Gwoli przypomnienia

Ponad dwa lata temu w styczniu 2016 przedrukowałem artykuł z Angory autorstwa Marka Borowskiego. Dotyczył on planów zmiany konstytucji przez obecnie rządzących. Przymierzali się oni do tego już podczas pierwszej tury swojego sprawowania władzy. Z różnych względów nie udało im się wprowadzić owych planów w życie. Pozostały jednak ślady ich zamierzeń, które niestety zaczynają się powoli realizować. Jeszcze dwa lata temu wydawało się to wszystko mało prawdopodobne i wręcz niemożliwe. Dziś już nie ma żadnych złudzeń dokąd to wszystko zmierza. Sposób sprawowania władzy oparty na tanich kłamstwach i przekupstwie uboższych, będących pod wpływem kleru, dał im wreszcie zwycięstwo umożliwiające przeprowadzenie zmian zmierzających do utrzymania kontroli nad państwem. I tak co wydawało się baśnią z kręgu tysiąca i jednej nocy powoli staje się coraz bardziej realne. Jeśli zatem ktokolwiek liczy na Trybunał Stanu dla obecnie rządzących to odsyłam tych wszystkich do artykułu Marka Borowskiego. Postanowiłem go zatem przypomnieć bo już wkrótce pawłowiczowe media narodowe w poczuciu głębokiego „patriotyzmu” wprowadzą cenzurę na ich zdaniem „antypolskie”, czytaj antypisowskie, publikacje.

PiS – owska konstytucja

Czy uda nam się zatrzymać tą rozpędzoną maszynę nienawiści i pogardy? Zaczynam mieć watpliwości.

Czterdzieści lat minęło

Ostatnie wydarzenia w polskim parlamencie jako żywo przypomniały mi historie sprzed czterdziestu lat. Wydarzenia z czerwca 1976 w Radomiu spowodowały, że oto słowo warchoł juz na zawsze będzie się kojarzyć z radomskim protestami. A oto co znalazłem na temat tamtych czasów na stronie dzieje.pl.

Komunistyczne władze od początku próbowały przeinaczyć sens protestu z 25 czerwca 1976.„Ta łatka warchołów, którą przypięto radomskim robotnikom, miała na celu przede wszystkim umniejszenie znaczenia protestu, a także wymazanie go z pamięci społecznej obywateli”  „Ta swoista narracja PRL-u, która przedstawiała radomski protest jako chuligańskie wybryki, w pewnej części na stałe przylgnęła do radomskiego Czerwca’76” . Bezpośrednią przyczyną protestu robotniczego, do którego doszło 25 czerwca 1976 r., była zapowiedziana dzień wcześniej przez ówczesnego premiera Piotra Jaroszewicza drastyczna podwyżka cen wielu artykułów żywnościowych; mięso i ryby miały podrożeć o 69 proc., nabiał – o 64 proc., masło o 60 proc., ryż o 150 proc. oraz cukier o 90 proc. Stanowczy sprzeciw robotników spowodował jednak, że władze zdecydowały się wycofać z planów podwyżek.

