Doradca finansowy prezesa

Pisowska afera goni aferę. Jakoś udaje im się to wszystko zamiatać pod dywan. Po to zresztą maja tą swoją Kurwizje aby pompować swoich oddanych wyborców propagandą sukcesu. Po to mają też poPiSywacza w Belwederze, który nic nie widzi, nic nie słyszy podpisuje co mu każą i udaje zatroskanego o sprawiedliwość społeczną. Jak już jest czegoś niepewny to oddaje to do Trybunału Konstytucyjnego. Tam siedzi, na stanowisku prezesa, kobitka z tytułem magistra prawa, mądrzejsza od niejednego profesora. Ona już odpowiednio wybada zasadność kontrowersyjnej ustawy i oświeci doktora prawa z Belwederu. Z nich tacy prawnicy jak ze mnie Hermaszewski. Przyszło mi teraz do głowy, że można to śmiało określić jako bezprawie w świetle prawa.

Czytam właśnie w Angorze z grudnia ubiegłego roku o doradcy finansowym prezesa miłościwie nam panującej partii. Nijaki Adam Glapiński, znany rownież jako prezes NBP. Jego życiorys u boku JK to całkiem niezły kryminał z ofiarami śmiertelnymi włącznie. Pomysłowy Adam zawsze jednak jakoś wymigiwał się z odpowiedzialności i awansował coraz wyżej. Oficjalnie nie jest on członkiem PiS ale moczył łapy przy zakładaniu pierwszej partii Jarosław i Lecha Kaczyńskich. Było to Porozumienie Centrum. Kiedy w 1989 powołano do życia Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego FOZZ, Glapiński zarekomendował na jego dyrektora swojego człowieka. Zgodnie z tym co pisze Angora za pośrednictwem funduszu z kraju wyparowało ponad 100 miliardów zielonych. Co jeszcze bardziej ciekawe, byli świadkowie, którzy twierdzili, źe za pośrednictwem ministra Glapińskiego, sporo kasy z Funduszu FOZZ trafiło na konto Porozumienia Centrum. Sprawa trafiła do Sądu. Ten pod przewodnictwem Sędziego Kryże, nie dał wiary świadkom. W podziękowaniu oddany prawnik został wiceministrem sprawiedliwości w rządzie JK w 2005.

Ciekawe zbiegi okoliczności. Już nie wspomnę, że główni świadkowie ginęli jak muchy, a to w wypadku samochodowym, a to znowu na zawał serca lub z innych „naturalnych” powodów.

W 1991 pomysłowy Adam, jako minister budownictwa przeforsował ustawę umożliwiającą oddawanie bez przetargu, tanio lub nieodpłatnie, państwowych i gminnych gruntów, spółdzielniom mieszkaniowym oraz innym inwestorom. Rok wcześniej szychy z PC założyły Fundacje Prasową „Solidarność” i przejęli najlepsze kawałki z likwidowanego PRL owskiego koncernu Pras – Książka – Ruch, wśród nich cenne nieruchomości w centrum Warszawy. Po specustawie Fundacja stała się wieczystym użytkownikiem tych posesji. Poszli za ciosem. Wymyślili kolejne spółki, do których zaczął trafiać majątek Fundacji „Solidarność”. Tak powstała spółka Srebrna, która otrzymała w posagu biurowiec dawnego Expressu w Alejach Jerozolimskich i zakłady poligraficznej przy ulicy Srebrnej. O tym tworze było ostatnio głośno w kontekście budowy wieżowców dla bliźniaków.

W 1992 rok pan Glapiński załapuje się na kolejną fuchę. Zostaje ministrem współpracy gospodarczej z zagranicą. Wpada na pomysł koncesjonowania paliwa. Uzyskać je od niego mogli znowu tylko zaufani pana ministra. Koncesje udało się uzyskać dwóm firmom powiązany z mafiami. Niestety nie udało się jej otrzymać państwowemu Ciechowi. Widać mieli zbyt mało do zaoferowania.

Taki człowiek stanął na czele NBP. Czy kogoś dziwi, że w 2017 roku NBP poniósł ponad 2,5 miliarda złotych strat?

No i na koniec, czy pamiętacie aferę w której prezes Komisji Nadzoru Finansowego nijaki Marek Chrzanowski próbował wyłudzić milionową łapówkę od szefa Getin Banku. On też był protegowanym pomysłowego Adama.

