Gdzie nie spojrzysz, wszędzie nieloty

Ekwadorska telewizja, chociaż ona nie całkiem ekwadorska, zrobiła mi niespodziankę. Spośród meczów eliminacyjnych do mistrzostw Europy wybrali do pokazania spotkanie naszej drużyny ze Słowenią.

Niestety zawodnicy reprezentacji też zrobili mi niespodziankę tyle, że in minus. Patrzyłem na ten mecz i z każdą minutą zniechęcenie przybierało na sile. Przegrać to jedno. Bez walki, bez idei, bez polotu to drugie. Po meczu z Izraelem miałem nadzieje, że nastąpił jakiś przełom. Okazało się jednak, źe owo spotkanie było pozytywnym wypadkiem przy pracy, a ze Słowenią na boisku znowu powiało miernotą i kompletnym chaosem. Latania po boisku odmówić im nie można. Nawet mieli przewagę w posiadaniu piłki. Mało z tego jednak wynikało. Nie chce krytykować trenera za zestawienie zespołu. Powiem jednak, że rewolwerowiec z Milanu kompletnie się wystrzelał i zaprezentował się wręcz fatalnie, długimi okresami będąc kompletnie niewidocznym.

Smutne i smętne to było widowisko. Nie skończyłem go nawet oglądać bo fascynujące rzeczy działy się w Niemczech gdzie wielki manszaft został upokorzony przez Holendrów.

Od mistrzostw świata w Rosji trenerem naszej reprezentacji jest Jerzy Brzęczek. Jakoś nie może, poza meczem z Izraelem, znaleźć rytmu dla tej drużyny. Do tej pory, za jego kadencji zagraliśmy jedno dobre spotkanie. O reszcie lepiej zapomnieć. Równocześnie z Polakami grali też Austriacy, nasi kolejni przeciwnicy. Podczas gdy my męczyliśmy się z Łotwą ci strzelili jej sześć bramek. Przy naszej indolencji aż strach pomyśleć o poniedziałku. W ten właśnie dzień przyjdzie nam stawić czoła gościom znad Dunaju. Na moje szczęście tego już nie będę oglądał, bo wybieram się właśnie w poniedziałek w kolejną podróż.

Wracając jednak do piłki, to co pokazali nasi zawodowcy jako żywo przypomina mi sytuacje na naszej scenie politycznej. Opozycja podobnie do naszych piłkarzy nie ma żadnej idei jak się pozbyć obecnie rządzących. Chcieliby się poderwać do walki ale tak jakby mieli kule u nogi, które trzymają ich na ziemi. Coś tam ględzą bez większego zainteresowania słuchaczy. Skoncentrowali się zatem na pisowski aferach, których chociaż nie brakuje, to jednak mało one obchodzą masy. Ludowi jest obojętne kto i ile sprzeniewierzył, byleby zostało coś dla niego. Tą taktyką kieruje się władza. Na aferę mają przygotowaną kolejną obietnice i po chwili jest już po aferze.

Lud miast i wsi jest zahipnotyzowany darmowymi datkami. Wybudzić go z tego snu nie będzie łatwo mianowaniem kogoś na premiera. PiS nie położy się na glebie i nie podda się bo tak sobie życzy opozycja.

Nasi reprezentaci też pewnie myśleli, że zajadą Słowenię nazwiskami. Przekonali się, że to tak nie działa. Austrii tym bardziej nie przestraszą.

Na dziś przeraża mnie poniedziałek, tak damo jak trzynasty października.

