Racketman czyli Elton John

Po sporym sukcesie „Bohemian Rhapsody”, filmu dedykowanemu pamięci Freddie Mercurego i Queen, z dużym zainteresowaniem obejrzałem „Racketman”, poświęcony innej wielkiej gwieździe tamtych czasów Eltonowi Johnowi. Za moich czasów prywatka nie mogła obejść się bez jego utworów.

Elton John to, pewnie o czym każdy wie, estradowy pseudonim. Prawdziwe imię artysty to Reginald Kenneth Dwight. Urodził się w 1947 roku i już od dzieciństwa wykazywał niesamowite zdolności muzyczne. Polegały one na wręcz absolutnym słuchu. Nie chce nikomu psuć przyjemności ogladania filmu zatem muszę na tym skończyć, przynajmniej ten wątek.

Podobnie do „Bohemian Rhapsody”, i tu muzyka odgrywa dominująca rolę. Jednak w przeciwieństwie do filmu o Freddie Mercurym, tu większość piosenek została wkomponowana w akcje filmu. Osobiście o tym nie wiedziałem, ale jak wynika z tego co obejrzałem to prawie każdy utwór napisany i wyśpiewany przez Eltona Johna wiązał się z określonymi jego wydarzeniami w jego życiu.

Jest wiele podobieństw pomiędzy obydwoma filmami, główna jednak różnica jest taka, że „Racketman” jest bliższy musicalowi niż produkcji fabularnej.

W sferze życia prywatnego, nie nożna oprzeć się wrażeniu jak bardzo podobne było życie Freddiego i Eltona. To chyba po trosze obraz tamtych czasów. Narkotyki, prywatki, alkohol to pewnie w tym środowisku nie zmieniło się do dzisiaj. Podobnie jak solista Queen również i bohater tego filmu zaufał nie temu komu powinien odrzucając prawdziwego przyjaciela. To pewnie również podobieństwo wielu życiorysów artystycznych z tamtego okresu. Zło i źli ludzie, kręcący się przy nieprzygotowanych na wielki sukces ludziach zniszczyli życie wielu kultowym artystom. Mało nie zniszczyli i Eltona Johna.

I Mercury, i John borykali się z problemami natury seksualnej. Homoseksualizm był wciąż wstydliwy i mało kto decydował się do tego przyznać. Każdy musial sobie z tym sam radzić we własnym zakresie. Aczkolwiek w środowiskach artystycznych preferencje seksualne gwiazd nie były żadną tajemnicą, to jednak oficjalnie nikt tego nie potwierdzał, bo mogłoby to mieć negatywny wpływ na rozwój kariery. Czy to był główny powód ucieczki bohatera filmu w świat narkotyków i alkoholu? Zapewne nie, tak wtedy szalało całe to szalone środowisko. Dzisiaj pewnie nie jest inaczej.

Elton John w porę wyhamował i dziś jest w szczęśliwym związku z innym mężczyzną wychowując dwóch synów. Na szczęście nie mieszkają w naszym kraju.

Film nie jest zapewne genialnym dziełem ale to moja młodość a każdy na swoją patrzy przez różowe okulary. A skoro o binoklach mowa to z nich najbardziej zasłynął Elton John.

Chciałem podłączyć jakiś klip z YouTube do tego tekstu, ale przy moim internecie zajęłoby mi to bardzo długo i kto wie czy by się udało.

Krystyny i Beaty dziewczyny taty.

Czy pamiętacie Rudiego Schubertha i Wały Jagiellońskie? Czepiła mnie się ostatnio Monika, dziewczyna ratownika jak rzep psiego ogona. Nie szło się od niej odczepić. Jej ciało opalone, niczym nie osłonione stało mi przed oczami jako żywe. Uciekłem zatem w swój tekst tej piosenki. I mam spokój.

Przy okazji na chwile coś innego niż Ekwador.

