Fair Play czyli Gest Garrinchy

Po ostatnich kontrowersyjnych rozstrzygnięciach meczów piłkarskich z cyklu Ligii Mistrzów opętało mnie znaczenie pojęcia fair play. Wrzuciłem zatem w wyszukiwarkę internetową to hasło aby się dowiedzieć czegoś więcej na rzeczony temat. Ku memu zaskoczeniu zagranie, które uznano za fair play po raz pierwszy miało miejsce już w 1960 roku a pierwszym zawodnikiem, który wykopał piłkę celowo poza boisko z uwagi na kontuzje rywala był, uwaga, Garrincha. Stąd też to zachowanie zostało określone gestem Garrinchy. Było w tym rzeczywiście coś na wskroś pięknego co miało świadczyć o duchu sportowej walki i nie wygrywaniu za wszelka cenę. Chodzilo w tym wszystkim rownież o respekt dla przeciwnika. Gest Garrinchy stał się tak powszechny, że trudno sobie dzisiaj wyobrazić aby mecz mógł się odbyć w całości bez chociaż jednego z tego typu wykopów piłki na aut. Niestety zmienili się zawodnicy, którzy dzisiaj zalegają na boisku z byle powodu i po niemal każdym starciu z przeciwnikiem. Nowoczesny piłkarz dnia dzisiejszego to już nie tylko utalentowany zawodnik tej dyscypliny sportu to rownież absolwent jednej ze szkół teatralnych. Odgrywają zatem te swoje komedie po każdym wyskoku trzymając się za głowę i po każdym wślizgu łapiąc się za okolice piszczela. Piłka to sport kontaktowy i bez mniej lub bardziej groźnych faulów mecz nie byłby tym samym widowiskiem. Dzisiejsi zawodnicy w arsenale swoich umiejętności musza rownież mieć „bajerowanie” sędziego czyli jak wymusić faul, którego nie było. Najbardziej popularne jest oczywiście tak zwane nurkowanie szczególnie w polu karnym. Padają jak ścięci toporem udając, że właśnie doznali wielomiejscowego złamania nogi i ich kariera jest skończona. To nic, że telewidzowie zobaczą powtórkę, po której dostaną ataku histerycznego śmiechu, najważniejsze aby nabrać sędziego i wymusić wapno. Gdy sędzia nie da się jednak nabrać rozkładają wtedy ręce w geście pokrzywdzonego dziecka po czym równie szybko wstają i wracają do gry. Dzisiejsza piłka to przecież taki spektakl a to, że banda idiotów na stadionie się nim podnieca i miliony przed telewizorami obgryza paznokcie to już ich problem a nie zarabiających miliony aktorów zwanych piłkarzami. Gdy jednak jeden z nich padnie na glebę i zwija się z bólu jak po wylewie to koniecznie trzeba zatrzymać grę i udzielić pomocy umierającemu. Czasami to zaleganie na murawie nie ma nawet nic wspólnego z kontaktem z przeciwnikiem, ot zwykły skurcz, który w zawodach piłkarskich może mieć następstwa z końcem kariery włącznie. Zdruzgotany jednak nieszczęściem członka tej samej grupy związków zawodowych, unijny kolega wykopuje piłkę na aut na znak solidarności. Tak przecież nakazuje kod fair play. Co innego nurkowanie w polu karnym, udawanie ostrego faulu w celu spowodowania czerwonej kartki, słowne obrażanie rywala aby go wyprowadzić z równowagi, żeby tylko wymienić kilka standardowych „zagrywek” nie koniecznie piłkarskich ale mających miejsce w trakcie każdego meczu. Po co komu potrzebne to udawanie dbania o zdrowie przeciwnika? W dzisiejszym sporcie liczy się kasa, która się dostaje za zwycięstwa a nie za porażki. Doskonale o tym wie dwudziestu dwóch milionerów biegających po boisku. Fair play?  Mało kto z nich rozumie to pojęcie bo gdyby tak było to napewno nie mielibyśmy wymuszeń rzutów karnych czy czerwonych kartek. Udawanie, że ktokolwiek z nich dba o wygranie meczu zgodnie z duchem sportu to profanacja gestu Garrinchy. Nie mam złudzeń, że wielki Brazylijczyk widząc do czego sprowadzono jego zachowanie przewraca się dzisiaj w grobie. 

