Opozycja wg Hołdysa

Już po wyborach. Miałem przestać na chwile o polityce. Wypowiedz Zbigniewa Hołdysa jednak bardzo mnie zainteresowała. Kopiuje ja zatem, ciekaw waszych opinii.

Wynik wyborów mnie nie zaskoczył. Co gorsze – nie rozczarował. Może jedynie wywołał refleksję, która dla opozycji nie jest miła – to wszystko. Podczas wieczoru wyborczego tylko raz opadły mi ręce: kiedy usiłujący udawać zwycięzcę Grzegorz Schetyna powiedział „Przed nami kolejne wybory, prezydencie, wygramy je”. Gdy to mówił w chwili porażki zrozumiałem, że nic do niego nie dotarło Że ściskanej w garści żądzy władzy nie wypuści, póki nie zatopi PO całkiem.

Posłużę się wstrętnym retorycznym zwrotem „Platforma w ciągu ostatnich czterech lat nie zrobiła nic”. Ktoś na zwycięstwo PiS-u pozwolił. Wszystkie poważne kryzysy w wojnie z niszczącym demokrację ugrupowaniem Kaczyńskiego, wywołali zbuntowani obywatele, nie politycy. Czarny protest, wielkie marsze KOD-u, ruch oporu w obronie TK i sądów, wsparcie dla Pani Gersdorf, strajki lekarzy rezydentów i nauczycieli, koszulki z napisem „Konstytucja”, samospalenie Piotra Szczęsnego, marsze w obronie Puszczy, przywiązywanie się do wycinanych drzew, walka z nielegalnymi miesięcznicami na Krakowskim Przedmieściu, barwne parady równości w całej Polsce, protesty pod sejmem opozycji ulicznej i ostatnie wystąpienie Olgi Tokarczuk – to były akcje obywatelskie, bez udziału polityków. To one miały moc. Politycy nie wygenerowali ani jednej. (Przepraszam, była okupacja sejmu po akcji z Michałem Szczerbą i jego „Panie marszałku kochany”, spontaniczna, bez konceptu, zakończyła się podkulonym ogonem.)

Jeśli politycy opozycji zjawiali się w pobliżu akcji obywatelskich, to po cichutku, dla czystości sumienia. Niekiedy też tylko po to, by się pokazać w kamerach TV, na przykład wejść na schody kolumny Zygmunta podczas protestu Pawła Kasprzaka i Obywateli RP (żałosny Ryszard Petru). Stali ze świeczkami w proteście sądowym, który nie był ich. Żadnego z tych wydarzeń nie poparli organizacyjnie – jakby się bali jawnych powiązań, bo było za duże ryzyko. W żadnym nie byli istotnym uczestnikiem, paliwem czy motorem, do ludzi nie wyszli, nie pojednali się z nimi, nie podeszli do organizatorów, nie rozmawiali, nie zaprosili ich na spotkanie jednoczące siły, nie wysłali misji do nawiązania współpracy i udzielenia pomocy (organizacyjnej i finansowej). Ale gdy była okazja, wskakiwali na podest i gadali do mikrofonu – tak widzą bycie wśród ludzi. Wiem, co mówię, bo w połowie kadencji sam ich do tych kontaktów namawiałem, umawiałem ich ze sobą, dawałem numery telefonów, z których skorzystało dwoje posłów prywatnie, to wszystko. Partie nigdy. Protesty obywateli ich nie porywały, bali się ich, traktowali je jako stany zapalne, do ewentualnego wykorzystania, a i to im nie wyszło (na szczęście). Lud został porzucony.

Gdy policja wywlekała opozycjonistów ulicznych, tylko Bogdan Klich, Michał Szczerba i Joanna Scheuring -Wielgus zjawiali się, by ich chronić własnym immunitetem. Jako partie z wielkimi funduszami nie udzielili skazanym pomocy finansowej. Nie wezwali społeczeństwa do powszechnej zbiórki na cel pomocowy. Ludzie zostawali sami, z niekiedy przerastającymi ich możliwości wyrokami grzywien. Jedynie Bogdan Klich jeździł na procesy, gdzie ludzi skazywano.

Co więc politycy opozycji robili? Kłócili się w sejmie z posłami PiS, uważając to za sedno swego istnienia. Jakby brali udział w jakimś telewizyjnym show, a nie w realnym życiu społecznym. A i to czynili nieudolnie i bezproduktywnie. Patrzyłem, jak się pchali do mikrofonu, ściskali, by się załapać do kadru, nie mogli skończyć mówić, bo ten jeszcze słówko, jeszcze ona słówko i jeszcze ja na koniec – amatorka. Nie wygrali ani jednej batalii, pozwolili złamać konstytucję i odebrać sobie głos na mównicy sejmowej przez duet politycznych gangsterów Kuchciński-Terlecki. Zalegalizowali bezprawny Sejm. Kiedyś mnie zapytali „A co mieliśmy zrobić?”. Wyobraziłem sobie profesora Religę podczas operacji, który pyta ludzi w poczekalni „Co teraz powinienem zrobić?”.