I sekretarz KC PZPR Edward Gierek zinterpretował bunt przeciwko swojej polityce bardzo emocjonalnie. Może o tym świadczyć m.in. jego wypowiedź w czasie telekonferencji z I sekretarzami komitetów wojewódzkich, która odbyła się dzień po proteście, 26 czerwca. Gierek zażądał zorganizowania w wielu polskich miastach, w tym także w Radomiu, wieców poparcia dla linii partii i polityki rządu. „ Uważam, że im więcej będzie słów bluźnierstwa pod ich adresem, tym lepiej dla sprawy. To musi być atmosfera pokazywania na nich, jak na czarne owce, jak na ludzi, którzy powinni się wstydzić, że w ogóle są Polakami, że w ogóle po świecie chodzą” – mówił Gierek o radomskich robotnikach.„Radomski Czerwiec’ 76 był wiadrem zimnej wody wylanej na ekipę Gierka, która żyła do tego momentu w przekonaniu, że jest najlepiej radzącą sobie ekipą ze wszystkich rządzących dotąd PRL-em. Owa słynna propaganda sukcesu była wtedy w apogeum i w pełni swojego rozwoju zderzyła się z protestem w Radomiu” . Stąd ta autentyczna nienawiść, którą wyraził Gierek. Miał poczucie, że Polska tak się wspaniale rozwija pod jego rządami, a tu nagle tłum atakuje komitet partii i absolutnie nie przyjmuje do wiadomości argumentów, że podwyżka cen żywności jest niezbędna. Gierek potępił robotników z Radomia i jednocześnie zażądał organizacji spektakularnych wieców poparcia. „Żebyście mogli, towarzysze, powiedzieć o słuszności tej właśnie decyzji, tzn. o słuszności propozycji i żebyście mogli powiedzieć, że wy się z tym solidaryzujecie, żebyście mogli powiedzieć na tym wiecu, że nie popieracie metod chuligaństwa i metod narzucania ogromnej większości klasy robotniczej, narodu woli niewielkiej grupy chuliganów(…). Towarzysze, mnie to jest potrzebne jak słońce, jak woda, jak powietrze” – mówił Gierek na partyjnej telekonferencji. Jeśli takie słowa padają z ust I sekretarza rządzącej partii komunistycznej, to partia, a w ślad za nią i całe państwo, muszą stanąć na baczność i wolę towarzysza I sekretarza wypełnić. Najpierw szukając warchołów i chuliganów,  którzy zakłócili dialog partii z narodem,  a potem karząc ich – możliwie najsurowiej, by potwierdzić tezy partyjnej propagandy .Zgodnie z życzeniem Gierka w całej Polsce zaczęły odbywać się wyreżyserowane wielotysięczne wiece dla poparcia polityki władz PRL. Propagandowa kampania nienawiści przetoczyła się przez prasę, radio i telewizję. Wobec radomian działacze partyjni używali różnych określeń. „Żałosnej maści warchoł”, „męt”, „osobnik z kręgu bandytyzmu i przestępczości”, „element, któremu wszyscy uczciwi Polacy winni okazać najgłębszą pogardę i potępienie” – to tylko niektóre z nich.Kulminacją kampanii był wiec zorganizowany 30 czerwca 1976 r. w Radomiu. Na stadion klubu sportowego „Radomiak” zwieziono delegacje z kilku ościennych województw. Na trybunach zasiadło ok. 35 tys. ludzi, ze szturmówkami i tysiącami propagandowych transparentów („Towarzysz Gierek naszym wzorem”, „Niech żyje KC PZPR”). Za postawę radomian przepraszał ówczesny prezydent tego miasta Tadeusz Karwicki. W jego przemówieniu znalazło się wszystko to, czego oczekiwała partyjna centrala: akty potępienia „warchołów i chuliganów” i słowa przeprosin pod adresem „pozostałych uczciwych Polaków”. W podobnym tonie były inne odczytywane z kartek przemówienia. W przerwach siedzący w pierwszej ławce aktyw partyjny skandował „Gierek – Polska!”, „Robotnicy Waltera”, jaka wasza godność”.

Postanowiłem wykorzystać ten tekst i lekko go zmodyfikować. Oto co powstało.

Pisowskie władze od początku próbowały przeinaczyć sens protestu KOD-u i opozycji dotyczących polityki rzadu.Łatka warchołów, którą przypięto opozycji miała na celu przede wszystkim umniejszenie znaczenia protestu, a także wymazanie go z pamięci społecznej obywateli. Ta swoista narracja PiS-u, która przedstawiała protest opozycji jako chuligańskie wybryki, w pewnej części na stałe do niej przylgnęła.Bezpośrednią przyczyną protestu opozycji do którego doszło w latach 2015 – 2016 było uchwalenie niezgodnych z prawem ustaw dotyczących Trybunału Konstytucyjnego. Ani premier Beata Szydło, ani prezydent Andrzej Duda nie dopatrzyli się w tych ustawach ewidentnego łamania prawa i konstytucji. I sekretarz KC PiS Jarosław Kaczyński zinterpretował bunt przeciwko swojej polityce bardzo emocjonalnie. Może o tym świadczyć m.in. jego wypowiedź w czasie telekonferencji z I sekretarzami komitetów wojewódzkich. Kaczyński zażądał zorganizowania w wielu polskich miastach wieców poparcia dla linii partii i polityki rządu.”Uważam, że im więcej będzie słów bluźnierstwa pod ich adresem, tym lepiej dla sprawy. To musi być atmosfera pokazywania na nich, jak na czarne owce, jak na ludzi, którzy powinni się wstydzić, że w ogóle są Polakami, że w ogóle po świecie chodzą” –tak sądzi Kaczyński.

