O podziałach słowo.

Nie ulega zapewne watpliwości, że jesteśmy podzieleni. Trochę to śmiechu warte, ale tylko stojąc z boku. Różnice światopoglądowe i zanik zdolności akceptacji jednych przez drugich i odwrotnie, mnie osobiście szokuje i irytuje. Granice absurdu sięgają wyżyn dotychczas nieznanych. Chłopo-rolniczy wschód nie bardzo nadąża za przemysłowym i nowoczesnym zachodem. A może to właśnie ta część Polski nie rozumie problemów wschodu? W miastach ludność, bez względu na to, w której części kraju, nie identyfikuje się z władzą. Odwrotnie na wsiach, gdzie to właśnie aktualnie rządzący zdają się dominować w miejscowej polityce. I to chyba jest właściwy podział: miasto przeciwko wsi, przemysł i średnia klasa przemysłowa przeciwko rolnictwu i chłopom. Dzieli nas rownież stosunek do religii, która dzięki zabiegom naszego kościoła stała się częścią gry politycznej. Na tej płaszczyźnie trudno zrozumieć i znaleźć jakiekolwiek trendy demograficzne. Tu rządzi zapewne ksiądz proboszcz lub wiecznie żywe pytanie związane z oczekiwaniami i ich realizacją przez sprawujących władzę. Polska chrześcijańska to tylko próżne hasło, bo mało kto dziś rozumie, nie mówiąc o postępowaniu, wartości chrześcijańskie. Nie wdając się w głębsze dyskusje, mam wrażenie, że rownież duchowieństwo ich nie rozumie, wymuszając na wiernych odpowiednie głosowanie.

Politycy podzielili Polskę na wschód od Wisły i na zachód od Wisły. To nie znaczy, że w tych enklawach dominuje tylko jedna orientacja bo przecież w obu częściach są miasta i wsie, mieszkają rolnicy i inteligencja, występuje ci bardziej pod wpływami kościoła i ci mniej dający sobie narzucić jego wolę. Obwinianie polityków to zatem spore uproszczenie. To my sami straciliśmy wolę porozumienia się i dajemy się prowadzić naszym wybrańcom. To my sami odrzuciliśmy dialog, po części wzorując się na jego braku na scenie politycznej, po części jednak sami w swojej ślepej wierze w jedynie własną słuszność zrezygnowaliśmy ze słuchania argumentów przeciwnika. Fakt naszej nieumiejętnosci w porozumieniu się jest tylko i wyłącznie na rękę tym, którzy do tego doprowadzili. Będą on podsycać antagonizmy między nami bo każda władza potrzebuje opozycji, a ta rządów, z którymi mogliby się nie zgadzać. Ani jednym ani drugim nie zależy albo wręcz byłoby nie na rękę, gdybyśmy umieli ze sobą rozmawiać i czarne nazywali czarnym a białe białym.

Jurek Owsiak w swoim wystąpieniu na jakiejś uczelni we Wrocławiu powiedział coś co bardzo przypadło mi do gustu. Chce on aby każdy z nas po zakończeniu nauki został zmuszony do opuszczenia Polski, bez prawa powrotu, na dwa lata. Kto chciałby wrócić wcześniej nie byłby wpuszczony. Wielu z nas brakuje wiedzy o świecie, doświadczenia w zakresie znajomosci innych kultur, sposobu ich życia. Taka wiedza odrzuca prymitywny nacjonalizm i powiększa horyzonty myślowe. Doskonały pomysł, bo w wielu rozmowach z moimi rodakami właśnie tego dystansu do samych siebie bardzo mi brakuje. Czy to znaczy, że ja wiem o wszystkim więcej i lepiej? Oczywiście, że nie, napewno jednak z tego powodu nikomu nie będę skakał do oczu.