Polityka, podobnie jak każda inna dyscyplina, wymaga talentu. Błysku, pomysłu, brawurowej riposty, akcji i natychmiastowej reakcji na to, co się dzieje. Strategii. Finezji. Potrzeba talentu szachisty, takiego Bobby Fischera, a nie stolarza, który opowiada, że mu konia szachowego ktoś źle wystrugał. Nie da jej się uprawiać na korytarzach sejmowych, ględząc niekończące się monologi żalu przed kamerami, bo to zajęcie dla dziewczyn opisujących działanie suszarki do włosów, a nie człowieka mającego porwać tłumy i stanowić prawo. Nie da się polityki uprawiać awanturując się na hałdzie śmietnika, jakim jest Twitter. Twitter to wielka hałaśliwa knajpa, a nie agora do dyskusji. Trump pisze swoje piorunujące posty i każdy jego wpis ma potężną siłę rażenia, ponieważ jest chamski i poniewierający. On nie polemizuje. On wie jak to robić. To jego oręż. To facet, który ma ogromne doświadczenie celebryckie, ekscytujące niczym przemowy bokserów przed walką. Prowadził show obrażające setki ludzi, na tym zbudował swoją potęgę medialną. Zarobił na tym setki milionów dolarów. Twitter stał się dla niego trampoliną medialną do wielkiej polityki. Nasi uznali, że to jest idealne dla nich miejsce. Rzecz w tym, że w tej nikczemnej dziedzinie Trump ma talent. Czy jest jakiś tweet polityka polskiej opozycji, który mu przyniósł coś więcej, niż poklepanie po plecach przez kumpla z partii? Przeniknął gdzieś dalej, niż do Pudelka?

Politycy opozycji sejmowej nie mają talentu, co piszę z trudem, bo wielu z nich znam i lubię. Ale znam też muzyków, którzy są święcie przekonani, że ich słaba piosenka jest super hitem i tylko brak układów nie uczynił ich sławnymi. Nie rozumieją czym jest czynnik X-Factor. PiS robił z opozycją to, co robi stacja radiowa z nieudaną piosenką. Zmiótł ją z eteru. W pojedynku na chamstwo i na na kompetencję (jeśli chodzi o rozgrywki sejmowe) okazali się bezpardonowym Andrzejem Gołotą. Opozycyjni nie poradzili sobie z nocnymi głosowaniami i nielegalnym posiedzeniem w sali kolumnowej, gdy ich nie wpuszczano na głosowanie (a potem fałszowano kartki z liczonymi głosami). Bezradność i płacz. Protest wobec prowadzącego w haniebny sposób posiedzenia komisji konstytucyjnej Piotrowicza, który również fałszował głosowanie i zmieniał jego wyniki, a oni piszczeli jak przerażone myszy, by potem w amoku brać udział w kolejnych bezprawnych głosowaniach, przez co im nadać status legalności – przygnębiające. Nieuczestniczenie w kluczowych głosowaniach komisji i obrad plenarnych – tośmy też obserwowali, jako obywatele.

Sama kampania wyborcza opozycji nie istniała. Kampania nie polega na rozdawaniu ulotek, choć to wdzięczne i do pewnego stopnia skuteczne działanie. Nie polega na tym, że sam kandydat wiesza swoje banery i potem zdjęcie z tego wydarzenia wrzuca na Twittera. Kampania wyborcza ma poderwać tłumy do lotu. To akcja poważniejsza, niż promocja nowego modelu samochodu Tesla. Tego nigdzie na świecie nie robią politycy – robią to fachowcy od promocji, gdyż to polityk jest obiektem promocji. To jego się lansuje. Tu jednak za kampanię odpowiadał bardzo fajny poseł Krzysztof Brejza, gdzie indziej Robert Biedroń. Nie chcę im sprawiać bólu, ale jakie mają doświadczenie w tej materii? Jaki koncept kampanii wymyślili? Jaka była jej idea? Jakie hasła? Jakie tricki zastosowali? Jakie wydarzenia wykreowali? Czy firma Airbus powierzyłaby im promocję nowego modelu samolotu?

Gdy Lech Wałęsa objeżdżał Polskę w 1981 roku, witały go stadiony pełne rozentuzjazmowanych ludzi. Tak działa osobowość. Gdy Grzegorz Schetyna zapowiedział „marsz miliona” szybko zdał sobie sprawę z tego, że nikt nie pójdzie w tym marszu, poza nim i nawet go nie odwołał, tylko wrzucił w zapomnienie. Gdy Obama powiedział swoje „Yes We Can” – internet zalany został tysiącami grafik, memów i piosenek, z udziałem najznakomitszych talentów z całej Ameryki. Wszystkim udzieliła się nadzieja, którą rozpalał swoimi charyzmatycznymi przemówieniami. Czy jakiekolwiek przemówienie do narodu Grzegorza Schetyny ktokolwiek zapamiętał? O czym jest „szóstka Schetyny”?

Niezadowoleni obywatele, kiedy nie mają za kim pójść, nie mają porywającego przywódcy, nie widzą pomysłu – nie idą. Nie stawiają krzyżyka tam, gdzie trzeba. Albo stawiają tam, gdzie jest konkret, na przykład 500 plus. Na to też nie znaleziono remedium. Nikt ich nie wyrwał z marazmu, nie rozmawiał z nimi, nie dodał im otuchy. Słyszeli zdania-majstersztyki w rodzaju „Mamy scenariusz na pokonanie PiS, tylko musimy ten scenariusz znaleźć” i opadały im ręce. Jak ktoś chce, w tej chwili trwa kampania wyborcza w USA i można ją poobserwować i porównać z naszą. Zobaczyć, jak jedna Elizabeth Warren pogodnie rozprawia się z Facebookiem. Jak opozycja demokratyczna zdobywa głosy republikanów w walce o impeachment dla Trumpa. Można sobie przypomnieć, jak Obama poderwał całe młode pokolenie, do którego w Polsce nikt się teraz nie odezwał, więc nie poszło na wybory.