Dzisiaj w Barcelonie wielka Barca spróbuje dokonać kolejnego cudu i odrobić trzy bramki z Turynu. Mając w swoim składzie mistrzów świata w nurkowaniu w osobach Neymara i Suareza nie jest to niemożliwe. Czy uda im się naciągnąć arbitra? Wkrótce się przekonamy. Mnie nie pozostaje nic innego jak życzyć sobie i wszystkim miłośnikom kopanej emocjonującego meczu bez niepotrzebnego wykopywania piłki na aut w geście Garrinchy za to w duchu fair play i niech wygra lepszy a nie ten, który lepiej udaje. 

I jak tu nie kochać sportu

Skazana na pożarcie drużyna Legii Warszawa urwała punkt naszpikowanemu gwiazdami obrońcy tytułu. Punkt ten jest o tyle ważny, że pozwala mieć nadzieje na wyjście legionistów z grupy z trzeciego miejsca. O wszystkim prawdopodobnie zadecyduje grudniowy mecz ze Sportingiem Lizbona. Po katastrofalnym starcie i kompromitującej porażce z Borussią Dortmund przed własna publicznością trudno było oczekiwać, że drużyna może się jeszcze pozbierać. Doszły do tego wybryki pseudokibiców, które doprowadziły do zamknięcia stadionu dla publiczności. Czyż można było oczekiwać w takich warunkach, że Legię będzie stać na urwanie punktu królewskim? Gdy w pierwszej minucie niesamowity Bale strzelił bramkę większość z nas myślała, że nadchodzi następna katastrofa. Tak się jednak nie stało. Real strzelił następna bramkę i mógł zdobyć kolejne gole, szczęście jednak było z warszawską drużyną tego wieczoru. Po otrząśnięcia się z przewagi madryckiej drużyny fortuna uśmiechnęła się do Legionistów. Napewno będą głosy mówiące o zlekceważeniu Legii przez Real, to dla mnie nie ma większego znaczenia. Warszawiacy zagrali bardzo dobry mecz i nie przestraszyli się wielkiego rywala. Podejrzewam, że mało kto wierzył w wyrównanie a tymczasem Legia nie tylko doprowadziła do remisu ale na siedem minut przed końcem objęła prowadzenie. Chociaż dwie minuty potem Real wyrównał to czapki z głów dla wszystkich zawodników stołecznej drużyny. Wola walki, wiara we własne możliwości jeszcze raz udowodniły, że w sporcie wszystko jest możliwe. Olbrzymie brawa należą się bez wątpienie trenerowi Magierze. W relatywnie krótkim czasie spowodował, że Legia stała się drużyną a nie grupą zawodników biegających każdy w innym kierunku. Jacek Magiera udowodnił, że mamy wspaniałych szkoleniowców w Polsce i trzeba im dawać szanse tak jak to miało miejscy w przypadku Adama Nawałki. Kolejne próby Legii z zagranicznymi trenerami niczego dobrego drużynie nie zrobiły a wręcz przeciwnie ostatni trener omal nie zniszczył kompletnie drużyny. Tym większy należy się szacunek Jackowi Magierze, który dotarł do zawodników i potrafił w nich wyzwolić chęć do gry, która wczoraj miła była do oglądania. Nie popadam w hurra optymizm wydaje mi się jednak, że takie mecze cementują drużynę co dla kibiców może przełożyć się na emocjonujące spotkania piłkarskie. Ciekawie zatem zapowiada się rewanż w Dortmundzie ale nawet jeśli tam przegramy to ostatni mecz w Warszawie juz z publicznością przeciwko Sportingowi może być emocjonującym widowiskiem. Mam nadzieję rownież, że wreszcie dotarło do prawdziwych kibiców warszawskiej Legii, że już najwyższy czas aby nie pozwolić chuliganom do rządzenia na stadionie. Przez prymitywnych kiboli prawdziwi kibice stracili wczoraj możliwość uczestniczenia w świetnym piłkarskim widowisku i prawdę mówiąc brak dopingu i kibiców był bardzo przygnębiający. Oby następne mecze były równie emocjonujące i odbywały się przy pełnym i rozentuzjazmowanym stadionie.  