Reklamy

Z listów do „Angory”

Angora od czasu do czasu dostarcza mi tematów do moich wpisów. Dziś postanowiłem przedrukować trzy listy czytelników do tej poczytnej gazety. Mają one w moim przekonaniu wspólny mianownik. Specjalnie pomijam nazwiska autorów bo nie chodzi mi o polemikę z nimi a bardziej zainteresowało mnie pewne zjawisko, o którym poniżej.
 

Chciałabym przestrzec gorszy sort aby w codziennym zabieganiu, załatwiając różne sprawy, nie ujawniał swoich preferencji. Może cię wtedy, gorszy sporcie, spotkać przykra niespodzianka, tym bardziej niespodziewana, że czasami jesteś wprowadzany w błąd przez swojego rozmówcę. Rzekome, duchowe pokrewieństwo, które w stosunku do niego odczuwasz, może się skończyć przykrym rozczarowaniem. A oto scenki z życia (i doświadczenia) wzięte gdy nieopatrznie zaczęłam wyrażać swoje poglądy. Jadę taksówką. W pewnej chwili widzę jak pan kierowca „nie zauważa” numeru kamienicy, pod który miał mnie zawieźć. Jadzie dalej długą ulicą, by mógł dopiero zawrócić na rondzie. Odnoszę radio do naprawy. Aparat odbieram naprawiony, ale odtwarzacz taśm, działający wcześniej bez zarzutu, plącze taśmy coraz bardziej, aż kolejną wybebeszył całkowicie. Gdy wracam do warsztatu, pan technik uśmiecha się na mój widok. Dobrze wiedział, że przyjdę….Jestem w pensjonacie ( przed październikowymi wyborami ). Jem obiad w towarzystwie pani, prowadzimy luźną rozmowę. Któregoś dnia pani mówi, że jest z Nowego Sącza. Zauważam, że to miasto jest propisowskie. Pytam ” Pani też? ” Gdy na drugi dzień przysiadam się do stolika, pani demonstracyjnie chwyta talerz z zupą i przesiada się na inne miejsce. Najbardziej spektakularnym przypadkiem była moja dawna już rozmowa z sąsiadem. Gdy mu oświadczyłam, że jestem przeciwna pochowkowi prezydenta Kaczyńskiego na Wawelu, powiedział, że ” takich jak ja powinno się zastrzelić „.  Te i inne zdarzenia, których byłam świadkiem lub uczestnikiem ( awantura w sklepie z bułkami, wyzwiska na rzuconą żartem uwagę w tramwaju ), rzucają cień na nasze codzienne życie. Pokazały mi, jak głęboki rów nietolerancji i nienawiści udało się wykopać niedużemu, toksycznemu panu. Ale on odejdzie, a my? A my z naszymi podziałami zostaniemy na długo. 