Wyjaśnijmy coś: nie jestem członkiem PO, ani żadnej innej partii. Nie do mnie należy ustalanie, kto w której jest liderem i w jakim kierunku ją prowadzi. To sprawa członków tych partii. Jestem jednak obywatelem i to z moich (między innymi) podatków politycy dostają subwencje partyjne. Z nich żyją. Obserwowałem kampanię nie krytykując jej od wielu tygodni ani razu. Nie chciałem być Brutusem. Ale to nie znaczy, że nie widziałem co się dzieje. Widziałem pustkę i zero pomysłu. Widziałem brak osobowości i przepastne listy kandydatów, wśród których były nazwiska odpychające. Widziałem kolejne tabuny pchających się do Sejmu ludzi pozbawionych talentu. Wiem, że kolejne cztery lata będą podobne, do poprzednich, choć bardziej brutalne. Mikrofon nadal będzie wyłączany, nocne machlojki ustawowe będą kontynuowane, niszczenie ludzi będzie trwało. Trudno to będzie znieść, chyba że ktoś nowy się poderwie i porwie za sobą miliony Polaków, nie dalszym kłamstwem i szczuciem, a nową ideą. Oby nie brunatną.

Źródło:https://www.newsweek.pl/polska/wybory-parlamentarne-2019-zbigniew-holdys-krytykuje-kampanie-opozycji/psvmvqy

Gdzie nie spojrzysz, wszędzie nieloty

Ekwadorska telewizja, chociaż ona nie całkiem ekwadorska, zrobiła mi niespodziankę. Spośród meczów eliminacyjnych do mistrzostw Europy wybrali do pokazania spotkanie naszej drużyny ze Słowenią.

Niestety zawodnicy reprezentacji też zrobili mi niespodziankę tyle, że in minus. Patrzyłem na ten mecz i z każdą minutą zniechęcenie przybierało na sile. Przegrać to jedno. Bez walki, bez idei, bez polotu to drugie. Po meczu z Izraelem miałem nadzieje, że nastąpił jakiś przełom. Okazało się jednak, źe owo spotkanie było pozytywnym wypadkiem przy pracy, a ze Słowenią na boisku znowu powiało miernotą i kompletnym chaosem. Latania po boisku odmówić im nie można. Nawet mieli przewagę w posiadaniu piłki. Mało z tego jednak wynikało. Nie chce krytykować trenera za zestawienie zespołu. Powiem jednak, że rewolwerowiec z Milanu kompletnie się wystrzelał i zaprezentował się wręcz fatalnie, długimi okresami będąc kompletnie niewidocznym.

Smutne i smętne to było widowisko. Nie skończyłem go nawet oglądać bo fascynujące rzeczy działy się w Niemczech gdzie wielki manszaft został upokorzony przez Holendrów.

Od mistrzostw świata w Rosji trenerem naszej reprezentacji jest Jerzy Brzęczek. Jakoś nie może, poza meczem z Izraelem, znaleźć rytmu dla tej drużyny. Do tej pory, za jego kadencji zagraliśmy jedno dobre spotkanie. O reszcie lepiej zapomnieć. Równocześnie z Polakami grali też Austriacy, nasi kolejni przeciwnicy. Podczas gdy my męczyliśmy się z Łotwą ci strzelili jej sześć bramek. Przy naszej indolencji aż strach pomyśleć o poniedziałku. W ten właśnie dzień przyjdzie nam stawić czoła gościom znad Dunaju. Na moje szczęście tego już nie będę oglądał, bo wybieram się właśnie w poniedziałek w kolejną podróż.

Wracając jednak do piłki, to co pokazali nasi zawodowcy jako żywo przypomina mi sytuacje na naszej scenie politycznej. Opozycja podobnie do naszych piłkarzy nie ma żadnej idei jak się pozbyć obecnie rządzących. Chcieliby się poderwać do walki ale tak jakby mieli kule u nogi, które trzymają ich na ziemi. Coś tam ględzą bez większego zainteresowania słuchaczy. Skoncentrowali się zatem na pisowski aferach, których chociaż nie brakuje, to jednak mało one obchodzą masy. Ludowi jest obojętne kto i ile sprzeniewierzył, byleby zostało coś dla niego. Tą taktyką kieruje się władza. Na aferę mają przygotowaną kolejną obietnice i po chwili jest już po aferze.

Lud miast i wsi jest zahipnotyzowany darmowymi datkami. Wybudzić go z tego snu nie będzie łatwo mianowaniem kogoś na premiera. PiS nie położy się na glebie i nie podda się bo tak sobie życzy opozycja.

Nasi reprezentaci też pewnie myśleli, że zajadą Słowenię nazwiskami. Przekonali się, że to tak nie działa. Austrii tym bardziej nie przestraszą.

Na dziś przeraża mnie poniedziałek, tak damo jak trzynasty października.

Na pokładzie samolotu cz. II

Celowo Opzycje 6.3 odpuściłem przy omówieniu nowości na rynku gier komputerowych. Po pierwsze wpis byłby zbyt długi, a po drugie Opozycja 6.3 załadowana na tym samym komputerze mogłaby doprowadzić do wybuchu twardego dysku i kompletnego zniszczenia naszej maszyny. No cóż aby poznać jeden i drugi zestaw trzeba mieć trochę więcej oprzyrządowania. Decyzja należy do indywidualnych graczy. Zarówno Rząd 1.5 jak i Opozycja 6.3 to gry absurdalno-paranoidalne. Aby wychwycić ów paranoidalny absurd trzeba mieć oba zestawy w posiadaniu. W przeciwnym wypadku możemy niespodziewanie znaleźć się w pozycji abstrakcyjnego zniewolenia spowodowanego ksenofobiczną reklamą o naturze wyświechtanych frazesów. Co to wszystko znaczy? Qu..a nie wiem.