Przed sejmem tłum jest gapiów, to fani są światłości

Wrzaski głośne podnoszą na widok jej jasności

I w amok wszystkich wprawia, gdy swe wygina kości

A jak się już porusza, portki chłopom wybrzusza

Krystyno ach Krystyno Jarkową tyś dziewczyną

Pół sejmu ciagle marzy, że coś się zdarzy

Twa tusza wszystkich wzrusza a strój porusza

Gdy w talii się napinasz, Krystyna, Krystyna, Krystyna

Pewnego razu w parlamencie, poseł co był zwierzęciem

Spotkał się z nią na stronie i dostał w skronie

Marszałek miał baczenie, ostatnie swoje tchnienie

Wydał parlamentarzysta, z życia już nie skorzysta

Krystyno ach Krystyno Jarkową tyś dziewczyną

Pół sejmu ciagle marzy, że coś się zdarzy

Twa tusza wszystkich wzrusza a strój porusza

Gdy w talii się napinasz, Krystyna, Krystyna, Krystyna

Uwaga, uwaga, tu mówi prezes

Posłowie w ławach rządowych

Do Afryki jest bliżej z lotniska w Radomiu

Poseł z częścią nogi w nazwisku, proszę mnie nie drażnić

Powtarzam, proszę mnie nie drażnić. Prosiłem

Won mi teraz z partii.

Gdy sesja się skończyła, sala już uwierzyła

Krystyna to nie Monika, nikt jej nie będzie bzykał

I mieć jej nigdy nie będzie, Jarosław jest wszędzie

A gdy ktoś się odważy, to łotra się usmaży

Beato ach Beato, Jarek kocha cię za to

Żeś była jego wieszczem i kimś tam jeszcze

On kocha twoją broszkę choć już znoszoną troszkę

Boć on jak tata, Beata, Beata, Beata

https://youtu.be/i4iUFoO-G74

Ostatnia szopka.

Głęboko wierzę, że przyszłoroczne wybory będą końcowym akordem tzw. dobrej zmiany. Mając to na uwadze, korzystając z nieocenionej twórczości Wojciecha Młynarskiego, przeflancowałem jeden z jego niezapomnianych tekstów na potrzeby tegorocznej ichniej, już ostatniej szopki.

https://youtu.be/LX2EajcwTfk

W kraju całym lęk, na nazwiska mego dźwięk truchleją wszyscy

Rządzę tak jak chcę, Antek w tym pomaga mnię, oraz moi bliscy

Mój parlament jest a marszałek niczym pies mi raportuje

Senat też jest mój, chociaż z opozycji zbój wciąż się buntuje

Ja to w poważaniu mam bo nie jestem przecież sam tu na sali

Niech podskoczy ktoś, żeby zrobić mi na złość to mu się przywali

Na mównicę wkraczam już, w blat jej wbijam ostry nóż dla pojednania

Bo życzenia mam dla tej najważniejszej z moich dam do przekazania

 

Dla sympatycznej panny Krysi z rzędu trzeciego

Od sympatycznego pana Jarka, kiciu-kiciu

 

Jesteśmy na fali, na sejmowej sali

W promieniach Torunia opalamy się

Nowoczesna szlocha, a Platforma krzyczy

I niech sobie ryczy, Krysiu kocham cię

 

Bo panna Krysia, panna Krysia

Wielu jest wybranką nie od dzisiaj

Odkąd stała się posłanką z ludu

Dokonuje w sejmie samych cudów

Wokół niej jest nieustanny tłok

Bez niej tutaj by panował mrok

 

W kraju całym lęk, w tym jest właśnie sęk by to utrzymać

Na ulicach tłum powoduje szum, będzie zadyma

Wtem wypada zeń poseł głuchy niczym pień i apeluje

Prośbę do was mam, nie dam rady sam i intonuje

 

Dla niewątpliwie miłej panny Krysi z rzędu trzeciego

Od oddanego jej dozgonnie równie miłego pana Ryśka, misio-misio

 

Jesteśmy na fali, na sejmowej sali

W promieniach Torunia opalamy się

 

A panna Krysia, panna Krysia

Wzrokiem gniewnym obrzuciła pana misia

Swe oddanie niech pan sobie schowa

Jam dziewczyna jest Jarkowa

A że misio się kocura bardzo boi

Do Beaty poszedł rany swe ukoić

 

