Quo vadis ludu?

Z przerażeniem i nijakim niedowierzaniem czytam informacje na temat poparcia opinii publicznej dla sprawujących władzę. Minęła właśnie kolejna rocznica ogłoszenia stanu wojennego, który był ostatnią deską ratunku rządzącej partii robotniczo-chłopskiej. Próba podporządkowania sobie społeczeństwa nie udała się. Zmiany były konieczne i nieuniknione. Po trzydziestu sześciu latach od tamtych wydarzeń, Lech Wałęsa zastanawia się czy warto było. Odpowiedź na to pytanie może być tylko jedna: oczywiście, że tak. Nikt już nie chciał przecież przewodniej siły narodu, cenzury, partyjnej, zakłamanej telewizji, nomenklatury stanowisk, kłamców i nieudaczników u sterów władzy, partyjnych związków zawodowych, wyborów na jedynie słusznych kandydatów, przekłamań historycznych, fałszywych przyjaciół, że nie wspomnę o pustych półkach w sklepach. Wielu z nas pamięta tamte czasy i wielu z nas do dzisiaj nie bardzo może uwierzyć, że potrafiliśmy obalić  i daliśmy radę znienawidzonemu systemowi. Polska od tego czasu zmieniła się nie do poznania. Staliśmy się krajem, który w porównaniu z innymi państwami bloku wschodniego, był przykładem do naśladowania. Nie wszystko oczywiście było dobre. Zwycięstwo jak zwykle wielu ma ojców i każdy z nich chciał coś dla siebie. Z Solidarności pozostało już tylko hasło bo ludziom, którzy ją tworzyli zaczęły marzyć się stanowiska. I tak rozpoczęła się walka o stołki, która trwa do dzisiaj. Niestety ta wojna przybiera coraz gorsze rozmiary. Od dwóch lat narzuca nam się sposób sprawowania władzy, który pod każdym względem przypomina to z czym walczyliśmy od czasu zakończenia drugiej wojny światowej aż do upadku PRL. Przewodnia siła narodu czyli partia prezesa uzurpuje sobie prawo do wszystkiego, wmawiając nam, że to dla naszego dobra. Sowicie nagradzając biznesmena z Torunia, okradli nas rownież z wiary. Co jest najciekawsze to to, że im bardziej w swoim stylu sprawowania władzy są chamscy i bezwzględni tym większe zdobywają uznanie wsród wyborców, o czym może świadczyć wzrastające poparcie, które podobno sięgnęło już pięćdziesięciu procent. Okazało się jednak, że owe badanie opinii publicznej nie było do końca prawdziwe. W ustaleniu procentu wzięto bowiem tylko tych, którzy byli zdecydowani w swoich poglądach. Siedemnaście procent wciąż jest niezdecydowanych co daje poparcie prezesowej partii na poziomie czterdziestu procent. Czyżby ludzie naprawdę już zapomnieli do czego doszliśmy dzięki kierowniczej roli partii? Już wkrótce, po karze dla TVN24, nie będzie można źle powiedzieć o władzy. Nawet Departament Stanu USA wyraża tym faktem zaniepokojenie. Pojęcie wolności dla zaczadzonych TVP i Trwam zdaje się być abstraktem, którego kompletnie nie rozumieją. Kiedy dotrze do nich wreszcie ta smutna prawda to może być już za późno.

Tematy zastępcze

Ostatnie posunięcia rządu nie cieszą się zbytnim poparciem. Mało tego mam wręcz wrażenie, że coraz więcej ludzi zaczyna dostrzegać prawdziwe oblicze naszych wybrańców. Przeciągając w nieskończoność spór o Trybunał Konstytucyjny, zamęczyli wszystkich swoim bezgranicznym impertynenctwem i brakiem poszanowania konstytucji. Wygląda na to, że ta metodologia będzie kontynuowana w przyszłości. Totalnym fiaskiem zakończyła się proponowana ustawa o aborcji, która doprowadziła do czarnych protestów. Niby ustawa została cofnięta do dalszych prac ale z wypowiedzi liderów jasno wynika, że zmian wielkich w niej nie należy sie spodziewać. Jeszcze nie ucichły głosy z nią związane a już nauczyciele krytykują pomysły szefowej specjalistki od edukacji. Jakby tego było mało ministerstwo sprawiedliwości chce weryfikować sędziów co budzi ich sprzeciw. Ale to wszystko nic w porównaniu z tym co wyprawia Antoni Wielki Shogun z Ministerstwa Obrony. Tak rozeźlił żabojadów, że ich prezydent odwołał wizytę w Polsce. Cieszą się za to jankesi bo teraz ichni helikopter podniesie wartość bojową polskiej armii. Było to poniekąd do przewidzenia bo przecież były doradca naszego Shoguna niejaki Edmund Janniger studiuje właśnie w Stanach.  Niestety ich prezydent nie zamierza odwiedzić z tego powodu naszego kraju bo jego bardziej martwi stan polskiej demokracji niż macierewiczowe podlizywanie. Nie ma zatem powodów do radości demokratycznie wybrana władza. Od czego są jednak tematy zastępcze, których nie brakuje. Odżywają zatem jak grzyby po deszczu wszystkie niezałatwione sprawy, za które można obwinić poprzedników. Amber Gold, frankowicze, afera taśmowa, reprywatyzacja no i oczywiście dobry na wszystkie bóle Smolensk. Wiele z tych spraw pewnie powinno zostać wyjaśnionych, zastanawia jednak cisza wokół nich dotąd dopóki rządowi na czymś nie powinie się noga. Właśnie wtedy wypływają ze zdwojoną siłą wszystkie brudy, które pozwalają społeczeństwu uwierzyć, że władza trzyma rękę na pulsie. Ten puls to oczywiście słupki poparcia: jak są wysoko to załatwiamy swoje sprawy, jak opadają to atakujemy poprzedników. Najlepszym na to przykładem są rewelacje, którymi karmi swoich poddanych Wielki Shogun z MON. Oto, po sześciu latach obecności tego nagrania na YouTube, wpadł na trop rozmowy pomiędzy premierami Rosji i Polski, która miała miejsce parę godzin po katastrofie. Z owego nagrania jednoznacznie wynika, że rozbitym samolotem pilotował Tusk, który przed katastrofa się katapultował a na ziemi czekał już na niego Putin, który potem przeflancował go do Warszawy. Nie na darmo zwierzchnik naszych sił zbrojnych jest rozhisteryzowanym historykiem, ktoś przecież musi wyprostować nasze najnowsze dzieje. I tak sobie myślę; może to i dobrze, że partią Shoguna rządzi prezes bo mogłoby się okazać, źe stolicą Polski jest Piotrków Trybunalski.