Do rzeczy zatem. Opozycja 6.3 nie może być grana samodzielnie. Konieczne są dodatkowe tytuły. Spośród nich osobiście polecam Platformersi 4.9, Nowocześni 5.0, KOT 7.0, Wspólne Listy 3.1, Interpelacje 7.5, Hańba 6.6, Zdradzieckie Mordy 3.3, Gorszy Sort 2.9, Żal 8.2, Tęsknota 5.5, Przetrwać 4.6, Powroty 6.3

Już na pierwszy rzut oka widać, że cały zestaw został wymyślony przez analityka krytycznego wobec działań opozycji. To dla mnie bardzo ważne, bo po prawdzie opozycja nie ma zbyt wiele powodów do zadowolenia. Wręcz odwrotnie, jawi się jako formacja mocno skłócona, której bardziej chodzi o koryto niż o dobro czegoś co oni górnolotnie chcą nazywać ojczyzną.

Do rzeczy jednak.

Opozycja kiedyś rządziła, co opisałem w moim wpisie, do którego link poniżej. Zadufana w sobie, straciła kontakt z wyborcami bo bardziej była zainteresowana dożynaniem watah i spotkaniami w knajpach, gdzie usłużny kelner serwował jej ośmiorniczki z mikrofonem. Dodatkowo ich lider dał nogę do Brukseli i zostali sami, sponiewierani taśmami.

Teraz próbują się odkuć. O tym właśnie mówią Platformersi 4.9 i Nowocześni 5.0. Odstawieni od koryta dużo paplają o wspólnym interesie. Gry są tak skonstruowane, że nawet na pierwszy rzut oka widać, że to ich gadanie to takie po próżnicy. Buntują się w trakcie posiedzeń parlamentu wnosząc swoje interpelacje ( patrz Interpelacje 7.5 ), wykrzykują hańba ( patrz Hańba 6.6), lecz nic z tego nie wynika bo za zamkniętymi drzwiami sobie sami pokazują środkowy palec. Widać w tych grach sporo smutku dewelopera, który nijak nie potrafił znaleźć optymizmu. Stąd odbywa się to wszystko w ponurej atmosferze czarnego humoru. W tej tonacji jest też KOT 7.0, który zdawał się rodzic nadzieje lecz szybko przestał szczekać, zmieniając się w miauczącego kota.

Trochę nadziei wnoszą gry Zdradzieckie Mordy 3.3 i Gorszy Sort 2.9. Dzięki nieokrzesanemu Belfegorowi z gier prorządowych, który tymi określeniami zwrócił się do opozycji, nagle okazało się, że sporo osób spośród ludu poczuło się dotkniętymi i wstąpiło w szeregi albo jednych,albo drugich. Opozycja początkowo na tej fali ogłosiła Wspólne Listy 3.1. Szybko jednak okazało,się, jak bardzo różnią się w definicji wspólne. Przechlapali zatem swój czas jak Benek z Autobigrafii i teraz trawią ich żale, tęsknota i chęć przetrwania o czym traktują gry o tychże tytułach.

Ale oto nadchodzi zbawca. W Powrotach 6.3 ponownie pojawia się gość, który przeniósł się kiedyś do Brukseli. Ma spore poparcie ale i mnóstwo wrogów. Czy zjedna opozycję? Tu gra kończy się znakiem zapytania.

Streściłem tu trochę rozwój wydarzeń ale to tylko z powodu wielokrotnego rozgrywania wszystkich niewiadomych, które doprowadziły mnie do optymalnych wyników. To wcale nie znaczy, że ktoś inny nie osiągnie lepszego rozwiązania.

Choć polecam ów zestaw to mój stosunek do niego jest psychodeliczny. Najlepiej mi się w to grało jak byłem najarany. A, że nie da się bez tego stanu rozgryźć kierunku, w którym podąża opozycja, proponuje zakup marychy, tam gdzie legalna lub chociaż jakiegoś dopalacza. Broń Boże nie wąchacie klejów. Już jeden się ich nawdychał i choć wciąż działa w parlamencie to rozum mu kompletnie odebrało.

https://widzianezekwadoru.wordpress.com/2014/08/01/gry-komputerowe-warto-wiedziec/

Dokąd zmierzasz opozycjo?

