Kryształowy czwartek

Za nami czarny piątek, cyber poniedziałek a dzisiaj kryształowy czwartek

Dwa kryształy i żyrandol

Prezydent sam sprawdził. Wszystko zgodne z życzeniem prezesa

Nowy porządek posiedzenia

Wszystko zgodne z konstytucją.

Święto kina czyli Oscary 2017

W najbliższą niedziele świat filmu pochłonie bez reszty wszystkich kinomanów kolejną odsłoną kultowych Oscarów. Przetoczą się po czerwonym dywanie największe gwiazdy współczesnego kina ubrane w stroje specjalnie zaprojektowane na tą okazje. Przekaz telewizyjny oglądać będą miliony widzów bez względu na strefę czasową. W Stanach parę kanałów transmitować będzie wywiady, rozmowy, przewidywania z aktorami, krytykami i Bóg wie kim jeszcze. Druga po Super Bowl impreza w Stanach musi mieć swoją oprawę. W ubiegłym roku udało mi się wytypować zwycięzcę w kategorii najlepszego filmu. Było to relatywnie łatwe biorąc pod uwagę kto rządzi w Hollywood i jaka była tematyka zwycięskiego filmu. Akademia dostała jednak srogie cięgi za brak nominacji dla aktorów ciemnoskórych. Will Smith zdecydował się nawet zbojkotować święto filmu. Fala krytyki, która przelała się przez wszystkie media zdominowała przekaz spektaklu i podzieliła świat filmu. Nie pomogło nawet obsadzenie w roli prowadzącego Chrisa Rocka, ciemnoskórego uznanego komika. On prawdę mówiąc nie zamierzał trzymać języka za zębami i dolał swoimi tekstami oliwy do ognia. Rasizm znowu stał się zatem tematem przewodnim. Nie było mi specjalnie żal włodarzy Hollywood. Z drugiej jednak strony opinie o rasistowskim podłożu uważam za mocno przesadzone. Afroamerykanie umieją się upominać o swoje co widać przy tegorocznych nominacjach. Przejęta ubiegłoroczną krytyką Akademia wyciągnęła odpowiednie wnioski. Trzy filmy spośród dziewięciu to obrazy dotyczące i wiążące się z produkcją ciemnoskórych artystów. Właśnie tych trzech filmów nie oglądałem bo męczy mnie to ujadanie o rasizmie, który jeśli istnieje to jakoś uszedł mojej uwadze w trakcie moich ponad dwudziestu pięciu lat życia w Stanach. Nie będę zatem typował tegorocznego zwycięzcy ale nie zdziwi mnie dominacja afroamerykańskich produkcji w ramach „przeprosin” za rok ubiegły. Na mnie duże wrażenie zrobiły „Arrival” i „Hacksaw Ridge”. Pierwszy to futurystyczna historia sporo mówiąca o nas samych a drugi to ekranizacja autentycznych zdarzeń z okresu drugiej wojny światowej i inwazji Stanów Zjednoczonych na Japonię. Reżyserem tego drugiego filmu jest Mel Gibson, który nie cieszy się wielkim uznaniem wsród właścicieli Mekki amerykańskiego kina. Andrew Garfield odtwórca głównej roli w tym filmie wywiązał się ze swojej roli doskonale i stawiałbym na niego w konkurencji najlepszy aktor, tyle że nominowany został też Denzel Washington za swoją rolę w produkcji afroamerykańskiej, która mówi o segregacji i problemach ludzi czarnych w tym okresie. Denzel już raz dostał Oscara co może pomóc innym aktorom. Nie podejmuję się typować najlepszej aktorki bo i tu mogą zdecydować inne niż warsztat aktorski wartości. Już jutro wszystko się wyjaśni a ja sam z ciekawością obejrzę ten jarmark próżności po to tylko aby zweryfikować moje pro-ciemnoskóre podejrzenia tej edycji Oscarów.