Siatkarscy cudotwórcy

Oryginalnie mój pobyt w ziemi ojców miał się rozpocząć w połowie października. Dobrze jednak było przyjechać o te pare dni wcześniej. Dobrze było na żywo oglądać niesamowite wyczyny polskich siatkarzy. Wreszcie dobrze było być w tych dniach wsród naszych kibiców tej dyscypliny sportu.

Powiem szczerze, że po przegranych z Argentyną a potem z Francją, nie wierzyłem w wyjście naszych z grupowej drugiej rundy. Bez względu na to czy Serbia oddała na pierwszy mecz czy nie, udowodniliśmy drugim meczem, że jesteśmy lepsi od nich w następnym spotkaniu. Potem już było tylko coraz lepiej. Kiedy jednak okazało się, że naszym półfinałowym przeciwnikiem będą Amerykanie, znowu miałem chwile zwątpienia. Jankesi w ostatnich meczach bili nas przecież na potęgę. Biorąc dodatkowo pod uwagę, że nasz najlepszy siatkarz nie słynął z mocy mentalnej, nie mogłem wręcz uwierzyć w to co się w tym meczu stało. To właśnie Bartosz Kurek był dominującym zawodnikiem i to on przechylił szalę zwycięstwa na nasza stronę. Po tym zwycięstwie nie miałem watpliwości, że z Brazylią damy sobie radę. Na wygranie bez straty seta jednak nie liczyłem. Sport w najlepszym wydaniu pokazał na czym powinien on polegać. Wzloty i upadki, potem znowu wzlot ku końcowemu sukcesowi. Niesamowite i nieprawdopodobne.

Siatkówka to jednak nie dyscyplina sportu o zasięgu piłki nożnej. Z popularnością tej ostatniej, żaden inny wysiłek sportowy nie może się niestety równać. Żenujące są zatem fakty w sprawie nagród finansowych dla naszych piłkarzy, którzy skompromitowali się na mundialu w porównaniu z tym co dostali obrońcy tytułu mistrzów świata. Dla mnie to wstyd i hańba, że zawodnicy kopanej w ogóle dostali cokolwiek. Dziwny jest w tym zakresie świat sportu. O wysiłku i dokonaniach w nim decydują ciągle sponsorzy czyli reklamodawcy a tych niekoniecznie interesuje ranga zawodów, bardziej popularność i zasięg danej dyscypliny. Niestety Ameryka Południowa, pewnie poza Brazylią nie interesuje się siatkówką. Szkoda, bo to byłyby dodatkowe pieniądze za prawa do transmisji co pewnie przełożyłoby się na lepsze nagrody dla najlepszych zawodników i drużyn turnieju. Inna sprawa, źe chyba sternicy światowego związku siatkówki nie robią wystarczająco dużo dla jej popularyzacji.

Tradycyjnie sukces ma wielu ojców. Powyłazili oni ze swoich nor niczym komary na żer. Szafując nagrodami i pustymi frazesami ogrzewali się w słońcu mistrzów świata. Żeby nikt mi nie mówił o tendencyjności, muszę powiedzieć, że tak było i cztery lata temu. Wydaje mi się jednak, że wtedy powaga urządu prezydenta nie była aż tak bardzo nadszarpnięta jak to ma miejsce teraz. To właśnie zaproszenie od osoby pierwszego obywatela powinno nobilitować naszych zawodników. Tymczasem stało się odwrotnie, to ich obecność w tym wizerunkowo sponiewieranym towarzystwie nobilitowała tak prezydenta, jak i rownież premiera. A potrzebują tego jak mało kto.

Reklamy

Kto się cieszy z wpadki Niemiec?