Coraz bardziej komiczną rolę, a może nawet tragi-komiczną, na polskiej scenie politycznej odgrywa tak zwana opozycja. Nie mają praktycznie zbyt wiele do zaoferowania więc prześcigają się w krytyce rządu. Jej dwóch śmiesznych przywódców w żadnym wypadku nie nadaje się na lidera zjednoczonej opozycji. Oboje mają przerost ambicji nad treścią a jedyna rzecz, która ich interesuje to słupki poparcia. Jak już tylko jeden z nich prześcignie drugiego zaraz ogłasza się przyszłym premierem chociaż wciąż nie mogą nawiązać równorzędnej walki z partią prezesa. Żałosny brak porozumienia świadczy o ich megalomanii a próba zdyskredytowania siebie nawzajem każe sądzić, że król Wszechpolski nie ma się ani czego, ani kogo obawiać. Obaj przywódcy opozycji sami skazują siebie na porażkę swoimi idiotycznymi pomysłami, do których przede wszystkim zaliczam jakiekolwiek głosowania w Sejmie czy w Senacie przeciwko komukolwiek z partii rządzącej. Chcieli odwołania z urzędu marszałka Sejmu nijakiego Kuchcińskiego i polegli. Myśleli, że łatwiej będzie z konstruktywnym brakiem zaufania do Szoguna Macierewicza a tu kolejna klęska, niczym Szydłowej w Parlamencie Europejskim. Ostatnio ubzdurali sobie, że postawią głównego ideologa  rządzącej partii przed Trybunałem Stanu. To już w moim przekonaniu zakrawa na szczyt głupoty. Jeszcze przed złożeniem wniosku cała Polska wiedziała, mało tego cały wszechświat wiedział, jaki będzie rezultat głosownia nad nim.   Nie mam najmniejszych złudzeń, że gdyby powstał wniosek odwołania najgorszego posła z partii prezesa, którego on sam nawet może nie znać, i został poddany pod głosowanie to i w tym przypadku opozycja przegra, bo po przeciwnej stronie nikt i nigdy nie pozwoli sobie na głosowanie niezgodne z wolą Szacha. Może te bezsensowne wnioski panów opozycjonistów mają na celu coś przekazać ludowi, może. Ja widzę natomiast, że obaj panowie ponoszą porażkę za porażką. Z takim wizerunkiem chcieliby wygrać wybory? Mało prawdopodobne. Najlepiej byłoby gdyby wyzwali się na pojedynek i polegli w nim oboje, żaden z nich bowiem nie nadaje się na kogoś kto kojarzy się z przywódcą. Na marginesie słowo jeszcze o tzw gabinecie cieni. Panie Grzegorz, żyjemy w społeczeństwie zabobonnym a pan straszy lud jakimiś cieniami biegającym po urzędach władzy państwowej. Szydłowej tym nie przestraszysz, ma ona bowiem układy w kościele i w razie czego pogoni te cienie zwołując miejscowych egzorcystów. Co innego lud, któremu z cieniami kojarzą się złe moce. Jeśli liczysz pan na jego głosy to lepiej rozstać się z tymi cieniami i to im wcześniej tym lepiej. O paraliżu umysłowym opozycji świadczy rownież zamieszanie wokół pana Kamińskiego. Wszyscy wiemy, że nadużył władzy i że powinien za to odpowiedzieć. Pierwszy obywatel, podejrzewam oczywiście, że z własnej inicjatywy, uniewinnił nadgorliwego urzędasa, dzięki czemu stał się on znowu ministrem od służb specjalnych. Ów prezydencki dar łaski miał miejsce niemal dwa lata temu i dopiero teraz Sąd Najwyższy zdecydował, że owo niepolityczne zakończenie sprawy przez pana Dudę nie było zgodne z Konstytucją. Po pierwsze: Prezydent już dawno zrobił z ustawy zasadniczej stek bezużytecznych zapisów i mało go obchodzą wrzaski na ten temat. Po drugie: Było do przewidzenia, że taką uchwałę ktoś z władzy zaskarży do Trybunału Konstytucyjnego, co jeszcze w ubiegłym roku mogłoby się nie zdarzyć gdyby Sąd nie przespał tego czasu. Zgodnie z przewidywaniami sprawą zajmie się Trybunał. Chciał się do niego odwołać minister od sprawiedliwości. Byłoby to jednak zbyt polityczne. Zrobił to zatem marszałek Sejmu. Nie bardzo rozumiem co on może mieć z tym wspólnego poza przypodobaniem się wiadomo komu. Mnie nie pozostało nic innego jak życzyć sędziom Sądu Najwyższego pogodnych snów. Podobnie jak bzdurne wnioski antyrządowe w Sejmie tak i wasze antykonstytucyjne wyroki będą traktowane z równą powagą przez oddział zamiejscowy rządzącej partii, który przypadkowo nazywa się Trybunałem Konstytucyjnym.