Egocentryczni egoiści

Jako kibic sportowy nie mogę przejść obojętnie koło dwóch faktów jakie miały miejsce w mijającym tygodniu. Pierwszy z nich to już niemal saga mydlana i dotyczy Roberta Lewandowskiego. Jego utyskiwanie i narzekanie na temat Bayernu jest kompletnie niestrawne. Nie wiem dokładnie kogo kapitan naszej reprezentacji chciałby aby jego chlebodawca kupił, żeby pan Robert mógł wreszcie zdobywać najwyższe trofea. Osobiście myślałem, że to on był właśnie tym zawodnikiem, który wzniesie Bawarczyków na wyższy poziom. Nic z tych rzeczy, poza narzekaniem, biadoleniem i wieczną krytyką w moim przekonaniu nie spełnia oczekiwań w nim pokładanych. W Monachium występuje wystarczajaco dużo gwiazd i zawodników z górnej półki by klub mógł sięgać po najwyższe europejskie trofea. Problem jednak w tym, że nie tworzą oni zgranego zespołu a spory wpływ na to może mieć właśnie postawa pana Roberta nie ta na boisku, ale ta poza nim.  Ja rozumiem, że jak się czyta o wydatkach PSG i zawodnikach, których ten klub wykupił to się może zakręcić w głowie. Nie wszyscy jednak mają tyle pieniędzy co katarscy szejkowie. Europejska piłka nożna niestety idzie w złym kierunku umożliwiając właścicielom kilku klubów łamanie wszelkich zasad obowiazujących w sportowym współzawodnictwie. Bayern pod tym względem zdominował niemiecką ligę wykupując z drużyn w niej występujących najlepszych zawodników. Jakoś reprezentacja Niemiec oparta na zawodnikach tego klubu zdobywa kolejne mistrzostwa, nic zatem nie stoi na przeszkodzie aby i Bayern po nie sięgał bez kolejnych wzmocnień. Problem jednak leży w ego zawodników, a już chyba największe ma właśnie Lewandowski. I być może byłoby ono nawet uzasadnione, gdyby w każdym meczu nasz rodak grał będąc najlepszym zawodnikiem na boisku. Tak jednak nie jest. Nie podoba mi się jego postawa na murawie i ciągle zastrzeżenia pod adresem kolegów z drużyny. Drużyna to jedenastu zawodników a nie Robert Lewandowski i dziesięciu grających na jego rekordy wyrobników. Więcej pokory, szacunku dla partnerów i wzajemnego respektu a gwarantuję, że sukcesy i puchary przyjdą. 

Równie wielkie mniemanie o sobie ma aktualny właściciel Legii. Do tej pory stał na boku bo przeszkadzali mu jego współpartnerzy. Nie miał jednak oporów w wykorzystywaniu sukcesów warszawskiej drużyny do promowania siebie samego. Wciąż widzę go w trakcie losowania grup Ligi Mistrzów poprzedniego sezonu. Napuszony niczym paw, z miną jedynego kreatora wielkości mistrzów Polski wiało od niego próżnością z prędkością huraganu Irma. Podejrzewam, że bez Jacka Magiery występ Legii w grupie skończyłby się nie tylko fiaskiem ale totalną kompromitacją. Dzięki, już byłemu trenerowi warszawian udało się jednak tego uniknąć. To chyba najbardziej przeszkadzało panu Mioduskiemu, który sądził, że to on jest ojcem tamtego sukcesu. Wyprzedając kogo się dało i kupując mało przydatnych zawodników postawił pana Jacka w sytuacji niemal niemożliwej do osiągnięcia sukcesu. Niestety ten typ właścicieli tak ma: sukces to oni, za porażki płacą inni. Bredzenie o konieczności przewietrzenia szatni to ich typowe zachowanie, które tylko potwierdza, że ich wiedza jest bardzo ograniczona. Nawiasem mówiąc można ją porównać do piłkarskiego znawstwa każdego kibica, który mało wie ale chciałby decydować o tym kto ma grać a kto nie. O ile jednak ze zdaniem kibica mało kto się liczy to nawet przeciętny właściciel może zniszczyć wszystko to co zbudował nawet najlepszy trener. Bo tak sobie wymyślił.