Na temat Niemiaszków i ich występów na Mundialu nie miałem w planie żadnego pisania. Skoro jednak dali dupy, jak to powiedział Artur Boruc o naszym występie po mistrzostwach Europy w Polsce i na Ukrainie, postanowiłem zająć stanowisko w temacie. Z drugiej strony nie miałem wyjścia, bo w ostatnim swoim artykule na temat naszej reprezentacji wyśmiałem ją jako jedyną z rozstawionych drużyn, która po fazie grupowej została zmuszona do pakowania walizek. Ja i moja wielka gęba okazaliśmy się oszustami bo oto niespodziewanie nasi zachodni sąsiedzi postanowi zadać kłam mojej wypowiedzi. Na nic zdały się próby utrzymania ich szans na dalszy awans przez naszego najlepszego sędziego, który w meczu ze Szwedami nie widział ich ewidentnego faulu w polu karnym. Pokonanie tych ostatnich okazało się niewystarczające. Goście z Manszaftu, po tym meczu widzieli siebie już w kolejnej rundzie, sądząc źe z Koreą jedyną niewiadomą będzie ilość strzelonych przez nich bramek. Nie tylko nie strzelili żadnej ale stracili dwie, nawet jeśli ta druga była konsekwencją pierwszej. W równolegle rozgrywanym meczu Szwedzi zdominowali Meksyk i wyglądało, że to właśnie ta ostatnia drużyna, pomimo dwóch zwycięstw będzie zmuszona się pakować. Szkoda było mi Meksykanów, zwłaszcza, że mój zięć właśnie stamtąd pochodzi. Cała nadzieja na dalszy ich awans była zatem w zawodnikach z Azji. No i stał się cud w ostatnich minutach spotkania. Dobrze, że prowadzący spotkanie Niemców arbiter, w przeciwieństwie do naszego sędziego, zdecydował się na użycie systemu VAR przy pierwszym golu, bo przecież oryginalna decyzja bocznego nie uznawała bramki dopatrując się spalonego. Nie było go na szczęście moje, Meksykanów i Koreańczyków. Muszę zatem zwrócić honor naszym zawodnikom, bo przecież będą wracać do domu w doborowym towarzystwie. Chociaż ani Niemcy ani my ni zasłużyliśmy na grę w następnej rundzie to szkoda mi trochę tej okazji. Osobiście bowiem nie pamietam takiej sytuacji aby w jakichś mistrzostwach czy nawet eliminacjach, w których graliśmy w jednej grupie z Manszaftem, na końcu rozgrywek byliśmy przed nim. To się mogło stać tutaj. To jednak wina Senegalu, który nie chciał nam dać d…y.

Kto się zatem najbardziej cieszy z wpadki Niemiec? Jestem niemal pewien, że tym kimś jest Sandra Wagner, zmienniczka Berty Lewandowskiej w Bayernie. Ona to bowiem popłakała się na wieść o braku powołania do drużyny narodowej. Dobrze, że Berta była pod ręką pocieszając skwaszoną Sandrę. Nawiasem mówiąc Berta też pewnie wolałaby zostać w domu, gdyby wiedziała co z nami zrobią Kolumbijczycy i Senegalczycy. Wagner pewnie dzisiaj już nie płacze i pewnie nie żałuje braku nominacji. Może spokojnie chodzić po ulicach nie kryjąc się przed kibicami.