Pomieszanie z poplątaniem

Czy nasza premierowa potrafi sklecić chociaż jedno zdanie, w którym nie zawarta byłaby krytyka poprzednich rządów? Obawiam się, że jest wręcz niemożliwe. Przeglądałem pare jej ostatnich wypowiedzi i nie udało  mi się znaleźć ani jednej takiej, w której odnosi się do jakiekolwiek zagadnienia bez przywołania poprzedników do tablicy. Nie mogło być inaczej podczas ostatniej debaty na temat odwołania hetmana koronnego czyli pierwszego specjalisty od obronności kraju. Nie cieszy się on się żadnym zaufaniem wsród naszych sojuszników a na arenie krajowej uważany jest za najgorszego ministra w rządzie pani Beaty tfu pana Jarosława. Zakup limuzyn, stłuczka w drodze do spowiedzi, doradcy bez kwalifikacji i przygotowania w wieku przedszkolnym, nadęty rzecznik, medale, nagrody i premie za zasługi dla tegoż, nalot na komórkę NATO w nocy, dymisje i odejścia generałów to tylko pare wpadek pana Antoniego z okresu ostatnich paru miesięcy. Nie będę tutaj już wspominał o jego bzdurnych teoriach spiskowo-zamachowych w Smoleńsku i wpływie jednego z członków komisji na śmigłowcowy kontrakt. Hetman ma się dobrze bo drugiego takiego znawcy w obronności jeszcze nie mieliśmy. Naszej premier łatwo zaimponować wiedzą na temat wojskowości bo jeśli jest ktoś w tym rządzie kto się zna na tym gorzej niż pan minister to to zapewnię będzie to właśnie ona we własnej osobie. Niejaki Andrzej Duda, bliżej nieznany nieco ponad dwa lata temu, ubiegając się o prezydenturę uczynił panią Beatę szefem swojej kampanii wyborczej. Dzięki jego wygranej i jej nazwisku przewijającym się w trakcie tych wyborów została mianowana przez prezesa na stanowisko szefowej rządu. Prezydent, który jest zwierzchnikiem sił zbrojnych rownież dostaje bólu głowy z powodu swoich relacji z hetmanem, który wyraźnie go lekceważy. Nie przeszkodziło to premierowej zasłaniać piersią niechcianego ministra, przy okazji wylewając potok żółci na poprzedni rząd. To przecież niewątpliwa jego wina, źe nie było w ministerstwie limuzyn, że nie wprowadził obowiązku miesięcznej spowiedzi wszystkich pracowników, że nie dał szans przedszkolakom w podnoszeniu gotowości bojowej armii, że powoływał generałów na dowódcze stanowiska bez uzgodnienia z kimkolwiek. Teraz to wszystko zdeterminowany minister musi naprawiać. Idzie mu jak po grudzie bo z wykształcenia będąc historykiem bardziej mu odpowiada grzebanie w pewnych teczkach z przeszłości. Najpewniej dzięki jednej takiej właśnie teczuszce z aktami jest dzisiaj nietykalny. Z drugiej strony może to i lepiej bo istnieje duże prawdopodobieństwo, że gdyby go odwołali to nowym szogunem mogłaby zostać na przykład kolejna Beata chociażby Kempa i to już zapewne byłby koniec naszej armii. Żeby jednak nie być jednostronnym muszę koniecznie stwierdzić, że wnioski opozycji dotyczące wotum zaufania dla kogokolwiek w tym rządzie uważam za przejaw kompletnego braku wyobraźni i wyjątkowej głupoty. Wiedząc z góry, że każdy taki wniosek zostanie przegłosowany zgodnie z wolą prezesa, marnotrawią tylko czas i pieniądze podatników. Ich to jednak nic nie kosztuje. Dodatkowo tak się zachłysnęli zajechaniem Misiewicza, że teraz wydaje się im, że mogą doprowadzić do usunięcia każdego. Portal Oko.press odlicza czas do następnych wyborów. Pozostało nieco ponad osiemset dziewięćdziesiąt dni. Z taką tępą opozycją obawiam się, że w kolejnych wyborach niewiele się zmieni.

Granice absurdu

Mam wrażenie, że litery „p” i „s” to chyba dwie od, których zaczyna się najwiecej polskich wyrazów. Literka „i” aczkolwiek mniej popularna w kontekście ilości wyrazów się od niej zaczynających, jako spójnik jest w naszym języku niezastąpiona co da się zauważyć w poniższym tekście.

Rządzi nami „prezes i spółka”  i nie wolno tego mylić z prawem i sprawiedliwością bo akurat oba te rzeczowniki „pan i służba” jego mają w „poważaniu i się” nimi najmniej przejmują. „Potężnemu i surowemu” władcy z Żoliborza udało się „przekonać i skłócić” swoich zwolenników z resztą „Polski i społeczeństwa”. Ten wszechwładny pan zwaśnił rownież wszelkie grupy zawodowe. Nowa prezes TK nijaka „Przyłębska i sędziowie” powołani niezgodnie z prawem, nad konstytucję przekładają edykty wydane na Żoliborzu. Chłopiec na „posyłki i sekretarka” naszego króla ukrywający się pod pseudonimami prezydent i premierowa owe edykty „podpisują i stanowią” prawem.  Nasz „Parlament i Senat” w których większość stanowią „posłańcy i sługusy” „pierwszego i samowładnego” wszelkie „poprawki i sprostowania” do edyktów królewskich wymyślone przez „posłów i senatorów” opozycji, tylko „przegląda i skierowuje” na okoliczny śmietnik. Nie mają się czego bać bo „prokuratorzy i sędziowie” wymiaru sprawiedliwości wymieniani są na tych co się „podporządkują i samodzielnie” bez „przymusu i solidarnie” edykty królewskie za prawo uważać będą.  Nie inaczej dzieje się w wojsku. Tu rządzą „piloci i spadochroniarze”, których zadaniem jest „podporządkować i spacyfikować” tych, których żoliborski władca „posortował i sklasyfikował” jako nieprzydatnych do życia w królestwie. Tym celom służy też „policja i strażacy”, którzy mają „polać i spałować” tych, których nie dopadli „piloci i spadochroniarze”. Głównymi zadaniami wszystkich ministerstw jest skoncentrowanie się nad „pomnikami i Smoleńskiem”, pozostawiając „Polskę i społeczeństwo” na drugim planie.  W telewizji rządzi „pół-terier i sfora” zajmując się przede wszystkim „plotkami i skandalami” dotyczącymi „posortowanych i sklasyfikowanych” co ma się nazywać „patriotyczną i społeczną” misją telewizji. Czy ktoś pamięta aferę podsłuchową z knajpy Sowa i Przyjaciele? Nie ma juz tego lokalu, zmienił swoją nazwę na „Przyjaciele i Sowa” żeby było wiadomo kto może „podsłuchiwać i sprzedawać” nagrania z tej działalności.  A czy wiedzieliście, że na ulicy rządzą „prostytutki i sutenerzy”? Ich głównym zadaniem jest walka z „pedalstwem i samogwałtem”, tak podłych dewiacji szczególnie wsród „panów i singli”. Ponieważ „prezes i sekretarka” należą do tej grupy, dlatego walka na tym odcinku będzie „powszechna i skoordynowana” pod nadzorem „posłów i senatorów” jedynie „prawej i słusznej” orientacji „partnerskiej i seksualnej”. Przeczytałem gdzieś na internecie, źe narybek partyjny ma się organizować jako „plemniki i sperma” głównego ideologa. Ile w tym prawdy – nie mam pojęcia. Czytając codzienne doniesienia mam wrażenie, że granice absurdu już dawno zostały przekroczone. Jeśli jednak do tego dołożymy, że na czele opozycji stoją „Petru i Schetyna” to walki z tym absurdem wygrać się nie da. 

