powtarzające się określenie głównego bohatera jak chłopca, chłopczyka niemal. Nie wiem czy była jedna strona, na której nie pojawiłoby się to słowo. Ów dzieciak dokonuje czynów niemal niewyobrażalnie bohaterskich, przy czym przy każdej okazji umiera ze strachu, serce podchodzi mu do gardła, albo wreszcie brzuch przewraca mu się do góry nogami. I znowu prawie każda strona zawiera identyczne emocje.

Nie widać tego w filmie. Powiem więcej, nie tylko nie widać ale nawet nie da się zauważyć, że główny bohater niemal zginał ze strachu conajmniej setkę razy. Dość dobrze pamietam pierwszą zekranizowaną część tej trylogii. Z filmami jednak często tak bywa, że kolejne odcinki nie są już tak dobre. Pewnie i tak było w moim przypadku bo jakoś nie bardzo pamietam część drugą i trzecią. Mając jednak przeczytanie książki za sobą wrócę do filmu jak tylko dotrę do domu. Obejrzę raz jeszcze i zdecyduję. Póki co jeden do zera dla książki.

Nie wszystko dobre co amerykanskie

Zanim podjęliśmy decyzje o Ekwadorze był taki moment, że myśleliśmy o powrocie na jesień życia do Polski. Stąd pochodzimy, tu się urodziliśmy my i nasze dzieci. Tego się nie da zmienić i ta więź emocjonalna pozostanie. Podobały nam się zachodzące zmiany, fakt wstąpienia do unii i ogólny widoczny gołym okiem rozwój w każdej formie życia. Był to jednak tylko powierzchowny rzut oka bez dogłębnej analizy. Ta niestety to już inna para kaloszy. Powodem dla którego zdecydowaliśmy sie opuścić stany były negatywne zmiany zachodzące tak w polityce jak i w każdej innej dziedzinie, które determinowały pogarszanie się warunków życia codziennego. Globalizacja i odpływ ze stanów wielu zawodów bardzo skurczył rynek pracy. Uwikłanie w wojny na wielu frontach i ciągłe mieszanie się w sprawy innych państw w niczym nie pomagało a wręcz przeciwnie. Na świecie coraz bardziej dawało się odczuć coraz powszechniejszą niechęć do stanów. Decydując się na Polskę mieliśmy nadzieje na ucieczkę od tego co powodowało w nas przemożną chęć opuszczeńia stanów. I właśnie to okazało się dla nas największym zaskoczeniem. Bezkrytyczne kopiowanie rozwiązań amerykańskich, które znaliśmy z autopsji i wiedzieliśmy dokąd taka polityka prowadzi. Wszechobecna prywatyzacja i wiara, że tylko w ten sposób gospodarka może normalnie funkcjonować doprowadziła do wielu nieracjonalnych decyzji a przede wszystkim do roztrwonienia majątku państwowego. Gdy rozpoczynaliśmy naszą karierę w stanach, jesli tak to można określić, większość pracodawców oferowała ubezpieczenia zdrowotne bez dopłat pracowniczych, plany emerytalne, w których pracownicy mogli partycypować dokładając się do nich ale nie było to konieczne. Dodatkowe wypłaty na koniec roku też nie były rzadkością. Wraz z nastaniem globalizacji i coraz częstszym łączeniem się przedsiębiorstw, przywileje pracownicze zaczęły zanikać a oczekiwania pracodawców zwiększać. Łączenie stanowisk i wymaganie od jednego pracownika wykonywania pracy dwóch a czasami nawet trzech pracownikow za pojedynczą pensje stało się dniem powszednim. W tym wlasnie kierunku zmierzała Polska. Chociaż nasz powrót nie miałby podłoża ekonomicznego to jednak zdaliśmy sobie sprawę, że niechcemy być częścią społeczeństwa w którym jedyną wartością jest posiadanie. Nie twierdzę, że nie jest to ważny aspekt życia ale nie powinien stać się najważniejszym. Mam wrażenie, że dzisiaj to dzikie separowanie się od rozwiązań z PRL w niektórych dziedzinach odbija nam się czkawką. Idiotyczna zmiana systemu szkolnictwa zrobiona tylko po to aby zniszczyć stary dobrze funkcjonujący tylko dlatego, ze był ze znienawidzonego socjalizmu jest najlepszym tego przykładem. Ośmioklasowa szkoła o charakterze ogólnym, potem licea, technika czy szkoły zawodowe a to wszystko uwieńczone studiami dla chcących osiągnąć wiecej było bardzo dobrym rozwiązaniem. Większość z tych ludzi, którzy przeszli właśnie ten cykl od początku do końca są dzisiaj w stanie prowadzić inteligentną i merytoryczna dyskusję na wiele tematów z ich, i nie tylko, dziedziny życia. Wprowadzono nowe, zgodnie z potrzebami nowych czasów na wzór amerykański, bez przygotowania, bez zastanowienia tylko z chęci zniszczenia czegoś co niektórym kojarzyło się z pamiątka minionego systemu. Gdy John McCain starał się zostać prezydentem stanów wybrał sobie na swojego vice prezydenta panią Sarah Palin. Owa pani zasłynęła tym, że nie bardzo miała pojęcia co do lokalizacji niektórych krajów. To jest wlasnie efekt amerykańskiego systemu. Nielogiczne uzależnianie się politycznie od wuja Sama spowodowało, ze poczuliśmy się jakbyśmy nie wracali do Polski tylko przenosili sie do innego stanu z tą różnicą tylko, że zachowaliśmy ciagle swój język. To jednak dla nas było zbyt mało.