Po tylu aferach gość ma się lepiej niż świetnie. Ba, ma całkiem niezłe doradczynie.

Na szczęście dla PiS-u lud nie rozumie co to co to NBP, KNF, spółka, fundacja, koncesja i tam takie inne różne. Można mu wmówić co się rzewnie podoba.

Gorzej z tym piekielnym samolotem, którym latał z rodziną pewien marszałek.

Prawdą po oczach.

Dochodzę do wniosku, że niesprawdziliśmy się jako Europejczycy. Może to jakieś upiory przeszłości związane z minionym systemem? Wydawałoby się, że po jego upadku i otwarciu się naszego kraju na Europę i entuzjastyczne jej do nas nastawienie, staniemy się częścią wielkiej europejskiej rodziny wolnych krajów. Otwarcie granic, dostęp do zachodnich rynków pracy, możliwość osiedlania się i zakładania rodzin niemal w całej Europie pozwoliło nam poznać inny sposób życia, inne kultury. Mogliśmy wreszcie poznać różnice miedzy prawdziwą wolnością a tą tylko z nazwy. Spełniły się marzenia jednego albo nawet dwóch pokoleń naszych rodaków, którym totalitarny system ograniczał swobody i możliwości rozwoju osobistego. Światło zwane wolnością rozbłysnęło nad naszym krajem i pewnie by świeciło z każdym rokiem coraz mocniej gdyby nie….No właśnie gdyby nie odezwały się w wielu z nas dawne demony tak charakterystyczne dla naszej nacji szczególnie. Zawiść, zazdrość, brak tolerancji, brak samokrytycyzmu, źle pojęta wiara to zasadnicze ograniczenia w sposobie naszego myślenia, przez które daliśmy się podzielić, i które pchają nas w szpony nowego totalitarnego systemu. Wielu z nas wciąż wzdycha za PRL-em i jego opiekuńczością, nie pojmując dlaczego dzisiaj na to nie starcza pieniędzy. Każdemu się marzy dwa tysiące za stanie lub leżenie i niech państwo się martwi skąd wziąć na to kapitał. To niestety utopia i czas to zrozumieć. Z dużym zażenowaniem stwierdzam, że pomimo faktu bycia obecnymi w europejskiej rodzinie, do wielu ludzi nie dotarło dlaczego zachód jest od nas bogatszy. Idea dwóch tysięcy za stanie czy leżenie jest tam obca. Przeżyłem w amerykańskim systemie pracy ponad dwadzieścia lat i nic nie dostałem od niego za darmo. Takie są zachodnie realia. Obecna ekipa rządząca naszym krajem sprzedając iluzje, zdobyła poparcie ludzi, którym wmówiono, że to wina bogatych, że im się wiedzie gorzej. Chciwość lepiej sytuowanych bywa czasami przerażająca lecz obarczanie ich za nasz brak pomysłu czy idei na polepszenie własnego bytu jest aktem zazdrości. Najprostszą metodą ukrycia osobistych problemów jest obwinianie nimi kogoś innego. Niczego nie nauczyliśmy się przez te lata olbrzymich możliwości skoro wielu z nas dało się omamić bandzie pospolitych oszustów, którzy jedyne co potrafią to grać na naszych emocjach i uczuciach. Burzą i niszczą wszystko dla własnej prywaty podrzucając zaczadzonym ludziom resztki z pańskiego stołu. Co gorsze, wykorzystują do tego wiarę, która była czymś co nas zawsze jednoczyło.  W ciagu dwóch lat swoich rządów zawładnęli wszystkimi instytucjami wmawiając ludowi, że to dla jego dobra. Ten ciągle w to wierzy, bo pochłonięty nienawiścią do inaczej myślących, zachłysnął się słowami bez pokrycia. Lud dał sobie wmówić, że partia prezesa to jak kiedyś partia robotnicza „lud wyżywi, go obroni i ubierze”. To niestety brednie i oszustwo a ci, którzy sądzą inaczej wkrótce sami się o tym przekonają gdy którego dnia obudzą się z tego snu z gołym tyłkiem. Wszystkiego najlepszego.

Quo vadis ludu?