Post i Scriptum.

Po napisaniu tego tekstu uzmysłowiłem sobie, że nasze elity interesuje tylko walka o „pozycje i stanowiska” . Ta walka składa się z „porażek i sukcesów”, od pierwszych dostaje się bólu głowy od drugich jej zawrotu czyli nie ma miejsca na normalność.

Ku Klux Klan po polsku

Nikomu nie trzeba mowić co się kryje za skrótem KKK. Sławne Ku Kłux Klan powstało w wigilie 1865 roku w mieście o jakże swojskiej nazwie, Pułaski w stanie Tenessee. Jak podaje Wikipedia „Jej członkowie zakładali białe ubrania, symbolizujące dusze poległych Konfederatów, choć zdaniem innych szata i kaptur mają nawiązywać do strojów wykorzystywanych w trakcie hiszpańskich Pastas i procesji. Od samego początku Ku Klux Klan przybrał charakter organizacji klanowej, a zadecydowało o tym pochodzenie narodowe kilku jego założycieli. Co najmniej dwóch z nich wywodziło się z tradycji celtyckiej, w której były silne struktury klanowe. Rozwój Ku Klux Klanu ułatwiło upodobanie Amerykanów z Południa do tajnych organizacji, fascynacja masonerią i wiara we własne posłannictwo dziejowe”. Ku Kłux Klan był oczywiście organizacja rasistowską. Rasizm w pojęciu sprzed lat to przeszłość i juz dzisiaj nie ma takiego zastosowania aczkolwiek wciąż istnieje i wciąż są ludzie, którzy są jego wyznawcami. Na polskim gruncie pojęcie to do pewnego stopnia odżyło po przemówieniu sortującym Polaków na lepszych i gorszych a wygłoszonym przez Jarosława Kaczyńskiego. Politycy polscy lubią się wzorować i czerpać z przykładów amerykańskich. Kochają oni Stany Zjednoczone chociaż bez większej wzajemności. Zatem pan Jarosław wierząc we własne posłannictwo dziejowe najpierw nas przesortował i potem dobrał sobie współpracowników, którzy odpowiadaliby jego ideologii. Nie mam tu wcale na myśli prezydenta czy premierowej. Gdyby się dobrze zastanowić to większość decyzji zapada w Sejmie i w Senacie. Prezydent podpisuje a premierowa publikuje. To zatem marszałkowie Sejmu i Senatu są najbliższymi współpracownikami prezesa. Panowie Kuchciński i Karczewski  tez głęboko wierzą we własne posłannictwo dziejowe obrzydzając życie opozycji w każdy dostępny im sposób. Nie jestem pewien ale chyba się jeszcze nie zdarzyło aby uwagi opozycji były wzięte pod uwagę i na ogół wszystko idzie pod głosowanie w niezmienionej formie. Trzej panowie K kochają swoje funkcje i wcale im nie przeszkadza, że oni sami nie są kochani. Nimi przecież kieruje posłannictwo dziejowe.

Wiadomości gminne

Chociaż nie chcę, jednak muszę
Zanim jednak w Polskę ruszę 
Zjednać muszę całą opozycję
Żeby wzmocnić jej pozycję.
To co ona dzisiaj prezentuje
Naród tego nie kupuje
Na dodatek miedzy sobą jest zwaśniona
No i jak tu ludzi ma przekonać
Zamiast razem stanąć murem
Każdy w swoja stronę ciągnie sznurem
Ja nie widzę w tym momencie
Że się zmieni coś w tym względzie
Prezes się dziś z opozycji śmieje
Premierowa też ze śmiechu leje
No bo jak tu brać ją na poważnie
Gdy liderzy toczą waśnie.
Rząd totalnie mi wychodzi bokiem
Bo on każdym swoim krokiem
Prezesową chce wprowadzić dyktaturę
A nad kraj nasz, czarną chmurę.
Trzeba zatem zrobić coś pospiesznie
Bo przestaje juz być śmiesznie
Potrzebuje więc sponsora,
Sam wszystkiego nie dokonam,
Aby zebrał ludzi dobrej woli
By prezesa wychromolić.
Zaraz potem towarzystwo jego
Póki jeszcze nie zepsuli nam wszystkiego
Czasu nam zostało mało
Do roboty bierzmy się więc śmiało
Zawiązujmy zatem ruch społeczny
Byle nie był z prawem sprzeczny
Ja na jego czele stanę
Choć nie jestem kanadyjskim Stanem
Doświadczenie mam w rządzeniu
Nie pozwolę aby kraj nasz pozostawał w cieniu
Deklaruje się krajowi przynieść sławę
Słowo daje. Jam jest Kozioł Paweł.

