Polityczne opcje i punkty widzenia

Jeszcze do niedawna pozostawałem pod wrażeniem, że jeśli chodzi o sposób patrzenia na to co się dzieje w krajowej polityce to istnieją trzy punkty widzenia.

Tradycyjne dwa najbardziej oczywiste to opcja prorządowa i opcja opozycyjna. Trzecia opcja to Ci, którzy pozostają kompletnie obojętni i nie są ani za jednym nurtem ani za drugim. Pojawił się jednak nowy światopogląd, który niby jest obojętny jednak ma w sobie dodatkową cechę. Jest to nadzieja, że zarówna opozycja jak i rząd w swojej tępocie wykończą się nawzajem dzięki czemu społeczeństwo uwolni się od znienawidzonych polityków. Ten punkt widzenia przekonuje mnie bo muszę szczerze przyznać, że ani wsród aktualnie rządzących ani wsród opozycji nie widzę prawdziwego lidera, dla którego zdrowy rozsądek byłby wartością najwyższą. 
Ostatni raz z tępotą jaka zawładnęła naszym życiem politycznym miałem do czynienia w dzieciństwie kiedy to doprowadzaliśmy do szału, razem z siostrą naszych rodziców, zwalając winę za coś co rodziców zdenerwowało, ona na mnie a ja na nią. Rodzice jednak nie zamierzali rozstrzygać naszych sporów stając po jednej bądź po drugiej stronie. Musieliśmy się nawzajem przeprosić albo pożegnać z wyjściem na podwórko. To Salomonowe rozwiazanie zmuszało nas do wyciagnięcia do siebie ręki bo niemożliwość wyjścia na zewnątrz była dla nas nie do zaakceptowania. 
Jestem zatem za opcją czwartą a nawet jej przeciw, niech się te bałwany tłuką ile popadnie i gdzie popadnie bo w ich zapyziałym zacietrzewieniu nawet Solomon nie byłby w stanie znaleźć dobrego dla obu stron rozwiązania. Ta opcja ma jednak pewną wadę. Zakładając nawet, że nasi pieniacze wkrótce stracą swoje autorytety w społeczeństwie opluwając się bezkrytycznie nawzajem, to czy istnieje ktoś lub coś na scenie politycznej komu moglibyśmy zaufać i powierzyć władze? Być może coś uszło mojej uwadze ale osobiście nie widzę ani osoby ani orientacji, która mogłaby przywrócić jedność wsród ludzi. Obecni rządzący coraz bardziej alienują się od społeczeństwa jako całości, kierując się w swoim rządzeniu jedynie słuszną prawdą czyli ich prawdą. Opozycja oczywiście ma swoją słuszną prawdę. To wszystko przekłada się na coraz większe podziały wsród ludzi. Podziały te są dzisiaj już tak duże, że znalezienie wspólnego punktu wydaje się mało prawdopodobne. Potraciliśmy w swojej niechęci i nienawiści zdrowy rozsądek. Ślepa prywata stała się ważniejsza niż dobro ogółu. Zgadzam się, niech to badziewie wytłucze się i pozwoli nam żyć w spokoju, tylko żebyśmy przy okazji nie wytłukli się nawzajem. 