Z przerażeniem i nijakim niedowierzaniem czytam informacje na temat poparcia opinii publicznej dla sprawujących władzę. Minęła właśnie kolejna rocznica ogłoszenia stanu wojennego, który był ostatnią deską ratunku rządzącej partii robotniczo-chłopskiej. Próba podporządkowania sobie społeczeństwa nie udała się. Zmiany były konieczne i nieuniknione. Po trzydziestu sześciu latach od tamtych wydarzeń, Lech Wałęsa zastanawia się czy warto było. Odpowiedź na to pytanie może być tylko jedna: oczywiście, że tak. Nikt już nie chciał przecież przewodniej siły narodu, cenzury, partyjnej, zakłamanej telewizji, nomenklatury stanowisk, kłamców i nieudaczników u sterów władzy, partyjnych związków zawodowych, wyborów na jedynie słusznych kandydatów, przekłamań historycznych, fałszywych przyjaciół, że nie wspomnę o pustych półkach w sklepach. Wielu z nas pamięta tamte czasy i wielu z nas do dzisiaj nie bardzo może uwierzyć, że potrafiliśmy obalić  i daliśmy radę znienawidzonemu systemowi. Polska od tego czasu zmieniła się nie do poznania. Staliśmy się krajem, który w porównaniu z innymi państwami bloku wschodniego, był przykładem do naśladowania. Nie wszystko oczywiście było dobre. Zwycięstwo jak zwykle wielu ma ojców i każdy z nich chciał coś dla siebie. Z Solidarności pozostało już tylko hasło bo ludziom, którzy ją tworzyli zaczęły marzyć się stanowiska. I tak rozpoczęła się walka o stołki, która trwa do dzisiaj. Niestety ta wojna przybiera coraz gorsze rozmiary. Od dwóch lat narzuca nam się sposób sprawowania władzy, który pod każdym względem przypomina to z czym walczyliśmy od czasu zakończenia drugiej wojny światowej aż do upadku PRL. Przewodnia siła narodu czyli partia prezesa uzurpuje sobie prawo do wszystkiego, wmawiając nam, że to dla naszego dobra. Sowicie nagradzając biznesmena z Torunia, okradli nas rownież z wiary. Co jest najciekawsze to to, że im bardziej w swoim stylu sprawowania władzy są chamscy i bezwzględni tym większe zdobywają uznanie wsród wyborców, o czym może świadczyć wzrastające poparcie, które podobno sięgnęło już pięćdziesięciu procent. Okazało się jednak, że owe badanie opinii publicznej nie było do końca prawdziwe. W ustaleniu procentu wzięto bowiem tylko tych, którzy byli zdecydowani w swoich poglądach. Siedemnaście procent wciąż jest niezdecydowanych co daje poparcie prezesowej partii na poziomie czterdziestu procent. Czyżby ludzie naprawdę już zapomnieli do czego doszliśmy dzięki kierowniczej roli partii? Już wkrótce, po karze dla TVN24, nie będzie można źle powiedzieć o władzy. Nawet Departament Stanu USA wyraża tym faktem zaniepokojenie. Pojęcie wolności dla zaczadzonych TVP i Trwam zdaje się być abstraktem, którego kompletnie nie rozumieją. Kiedy dotrze do nich wreszcie ta smutna prawda to może być już za późno.

Pęka beton, czy nie pęka?