W całym kraju lęk, zewsząd słychać jęk tych co marzyli

W parlamencie strach, gorszych czeka piach gdy już po chwili

Na mównicę wpadł antyowsiakowy chwat co się przyczaił

Walnął pięścią w blat aż mikrofon z niego spadł i tak zagaił

 

SPOKÓJ W ŁAWACH

Panno Krysiu z trzeciego rzędu

Tam gdzie siedzą posłowie lepszego sortu

To ja kocham panią najbardziej. Twój Tasiu

 

Lud to widział w odbiornikach

I ze śmiechu się posikał

Bo tej szopki było celem

Żeby „lepszym” dać wesele

I niech myślą, że tu o nich dbają

Kiedy kiciu, misio, tasiu tylko to udają i…

 

Dla sympatycznej panny Krysi lepszego sortu

Od niewątpliwie sympatycznych panów tegoż

Kiciu, misio oraz tasiu

 

Mam nadzieje, że pan Wojciech nie będzie mi miał tego za złe. Zwłaszcza, źe przy okazji pozwolę sobie go polecić szanownej pamięci czytelników.

J. Ci tego nie przepuści.

Za granicą powiadają 

W Polsce rządzą socjaliści 

Oni na tym sie nie znają

Bo my som nacjonaliści

 

Jaro tobie nie przepuści

Jaro tobie nie przepuści

Jak mu wleziesz w droge

To cie w przepaść zaraz spuści

 

Spróbuj władzy co powiedzieć, 

Ze jej prezes to niedojda

Zaraz pewnie pójdziesz siedzieć

Za to żeś zdradziecka morda

 

Jaro tobie nie zapomni

Jaro tobie nie zapomni

Jak mu ze łba co wyleci

Zaraz Mariusz mu przypomni

 

Reformują gospodarkę 

I obrone w całym państwie

Jeno Tosiek razem z Jarkiem

Potracili łby w pijaństwie

 

Jaro tobie nie wybaczy

Jaro tobie nie wybaczy

Jak żeś chłopa zdenerwował

Wnet ze Zbychem się zobaczysz

 

W parlamencie swój chłop rządzi

Jeśli chciałbyś rzeknąć cosik

Z podwyższenia zaś cie strąci

Boś ty marny jak ten grosik 

 

Jaro tobie nie przepuści

Jaro tobie nie przepuści

Jak mu wleziesz w droge

To cie w przepaść zaraz spuści

 

Swój chłop rządzi też Senatem

On oddany jest wojownik

Z innej partii każda szmatę

Zaraz bierze na celownik 

 

Jaro tobie nie zapomni

Jaro tobie nie zapomni

Jak mu ze łba co wyleci

Zaraz Mariusz mu przypomni

 

Premierowa też oddana

Pojechała do Brukseli

Chociaż była niewyspana

Zwyzywała tych twardzieli 

 

Ona dala im popalić

Ona dala im popalić

Ledwie wszystkie uszły z życiem

Cała władza tym się chwali 

 

W sejmie tez posłankę mamy

Co obżera się na sali

My jej na to pozwalamy 

Niech spróbuje ją kto zganić  

 

Jaro wtedy nie wybaczy

Jaro wtedy nie wybaczy

Jak żeś chłopa zdenerwował

Wnet ze Zbychem się zobaczysz

 

W puszczy kornik się rozgościł

I z ministra się naśmiewa

Wkrótce chamie będziesz pościł

Bo wytniemy wszystkie drzewa

 

Kornikowi nie darujem

Kornikowi nie darujem

Jak już wlazł nam w drogę 

To my puszczę zlikwidujem

 

To wam jeszcze tylko powiem

Polska do nas dziś należy

Przeciwnicy i wrogowie

Wnet zrzucani będą z wieży 

 

Nie darujem my nikomu 

Nie darujem my nikomu

Jak się tobie nie podoba

Szukaj poza krajem swego domu

 

 

Na motywach „Chłop ci tego nie przepuści”

https://youtu.be/V47Df0vjSYs

Śpiewać może każdy.