Wizyty wieczorową porą i polityczne standardy

Dawno, dawno temu w pewnej knajpie spotkało się kilku przyjaciół. A, że byli już po pracy to pieprzyli sobie co im tam ślina na język przyniesie. Poruszyli sporo tematów ze swojego i nie tylko podwórka. Spotkanie jak zwykle w ich kręgu zakrapiane było alkoholem, który szanownych dyskutantów wyluzował do tego stopnia, że nawet nie spostrzegli jak minął im czas. Knajpa zrobiła na nich pozytywne wrażenie toteż postanowili ją zarekomendować swoim kolesiom. Coraz większe grono przyjaciół zaczęło odwiedzać ów przybytek ku zadowoleniu właściciela. Goście bowiem byli z tak zwanej górnej półki i z groszem się nie liczyli. Zadowolenie zatem było obopólne a panowie czuli się w gospodzie jak u siebie w domu. Z czasem, w trakcie swoich dyskusji, zaczęli nawet poruszać tematy dotyczące ich bezpośrednich obowiązków zawodowych i jak to zwykle przy alkoholu bywa pomysłów w tym zakresie mieli co niemiara. Ponieważ towarzycho owe silnie było powiązane z ośrodkami władzy w kraju to i o tejże władzy i jej rozdziale spokojnie sobie gawędzili puszczając wodze wszelkiej fantazji. Poruszając tematy zawodowe doszli więc do wniosku, że za owe spotkania powinien płacić pracodawca bo przecież już nie robili tego dla zabawy lecz gwoli spełniania obowiązków zawodowych. Jak postanowili tak i zrobili. I pewnie zabawa ta trwałaby w najlepsze kto wie jak długo gdyby nie oddani ich pracodawcom kelnerzy, którzy dla uciechy potraktowali owa knajpę jako studio Polskich Nagrań. Kelnerzy jednak też ludzie,miast oddać owe nagrania pracodawcom biesiadników wywąchali nietęgi interes na sprzedaży owych nagrań do rąk trzecich. I tak oto wybuchła słynna już afera podsłuchowa. Urzędnicy państwowi za nasze pieniądze kupczyli czym się dało i kim się dało. Afera owa okazała się gwoździem do trumny dla karier owych urzędasów i prawdę powiedziawszy słusznie. Parę dni temu prezydent naszego kraju złożył, niczym niegdysiejsi pierwsi sekretarze partii, niezapowiedzianą, gospodarczą wizytę prezesowi partii, która go na to stanowisko wyniosła. Prezydent nasz jako głowa państwa chroniony być musi, zatem i owi ochroniarze na koszt podatnika w celu ochrony prezydenta udać się musieli na ową niezaplanowaną przejażdżkę. Prezes niezwykł  bowiem rozmawiać w sprawach szczególnej wagi nigdzie indziej niż we własnym domu. Człowiek on wyjątkowo podejrzliwy, wierzy więc że dom jego to jedyne miejsce w tym kraju, które nie jest na podsłuchu. Dopilnował tego sam sprawując najwyższe funkcje w państwie. Chociaż nie znamy dokładnie tematu rozmowy to można jedynie przypuszczać, że napewno nie dotyczyła ona zdrowia prezesowego kota. I czy warto z tego robić jakaś aferę? Pewnie , że nie warto bo jak sam pan prezes powiedział każdy obywatel tego kraju ma prawo spotkać się z kim i gdzie chce. Co prawda prezydenta naszego kraju powinny obowiazywać inne standardy ale niech tam. Niestety pan prezes i jego znamienita partia ma problem ze spotkaniami wyżej opisanych biesiadników chociaż kierując się jego socjotechniką i oni prawo do spotkania się z kimkolwiek i gdziekolwiek mieć też powinni. Im rownież powinno przysługiwać prawo bezmyślnego paplania na tematy jakie tylko im wpadną do ich łepetyny. Osobiście mam problem z obydwoma przykładami bezkrytycznego postępowania. W obu przypadkach nastąpiło naruszenie ogólnie przyjętych norm zachowania. Denerwuje mnie zatem odgrażanie się pani kandydatki na premiera koniecznością powołania komisji sejmowej w celu wyjaśnienia afery podsłuchowej. Wszystko już zostało wyjaśnione, powiedziane a komisja sejmowa jest nam tak potrzebna jak piąte koło u wozu. Ale jeśli jest to tak ważne to z rozpędu pozwalajmy komisje w celu wyjaśnienia wizyty prezydenta u prezesa bo ja nie widzę między oboma przypadkami totalnej głupoty żadnej różnicy. Tyle, że w kręgach politycznych obowiązują podwójne standardy czyli co wolno nam to nie wolno im. Nawiasem mówiąc a może by tak pan prezydent wpadł do mnie na jakieś winko, prowadzić samochodu przecież nie będzie musiał.

Mamy przewodniczącego Parlamentu Europejskiego

W partii Prezes i Spółka

Wszyscy wstąpili do kółka

prześmiewców naszego premiera

Bo bierze ich jasna cholera

Ze w całej światłej Europie

Teraz głośno jest o chłopie,

Wybrano go na szefa Unii

Jako naród powinniśmy być dumni

Ale w partii Prezes i Służba

To dla Europy zła wróżba

Bo z innych Polaków sukcesów

Nie maja w tym interesu.

Funkcja unii przewodniczącego

To dla nich nic wielkiego,

No chyba żeby prezesa wybrali

To wtedy napuszeni chodziliby cali

A ile byłoby gadania

I w całej Polsce wiecowania

Bo w partii Panowie i Sekretarki

Do swoich sukcesów maja inne miarki.

A sukcesów ich policzyć się nie da

Bo cala w tym bieda,

Ze gdy kraj się rozwija

Ich to w jakiś sposób omija

Ponieważ wciąż są wszystkiemu przeciwni

Co widza nawet ludzie naiwni.

Osobiście tez za premierem nie przepadam

Pogratulować mu jednak wypada

To dla kraju też jest nominacja

I taka powinna być stanu racja

Bo kto dzisiaj jest w Brukseli

Ten funduszami  rządzi i dzieli.

A do kogo to nie dociera

Niech do rządzenia się nie zabiera.

Niech lepiej ten nie otwiera gęby

Kto z partii Prezes  i Sępy.