Teresa M.
Do napisania skłonił mnie list pana Eugeniusza pt. ” Faktów nie zmienią nawet…bogowie”….List hołdujący Armii Czerwonej. List hołdujący ZSRR za to, że powstała na jego terenie Armia Polska. Autor wspomniał, że  Wojsko Polskie tworzyli kresowianie i Sybiracy. Nie wspomniał jednak, skąd nasi rodacy tam się wzięli. Nie wspomniał rownież o 17 września 1939 roku, gdy Sowieci wkroczyli do Polski, wyciągnęli ludzi z łóżek i w bydlęcych wagonach wywieźli ludzi do łagrów. Zesłańcy za wszelką cenę pragnęli wrócić do Ojczyzny. Mieli wybór: albo armia Berlinga, albo źycie w nieludzkich warunkach, choćby i śmierć w łagrach. Czasy propagandy zamiast faktów historycznych mamy za sobą. Całe średnie i starsze pokolenie doświadczyło tej propagandy w szkołach. I na filmie „Czterej pancerni i pies” …..Dlatego warto się dokształcić – powstało wiele rzetelnych książek historycznych z wykazem dokumentów, źródeł historycznych. Celem Związku Radzieckiego nie było wyzwalanie Polski. Nie po to podpisano pakt Ribbentrop – Mołotow. Nie byłoby marszu na Berlin, gdyby Hitler nie wywołał wojny z ZSRR. Pięknie pisze autor tego listu o dumie, bojach, bitwach, słupach granicznych, osadnictwie i tworzeniu struktur władzy. A gdzie fakt sfałszowanych wyborów? Pan Eugeniusz wini zbrojne podziemie za niepotrzebne, dodatkowe tragedie. A gdzie druga strona medalu? Gdzie prawda o Katyniu? Armia Czerwona po drodze grabiła, niszczyła i gwałciła. Kto się bronił dostawał kule w łeb. Znam platerówki i ich relacje.znam też relacje rodzinne z pierwszej ręki.  Moja matka miała wówczas 19 lat. Gdy przechodził front, uciekła do lasu i spała zimą na gołej ziemi. Odchorowała to cieżko, przeziębienie i osłabienie z głodu skończyło się gruźlicą. Dlaczego uciekała? Żeby jej nie zgwałciła maszerującą na Berlin dzicz. Takie są fakty. Szkoda źe dzisiaj, ogranicza się naukę historii w szkołach. Dzisiaj, gdy można już mówić prawdę. Komu i czemu to służy? Komu na tym zależy? 
Anna B.
Urodziłam się w 1960 roku. W czasach szalejącego socjalizmu realnego. Mówią, że to był reżym…Wszyscy mieli jeszcze w pamięci pięcioletnią traumę wojenną. Trwały prace by odbudować Polskę i zbudować socjalistyczną rzeczywistość. Moja rodzina wierzyła w nowy ład społeczny; państwo dało im szansę na wykształcenie i karierę zawodową. Po godzinach spędzonych w hucie pracowali społecznie, budując kino, osiedla mieszkaniowe. Dostali za to wcześniejszy przydział na mieszkanie w nowym ceglanym budynku, który rownież w czynie społecznym zbudowali inni pracownicy. Urodziłam się w domu w asyście akuszerki – przeżyłam bez problemów. Potem był osiedlowy żłobek, następnie bardziej świadome przedszkole i dojrzała obecność w ośmioletniej szkole podstawowej. W szkole uczono matematyki, była przyroda, biologia, anatomia, geografia, fizyka i chemia. Podręczniki zawierały treści i wzory, a nie obrazki. Żyjąc w reżymie, który zakładał nienawiść do krajów Zachodu, nie było lektoratów języka angielskiego, za to ekspresowy system stosowano przy nauce rosyjskiego. I w tym języku można się było porozumieć praktycznie wszędzie ( od NRD po granice z Japonią ). Moja reżymowość ujawniała się podczas pochodów pierwszomajowych. W mundurku harcerskim, wiwatowania na cześć  zaprzyjaźnionych szefów rożnych partii na Stadionie Śląskim. Miłość do reżymu wykazywałam rownież, biorąc udział w pracach społecznych , sadząc drzewa w parku Kościuszki, albo występując w zespole muzycznym – śpiewaliśmy patriotyczne pieśni. Z tych samych powodów – wyznawania ideologii socjalizmu realnego – odwiedzałam chorych kolegów, wyjeżdżałam na bezpłatne biwaki wycieczki z zakładu pracy rodziców. Grabiłam liście na swoim osiedlu, zajmowałam się przyszkolnych ogródkiem.  