Stajemy się coraz bardziej uzależnieni od elektroniki. Świat się komputeryzuje w tempie trudnym do wyobrażenia. Dzięki temu o wielu rzeczach możemy dowiedzieć się w znacznie szybszym tempie. Przepływ informacji odbywa się niemal natychmiastowo. Powstaje coraz więcej rożnego rodzaju serwisów, które umożliwiają nam dostęp do wiadomości z wielu dziedzin codziennego życia. Z racji moich zainteresowań, będąc na komputerze, lubię poprzeglądać „starocie”, które ktoś tam kiedyś tam umieścił na YouTube. Często uda mi się znaleźć coś o czym już zapomniałem o co ma tak silną wymowę, że nie sposób nie podrapać się po łepetynie ze zdziwienia. To mi się zdarzyło pare dni temu. Niespodziewanie zaproponowano mi posłuchania „Śpiewać może każdy” w wykonaniu Jerzego Stuhra. Wykonał on ten utwór na festiwalu w Opolu równo czterdzieści lat temu. Wiem, że wiele osób zna tą piosenkę i ja ją znam, z tym, że gdzieś mi uleciała. Sposób jej wykonania przez pana Jerzego nie pozostawia wątpliwości co do podtekstu tego utworu. Jeśli jednak podłożymy w miejsce lat siedemdziesiątych dzisiejsze czasy to mam wrażenie, że ta śmieszna piosenka jest jeszcze bardziej aktualna. 

https://youtu.be/ENvAmLuj5ko

 

Jeśli śpiewać może każdy, to i zapewne każdy może być politykiem. O losach naszego kraju decyduje 561 polityków, których talent nawet nie dorównuje piosenkarskim możliwościom Jerzego Stuhra. A jednak 460 posłów, 100 senatorów i prezydent, przeświadczeni o swoich talentach, chcą determinować w jaki sposób każdy z nas ma żyć. Szczęka mi opadła i wciąż znajduje się w stanie totalnego osłupienia bo morał z tej śmiesznej piosenki dla mnie jest taki, że ona wcale nie jest……..śmieszna. Zwłaszcza dzisiaj.

Jadą wozy luksusowe.

Jadą wozy luksusowe kolumnami

Przepełnione w środku są vipami

Którzy na pokładzie mają swoje wróżki

Co im snują opowieści do poduszki

O tym ile mają jeszcze do zrobienia

Aby spełnić wszystkie królewskie marzenia

 

Bo królowi zda się wiecznie mało, nigdy dość

Władza dlań jest najważniejsza, niczym dla psa kość

Tylko taka, żeby on stał na uboczu

Bo po prawdzie strach przed ludźmi bije z jego oczów

 

Jadą wozy luksusowe kolumnami

Chciałby prezes zabrać się wraz z wami

Ale pełne obaw ma swe spodnie

Schował się więc za głupszymi, bo tak mu wygodniej

Niech się inni narażają i oddają jemu hołd

Za to zgodził się wypłacać im państwowy żołd

 

Bo królowi zda się wiecznie mało, nigdy dość

Władza dlań jest najważniejsza, niczym dla psa kość

Tylko taka, żeby on stał na uboczu

Bo po prawdzie strach przed ludźmi bije z jego oczów

 

Już był prawie gotów z nimi na wycieczkę

Gdy jego poddany z granatu wyciągnął  zawleczkę

Teraz miast po kraju jeździć wraz z kotami

Znowu nie wie co ma zrobić z krnąbrnymi sędziami

Także prezydentem co śmiał mu postawić weto

On wraz z jego doradcami odpowiadać będą za to przeto

 

Bo królowi zda się wiecznie mało, nigdy dość

Władza dlań jest najważniejsza, niczym dla psa kość

Tylko taka, żeby on stał na uboczu

Bo po prawdzie strach przed ludźmi bije z jego oczów

 

Będzie więc próbował skonfliktować wszystkich ludzi

Bo ze snu o swej potędze nie chce się obudzić

Jeśli zatem chcemy aby w kraju było jak w piosence, kolorowo

Przeciw chorej władzy trzeba stanąć z podniesioną głową

Tylko wtedy rownież u nas będzie błękit oraz fiolet

Jeśli wspólnie podzielimy nasze dole i niedole

 

I niech król nie myśli, że on zrobić może nam na złość

Zamiast władzy od nas dostać może tylko kość

I niech o nią, ze swą świtą walczy razem z psami

Miast podniecać się swoimi o potędze snami.

