Z zaskoczenia

W lipcu 2016 roku napisałem na swoim blogu notkę pod tytułem Ku Klux Klan po polsku. Odnosiła się ona do trzech, moim zdaniem, najważniejszych osób w naszym kraju. Byli nimi i wciąż są trzej panowie K, czyli prezes i marszałkowie Senatu i Sejmu. Gdy pisałem ten artykuł premierem była wtedy pewna gospodyni z Brzeszczy. Nie zdała jednak egzaminu i jeden z panów K, ukrywający się pod ksywą „prezes” pokazał gdzie jest jej miejsce. Teraz się chowa gdzieś w Brukseli. I dobrze, tu ją nawet partyjni koledzy ignorowali.

Na jej miejsce przyszedł pan M. Pewnie dlatego, że chłop to sprawia wrażenie bardziej samodzielnego. To tylko pozory. On również może w każdej chwili zostać wysłanym w niebyt przez gościa o ksywie „prezes”.

Ktoś może powiedzieć, że mamy w kraju jeszcze prezydenta i Trybunał Konstytucyjny. Jeśli trzech panów K naruszy jakieś przepisy konstytucyjne, swoimi ustawowymi działaniami to przecież prezydent tego może nie podpisać albo odesłać do Trybunału. Tak to wygląda w teorii. W praktyce, coś tam kiedyś zdarzyło się, że prezydent nie podpisał ale już chwile potem podpisał ten sam bubel z drobnymi poprawkami.

Osobiście nie pamietam aby pani prezes TK, kwestionowała radosną twórczość trójcy spod znak 3K.

Pamiętacie grę w szubienice? Wymyślało się jakieś hasło i przeciwnik musiał je zgadnąć podając litery. Jeśli litera była poprawna to się ją wpisywało w haśle. Jeśli nie to rysowało się kolejne elementy szubienicy a potem, części ciała zgadującego. Jak zgadł to wymyślający hasło przegrywał. Jak nie zgadł to odszyfrowujący hasło ginął na szubienicy, wirtualnej oczywiście.

No to zabawny się w tą grę. Słowo jest na cztery litery. Pierwsza litera to inicjał nazwiska prezydenta. Trzecia litera to inicjał nazwiska prezesowej TK. Brakuje drugiej i czwartej litery. Dla ułatwienia podam, że hasło to miejsce, w którym prezes ma obu powyższych funkcjonariuszy publicznych.

Pomyślałem, że rozwiazanie może jednak sprawiać sporo kłopotu. Rzuca zatem wszystkim zwolennikom dobrej zabawy dwa koła ratunkowe. Otóż ostatnia litera hasła to inicjał imienia naszego prezydenta. Druga litera to nomen omen rownież druga imienia pani prezes TK. Przy okazji przypomnicie sobie dane personalne naszych bardzo ważnych osobistości czyli VIPów.

Ustaliliśmy zatem ponad wszelką wątpliwość, że tak naprawdę to panowie 3K o wszystkim decydują. Taki nasz swojski Ku Klux Klan, w dupie ma sprzeciwy, ignoruje projekty obywatelskie, decydują o godzinach posiedzeń obu izb parlamentu. Wolnoć Tomku w swoim domku.

Wyglada na to, że jeden z panów tej parlamentarnej trójcy, mocno wdepnął w zwierzęce odchody. A, źe było tego całe bagno to i może w nim utonąć, znaczy się stracić stanowisko. Sam z niego nie zrezygnuje, bo po pierwsze nie ma honoru, po drugie, nawet gdyby go miał to i tak o odwołaniu będzie decydować czarna eminencja o ksywie prezes. Specjalnie tęsknić za przemyskim lotnikiem nie będę. Przeraża mnie jednak fakt, że moja teoria spiskowa o polskim Ku Klux Klanie, może się zdezaktualizował. No i jak ja będę wyglądał? Co pomyślą sobie o mnie czytający moje słowa. Jest jeszcze szansa, że następca tez będzie na K. Przejrzałem szybko listę posłów z wiodącej siły narodu.

Reklamy

Świat jest mały czyli nieoczekiwane spotkania cz.2

Po przyjeździe do Stanów, namierzył mnie relatywnie szybko działacz lokalnej organizacji polonijnej. Nie było to specjalnie skomplikowane, bo większość z nas po przyjeździe do USA, mając tego samego sponsora, kończyła w tym samym domu przejściowym.

Pan Franciszek był już na emeryturze, więc całą swą energię włożył w odżywienie organizacji, której był prezesem. Nie, to zbyt wiele powiedziane. Siedzibą owego związku był Brooklyn. W terenie działały małe grupy i właśnie taką grupą zarządzał mój znajomy. Miał już swoje lata i na grandę szukał następcy. Broniłem się rękami i nogami, bo zdolności przywódczych nie mam żadnych. Długo mi się udawało. Jednak pod naporem i z braku innych chętnych wreszcie uległem.