Zatrzęsło z lekka w partii PiSmaków od ustaw wszelakich, pozostawiając wielu jej członków ze zdziwieniem i niedowierzaniem na twarzy. Jeszcze nie bardzo wiedzą w jakie słowa to ubrać. Czekają na hasło od swojego guru. Ten póki co zachowuje spokój pokerzysty, zastanawiając się jednocześnie jakich użyć wyrazów ze swojego słownika socjotechnicznego. Kanalia, zdradziecka morda, gorszy sort to już prawdę mówiąc było a sytuacja, w której prezydent, jak się wszystkim zdaje, postawił się prezesowi to zjawisko całkiem nowe. Pierwszym, który nie wytrzymał okazał się Zbigniew Sprawiedliwy, bo to przecież on wciągnął na salony niesfornego pierwszego obywatela i ten teraz tak mu za to się odpłaca. Nawarczał  się ile w niego wlazło jednak ani prezes ani premier nie podtrzymali tematu, chociaż nie ukrywają swojego zaskoczenia, przynajmniej pod publikę. Oboje zdają sobie sprawę, że przed nimi jeszcze wiele dokumentów, o których podpisanie trzeba będzie się zwrócić do jegomościa z Belwederu, więc może lepiej nie drażnić kota bo może niespodziewanie zaryczeć niczym lew. Trochę bierna postawa żoliborskiego władcy zda się świadczyć, że on sam nie jest zbyt zagorzałym zwolennikiem nieograniczonej władzy Zbigniewa Sprawiedliwego w sektorze władzy sądowniczej. Pomimo tego, że nikt nie ma złudzeń, że władza wróci do tematu, wielu obserwatorów naszej sceny sądzi, że oto mamy do czynienia z pierwszymi oznakami pękającego betonu. Czarny poniedziałek, łańcuch światła i przeklęci spacerowicze, którzy nagle w tak dużej ilość zapragnęli odetchnąć świeżym powietrzem to wszystko być może sprawia, że dotarło do części betonu, że pomimo iż zostali demokratycznie wybrani to reprezentują coraz mniejszą ilość naszego społeczeństwa. W tych okolicznościach otwarta konfrontacja z prezydentem, który dodatkowo w konkursach popularności bije na łeb wszystkich i każdego z osobna, członków rzadu, byłaby zapewne samobójstwem. Co oczywiście nie znaczy, źe oto narodził się nowy, niezależny mąż stanu, który nie pozwoli sobie na ośmieszanie go w oczach opinii publicznej. W moim przekonaniu to tylko taka chwilowa cisza przed burzą. Wzorując się na mafijnym klasyku czyli „Ojcu Chrzestnym”, za kulisami szukają czegoś na zmiękczenie a jak znajdą to niesforny kociak udający lwa dostanie propozycje nie do odrzucenia i na tym skończy się to wielkie lwie ryczenie. Trzeba będzie tylko tak to zrobić aby wszyscy zainteresowani zachowali twarz i żeby znowu, jak to świetnie jest powiedziane w „Autobiografii” Perfectu, „tysięczny tłum spijał słowa z ich ust”. I choć w piosence to oznacza pełną salę, dla elit rządzących to wszyscy Polacy, bo przecież oni, choć zapewne nie każdy z nich, właśnie ich demokratycznie wybrali.

Granice absurdu

Mam wrażenie, że litery „p” i „s” to chyba dwie od, których zaczyna się najwiecej polskich wyrazów. Literka „i” aczkolwiek mniej popularna w kontekście ilości wyrazów się od niej zaczynających, jako spójnik jest w naszym języku niezastąpiona co da się zauważyć w poniższym tekście.