Czas na ćwierćfinały

Zakończyła się pierwsza runda fazy pucharowej mistrzostw Europy w piłce nożnej. Dla mnie najważniejszy był oczywiście awans Polaków do następnej rundy czyli do ćwierćfinałów. Na tym etapie zgodnie z prognozami powinnismy byli spotkać się z reprezentacją Hiszpanii. Piłkarze tego kraju zafundowali sobie jednak porażkę z Chorwacją tracąc na jej rzecz pierwsze miejsce w grupie dzięki czemu to właśnie ona zameldowała się w grupie drużyn mogących być przeciwnikami naszej reprezentacji. Portugalia, która rzutem na taśmę awansowała z grupy, niespodziewanie pokonała Chorwatów i tak stała się naszym przeciwnikiem. Nie ma co narzekać na los naszych piłkarzy bo ten sprzyja nam wyjątkowo. Piłkarze Anglii rownież powinni się znaleźć wsród naszych potencjalnych przeciwników, przegrali jednak swoja grupę z Walią i ta zameldowała się w naszej połówce. Nie inaczej ma się sprawa z Belgią. To właśnie ta drużyna miała wygrać swoją grupę. Czerwone diabły uległy jednak Włochom dzięki czemu to właśnie Włosi wygrali grupę a Belgia może stanąć na naszej drodze. I w tym przypadku los był dla nas łaskawy bo porównujac Belgów i Włochów osobiście wolę grać przeciwko tym pierwszym. Ktoś napisał list do Pana Boga o pomoc naszej reprezentacji w meczu z Niemcami, widać jednak, że stwórca nie zamierzał poprzestać tylko na tym meczu. Jak będzie dalej? Wszystko w nogach i głowach naszych piłkarzy. Jesteśmy wsród ośmiu najlepszych drużyn Europy a wsród nich nie ma już obrońców tytułu Hiszpanów i dumnych synów Albionu, którzy po dramatycznym meczu pełnym niespodziewanych sytuacji ulegli niedocenianym Islandczykom. Reprezentacja tego kraju to bez wątpienia największa niespodzianka tego turnieju. W ćwiercfinale jednak czeka ich wyjątkowo trudne zadanie. Gospodarzom podobno pomagają nawet ściany. Francja nie pokazała niczego nadzwyczajnego jednak w pojedynku z Islandią będzie zdecydowanym faworytem. Sport jest jednak nieobliczalny o czym przekonali się Anglicy może zatem czas na Francje. To jednak drugi mecz z tej połówki będzie przyciągał wszystkich uwagę. Oto jeden z wielkich faworytów całego turnieju reprezentacja Niemiec zmierzy się z Włochami, którzy chociaż należą do możnych futbolu to jednak nie byli zbytnio doceniani przez fachowców. Tymczasem spisują się znakomicie. Odprawili z kwitkiem faworyzowaną Hiszpanię i zdecydowanie nie są bez szans w pojedynku z naszymi zachodnimi sąsiadami. To będzie arcyciekawy pojedynek i jeśli wygrają Włosi to napewno będzie to niespodzianka. Ostatnia para, która wydaje się najmniej interesująca to Belgia i Walia. Walijczycy to w moim przekonaniu to najsłabszy zespół, który pozostał w rozgrywkach co nie znaczy, że są bez szans z Belgami. Walia to ostatnia drużyna z wysp brytyjskich i chociaż przegrali w bezpośrednim pojedynku grupowym z Anglią to jednak na nich spadł obowiązek obrony honoru wysp brytyjskich. Chociaż szanse na dalszy awans mają niewielkie to jednak sport i wszystko jest możliwe.

W 1/8 sześciokrotnie wytypowałem zwyciezców poprawnie a poślizgnąłem się na Włochach i Belgach, którzy mieli przegrać swoje mecze. Postawiłem jednak na Islandię, które mnie nie zawiodła a wręcz przeciwnie udowodniła, że nie przyjechali do Francji w roli asystentów. Ćwierćfinały rozpoczynają się w czwartek meczem naszej reprezentacji z Portugalią. Nie mam złudzeń, że będzie to ciężkie spotkanie. Czas na przebudzenie Lewandowskiego i Milika i Polska górą bo zaprawdę Pan Bóg zrobił olbrzymią robotę teraz wszystko zależy od naszych piłkarzy. W piątek zagra Belgia z Walią i tu nie jestem w stanie widzieć wyspiarzy zwycięskich. Walia gra przeciętny futbol i w pojedynku z Belgami są w mojej opinii bez szans. W drugiej połówce Francja, która powoli się rozkręca, powinna sobie poradzić z Islandią chociaż sercem będę z wikingami to jednak stawiam na Francję. Ostatni pojedynek to mecz utytułowanych drużyn. Włosi odradzają się niczym feniks z popiołu i mentalnie są w tej chwili wyjątkowi mocni dzięki zwycięstwu nad Hiszpanią. Czy to wystarczy na Niemców? Bardzo trudne pytanie. Postawie na Włochów bo wieje im silny wiatr w plecy i podoba mi się ich zwariowany trener.  Cztery dni, cztery mecze i Polska w półfinale.
Wszystkim życzę wielkich emocji.