Nasza grupka miała trochę funduszy, które wykorzystywaliśmy do organizowania dwóch corocznych imprez. Jedną był letni piknik, drugą tradycyjna polska choinka. Jako prezes musiałem na każdej z nich coś tam wygłosić. Zawsze przyprawiało mnie to o palpitacje serca. Gdybym nie miał z tym problemów mógłbym rzucić rękawice strażnikowi żyrandola, bo to całkiem niezła fucha.

Na jedną z choinek, którą zorganizowaliśmy w przykościelnej sali, zaprosiliśmy rownież rodziny i dzieci polskiej szkoły, która akurat działała dzięki lokalnej parafii. Okazało się, że było tego towarzystwa dość sporo, co jeszcze bardziej spotęgowało we mnie niechęć do wygłaszania czegokolwiek. Nie było jednak wyjścia. Z naszych funduszy postanowiliśmy przekazać drobna kwotę na ową szkołę więc musiało to jakoś wyglądać. Wylazłem zatem na scenę coś tam wymamrotałem na temat naszej grupy i organizacji. Z każdym słowem w gębie coraz bardziej mi zasychało. Udało mi się jakoś dotrwać do końca, pompa wytrzymała przyspieszony rytm bicia, jednym słowem przeżyłem.

Kiedy już schodziłem ze sceny aby jak najszybciej wtopić się w tłum i zniknąć gdzieś, gdzie nikt mnie nie może znaleźć, nagle poczułem, że ktoś mnie szarpie za mój strój wyjściowy. Dżiwus, jeszcze mi tego brakowało. Odwracam się. Przede mną stoi kobitka mniej więcej w moim wieku i odrazu wali do mnie po imieniu. -Marek, nie poznajesz mnie. Patrzę w to czupiradło, nie żeby była rozczochrana, po prostu dziewczyny tak zawsze nazywałem. Wciąż jeszcze odczuwam ból brzucha po swoim wystąpieniu i nijak i z nikim nie mogę sobie owej damy skojarzyć. – Mietka jestem i tu podaje mi swoje panieńskie nazwisko. Zaskoczyłem natychmiast, bo chociaż przelotnie to jednak dość dobrze pamiętałem ją ze studiów. Co ciekawe wtedy była o wiele mniej atrakcyjna niż obecnie. No i tak oto gdzieś tam tysiące mil od ojczyzny spotkałem nieoczekiwanie kogoś z okresu moich studiów. Spotkaliśmy się jeszcze parokrotnie na naszych corocznych imprezach, bo po naszym spotkaniu moja znajoma wstąpiła do naszej organizacji.

Podobne przeżycie miałem raz jeszcze w Polskiej Unii Kredytowej, gdzie nasza organizacja miała swoje konto bankowe. Właśnie przyjechałem aby złożyć swój podpis jako uprawniony do autoryzowania grupowych czeków. Zza biurka wypada jakieś młode czupiradło i drze się wniebogłosy, Marek, Marek. Holy shit, przecież nie znam tego stworzenia, choć nie miałbym nic przeciwko temu.

Patrzę i myśle i nic mi nie przychodzi do głowy. -nie poznajesz mnie. -szczerze mówiąc nie. Pracowaliśmy razem w rzeszowskim oddziale PZU.

Mało tego, że w tym samym zakładzie, to jeszcze jak się okazało w tym samym wydziale. I tak jej nie poznałem. Zaprosiłem na nasze grupowe imprezy. Pozostało jednak bez echa.

Świat już wtedy okazał się bardzo mały. A teraz jest jeszcze mniejszy.

Lotniska, samoloty i pasażerowie

Po raz pierwszy od wielu, wielu lat w podróż z Trumplandii do Kaczystanu udałem się naszymi liniami lotniczymi. Do tej pory latałem Lufthansą. Było wygodnie bo tylko jedna przesiadka. Z drugiej strony LOT sam zrezygnował ze mnie zawieszając loty z Newarku. Jazda ode mnie do Nowego Jorku to żadna przyjemność. Przyzwyczaiłem się zatem do niemieckiego przewoźnika.

Szukając biletów w tym roku natrafiłem na bezpośredni lot do Rzeszowa właśnie z Newarku. Cena biletu podobna do kosztu przelotu Lufthansą. Nie było się nad czym zastanawiać.

Mogłem w ten sposób na własnej skórze poznać różnice między naszymi liniami lotniczymi a liniami naszego zachodniego sąsiada.