Wystąpienia organizacji opozycyjnych są wiadrem zimnej wody wylanej na ekipę Kaczyńskiego, która żyła do tego momentu w przekonaniu, że jest najlepiej radzącą sobie ekipą ze wszystkich rządzących dotąd w IV Rzeczypospolitej. Propaganda dobrej zmiany zdawała się być w apogeum i w pełni swojego rozwoju zderzyła się z protestami. Stąd ta autentyczna nienawiść, którą wyraża Kaczyński. Ma on wciąż poczucie, że Polska tak się wspaniale rozwija pod jego rządami, a tu nagle tłum atakuje komitet partii i absolutnie nie przyjmuje do wiadomości jego argumentów. Kaczyński  potępia wszystkich inaczej myślących i jednocześnie żąda organizacji spektakularnych wieców poparcia. „Żebyście mogli, towarzysze, powiedzieć o słuszności tej właśnie decyzji, tzn. o słuszności propozycji i żebyście mogli powiedzieć, że wy się z tym solidaryzujecie, żebyście mogli powiedzieć na tym wiecu, że nie popieracie metod chuligaństwa i metod narzucania ogromnej większości klasy robotniczej, narodu woli niewielkiej grupy chuliganów(…). Towarzysze, mnie to jest potrzebne jak słońce, jak woda, jak powietrze”. Czyż nie świadczą o powyższym słowa premier Szydło i prezydenta Dudy na temat zamieszek w Sejmie i oskarżania o nie opozycji? 

Jeśli takie słowa padają z ust I sekretarza rządzącej partii, to partia, a w ślad za nią i całe państwo, muszą stanąć na baczność i wolę towarzysza I sekretarza wypełnić. Najpierw szukając warchołów i chuliganów, którzy zakłócili dialog partii z narodem, a potem karząc ich – możliwie najsurowiej, by potwierdzić tezy partyjnej propagandy. Zgodnie z życzeniem Kaczyńskiego w całej Polsce będą odbywać się wyreżyserowane wielotysięczne wiece poparcia dla polityki władz PiS. Propagandowa kampania nienawiści przetoczy się przez prasę, radio i telewizję. Wobec opozycji działacze partyjni już używają różnych określeń. „Żałosnej maści warchoł”, „męt”, „osobnik z kręgu bandytyzmu i przestępczości”, „element, któremu wszyscy uczciwi Polacy winni okazać najgłębszą pogardę i potępienie” – to tylko niektóre z nich.

Kulminacją kampanii propagandowo – ustawodawczej PiS-u ma być zmarginalizowanie opozycji albo wręcz zlikwidowanie jej w celu przejęcia kompletnej władzy, wykorzystując do tego naiwność klasy pracującej. Tak właśnie funkcjonowała PZPR, ówczesna partia rządząca, tylko, że ludzie pracy nie dali się już na to nabrać i cztery lata po wydarzeniach radomskich nie było już Gierka. 

Mnie nie pozostaje nic innego jak tylko mieć nadzieje, że tym razem lud nie będzie czekał aż cztery lata. 

 