Let’s go Biało – Czerwoni.

Nadejszła wiekopomna chwila jakby powiedział Kazimierz Pawlak i doczekaliśmy się wreszcie rozpoczęcia mistrzostw Europy w piłce nożnej. Ja już od tygodnia dałem się wciągnąć w emocje piłkarskie jako, że w Stanach Zjednoczonych odbywa się Copa America a w niej bierze udział Ekwador, którego kibicem stałem się dość niespodziewanie. Muszę jednak z ręka na sercu przyznać, że bardziej będzie mnie interesować to co we Francji niż to co na boiskach amerykańskich. Ponieważ lubię wszelkiego rodzaju uczone prognozy i przewidywania ekspertów sam postanowiłem się zabawić w futurologa i przedstawić moje typy ale tylko na fazę grupową. Nie mam zamiaru rozwodzić nad każdym meczem ograniczę się jedynie do tego kto wyjdzie z grupy. 

Grupa A: Francja, Rumunia, Szwajcaria i Albania. Bezwzględnym faworytem jest Francja, która nie tylko ma bardzo dobrych zawodników ale jeszcze dodatkowo gra u siebie. O drugie miejsce pograją pewnie Rumuni i Szwajcarzy. Nie jestem przekonany do Szwajcarów i stawiam na Rumunów.
Grupa B: Anglia, Słowacja, Walią i Rosja. Ciężki orzech do zgryzienia. Słowacy ograli Niemców w spotkaniu towarzyskim ale Anglia to jednak Anglia. Rosja i Walia to tez nie Kościuszki muszę jednak postawić na Anglię a jako, że mój sąsiad tutaj jest Słowakiem to niech będzie Słowacja.
Grupa C: wszyscy znamy grupę C na pamięć: Niemcy, Polska, Ukraina i Irlandia Północna. Założenie, że Niemcy odpadną graniczyłoby z absurdem zatem nie można ich  pominąć przy awansie. Kto będzie drugi zdecyduje mecz Polski z Ukrainą. Bardzo mi się on nie podoba bo Ukraińcy to bardzo niebezpieczny atak a my to trochę niepewna obrona. Ale jak tu nie stawiać na Polskę to byłby grzech. Zatem Niemcy i Polska idą dalej.
Grupa D: Turcja, Chorwacja, Hiszpania i Czechy. Hiszpania to zdecydowany faworyt pomimo wpadki z Gruzją a drugie miejsce według mnie to sprawa otwarta. Gdzieś musi być niespodzianka i to będzie właśnie tutaj.  Stawiam na Turków.
Grupa E: Irlandia, Szwecja, Belgia i Włochy. Najmniej szans ma oczywiście Irlandia a Włosi zdają się być faworytami. Nie lubię jednak ich stylu gry i wydaje mi się, że włoska piłka przezywa kryzys. Szwedzi to oczywiście przede wszystkim Ibrahimowić, który może pokrzyżować plany faworyzowanym Włochom. Oglądałem tez mecz Belgii i zrobili na mnie bardzo dobre wrażenie. Postawię zatem na Belgię i Szwecję niech Włosi idą na ryby.
Grupa F: ostatnia grupa a w niej Austria, Portugalia, Islandia i Węgry. Portugalia wydaje się być w bardzo dobrej formie. Mało kto lubi Ronaldo chociaż jest on wybitnym piłkarzem. Osobiście tez za nim nie przepadam ale Portugalia powinna wyjsć z grupy. Austria nie spisuje się ostatnio zbyt dobrze i dlatego postawię w tej grupie na Islandię, która zaimponowała mi w meczach eliminacyjnych z Holandią.
Wszystkim kibicom kopanej życzę oczywiście wielkich emocji i aby Polska doszła jak najdalej. Cała moja nadzieja w naszych piłkarzach bo po drugiej stronie półkuli Ekwadorczycy zdecydowanie rozczarowywują.