Boiskowi herosi

Południowa Ameryka to kontynent zdominowany przez piłkę nożną. Dodatkowo językiem urzędowym w większości państw jest hiszpański. Dzięki temu kanały sportowe są ponadnarodowe co pewnie pomniejsza koszty transmisji dla każdego kraju. Transmitują zatem niemal wszystko z najważniejszych lig europejskich. Mam w związku z tym duże możliwości oglądania prawie wszystkich naszych zawodników grających w Niemczech, Anglii, Włoszech i we Francji. Nie ma naszych w Hiszpanii a ta liga jest tutaj najważniejsza ze względu na powiązania kulturowe. Mnie ona oczywiście mało interesuje bo wolę oglądać drużyny z naszymi piłkarzami. Często mam zagadkę co wybrać bo w tym czasie gra kilka drużyn z naszymi w składzie. Decydują wtedy doniesienia prasowe o formie naszych zawodników i wybieram mecz tego, który jest w najlepszej dyspozycji. Rzadko jednak to co donosi prasa pokrywa się z tym co na boisku. Ostatnie dwa tygodnie postanowiłem spędzić z Bayernem bo praktycznie nie ma dnia na portalach internetowych bez doniesień na temat Roberta Lewandowskiego. Nagłówki, w których dominowały określenia: znakomity, fantastyczny, genialny itp kazały mi sądzić, że nasz gracz znajduje na innej planecie w porównaniu z innymi piłkarzami. Nic z tych rzeczy a powiedziałbym nawet wręcz odwrotnie. Ostatnie dwa mecze to bardzo słaba gra całej drużyny z naszym reprezentantem na czele. W ostatniej kolejce przeciwnikiem przereklamowanych i przepłaconych Bawarczyków było Schalke 04. Pan Robert strzelił gola i znowu kierując się doniesieniami to powinien być  jakiś majstersztyk a tymczasem nic z takiego. Takich bramek pada tysiące i nikt z nich nie robi gola tygodnia. Ja rozumiem lokalny patriotyzm i zgadzam się ze stwierdzeniem, że Robert Lewandowski jest w tej chwili naszym najlepszym piłkarzem ale aktualnie nic nadzwyczajnego nie pokazuje. Zwracam honor, tydzień temu w meczu z Werderem Brema nasz gracz po każdym ostrzejszym wejściu leżał na boisku jakby właśnie doznał kontuzji, która skończy jego karierę. W zwolnionym tempie nic brutalnego nie miało miejsca jednak pan Robert definitywnie umierał śmiercią pełną męk i cierpień. Nie bardzo lubię tego typu sztuczek teatralnych na boisku zwłaszcza, że piłka jest sportem kontaktowym i gdyby po każdym starciu wszyscy padali jak rażeni gromem to urok tego sportu wiele by na tym stracił. Po obejrzeniu dwóch meczów w  wykonaniu naszego piłkarza, mam bardzo mieszane uczucia co do jego dyspozycji jeśli jednak chodzi o umiejętności teatralne to osiągnął mistrzostwo. Niemcy pod tym względem są chyba najlepsi na świecie zwłaszcza w polu karnym padają jak ścięci jakąś niewidzialną mocą wymuszając często nienależne im rzuty karne. W tej materii uczeń chyba nawet jest lepszy od mistrzów. Mam wiele szacunku i respektu dla Roberta Lewandowskiego wolałbym jednak widzieć go strzelającego rzeczywiście niesamowite gole niż leżącego na boisku po urojonych faulach, z których komentatorzy hiszpańscy po prostu się śmieją. Dobrze by też było trochę więcej obiektywizmu w mediach. Osobiście obawiam się tej całej uwagi jaką dziennikarze jemu poświęcają. Prezesowi rządzącej partii może się ta popularność nie spodobać i podrzuci jakieś papiery w IPN. I nic nie szkodzi, że pana Roberta w tych „zbrodniczych” czasach jeszcze nie było na świecie. Skoro dzisiaj gra dla niemieckiego klubu to znaczy, że dziadek mógł być w Wermachcie a może nawet w PZPR. 

Sport, piłka nożna i pieniądze.