Chociaż mój lot do Kaczystanu firmował LOT to jednak obsługiwały go Belgijskie Linie Lotnicze. Widać opłacało się to tak zorganizować. Niestety samolot przybył opóźniony a zatem i opóźniony opuścił port w Newarku. Staliśmy na płycie lotniska niemal dwie godziny bo wypadliśmy z kolejki odlotów. Nikt oczywiście nie skojarzy tego fiaska z Belgami tylko z LOT-em. Niby czemu miałoby być inaczej skoro, zgadnijcie co się stało we wtorek w Warszawie? Z przyczyn technicznych nasz Dream Liner odleciał opóźniony o około dwie godziny. Ponoć nie działał jeden silnik. Na szczęście dolecieliśmy cali i zdrowi do TrumpIandii. Po wylądowaniu na pokładzie zabrzmiały gromkie oklaski. Biorąc pod uwagę awarie przedstartową, wcale mnie to nie dziwi. Nikt nie klaszcze na pokładzie Lufthansy bo szczęścia w ich lotach nie ma. Jest zwykła rzetelna dobra organizacja.

Ludziska w lotowskim samolocie szczerze się jednak ucieszyli, że dotarliśmy jakimś cudem na miejsce przeznaczenia.

Zgadnijcie teraz co się stało już po wyładowaniu. Oszczędzę wam czasu. Nasza docelowa brama była już zajęta i czekaliśmy ponad pół godziny na płycie aż się zwolni. No takie są właśnie konsekwencje opóźnień. Chyba u nas tego jednak nikt nie rozumie. Pasażer dla lotowskich władz widać jest nikim i powinien się cieszyć, że wciąż udaje mu się jakoś szczęśliwie docierać do miejsca przeznaczenia.

Mnie nie było ani do śmiechu ani do oklasków. Po dziewięciu godzinach lotu kazano mi trzymać dupę w siedzeniu kolejne pół godziny bo ktoś tam w Warszawie nie sprawdził stanu technicznego samolotu odpowiednio wcześniej. Ludzie jednak na tej trasie latać będę dalej naszymi liniami bo możliwości korzystania z innych linii są coraz bardziej ograniczone.

Na koniec jeszcze słowo o naszych pasażerach. Nie będzie nic krytycznego bardziej śmiesznego i nie o Polakach tylko o Polonusach i ich niczym nieuzasadnionym sposobie myślenia.

Wysiadam w Warszawie z naszego podniebnego ptaka, który przywiózł mnie z Rzeszowa. Przede mną starsza para. Właśnie wyszliśmy z rękawa. Rozglądają się lekko zaskoczeni po lotnisku. Będą się zapewne przesiadać tylko nie wiedzą w którą stronę się udać. Nie spodziewali się widać takiego zamieszania w Warszawie. Wreszcie namierzyli kogoś z obsługi lotniska.

Którędy do naszego samolotu, pada pytanie, jakby wszystkie samoloty latały tylko w ich kierunku.

A gdzie państwo lecą, pyta pani

Jak to gdzie, do Nowego Jorku.

Widać są wciąż ludzie, którym się wydaje, że to pępek świata.