Kult jednostki w wydaniu krajowym

Z niejakim zaskoczeniem i zdziwieniem przeczytałem niedawno wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego dotycząca opozycji w Polsce. Otóż pan Jarosław uważa, że jej działania przypominają jemu czasy stalinizmu. Pomyślałem sobie ” holy shit”, ile lat ma szanowny prezes, że pamięta czasy stalinizmu”. Łatwo to oczywiście sprawdzić, bo informacje dotyczące wielokrotnego człowieka roku rozsiane są po całym internecie. Dopadłem zatem mojego iPada i raz, dwa sprawdziłem informacje dotyczące szefa PiS. Otóż urodził się on w 1949 roku ale to tylko połowa zagadki. Wklepałem zatem hasło Józef Stalin i pokazały się informacje na temat legendarnego zbója. Marszałkowi zmarło sie w 1953 roku jakoś na początku marca. W tym czasie nasz aktualny zbawca kraju nie miał jeszcze czterech lat. Hm, jednak pamięta czasy stalinizmu. Widać nasz przywódca już od dziecka działał w opozycji i musiał się jakoś temu Stalinowi narazić skoro tak mocno utkwiły mu w pamięci czasy Józefa Stalina. Osobiście podejrzewam, że batiuszka Stalin umiał czytać w przyszłości i wyszło mu, że mały Jarek zamierza podprowadzić księżyc gdzieś tam za ileś tam lat. Na to oczywiście przywódca Związku Sowieckiego nie mógł pozwolić i pewnie wykorzystując swoje wpływy spowodował, że ojciec Jarosława sprał mu mocno dupę. Inne wtedy były czasy, rodzice mieli prawo dyscyplinować swoje dzieciaki i nikt nie uważał tego za znęcanie się nad nimi. Tata Kaczyński musiał zatem zdrowo wychłostać Jarka, wykrzykując przy tym imię wodza bratniego kraju. Taka trauma juz do końca życia będzie się kojarzyć ze złem najgorszego rodzaju, niekoniecznie jednak w kontekście tego kim naprawdę był Stalin. Żarty na bok. Ja urodziłem się już po śmierci pogromcy Hitlera i na jego temat powiedzieć nic nie mogę. Sądzę zatem, że wiedza Jarosława na temat marszałka pochodzi, podobnie jak moja, ze szkoły. A placówki te były w owym czasie na, rzekłbym, lepszym poziomie niż obecnie. Oto co ja zapamiętałem ze szkoły na temat Józefa Stalina: marszałek, przywódca partii bolszewickiej, pogromca Hitlera, obłąkany psychopata, wielokrotny morderca, twórca systemu, który nazwano pózniej kultem jednostki. Skazał miliony ludzi na smierć i jeszcze więcej ludzi na zesłanie do gułagów. Chory umysłowo człowiek, który podejrzewał wszystkich o próbę pozbawienia go władzy. Inwigilacja, donosicielstwo, preparowanie faktów nie popartych żadnymi dowodami to tylko niektóre jego i jego popleczników działania.

Jarosław Kaczyński oskarża polską opozycję o działania wzięte żywcem z czasów stalinizmu. Panie prezesie, opozycja w kraju może sobie tylko pomarzyć o możliwościach jakimi dysponował Stalin. Skąd panu przyszło do głowy tak absurdalne porównanie nie mam zielonego pojęcia. Korzystając jednak z okazji to co się dzieje w pańskiej partii jako żywo przypomina kult jednostki. Przesuwanie głosowań w sejmie bo szanowny prezes nie mógł być obecny, uchwalanie ustaw w takim tempie aby sprawić prezesowi prezent pod choinkę, odwiedziny premiera Węgier, który nie znalazł czasu poza spotkaniem z prezesem, na spotkanie ani z naszym premierem, ani prezydentem to tylko niektóre przykłady służalczego stosunku członków partii pana Jarosława w stosunku do jego osoby. Nie mam zamiaru porównywać pana Kaczyńskiego do Stalina bo to nie te czasy, skoro jednak o marszałku mowa to chyba bliżej prezesowi do niego niż krajowej opozycji.