Największy mój grzech to bycie przewodniczącą szkolnego samorządu i składania dyrekcji szkoły codziennych raportów o stanie liczebnym uczniów. Podlegałam indoktrynacji przez wdrażanie w mojej szkole zasad jakie wprowadził dydaktyk prof. Heliodor Muszyński. Wymyślił prace w grupach, czyli współdziałanie, rywalizację edukacyjną, samodyscyplinę i oczekiwał samodzielności. Kiedy poszłam do pracy w szkole, katowałem dzieci Mickiewiczem, Słowackim, Żeromskim i Broniewskim. Trzeba było czytać lektury. Mea Culpa. Gdy skończył się wieloletni ład społeczny i nastała demokracja, wszyscy byli w euforii przemian. Na lepsze, oczywiście. Niestety, marzenia obróciły się w pełną dramatów rzeczywistość. Najgorsze były chyba zmiany w świadomości i mentalności ludzi. Ja, wychowanka poprzedniej epoki, nie potrafię zrozumieć wielu rzeczy dziejących się na moich oczach. Dlaczego rodzice, którzy powinni wychowywać swoje dzieci, nie współpracują z nauczycielami, tylko zarzucają błędy wychowawcze, dlaczego człowiek pracujący dla innych postrzegany jest jako nieudacznik? Dlaczego, dlaczego?…mój reżymowy kręgosłup dawno temu ustawił mnie tak, że nie jestem środkiem wszechświata, tylko autonomiczna jego częścią. Ale obecnie nie czuje tego. Raczej jestem niepotrzebnym elementem w układance – Teraz My ( czyli Oni ). Czas się wycofać, czekać na zmiany, kontestować? Myśle, że odpowiedz może być tylko jedna. Po prostu robić swoje, pielęgnować w sobie te dobre socjalistyczne cechy dla dobra wspólnego i siebie. Nie przejmować się, że to nie jest modne. Może kiedyś jakaś ekipa wreszcie zrozumie, że nie wolno tak po prostu zaprzeczyć, wszystkim dawnym ideałom, ale posiłkować się nimi i korzystać z doświadczeń przeszłości.
Grażyna G- W.
Po przeczytaniu tych trzech listów uświadomiłem sobie w jak bardzo podzielonym społeczeństwie żyjemy w naszym kraju. Wczorajsi bohaterowie to dzisiejsi zbrodniarze a wczorajsi prześladowani to dzisiejsza elita. Każdy chce pisać „obiektywną” historie. Tylko czyją – swoją prywatną czy nas wszystkich. Żołnierze wyklęci okazuje się, że też mają polską krew na rękach. Chcieli innej Polski i jeśli komuś było nie po drodze to opuszczał ten padół z przepustką do nieba. Komuniści mordowali bez zastanowienia przeciwników ustrojowych. Niemal każda rodzina w Polsce przez jednych czy drugich w jakiś sposób została dotknięta. Dla jednych bohater, dla innych morderca. Gdzie jest w tym wszystkim prawda, o którą tak zaciekle walczy każdy z nas. Naszym przekleństwem zdaje się być brak dystansu do minionych wydarzeń a co za tym idzie brak tolerancji do siebie nawzajem. Niestety te antagonizmy podsyca nowa władza, którą wielu słowom nadaje nowe znaczenie, która bezkrytycznie rozdaje przywileje ludziom uznanym przez siebie za bohaterów, wydając jednostronne wyroki na tych, którzy widzieli Polskę inaczej. Przeżyłem trzydzieści lat w minionym systemie i nie jest mi za nim tęskno, jednak kompletny brak respektu do wszystkiego co się wiąże z tym okresem uważam za plucie we własne gniazdo. Wielu z tych plujących chętnie zapomina, że stali się kimś właśnie dzięki wykształceniu jakie zdobyli w tamtych czasach. Nie pojmuję życia przeszłością, nie rozumiem tego grzebania z uwielbieniem w czyichś życiorysach i niszczenia dokonań innych ludzi w imię sobie tylko wiadomej prawdy. Jestem za pielęgnowaniem pamięci o naszych przodkach z ich plusami i minusami ale jestem zdecydowanie przeciwny do manipulowania nią według własnego widzi mi się. Właśnie na naszych oczach odbywa się to jednostronne ocenianie ludzi według kryteriów wiadomych tylko dla sprawujących władzę. Uznano za winnego i wydawano już wyrok na Lecha Wałesę – czy tę samą miarę zastosują nasi włodarze w stosunku do ambasadora z Berlina, który już twierdzi, że stał się ofiarą szantażu? Czy znowu sprzedadzą nam swoją „prawdę” i każą nam ją zaakceptować? 
Trzy pesymistyczne w swojej wymowie listy każą mi sądzić, że to jest dopiero początek podziałów w naszym kraju. Będą się one pogłębiać bo naszym elitom nie zależy na pojednaniu a utrzymanie się u sterów władzy upatrują w wewnętrznych waśniach. I jak słusznie zauważa jedna z piszących cała ta ekipa kiedyś odejdzie a my zostaniemy i co wtedy będzie z nami?
 