Z przerażeniem, niedowierzaniem a wręcz obrzydzeniem czytam wypowiedzi Karla – Heinza Rummenigge na temat zmian w rozgrywkach Ligi Mistrzów. Domyślam się, że nie on jest autorem tych pomysłów ale jest ich gorącym zwolennikiem. Europejska centrala piłkarska nosi się z zamiarem wycofania najlepszych drużyn klubowych z gier eliminacyjnych. Ma to na celu uniknięcie meczów typu Legia – Borussia czy Barcelona – Celtic. Pomysł zaiste genialny. Znowu cała kasa popłynie w tym samym kierunku a dysproporcje pomiędzy klubami jeszcze bardziej się powiększą. Już dzisiaj gołym okiem widać, że debilni urzędnicy z centrali piłkarskiej zachowują się niczym oderwani od realiów życia codziennego politycy. Ich kretyńskie decyzje doprowadziły do upadku wielu zasłużonych dla piłki klubów, że wspomnę tu chociażby o wyżej wymienionym Celticu, który nie jest w stanie konkurować z klubami niemieckimi, angielskimi czy hiszpańskimi. Co się stało z potęgą Ajaxu, Feyenordu, Anderlechtu, świetnych kiedyś klubów portugalskich, szwedzkich czy francuskich? Dzisiaj nawet kiedysiejsze kolosy jak Milan, Inter czy Roma mają kłopoty z nawiązaniem równorzędnej walki z hiszpańskimi czy niemieckimi potentatami. Piłka nożna powoli staje się sportem eksluzywnym, do którego będą miały wstęp wzbroniony piłkarscy rzemieślnicy z peryferii. Zarobki gwiazd przyprawiają o zawrót głowy a budżety potęg piłkarskich juz wkrótce będą większe niż dochód narodowy niejednego państwa. Durna i kretyńska polityka centrali dała się nawet zauważyć podczas niedawnych mistrzostw Europy. Oglądając poczynania Szwajcarów i Belgów zastanawiałem się ilu rodowitych piłkarzy grało w tych reprezentacjach. Totalna paranoja i kupa farbowanych lisów jakby nazwał to Jan Tomaszewski. Mam wrażenie, że zło rozpoczęło się w momencie zdjęcia limitów ograniczających ilość obcokrajowcow mogących grać w jednej drużynie. Kiedyś pozwalano na trzech, dzisiaj jest jak w tym porzekadle: hulaj dusza piekła nie ma. Niby handel żywym towarem to coś paskudnego tyle, że nie w piłce nożnej. Handlują kim się da i jak się da. Zawodnicy mają w poważaniu kontrakty byle wydusić więcej kasy. I tak kręci się ta karuzela chciwców zabijając przy okazji piękno sportu. W Stanach jest podobnie z tą jednak różnicą, że tam zrozumieli, ze sport musi być albo sprawiać wrażenie, że wszyscy mają równe szanse. Aby te szanse wyrównać wprowadzono limity klubowych zarobków. Bez względu na dyscyplinę kluby nie mogą wydawać na zawodników powyżej określonego limitu. Jeśli jakiś klub ten limit przekroczy to musi zapłacić podatek od luksusu, który idzie na potrzeby klubów o mniejszych możliwościach finansowych. Futbol amerykański poszedł o jeszcze jeden krok dalej. Ustalając terminarz rozgrywek na następny sezon kojarzy ze sobą drużyny z dywizji, które w poprzednim sezonie były wsród najlepszych a dywizje słabsze grają miedzy sobą. W fazie play off i tak słabsi odpadną ale w trakcie sezonu mecze są za to zacięte i pełne emocji. W Stanach pieniądze też zabijają ducha sportu ale właściciele drużyn rozumieją potrzebę zainteresowania kibica czego osobiście nie widzę u włodarzy europejskiej piłki. Piłka nożna w Europie przypomina mi pranie brudnych pieniędzy. Kwoty jakimi dysponują potentaci futbolowi i sama centrala nie przekładają się na zyski ze sprzedaży biletów. To przede wszystkim sprzedawanie się różnym sponsorom i reklamowanie ich produktów, to sprzedaż praw transmisyjnych stacjom, które swoje dochody zawdzięczają reklamom firm sponsorujących kluby. W ten sposób ciężkie pieniądze płyną wciąż w tym samym kierunku niczym w piramidzie finansowej, bogaci stają się bogatsi. Uwielbiam sport bo zawsze sprawiał wrażenie, że w nim wszystko jest możliwe. Problem w tym, że sport dzisiaj stał się instytucją zorganizowaną pełną działaczy, którzy sport traktują jak dojną krowę. Właśnie dlatego ludzie pokroju Karla – Heinza Rummenigge powodują u mnie odruch wymiotny. Niestety jest ich coraz więcej.