Śni mi się władza a naród mnie zdradza

Ponoć nasz przywódca, pan Jarosław Wielki
Coraz cześciej dziś zagląda do butelki.
Krytykują jego partie dookoła
Jak panienkę, która goła
Swoje wdzięki na ulicy pokazuje
Chociaż ichnich właśnie jej brakuje
Jarka frakcja ma coś z tejże sytuacji
Ładnych słów używa w swej narracji
Tylko po to by wyborców zbałamucić
A po prawdzie, gwałtem rządzić oraz łupić
Prezes ślepy na krytykę pozostaje
I sprawy sobie nie zdaje
Że co dobre jest dla niego
Nie musi być wcale dla każdego
Nie ma się co oszukiwać
Prezes cały naród chce wykiwać
Bo on władzy do grobowej deski sobie życzy
I choć głośno o tym tak nie krzyczy
To te zmiany, które nam wprowadza
Każda jedna te intencje jego zdradza
On chce sekretarzem pierwszym zostać
By w ten sposób Stalinowi sprostać
Kult jednostki chce wprowadzić
A kto przeciw, do więzienia wsadzić
Wykonawców dobrze sobie dobrał
Bo te Dudy, Szydła oraz Ziobra,
Macierewicze tudzież Glińskie
I Błaszczaki, i Kuchcinskie
Wszyscy oni są bez twarzy,
Prezesowe dobro im się tylko marzy.
Ze snu budzi naród się powoli
Bo sprzeciwić trzeba się Jarkowej woli.
Prezes broni składać jednak nie zamierza 
Chodzi bowiem o grubego zwierza
Władzę absolutną dożywotnie.
I w tym celu rozpalane są pochodnie
Których głównym jest zadaniem
Wyborców uwagi skierowanie
Na tematy tak przyziemne
Jak Wałęsa czy wypadek pod Smoleńskiem.
Podczas gdy się naród o to kłóci
Prezes opozycję chce ukrócić
Za pomocą premierowej oraz prezydenta
Bo to przecież jego są cielęta.
Jak się skończy cała ta zabawa?
Dla mnie oczywista jest to sprawa,
Wszystko leży w naszych rękach.
Chyba żeśmy rownież jego są cielęta.

Kult jednostki w wydaniu krajowym

Z niejakim zaskoczeniem i zdziwieniem przeczytałem niedawno wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego dotycząca opozycji w Polsce. Otóż pan Jarosław uważa, że jej działania przypominają jemu czasy stalinizmu. Pomyślałem sobie ” holy shit”, ile lat ma szanowny prezes, że pamięta czasy stalinizmu”. Łatwo to oczywiście sprawdzić, bo informacje dotyczące wielokrotnego człowieka roku rozsiane są po całym internecie. Dopadłem zatem mojego iPada i raz, dwa sprawdziłem informacje dotyczące szefa PiS. Otóż urodził się on w 1949 roku ale to tylko połowa zagadki. Wklepałem zatem hasło Józef Stalin i pokazały się informacje na temat legendarnego zbója. Marszałkowi zmarło sie w 1953 roku jakoś na początku marca. W tym czasie nasz aktualny zbawca kraju nie miał jeszcze czterech lat. Hm, jednak pamięta czasy stalinizmu. Widać nasz przywódca już od dziecka działał w opozycji i musiał się jakoś temu Stalinowi narazić skoro tak mocno utkwiły mu w pamięci czasy Józefa Stalina. Osobiście podejrzewam, że batiuszka Stalin umiał czytać w przyszłości i wyszło mu, że mały Jarek zamierza podprowadzić księżyc gdzieś tam za ileś tam lat. Na to oczywiście przywódca Związku Sowieckiego nie mógł pozwolić i pewnie wykorzystując swoje wpływy spowodował, że ojciec Jarosława sprał mu mocno dupę. Inne wtedy były czasy, rodzice mieli prawo dyscyplinować swoje dzieciaki i nikt nie uważał tego za znęcanie się nad nimi. Tata Kaczyński musiał zatem zdrowo wychłostać Jarka, wykrzykując przy tym imię wodza bratniego kraju. Taka trauma juz do końca życia będzie się kojarzyć ze złem najgorszego rodzaju, niekoniecznie jednak w kontekście tego kim naprawdę był Stalin. Żarty na bok. Ja urodziłem się już po śmierci pogromcy Hitlera i na jego temat powiedzieć nic nie mogę. Sądzę zatem, że wiedza Jarosława na temat marszałka pochodzi, podobnie jak moja, ze szkoły. A placówki te były w owym czasie na, rzekłbym, lepszym poziomie niż obecnie. Oto co ja zapamiętałem ze szkoły na temat Józefa Stalina: marszałek, przywódca partii bolszewickiej, pogromca Hitlera, obłąkany psychopata, wielokrotny morderca, twórca systemu, który nazwano pózniej kultem jednostki. Skazał miliony ludzi na smierć i jeszcze więcej ludzi na zesłanie do gułagów. Chory umysłowo człowiek, który podejrzewał wszystkich o próbę pozbawienia go władzy. Inwigilacja, donosicielstwo, preparowanie faktów nie popartych żadnymi dowodami to tylko niektóre jego i jego popleczników działania.

Jarosław Kaczyński oskarża polską opozycję o działania wzięte żywcem z czasów stalinizmu. Panie prezesie, opozycja w kraju może sobie tylko pomarzyć o możliwościach jakimi dysponował Stalin. Skąd panu przyszło do głowy tak absurdalne porównanie nie mam zielonego pojęcia. Korzystając jednak z okazji to co się dzieje w pańskiej partii jako żywo przypomina kult jednostki. Przesuwanie głosowań w sejmie bo szanowny prezes nie mógł być obecny, uchwalanie ustaw w takim tempie aby sprawić prezesowi prezent pod choinkę, odwiedziny premiera Węgier, który nie znalazł czasu poza spotkaniem z prezesem, na spotkanie ani z naszym premierem, ani prezydentem to tylko niektóre przykłady służalczego stosunku członków partii pana Jarosława w stosunku do jego osoby. Nie mam zamiaru porównywać pana Kaczyńskiego do Stalina bo to nie te czasy, skoro jednak o marszałku mowa to chyba bliżej prezesowi do niego niż krajowej opozycji.