 

 

Na motywach „Jadą wozy Kolorowe”

Jak uratować festiwal.

Fala rezygnacji artystów z występów na KFPP w Opolu postawiła całe przedsięwzięcie pod znakiem zapytania. Prezydent miasta wstrzymał budowę sceny zarzekając się, że na żaden kicz się nie zgodzi. Wszyscy się głowią jak uratować doroczne święto polskiej piosenki ale pomysłów jakoś brakuje. Najważniejszym zdaje się być pytanie jak zadbać o wysoki poziom festiwalu skoro uznani artyści nie chcą z nim mieć nic wspólnego. Otóż wpadłem na pomysł co należy zrobić jak wyjść obronną ręką z tej patowej sytuacji i jednocześnie wznieść się na wyżyny artystyczno-patriotyczne. Proponuje zatem aby przeprowadzić w jego miejsce nadzwyczajne posiedzenie przewodniej siły narodu czyli partii prezesa, na którym zaprezentować by można niewątpliwe sukcesy dobrej zmiany. W obrady można byłoby wkomponować parę patriotycznych utworów tak aby festiwal mógł pozostać konkursem piosenkarskim. Ponieważ czasu pozostaje coraz mniej, pozwoliłem sobie przygotować pare idei, które zdecydowanie powinny zainteresować wypełnioną po brzegi sale amfiteatru. Festiwal koniecznie powinna otworzyć uroczysta msza koncelebrowana przez ojca dyrektora, który byłby rownież odpowiedzialny za wybór pieśni tak aby idea festiwalu była żywa. Zaraz po tym wstępie minister od obronności wyśpiewać powinien apel smoleński. Już w tym momencie przewiduje olbrzymie patriotyczne podniecenie wsród publiczności. Po tym uroczystym wstępie czas na występ pierwszego obywatela, który w swoim przemówieniu otwierającym konkurs mógłby się odnieść do wagi konstytucji w społeczeństwie demokratycznym. Wszyscy wiemy jak bardzo leży mu to na sercu. W tym dniu obowiązki konferansjerskie spadły by oczywiście na panią premier, która ma talent do opowiadania anegdot co powinno wprowadzić element rozrywkowy. Krótki skecz w jej wykonaniu zatytułowany „Jak przekuć klęske w zwycięstwo czyli od 1:27 do 27:1” powinien być godnym rozważenia. O zakulisowych działaniach antypolskich w tym dniu mogliby słowo rzec specjalista od zachowań stadnych profesor Legutko i największy zwycięzca owej komedii pan Wolski. Na zakończenie pierwszego dnia recital chłopca radarowca i atmosfera balangi niemal pewna. Jak wypełnić pozostałe dni? Nie sądzę aby nam zabrakło tematów, należałoby je tylko posegregować tematycznie wplatając w nie umiejętnie elementy rozrywkowo-satyryczne. Każdego dnia postuluje jednak jego rozpoczęcie od mszy i apelu smoleńskiego tak aby nie zapomnieć ducha patriotycznego. W kolejnych dniach widziałbym wspólny występ prezydenta i hetmana na temat stanu armii zaciężnej. Obeszłoby się wreszcie bez listów z kancelarii do ministerstwa i może nawet doszło do jakiegoś wspólnego stanowiska. Można by rownież zorganizować jakieś przesłuchanko przewodniczącego z unii, niech się tłumaczy przed kamerami i społeczeństwem. Minister od środowiska mógłby powiedzieć pare słów na temat zagrożenia lasów przez korniki bo ludzie wciąż go podejrzewają o jakieś bezeceństwa i prywatę. Pierwszy rolnik mógłby nam pokazać film pod znamiennym tytulem „Czyż nie dobija się koni”, który pokazałby dobrą zmianę w stadninach. Minister od zagranicy mógłby wreszcie przedstawić mapę świata, na której ewidentnie widoczny byłby San Escobar, który łatwo pomylić z San Cristobal co mnie się parokrotnie udało. Tą cześć programu powinno właśnie ono sfinansować dla celów turystyczno-reklamowych. Sądzę, że wskazane byłoby jawne posiedzenie komisji smoleńskiej aby naród był na bieżąco z postępami śledztwa. Syn ziemi opolskiej powinien mieć możliwość przeprowadzenia posiedzenia swojej komisji do spraw reprywatyzacji co dałoby poczucie ważności mieszkańcom Opolszczyzny. To tylko pare pomysłów sam scenariusz powinien opracować jednak prezes, w którego kompetencje nikt nie powinien się mieszać. Do prowadzenia kolejnych dni pozwolę sobie jednak zaproponować posłankę Krystynę na przemian z paniami Beatami z kancelarii pani premier. Z ich poczuciem humoru zabawa jest gwarantowana. Z panami mam trochę problemu z uwagi na wyrównany i bardzo wysoki poziom inteligencji. Z racji jednak pełnionych funkcji prowadzenie należy się obu marszałkom sejmu i senatu to powinno zdecydowanie podnieść wagę przedsięwzięcia. Zakończenie festiwalu to powinien być dzień prezesa. Zamiast jednak jego słownego przemówienia proponuje aby chór złożony z posłów i senatorów przewodniej siły odśpiewał je na głosy. W tym czasie na wielkim ekranie nad sceną powinien zostać wyświetlony film o życiu i twórczości króla nad królami, którego narratorem powinien być z racji wieku i powagi oraz tonu głosu pan Ryszard. Nad przekazem telewizyjnym czuwałby oczywiście pan Jacek i aby wyeliminować konkurencje proponuje zagłuszanie wszystkich stacji radiowych i telewizyjnych. Mam wrażenie, ze otrzymalibyśmy wreszcie rozrywkę na najwyższym poziome. Jeśli jeszcze pomógłby w tym prześmiewca komuny i specjalista od „aby Polska była Polską” pan Jan – no po prostu słów brakuje, rozrywka palce lizać. 