PiS – owska konstytucja

Od paru już lat jestem zagorzałym czytelnikiem „Angory”. Odpowiada mi formuła tego pisma. Będąc zatem w Polsce, jeszcze przed wyjazdem, postanowiłem zostawić sobie parę wydań na czasy późniejsze. Lubię czytać coś na co można spojrzeć z perspektywy czasu bo daje to możliwość porównania prognozy z realiami. I tak oto artykuł z „Angory” wydanej 30 sierpnia ubiegłego roku wzbudził na tyle moje zainteresowanie, że postanowiłem go przedrukować na moim blogu. Autorem artykułu jest Marek Borowski były marszałek sejmu i kandydat na prezydenta. Jak juz wspomniałem pozycja ta ukazała się w „Angorze” z 30 sierpnia 2015 roku i jest przedrukiem artykułu tekstu Marka Borowskiego z „Gazety Wyborczej” z 18 sierpnia 2015 roku. Oto cały tekst.
Jest taka jedna partia, która co rusz chce zmienić wszystko, bo na ewolucyjne zmiany szkoda jej czasu. Ta partia to oczywiście Prawo i Sprawiedliwość. Uchwalona w 1997 roku konstytucja z pewnością nie jest doskonała, dlatego co pewien czas podnoszą się głosy, że warto by to i owo w niej zmienić, uczytelnić, lepiej rozdzielić kompetencje. Niewiele z tego wynika, bo gdy jedna partia partia chce zasadnie poprawić jeden artykuł, pozostałe warunkują to zmianami w pięciu innych miejscach i kończy się to tak, jak powiedział były premier Rosji Czernomyrdin: ” Chcieliśmy dobrze, ale wyszło jak zwykle”.
Poprawki poprawkami nikt jednak nie podważa konstytucji jako takiej. Nikt? Oj, chyba przesadziłem.  Jest taka jedna partia, która co rusz chce zmienić wszystko, bo na ewolucyjne zmiany szkoda jej czasu. Ta partia to oczywiście Prawo i Sprawiedliwość.
Co pewien czas wielkim nakładem parady ekspertów i polityków wytwarza kompletny, całościowy projekt nowej konstytucji. Oczywiście uchwalenie ustawy zasadniczej nie jest takie proste – trzeba mieć 307 posłów i 51 senatorów. Do tej pory była to mrzonka, ale kto wie co będzie w październiku? Prezentowany obecnie program PiS-u ( 3×15, czyli po 15 mld zł miesięcznie na dzieci , na wyższą kwotę wolną od podatku oraz na obniżenie wieku emerytalnego i VAT-u ) to jedynie wabik, który ma przyciągnąć wyborców. Zagłosują, a dopiero potem dowiedzą się, o co naprawdę chodziło. Właśnie dlatego warto o tym pisać, bo projekty te nigdy – zapewne przez skromność – nie były przesadnie eksponowane, a to z nich wyziera prawdziwa myśl ustrojowa Prezesa.
2005 rok Nowy Człowiek PiS-man.
Pierwszy projekt nowej konstytucji powstał w 2005 roku i miał zwiastować nadejście IV RP. Przewidywał objęcie przez władzę wykonawczą żelaznym uchwytem telewizji i radia ( co zresztą w ciągu jednej nocy się dokonało ), prasy sądów, opozycji i systemu edukacji. Napisałem wtedy w „Wyborczej”, że tak jak w przeszłości komunistom, tak teraz Jarosławowi Kaczyńskiemu marzy się uformowanie nowego Polaka. Taki Nowy Człowiek, PiS-man, myślący o rożnych sprawach tak, jak chcieliby jego twórcy. Dopiero taka przemiana zagwarantowałaby PiS-owi długoletnią władzę, gdyż każdy osobnik głoszący inne poglądy byłby uważany za wybryk natury. Podobieństwo do Orwella było oczywiście całkiem przypadkowe.
IV RP szybko legła w gruzach pod własnym ciężarem, choć zanim się rozsypała, zdążyła sporo naszkodzić. Konstytucje z 2005 roku odłożono na półkę i pięć lat pózniej  ( styczeń 2010 roku ) opracowano nową, stanowiącą – jak rozumiem – aktualną propozycję ustrojową PiS-u ( www.pis.org.pl ). Pobrzękują w niej licznie te same tony, co w poprzednim projekcie, ale są i nowe.
2010 rok Ustrój Prezydencki.
Zacznijmy od nowości. Projekt 2010 radykalnie przekształca ustrój RP z gabinetowo-parlamentarnego w prezydencki. Wtedy prezydentem był Lech Kaczyński i autorzy tego projektu optymistycznie zakładali, że będzie on ponownie wybrany jesienią 2010 roku.