Porażka na własne życzenie

Czy można przegrać wygrany mecz? Jak najbardziej. Wczorajszy mecz i finał sezonu amerykańskiego futbolu udowodnił, że w sporcie wszystko jest możliwe. Czwarta kwadra tego spotkania rozpoczynała się z dziewiętnastopunktowym prowadzeniem Atlanty. Trzy posiadania piłki były potrzebne New England aby doprowadzić do remisu. Było to oczywiście możliwe pod warunkiem, źe Falcons nie zdobędą już żadnych punktów przy swoim posiadaniu i New England po zdobyciu sześciu punktów z przyłożenia uda się zdobyć dwa ekstra punkty z akcji a nie z kopnięcia nad bramką, za co przyznaje się tylko jeden punkt. To dawało Patriots szesnaście punktów potrzebne były jeszcze trzy, które otrzymuje się za kopnięcie piłki pomiędzy słupkami i nad poprzeczką jeśli jest się wystarczająco blisko bramki przeciwnika a posiadanie piłki nie może się już skończyć przyłożeniem. Razem dziewiętnaście punktów i piętnaście minut do zakończenia spotkania. Po przebiegu dotychczasowych czterdziestu pięciu minut w poprzednich trzech częściach nic nie wskazywało, ż Patriots mają jakiekolwiek szanse. Atlanta dominowała i pewnie przed rozpoczęcie ostatnich piętnastu minut już powoli zaczynała świętować zwycięstwo. Trzy punkty zdobyte przez New England na początku czwartej kwadry niczego złego jeszcze nie wróżyły. Różnica nadal pozostawała olbrzymia i dodatkowo teraz Atlanta miała piłkę. Po paru udanych akcjach kiedy wydawało się, że kolejne punkty dla Falcons to tylko kwestia czasu stało się to co stać się musiało aby Patriots mogli marzyć o zbyciu Super Bowl. Linia zawodników broniących quarterbacka Atlanty nie wytrzymała nacisków i jeden z zawodników New England dopadł go powalając go na ziemie. To nie było najgorsze ale fakt, że stracił on kontrole nad piłką, która stała się łupem przeciwników. Dwie minuty pózniej doszło do przyłożenia i udanego podwyższenia wyniku o dwa punkty. W tym momencie prowadzenie Atlanty wynosiło już tylko osiem punktów. Chociaż to Atlanta teraz miała piłkę to widać było gołym okiem, że drużyna straciła koncentrację i wkrada się w jej szeregi coraz większa nerwowość. W przeciwieństwie do nich ostatnie punkty zdobyte prezes zawodników New England napompowały ich wiarę w zwycięstwo. Na około pięć minut przed końcem spotkania Atlanta wreszcie dotarła w tą strefę boiska, z której mogła zdobyć trzy punkty z kopnięcia. Nie wolno było jedynie pozwolić na ujemne rezultaty kolejnych zagrań, które polegałyby na powaleniu quarterbacka albo na karze za niedozwoloną grę. W takich sytuacjach zwykle trenerzy nakazują bardzo konserwatywne granie polegające przede wszystkim na ochronie piłki. Z jakiś powodów Atlanta zdecydowała się na agresywne zagranie polegające na rzucie piłki do przodu przez quarterbacka do jednego z napastników. Niestety do rzutu nie doszło bo został on właśnie powalony przez obrońców New England i w konsekwencji to zagranie spowodowało cofnięcie się drużyny z Atlanty do granicy, z której kopnięcie za trzy punkty było jeszcze możliwe tyle, że już dalej cofać się nie można było. W kolejnym zagraniu niestety zawodnicy Atlanty popełnili faul, który kosztował ich drużynę kolejne cofnięcie do tyłu i to już było poza zasięgiem na kopnięcie za trzy punkty. Jeszcze było jedna próba rzutu aby odzyskać utracony teren i zdobyć upragnione trzy punkty, niestety coraz większa nerwowość spowodowała, że akcja się nie powiodła i trzeba było oddać piłkę zawodnikom New England. Niecałe cztery minuty do końca, emocje rzeczywiście sięgały zenitu. To wystarczyło aby Patriots doprowadzili do kolejnego przyłożenia i udanego zagrania za dwa punkty. Na pięćdziesiąt siedem sekund przed zakończeniem spotkania był już remis. Powietrze z zawodników Atlanty kompletnie zeszło i trudno im było ponownie wznieść się na ten sam poziom emocjonalny, na którym byli zawodnicy New England. Dogrywka tylko to potwierdziła i niemożliwe stało się faktem. Czytam dzisiaj nagłówki z Yahoo i wszyscy są pod wrażeniem niesamowitego powrotu i zwycięstwa Patriots. Mam z tym problem bo Atlanta przegrała na własne życzenie. Nie kwestionuje faktu, że zawodnicy z New England zagrali doskonałe ostatnie piętnaście minut gdyby jednak Atlanta a szczególnie jej quarterback zagrali tą cześć równie skoncentrowani jak pierwsze trzy części to oni byliby zwycięzcami. Nie da się ukryć, że granie w Super Bowl po raz ósmy nie robiło na quertebacku New England większego wrażenia. W przeciwieństwie do niego, Matta Ryana zeżarły nerwy w ostatniej części i to on w moim przekonaniu jest głównym winowajcą tej porażki. I wszystko dobrze nic wielkiego się nie stało, niech mi tylko nie wypisują tych bredni o wielkości Toma Brady. Mam nadzieje, że w przyszłym sezonie Patriots przegrają wszystkie mecze. Amen.