Omal nie zapomniałem. Nad bezpieczeństwem całości przed nienawistnym elementami naszego społeczeństwa czuwać by mogła policja z okolicznego Wrocławia. Paralizatory w ich rękach powinny odstraszyć jakieś czarne protesty czy tym podobne.

Maryla, Maryla i po Maryli

To cud, że festiwal w Opolu, jako pozostałość po wstrętnym PRL-u, wciąż istnieje. Mogę tylko przypuszczać, że gdyby po odzyskaniu niepodległości obecna ekipa objęła władze to pewnie dawno byśmy go nie mieli. Być może jednak istniałby pod warunkiem, że występujący na jego estradzie szansoniści mogliby się pochwalić ukończeniem jednej ze szkół ojca dyrektora a wykonywane przez nich piosenki pochodziłyby wyłącznie spod jego pióra. Taka formuła odpowiadałaby zapewne pół-terierowi z telewizji narodowej i osobom, które go na to stanowisko powołały. Niestety tak się nie stało i teraz trzeba się handryczyć z całym tym środowiskiem pełnym wykolejonych artystów nierozumiejących dobrej zmiany. Ikona i chodząca historia polskiej piosenki i festiwalów w Opolu Maryla Rodowicz obchodzi w tym roku złoty jubileusz swojej działalności estradowej. Miał być specjalny koncert z tej okazji z ciagle pełną energii jubilatką w roli głównej. Niestety nie będzie bo jedna z uczestniczek owego koncertu niejaka Kayah odrzuciła polityczna poprawność i powiedziała co myśli o dobrej zmianie. Jej przemyślenia nie przypadły do gustu szefowi telewizorni i niepatriotyczną piosenkarkę przekwalifikował do drugiego sortu kładąc szlaban na jej występ. Myśląc po chłopsku sądził, źe jak pogrozi niesfornej i niefrasobliwej kobitce to reszta ze strachu pobrudzi spodnie w kroku i będzie po problemie. A tu masz babo placek, nie tylko się nie przestraszyli ale całą bandą stanęli okoniem i z koncertu wyszły nici. Festiwal w Opolu to jedna z najbardziej popularnych i rozpoznawalnych imprez rozrywkowych w Polsce. Występowali tu wszyscy najwięksi artyści powojenni zaczynajac od Mieczysława Fogga. Nie sposób wymienić wszystkich bo zabrakłoby miejsca na skromny artykuł. Socjalistyczna cenzura też starała się go kontrolować. W którymś jednak momencie i ona zrozumiała, źe system nakazowy w tym środowisku działa bardzo słabo i wywiera odwrotne skutki. Stąd na estradzie w Opolu znalazł się Zenon Laskowik, którego skecze niewiele miały wspólnego z gloryfikacją rządzących. Pycha jednak rozsadza aktualną władze, które chce decydować co nam wolno a co jest zabronione. Ja rozumiem, że pojęcie systemu nakazowego może być obce Jackowi Kurskiemu, dziwi mnie jednak, że tak wyrafinowany gracz polityczny jak Jarosław Kaczyński, któremu na pluciu na ten system niemal wypadły zęby, rownież tego nie rozumie. Dużo w tym ugrupowaniu mówi się o wolności i o tym jak cieżko było nam ją odzyskać. Kneblowanie ust to forma zamachu na nią właśnie. Czym jest wolność? Proponuje posłuchać doskonałego utworu Marka Grechuty pod tytułem….”Wolność”. Szczególnie polecam ostatnią zwrotkę tego utworu, która jako żywo odnosi się do miłościwie nam panujących. Jeśli ktoś jednak nie lubi twórczości pana Marka oto słowa wspomnianej zwrotki:

Wolność to także i odporność serc 
By na złą drogę nie próbować zejść 
Bo są i tacy, którzy w wolności cud 
Potrafią wmieszać swoich sprawek bród
Polecam naszym elitom słuchanie tego utworu każdego dnia. Może po miesiącu coś do nich dotrze. Dobre i to.  

Skąd oni o tym wiedzieli?

Od pewnego czasu, pod wrażeniem codziennych doniesień medialnych chodzi za mną przebój z minionych lat. Dwa plus jeden z urocza Elżbietą Dmoch była jedna z najbardziej popularnych grup w latach osiemdziesiątych. Już zachodzi czerwone słoneczko, Pomaluj mój Świat czy Windą do nieba to niezapomniane przeboje pełne radości, wesołe i wpadające lekko w ucho. Jak tam wpadły to pozbyć się tych tonów było bardzo trudno, chyba że ktoś takiej muzyki nie lubi. Osobiście lubiłem Dwa plus Jeden a nawet byłem na ich koncercie w Stanach Zjednoczonych. Odpowiadała mi zawsze radość i nadzieja w ich tekstach no i oczywiście wdzięk i uroda Elżbiety Dmoch. Dla mnie nigdy nie ulegało watpliwości, że była to fajna i wesoła muzyka na dobre i gorsze dni. Nie wiedziałem jednak, że mieli oni zdolności przewidywania, no może nie oni ile Andrzej Mogielnicki autor tekstu jednego z wielu przebojów tego zespołu. Utwór, który mam na myśli to „Wielki, mały człowiek”. Skąd oni wszyscy wiedzieli w 1984 roku, że trzydzieści lat pózniej gnębić nas będzie zakompleksiony fanatyk własnej wielkości, nie mam zielonego pojęcia. Dla mnie jednak słowa tej piosenki pasują jak ulał do dnia dzisiejszego. Oto bowiem idzie ulicą mały punkcik w powodzi głów i nikogo nie chce pytać o drogę choć serce bije mu jak na trwogę. Interesują go tylko jego własne pragnienia i sny, bo on, chociaż zalękniony tak i dumny jak paw, jest rownież wielkim małym człowiekiem. Nie będę streszczał całego utworu, każdy przecież może go posłuchać, dla mnie te słowa są jak smutna przepowiednia, która niestety, jak to z przebojami bywa, powtarzana wielokrotnie stała się rzeczywistością. Janusza Kruka, który był rownież autorem muzyki już nie ma wsród nas, Elżbieta Dmoch podobno żyje w innym świecie, jednak ich przebój śmiało mógłby się stać hymnem opozycji w naszym kraju bo ma wszystko w sobie to co jest jej tak potrzebne. Wielcy, mali ludzie to nic dobrego i tu nie zgadzam się z refrenem piosenki, który namawia dobrego Boga do opieki nad nimi. Moim zdaniem niech dobry Bóg ma nas w swojej opiece.