Rządzi nami „prezes i spółka”  i nie wolno tego mylić z prawem i sprawiedliwością bo akurat oba te rzeczowniki „pan i służba” jego mają w „poważaniu i się” nimi najmniej przejmują. „Potężnemu i surowemu” władcy z Żoliborza udało się „przekonać i skłócić” swoich zwolenników z resztą „Polski i społeczeństwa”. Ten wszechwładny pan zwaśnił rownież wszelkie grupy zawodowe. Nowa prezes TK nijaka „Przyłębska i sędziowie” powołani niezgodnie z prawem, nad konstytucję przekładają edykty wydane na Żoliborzu. Chłopiec na „posyłki i sekretarka” naszego króla ukrywający się pod pseudonimami prezydent i premierowa owe edykty „podpisują i stanowią” prawem.  Nasz „Parlament i Senat” w których większość stanowią „posłańcy i sługusy” „pierwszego i samowładnego” wszelkie „poprawki i sprostowania” do edyktów królewskich wymyślone przez „posłów i senatorów” opozycji, tylko „przegląda i skierowuje” na okoliczny śmietnik. Nie mają się czego bać bo „prokuratorzy i sędziowie” wymiaru sprawiedliwości wymieniani są na tych co się „podporządkują i samodzielnie” bez „przymusu i solidarnie” edykty królewskie za prawo uważać będą.  Nie inaczej dzieje się w wojsku. Tu rządzą „piloci i spadochroniarze”, których zadaniem jest „podporządkować i spacyfikować” tych, których żoliborski władca „posortował i sklasyfikował” jako nieprzydatnych do życia w królestwie. Tym celom służy też „policja i strażacy”, którzy mają „polać i spałować” tych, których nie dopadli „piloci i spadochroniarze”. Głównymi zadaniami wszystkich ministerstw jest skoncentrowanie się nad „pomnikami i Smoleńskiem”, pozostawiając „Polskę i społeczeństwo” na drugim planie.  W telewizji rządzi „pół-terier i sfora” zajmując się przede wszystkim „plotkami i skandalami” dotyczącymi „posortowanych i sklasyfikowanych” co ma się nazywać „patriotyczną i społeczną” misją telewizji. Czy ktoś pamięta aferę podsłuchową z knajpy Sowa i Przyjaciele? Nie ma juz tego lokalu, zmienił swoją nazwę na „Przyjaciele i Sowa” żeby było wiadomo kto może „podsłuchiwać i sprzedawać” nagrania z tej działalności.  A czy wiedzieliście, że na ulicy rządzą „prostytutki i sutenerzy”? Ich głównym zadaniem jest walka z „pedalstwem i samogwałtem”, tak podłych dewiacji szczególnie wsród „panów i singli”. Ponieważ „prezes i sekretarka” należą do tej grupy, dlatego walka na tym odcinku będzie „powszechna i skoordynowana” pod nadzorem „posłów i senatorów” jedynie „prawej i słusznej” orientacji „partnerskiej i seksualnej”. Przeczytałem gdzieś na internecie, źe narybek partyjny ma się organizować jako „plemniki i sperma” głównego ideologa. Ile w tym prawdy – nie mam pojęcia. Czytając codzienne doniesienia mam wrażenie, że granice absurdu już dawno zostały przekroczone. Jeśli jednak do tego dołożymy, że na czele opozycji stoją „Petru i Schetyna” to walki z tym absurdem wygrać się nie da. 

Post i Scriptum.

Po napisaniu tego tekstu uzmysłowiłem sobie, że nasze elity interesuje tylko walka o „pozycje i stanowiska” . Ta walka składa się z „porażek i sukcesów”, od pierwszych dostaje się bólu głowy od drugich jej zawrotu czyli nie ma miejsca na normalność.

Kto chce Antoniego M.