Ściśle tajna struktura ściśle tajnej organizacji

Aby nie być posądzonym o bycie stronniczym nie będę podawał pełnej nazwy rzeczonego stowarzyszenia jedynie ograniczę się do stwierdzenia, że jest to partia polityczna. Na czele owej organizacji stoi Prezes i Spółka, przy czym jedynie decyzje prezesa są Poprawne i Słuszne. Prezesowi również przysługuje dożywotni tytuł Pana i Sumienia narodu oraz Pana i Sędziego ostatecznego. Spółka jest jedynie organem doradczym prezesa i nie ma uprawnień do Przejawiania i Serwowania jakichkolwiek inicjatyw o charakterze Programowym i Systemowym. Spółka dzieli się na dwie grupy, pierwsza to Posłowie i Senatorowie a druga to Prokuratorzy i Sędziowie. Posłowie i Senatorowie to pretorianie prezesa w Parlamencie i Senacie a ich rolą jest Piętrzenie i Stwarzanie trudności obu izbom w przypadku decyzji niezgodnych z linią prezesa. Prokuratorzy i Sędziowie to oddelegowani przez prezesa do Prokuartury i Sądownictwa zaufani współpracownicy niekoniecznie prawnicy. Ich podstawowym zadaniem jest Prowadzenie i Sterowanie wszystkimi Procesami i Sprawami karnymi tak aby one Potęgowały i Stwarzały wrażenie, że co złe to wyłączna wina Partii i Stronnictw niechętnych prezesowi co dobre zaś to zasługa wiadomo kogo. Poza prezesem, reszta organizacji podzielona jest na Pracownikow i Służby. Pracownikami czyli osobami zatrudnionymi na pełnych etatach są jedynie Posłowie i Senatorowie oraz Prokuratorzy i Sędziowie. Wszelkie nieposłuszeństwo wobec prezesa jest karane degradacja z listy pracownikow do listy służb a w dalszej kolejności kompletnym wydaleniem z oragnizacji. Służby podzielone są na departamenty i w zależności od ich zadań mogą rownież służyć pomocą pracownikom. Fakt ten jednak musi zostać zatwierdzony przez prezesa. Samowolne wykorzystywanie służb przez pracownikow jest niedozwolone i karane jak powyżej. Przejdźmy zatem do struktury służb. Pod względem hierarchii są one równorzędne i podlegają prezesowi bezpośrednio, ten zaś może je przekierować do zadań specjalnych. Najważniejsza służba to departament ochrony prezesa, w którego skład wchodzą Policjanci i Strażacy. Ci panowie odpowiedzialni są za Prawidłowe i Stabilne zapewnienie bezpieczeństwa samego prezesa oraz wyznaczonym przez niego pracownikom. Drugim pod względem ważności jest departament szturmowy a tam znajdujemy przede wszystkim Pilotów i Spadochroniarzy. Departament ten działa na terenach niechętnych prezesowi gdzie sieje Przemoc i Strach a potem pojawia się oferując Pomoc i Socjotechniczne wsparcie (nikt nie wie co to dokładnie oznacza ale termin ten lubi prezes). Departament medialny to Pismaki i Specjaliści od propagandy. Aczkolwiek jak wszystko i wszyscy, podlega on prezesowi to jednak bardzo często wykorzystywany przez Posłów i Senatorów w czasie wyborów. Departament ten odpowiedzialny jest za Poparcie i Sondaże w terenie. Szczególnie Pomysłowi i Skuteczni w tym departamencie mają olbrzymie szanse na awans w hierarchii organizacji do przyznania im miejsca wsród Posłów i Senatarów włącznie. Następna komórka to departament Przemęczenia i Stresu tu zatrudnienie mają wszystkie Psiaki i Sierściuszki. To tu prezes znajduje Prawdziwy i Systematyczny odpoczynek, to tu buduje Program i Strategie rozwoju i podboju świata, wnikliwie wsłuchując się w Poglądy i Spostrzeżenia otaczających go podwładnych. Departament do spraw wyborców dzieli się na sekcje Podlotków i Staruchów oraz Piećdziesięciolatków i Sześćdziesięciolatków. Ich zadanie to inwigilowanie wyżej wymienionych środowisk ich Penetracja i Szantaż w celu uświadomienia konieczności prawidłowego głosowania. Nie dawno powołany do życia został departament Anty Gender. Jego funkcją jest udowodnienie, że Plemnik i Sperma oraz Pani i Suka nie mogą żyć razem i konieczne jest przypadkowe mieszanie na ten przykład Plemnik i Suka albo Pani i Sperma. Ostatnia sekcja to departament spraw wszelakich gdzie roi się od Pachołków i Sprzątaczek. Ludzie ci wykorzystywani są zasadniczo do wszystkiego szczególnie w grupach tak zwanych kiboli gdzie Promują i Systematycznie budują pozytywny obraz organizacji. Do promocji tej często oddelegowywane są oddziały szturmowe prezesa. To pokrótce struktura władz centralnych. W terenie odpowiedzialnymi za Poznawanie i Stosowanie nauk prezesa są lokalni Prezydenci i Starostowie, którzy mogą rownież tworzyć służby pomocnicze na kształt departamentów w centrali. Specjalna komórka została powołana na obrzeżach miast, której zadaniem jest rozprzestrzenianie Prawdziwych i Sfałszowanych informacji poprzez wnikliwe prowadzenie rozmów z wjeżdżającymi do miast kierowcami Pojazdów i Samochodów nie będących pojazdami jesli takie są. W komórce tej szczególnym uznaniem cieszą sie Prostytutki i Sutenerzy. Ci promowani są za Pomysłowość i Skuteczności w przysposobieniu do wydajnego życia i oddania jedynie słusznej i zasługującej na poparcie, organizacji partyjnej. Przysposobienie to odbywa sie w podmiejskich lasach a Prostytutki i Sutenerzy zatrudniani są na umowach o dzieło. Partia ma charakter demokratyczny i każdy może zostać prezesem co prawda od momentu założenia ugrupowania był i jest tylko jeden wódz ale to o niczym nie świadczy. Wszystko co powyżej zostało zmyślone i jakiekolwiek podobieństwom do rzeczywistych postaci jest kompletnie przypadkowe.