Dziś sytuacja jest klarowna: prezydentem jest Andrzej Duda i pisowski projekt konstytucji ( dalej: PPK ) jest wręcz skrojony dla niego, a co najważniejsze – sam Andrzej Duda napomknął o potrzebie uchwalenia nowej konstytucji.
Poinformujemy zatem opinie publiczną, co zawiera ten projekt. Zacznijmy od tego, co będzie mógł uczynić prezydent Andrzej Duda, jeśli w wyborach oddamy dostatecznie dużo głosów na PiS i ewentualnie na ruch Kukiza.
Po pierwsze w ciagu pierwszych sześciu miesięcy od objęcia urzędu będzie mógł rozwiązać Sejm ( art.94 PPK ). Dlaczego? Nie wiadomo, bo taka będzie jego prezydencka wola.
Po drugie, Sejm może sobie wybierać premiera i ministrów, a prezydent wcale nie musi ich powoływać. Wystarczy. Że dręczy go „uzasadnione podejrzenie, że nie będą oni przestrzegać prawa (sic!)” ( art. 122 PPK).
Po trzecie, jeśli prezydentowi nie spodoba się ustawa przyjęta przez Sejm (np. sześciolatki do szkoły), może sam z siebie zarządzić nad nią referendum i gdy naród ją odrzuci, prezydent może – zgadnijcie państwo co? – oczywiście rozwiązać Sejm (art. 103 PPK).
Po czwarte, odwróćmy sytuację: prezydent, jako dobry pan, postanowił obniżyć wiek emerytalny wszystkim do sześćdziesiątego roku życia. Poddaje ustawę pod referendum i po oczywistym poparciu przez naród kieruje ją do Sejmu. Ustawa jest szkodliwa, więc Sejm ją odrzuca. I już po Sejmie, bo prezydent sięga po art. 105 PPK i Sejm rozwiązuje.
Powie ktoś, że przesadzam – przecież wiążące minimum frekwencji w referendum to aż połowa wyborców. Uprawnienia z pkt 3 i 4 to zatem straszak niż realna groźba. Czyżby? Nie radzę lekceważyć autorów PPK i ich holistycznego podejścia do tematu. Art. 8 PPK obniża ten próg do 30 procent!
Mogę się także spotkać z zarzutem, że przecież jeśli PiS zdobędzie w wyborach większość ( tym bardziej jeśli będzie to większość konstytucyjna ), to Andrzej Duda nie będzie się przecież wadził z Prezesem i korzystał z tych uprawnień. Zgoda, ale nic nie trwa wiecznie. Rządy PiS-u nie muszą trwać cztery lata. Może dojść do rozpadu koalicji albo wcześniejszych wyborów – i wtedy nowe szaty prezydenta, utkane przez PPK, będą bardzo przydatne.
A poza tym spójrzmy na te pomysły bez kontekstu politycznego: po ich wprowadzeniu demokratycznie wybrany parlament i rząd zostają ubezwłasnowolnione, bo w każdej chwili mogą zniknąć.
Prezydent ma w PPK jeszcze inne przywileje. Przed Trybunałem Stanu staje tylko za umyślne naruszenie konstytucji, podczas gdy np. minister odpowiada za każde naruszenie. Ale i tu jest ciekawostka. Obecna konstytucja zoobowiązuje, aby większość członków TS miała kwalifikacje sędziowskie. W PPK tego warunku już nie ma – każdy krewny i znajomy Krolika będzie mógł zostać członkiem Trybunału.
Rząd wzięty, Sejm opanowany…
Przejdźmy teraz do drugiej kwestii – co PPK mówi o relacjach rzadu i opozycji? Niewiele, ale za to konkretnie. „Gęganie” opozycji będzie mocno ograniczone. Rada Ministrów, wnosząc projekt ustawy, może zabronić wnoszenia poprawek (art. 106). Na wniosek RM prezydent może rządzić dekretami (art. 62). Inicjatywę ustawodawczą będzie miało nie 15 ( jak dziś ) posłów, ale 36, przy czym liczba posłów ma ulec zmniejszeniu do 360, czyli do wniesienia projektu ustawy klub musiałby liczyć co najmniej 10 procent ogólnego stanu izby. W obecnych warunkach 10 procent to 46 posłów, czyli takie partie jak SLD, PSL czy wcześniej Ruch Palikota byłyby pozbawione podstawowego prawa, jakim jest wnoszenie pod debatę własnych propozycji.
A może jakaś szanse dla opozycji będzie stanowił Trybunał Konstytucyjny, który ustawy niebezpieczne dla pluralizmu, świeckości państwa czy demokracji – uchwalane przez PiS – będzie uchylał? Porzućcie wszelką nadzieję – autorzy PPK zamknęli tę furtkę. Z art. 135 wynika, że wyroki Trybunału będą miały moc obowiązującą nie wtedy, gdy po prostu większość sędziów zakwestionuje zgodność z konstytucją, ale Ateny, gdy większość ta wyniesie cztery piąte składu(!).