Dawno, dawno temu w czasach słusznie minionych w kraju nad Wisłą rządziła jedna partia zwana rownież przewodnią siłą narodu. Jej członkowie piastowali większość eksponowanych stanowisko w państwie. Chociaż istniały organy państwowe to tak naprawdę wszystkie ważne decyzje podejmowane były przez awangardę owej partii zwaną biurem politycznym. Członkowie najwyższych szczebli tejże partii byli niemal ponad prawem. Aby jednak wprowadzić społeczeństwo w błąd od  czasu do czasu wywalano jakiegoś niewygodnego dygnitarza na zbity pysk pozbawiając go wszystkich przywilejów. Fakt wyrzucenia takiego odrzuconego partyjniaka powodował, że stawał się on niespodziewanie bezpartyjnym członkiem społeczeństwa. Naród nasz jednak silnie wyczulony jest na punkcie przynależności klasowej i organizacyjno-społecznej. Zrodził się zatem ruch domagający się stworzenia odrębnej kategorii dla odrzutów partyjnych bo przynależni do bezpartyjnej części społeczeństwa nie życzyli sobie udziału tychże w ich społeczności. W ten oto sposób zrodziła się nowa kategoria klasowa nazwana jako byli członkowie partii. Takie rozwiazanie zostało powszechnie zaakceptowane i odtąd odrzuty partyjne miały własną grupę społeczną. Tyle tytułem wprowadzenia. Podczas mojego ostatniego pobytu w kraju starałem trzymać się z daleka od wszelkich mediów masowych. Jedynym źrodłem informacji poza internetem stała się dla mnie Angora, którą czytałem od dechy do dechy. Jeden ze stałych felietonistów owego pisma poświecił swój artykuł panu Antoniemu. Artykuł aczkolwiek w tonie wyważony określał naszego inspektora Kluzo jako schizofrenika. Osobiście przychyliłem się z nieukrywaną radością do takiego określenia pana Antoniego. Niestety Towarzystwo do walki ze schizofrenia już nie podzielało mojego zadowolenia. No i dostało się owemu felietoniście za czasy wszystkie. Chłopina musiał się ukoić przed owym Towarzystwem i przeprosić rozsierdzonych jego członków. Autor nie wyciągnął z tego doświadczenia żadnych wniosków i w następnym felietonie posądził  pana Antoniego o wodogłowie, zespól downa i jeszcze inne równie nieprzyjemne schorzenia. Na to tylko czekali członkowie grup społecznych, którzy utożsamiali swoją działalność z owymi schorzeniami. Wiadro pomyli wylano na biednego pismaka, który niewiadom ludzkiej niechęci do bohatera swoich felietonów chciał li tylko pokazać go jako człowieka chorego. Żadna jednak organizacja nie życzyła sobie pana inspektora w swoim gronie. Przywiedziony do ostateczności felietonista wymyślił odrębne schorzenie dla swojego bohatera i nazwał je zespołem Macierewicza. No właśnie podobnie jak byłych członków partii tak i pana Antoniego nikt nie bardzo widzi w swoich szeregach no może poza prezesem, który sam do całkowicie zdrowych nie należy. Miałem nadzieje, że pan Antoni to już przeżytek polskiej polityki, okazuje się jednak, że się myliłem. Dziwi mnie przywiązanie prezesa do pana Antoniego, który w całym swoim życiu nic dla naszego kraju nie zrobił. Z ciekawości sprawdziłem co mówi życiorys naszego zasłużonego opozycjonisty. Okazuje się, że nawet wyrzucono go z KOR-u bo nie jest zdolny do jakiejkolwiek i z kimkolwiek współpracy. Taki człowiek jest jedynką na liście partii prezesa. Pomieszanie z poplątaniem. Wyglada nawet na to, że może sprawować funkcje w przyszłym rządzie jeżeli prawi i sprawiedliwi wybory nadchodzące wygrają. Nigdzie niechciany polityk od siedmiu boleści z zespołem Macierewicza raczył był odezwać się ostatnio do swoich oddanych wyborców z miasta Chicago a co tam powiedział rzetelnie doniosła prasa zatem wstrzymam się od komentarzy. Wszystkich, którzy doczytają ten wpis do końca odsyłam do Nonsensopedii, która porównuje pana wice prezesa do jego najnowszej organizacji pod nazwą Chrześcijańska Unia Jedności w skrócie ………. I pod tym komentarzem się podpisuje obiema rękami.