Angora nr.24,  12 czerwca 2016 „Ludzie listy piszą”

Skąd ja to znam? Wybory w Ekwadorze

Podobnie jak w na całym świecie tak i w Ekwadorze polityka zaczyna odbijać swoje piętno na stosunkach międzyludzkich. Chociaż nas to aż tak bardzo nie dotyczy bo specjalnie nie znamy ani kandydatów, ani ich programów to jednak nasi sąsiedzi są zbulwersowani przebiegiem całej kampanii. W pierwszej turze kandydatów było ośmiu i jeśli zwycięzca uzyskałby czterdziestoprocentowe poparcie wyborców to zostałby nowym prezydentem. Niestety najbliższy do zwycięstwa Lenin Moreno uzyskał nieco ponad trzydzieści dziewięć procent co powoduje, że odbędzie się druga runda, w której wezmą juz udział tylko kandydaci z pierwszego i drugiego miejsca. Moreno to rzecznik ludu z poparciem ustępującego prezydenta, jego przeciwnikiem będzie Guillermo Lasso były bankier i przedstawiciel konserwatystów. Pięciu z sześciu przegranych kandydatów już poparło Lasso w związku z czym zwycięstwo Moreno w kwietniowej drugiej turze wcale nie jest pewne. Niewątpliwie tak jak na całym świecie tak i w Ekwadorze ludzie żyjący z dnia na dzień stanowią większość społeczeństwa i do nich dociera prawda o niesprawiedliwości głoszona przez Moreno. Z drugiej jednak strony naród zdaje się być zmęczony ośmioma latami rządów Rafaela Correi co może dać sukces Lasso. Nie to jednak jest aż tak istotne. Nasi sąsiedzi są przede wszystkim zaskoczeni brutalnością kampanii jak i faktem, że zwolennicy jednego czy drugiego obozu nie tolerują się nawzajem używając wobec siebie sformułowań z pogranicza wulgarności a często nawet dochodzi do przepychanek ulicznych. Podobno tak nigdy nie było i jest to dla nich niezbyt przyjemna nowość. Zgodnie z ich opiniami polityka już podzieliła ludzi a nawet znajomych i członków rodziny. Skąd my to znamy? Ekwador stał się zatem kolejną ofiarą zbrutalizowanej walki o władze i wpływy. Ludzie już dawno wszędzie pogubili się w tym co dobre a co złe. Cieszy nas to, że my możemy stać z boku i nie ma ta sytuacja wpływu na nasze życie tutaj. Martwi niewątpliwie, że ludzie pozwalają grać na swoich emocjach, martwi rownież fakt braku tolerancji, który jeszcze w poprzednich wyborach nie był aż tak bardzo wyrazisty. Chyba nie ma już ucieczki przed politycznym śmietnikiem i jedyne co nam pozostało to go ignorować. Na wynik wyborów z niecierpliwoscią czeka twórca WikiLeaks, Julian Assange, który w przypadku zwycięstwa konserwatysty Lasso zostanie poproszony o opuszczenie ambasady ekwadorskiej w Londynie, w której ukrywa się od wielu lat. Obawiam się, że nie jest zachwycony tą perspektywa. Druga tura odbędzie się drugiego kwietnia i jak mówią nasi znajomi ludzie kierują się bardziej mniejszym złem niż wiarą w program wyborczy czyli raz jeszcze skąd my to znamy?