Tak więc nawet jeśli 11 sędziów stwierdzi brak zgodności z konstytucją, a tylko czterech będzie przeciwnego zdania – ustawa zostanie uznana za konstytucyjną! Juz tylko dla porządku dodajmy, że w myśl art. 128 PPK prezesa i wiceprezesów TK prezydent powołuje, nie prosząc sędziów o przedstawienie kandydatur, jak tego wymaga obecna konstytucja.
Tak więc rząd wzięty, Sejm opanowany, prezydent na posterunku, gotowy do akcji – ale przecież są jeszcze chyba sądy w Warszawie?!
….A sądy pod specjalną kontrolą
Niestety po wejściu w życie PPK – już nie. Jeśli postulowane przez ekspertów PiS badanie „butnych i aroganckich sędziów” wariografem oraz badanie ich moczu na obecność substancji szkodliwych nie pomoże – wkroczy prezydent i na mocy art. 145 PPK złoży sędziego z urzędu za ” niezdolność lub brak woli” rzetelnego wypełniania obowiązków. Te przykre defekty u sędziego wykryje i stwierdzi wiekszością trzech piątych głosów Rada do spraw Sądownictwa.
I tu niespodzianka ( czy aby na pewno niespodzianka?): o ile obecna KRS składa się w trzech czwartych z osób niezależnych od rządu i prezydenta ( a więc nieskorych do realizowania poleceń władzy wykonawczej ), to we wspomnianej Radzie do spraw Sądownictwa wprost przeciwnie: 80 procent członków powołuje prezydent, rząd lub większość parlamentarna, a na dodatek, dla wszelkiej pewności, przewodniczącym Rady jest sam prezydent!
Tak więc, panie i panowie sędziowie, musicie zrozumieć, że nie będziecie już ” świętymi krowami”, a dobra i rozumna władza będzie po ojcowsku korygować wasze postępowanie.
Koniec państwa świeckiego.
Na koniec zostawiłem to co oczywiste: PPK rezygnuje z wszelkich zasad państwa świeckiego. Poczynając od nowej preambuły (” W imię Boga Wszechmogącego”), przez całkowity zakaz aborcji, liczne rezygnacje z dotychczasowych przepisów gwarantujących wolność sumienia, aż do nowej roty przysięgi składanej przez osoby publiczne obejmujące rożne urzędy.
Dziś Rota jest świecka, a składający przysięgę może dodać: „Tak mi dopomóż Bóg”. W PPK Rota kończy się słowami: ” Tak mi dopomóż Bóg”, a składający przysięgę może z nich zrezygnować. Bardzo oryginalnie będzie zatem wyglądać ślubowanie poselskie, gdy marszałek odczytuje rotę, a posłowie kolejno wstają i mówią: „Ślubuję”. Dziś wielu dodaje: „Tak mi dopomóż Bóg”, ale po nowemu ci, którzy nie zechcą akcentu religijnego, będą zmuszeni mowić: ” Ślubuję, ale bez ostatniego zdania”!
Groźną cechą PPK jest możliwość zmiany przez odpowiednią większość każdego artykułu konstytucji, czyli dokonania tzw. demokratycznego zamachu na podstawowe prawa obywatelskie. Obecna konstytucja zawiera przepis. Że jeśli parlamentarna większość zechce np. wprowadzić do konstytucji możliwość stosowania cenzury lub zakaz strajków, to na żądanie opozycji musi być w sprawie zorganizowane referendum. W PPK takiego przepisu nie ma, a tak na marginesie – nie ma rownież zagwarantowanego prawa do strajku(!).
Czas na podsumowanie
O PPK można by pisać jeszcze długo, ale chyba już wszystko jasne. Ustrój, jaki się z tego projektu wyłania, to wprawdzie jeszcze nie dyktatura, ale na pewno już nie demokracja. To demokratura. Nie wiemy, czy tego właśnie chce prezydent Duda. Miejmy nadzieję, że wkrótce skonkretyzujemy swoje zamiary. Wiemy jednak, czego chce PiS. Dlatego stawka październikowych wyborów jest znacznie większa, niż się wielu rodakom wydaje. Trzeba będzie wybierać miedzy naszą nieidealną, wymagającą poprawy demokracją a autorytarną, znaną z niektórych sąsiednich krajów, demokraturą. Nie zróbmy błędu.
Koniec artykułu. Czy ktoś uwierzył w sierpniu, że to jest możliwe? Nie sądzę.
Źródło: Angora nr.35 (1315),  30 Sierpnia 2015