Ściśle tajna struktura ściśle tajnej organizacji

Aby nie być posądzonym o bycie stronniczym nie będę podawał pełnej nazwy rzeczonego stowarzyszenia jedynie ograniczę się do stwierdzenia, że jest to partia polityczna. Na czele owej organizacji stoi Prezes i Spółka, przy czym jedynie decyzje prezesa są Poprawne i Słuszne. Prezesowi również przysługuje dożywotni tytuł Pana i Sumienia narodu oraz Pana i Sędziego ostatecznego. Spółka jest jedynie organem doradczym prezesa i nie ma uprawnień do Przejawiania i Serwowania jakichkolwiek inicjatyw o charakterze Programowym i Systemowym. Spółka dzieli się na dwie grupy, pierwsza to Posłowie i Senatorowie a druga to Prokuratorzy i Sędziowie. Posłowie i Senatorowie to pretorianie prezesa w Parlamencie i Senacie a ich rolą jest Piętrzenie i Stwarzanie trudności obu izbom w przypadku decyzji niezgodnych z linią prezesa. Prokuratorzy i Sędziowie to oddelegowani przez prezesa do Prokuartury i Sądownictwa zaufani współpracownicy niekoniecznie prawnicy. Ich podstawowym zadaniem jest Prowadzenie i Sterowanie wszystkimi Procesami i Sprawami karnymi tak aby one Potęgowały i Stwarzały wrażenie, że co złe to wyłączna wina Partii i Stronnictw niechętnych prezesowi co dobre zaś to zasługa wiadomo kogo. Poza prezesem, reszta organizacji podzielona jest na Pracownikow i Służby. Pracownikami czyli osobami zatrudnionymi na pełnych etatach są jedynie Posłowie i Senatorowie oraz Prokuratorzy i Sędziowie. Wszelkie nieposłuszeństwo wobec prezesa jest karane degradacja z listy pracownikow do listy służb a w dalszej kolejności kompletnym wydaleniem z oragnizacji. Służby podzielone są na departamenty i w zależności od ich zadań mogą rownież służyć pomocą pracownikom. Fakt ten jednak musi zostać zatwierdzony przez prezesa. Samowolne wykorzystywanie służb przez pracownikow jest niedozwolone i karane jak powyżej. Przejdźmy zatem do struktury służb. Pod względem hierarchii są one równorzędne i podlegają prezesowi bezpośrednio, ten zaś może je przekierować do zadań specjalnych. Najważniejsza służba to departament ochrony prezesa, w którego skład wchodzą Policjanci i Strażacy. Ci panowie odpowiedzialni są za Prawidłowe i Stabilne zapewnienie bezpieczeństwa samego prezesa oraz wyznaczonym przez niego pracownikom. Drugim pod względem ważności jest departament szturmowy a tam znajdujemy przede wszystkim Pilotów i Spadochroniarzy. Departament ten działa na terenach niechętnych prezesowi gdzie sieje Przemoc i Strach a potem pojawia się oferując Pomoc i Socjotechniczne wsparcie (nikt nie wie co to dokładnie oznacza ale termin ten lubi prezes). Departament medialny to Pismaki i Specjaliści od propagandy. Aczkolwiek jak wszystko i wszyscy, podlega on prezesowi to jednak bardzo często wykorzystywany przez Posłów i Senatorów w czasie wyborów. Departament ten odpowiedzialny jest za Poparcie i Sondaże w terenie. Szczególnie Pomysłowi i Skuteczni w tym departamencie mają olbrzymie szanse na awans w hierarchii organizacji do przyznania im miejsca wsród Posłów i Senatarów włącznie. Następna komórka to departament Przemęczenia i Stresu tu zatrudnienie mają wszystkie Psiaki i Sierściuszki. To tu prezes znajduje Prawdziwy i Systematyczny odpoczynek, to tu buduje Program i Strategie rozwoju i podboju świata, wnikliwie wsłuchując się w Poglądy i Spostrzeżenia otaczających go podwładnych. Departament do spraw wyborców dzieli się na sekcje Podlotków i Staruchów oraz Piećdziesięciolatków i Sześćdziesięciolatków. Ich zadanie to inwigilowanie wyżej wymienionych środowisk ich Penetracja i Szantaż w celu uświadomienia konieczności prawidłowego głosowania. Nie dawno powołany do życia został departament Anty Gender. Jego funkcją jest udowodnienie, że Plemnik i Sperma oraz Pani i Suka nie mogą żyć razem i konieczne jest przypadkowe mieszanie na ten przykład Plemnik i Suka albo Pani i Sperma. Ostatnia sekcja to departament spraw wszelakich gdzie roi się od Pachołków i Sprzątaczek. Ludzie ci wykorzystywani są zasadniczo do wszystkiego szczególnie w grupach tak zwanych kiboli gdzie Promują i Systematycznie budują pozytywny obraz organizacji. Do promocji tej często oddelegowywane są oddziały szturmowe prezesa. To pokrótce struktura władz centralnych. W terenie odpowiedzialnymi za Poznawanie i Stosowanie nauk prezesa są lokalni Prezydenci i Starostowie, którzy mogą rownież tworzyć służby pomocnicze na kształt departamentów w centrali. Specjalna komórka została powołana na obrzeżach miast, której zadaniem jest rozprzestrzenianie Prawdziwych i Sfałszowanych informacji poprzez wnikliwe prowadzenie rozmów z wjeżdżającymi do miast kierowcami Pojazdów i Samochodów nie będących pojazdami jesli takie są. W komórce tej szczególnym uznaniem cieszą sie Prostytutki i Sutenerzy. Ci promowani są za Pomysłowość i Skuteczności w przysposobieniu do wydajnego życia i oddania jedynie słusznej i zasługującej na poparcie, organizacji partyjnej. Przysposobienie to odbywa sie w podmiejskich lasach a Prostytutki i Sutenerzy zatrudniani są na umowach o dzieło. Partia ma charakter demokratyczny i każdy może zostać prezesem co prawda od momentu założenia ugrupowania był i jest tylko jeden wódz ale to o niczym nie świadczy. Wszystko co powyżej zostało zmyślone i jakiekolwiek podobieństwom do rzeczywistych postaci jest kompletnie przypadkowe.