Ameryka to taki dziwny kraj cz.II

Ameryka to taki dziwny kraj. W zasadzie nie ma ona własnej historii podobnej do krajów europejskich. Powstała przecież jako zlepek rożnych narodowości. Ludzie tu przybywali by rozpocząć nowe zycie ze wszystkich stron świata. Tych przybyszów już nie ma. Pozostali natomiast ich następcy czy spadkobiercy. Ta nowa generacja aczkolwiek coraz bardziej czująca się jak prawdziwy Amerykanin wielokrotnie jednak kultywuje tradycje swoich przodków, którzy przybyli tu z Irlandii, Włoch, Polski, Chin, Indii i wielu innych krajów. Każdy z nich ma swoje święta obchodzone przez przez nich z dziada pradziada. Nawet w ramach tej samej religii chrześcijańskiej święto Bożego Narodzenia obchodzone jest inaczej. Dziewczyna mojego młodszego syna pochodzi z domu irlandzkiego. Jej rodzice identyfikują się z katolikami a jednak wigilii nie robią. Dopiero w następnego dnia spożywają uroczysty obiad. Mnogość kultur i wyznań w takiej ilości chyba nigdzie nie jest tak spotykana. Nauczyło to zapewne ludzi przez te wszystkie lata żyć wspólnie, akceptować inność i tolerować rożne przekonania.

Polska ma swój dzień w Nowym Jorku, kiedy to organizuje Paradę Puławskiego, Irlandczycy celebrują Świetego Patryka. Podejrzewam, że podobnie ma się sytuacja z innymi narodami. Sam kiedyś uczestniczyłem w jakimś święcie greckim. Zjechało ich się pare setek a punktem kulminacyjnym był pokaz umiejętności w tańczeniu Zorby. Taka jest właśnie specyfika Ameryki, choć są obywatelami tego kraju, gdzieś tam głęboko czują się Grekami, Irlandczykami Polakami czy Włochami.

Są jednak dwa dni w roku kiedy każdy bez względu na pochodzenie jest tylko Amerykaninem i nikim więcej. Pierwszy z nich to oczywiście czwarty lipca, dzień uzyskania niepodległości. To święto obchodzą wszyscy jak kraj długi i szeroki. Stany w tym dniu stają się ojczyzną wszystkich jej mieszkańców. Nikt nikomu nie organizuje kontr parady. Independence Day jest tylko jeden dla wszystkich.

Drugim takim dniem, tym razem o charakterze bardziej religijnym, jest Święto Dziękczynienia. Obchodzi się je w ostatni czwartek listopada a nam kojarzy się najbardziej z indykiem. To właśnie ten ptak uratował ludzie przed głodem i on jest w tym dniu synonimem tego święta. Indyk w tym dniu jest na każdym stole. Innych potraw się nie serwuje bo byłoby to niezgodne z przesłaniem tego dnia. W dobrych czasach pracownicy dostawali od swoich bossów tego ptaka w prezencie a sklepy oferowały dwa indyki w cenie jednego. Ten ostatni czwartek jest rownież ponad wszystkimi podziałami, wszyscy są jednym narodem bez względu na język jakim posługują się świątecznym stole. Obchodziliśmy i my ten dzień z należnym jemu szacunkiem.

Następnego dnia Ameryka wpada w szał zakupów bo oto ma miejsce Black Friday. Ten dzień został wkomponowany w życie innych krajów bo to było możliwe ku ucieszy właścicieli sklepów. Święto Dziękczynienia i indyk tego jednak nie da się skopiować gdzie indziej tak jak Świąt Bożego Narodzenia w Polsce.

Reklamy

Dzień Niepodległości

Pomimo tarć ekwadorsko-amerykańskich, związanych z panoszeniem się przybyszów z północy w Cuence, miasto nie zapomniało o dniu niepodległości Stanów Zjednoczonych, który przypada na czwartego lipca. Te napięcia poza tym zdają się być mocno przesadzone i wynikały bardziej z walki wyborczej niż z samego faktu ich występowania. Ostatnio rozmawiałem na ten temat rownież z moimi sąsiadami, którzy zdają się być w miarę obiektywni. Ich zdaniem nadużywanie systemu ubezpieczeń społecznych przez przyjezdnych to historia wyssana z palca. Sądzą tak, ponieważ podobnie jak w Polsce tak i w Ekwadorze aby skorzystać z tego systemu trzeba najpierw mieć skierowanie a potem czekać, czasami nawet parę miesięcy. Biorąc pod uwagę bardzo duży dostęp do lekarzy, którzy mają swoje prywatne praktyki i ceny za usługi lekarsko-szpitalne, zdecydowana większość zachodnich imigrantów wybiera tą drogę leczenia. Większym problemem, który wykreowali Amerykanie to wynajem apartamentów. Zgodnie z tym co usłyszałem, posiadacze mieszkań pod wynajem nie chcą udostępniać ich tubylcom przedkładając nad nich zachodnich emigrantów. Wiąże się to przede wszystkim z prawnymi obostrzeniami dotyczącymi eksmisji lokatora, który nie płaci lub zalega z czynszem. Podobno jest bardzo trudno kogoś takiego usunąć i czasami proces trwa bardzo długo narażając właścicieli na spore wydatki. W przeciwieństwie do krajan, takich problemów nie stwarzają napływowi, którzy płacą i opuszczają mieszkanie po wygaśnięciu wizy lub zostają dłużej jeśli planują osiedlenie. Jak zwykle w takich sytuacjach winni nie chcą spojrzeć w lustro a obcy jest najlepszym kozłem ofiarnym. Wracając jednak do dnia niepodległości. Otóż grupa większych biznesów postanowiła zorganizować dla przyjezdnych imprezę połączoną oczywiście z jedzeniem i sztucznymi ogniami. Potwierdziła się w ten sposób moja teoria, że Amerykanów tutaj bardzo lubią z tym, że jeszcze bardziej kochają ich pieniądze. Nie ma w tym nic dziwnego bo jednak Stany kojarzą się przeciętnemu śmiertelnikowi z bogactwem o niemal mitycznych rozmiarach. Ten przy-głupawy sposób myślenia powinien dawno się zdezaktualizować, póki co jednak pokutuje właśnie takie postrzeganie Ameryki. Osobiście nie brałem udziału w tych obchodach, słyszałem jednak, że specjalnie dla jankesów przygotowano hot-dogi, jeszcze jedno śmieszne skojarzenie tubylców ze Stanami. Mniejsza jednak o to, wierzę, że takie pomysły pozwolą i przyczynią się do dalszej integracji, bo ostatnio trochę na tym punkcie się oziębiło. Z Ameryki natomiast doszły mnie słuchy, że ichni prezydent był całym tym dniem mocno zawiedziony. Miał bowiem nadzieje, że podobnie jak na filmie „Independence Day”, najadą na jego kraj wstrętni kosmici, dzięki czemu mógłby pokazać swoim wyborcom jego oddanie ojczyźnie. Od dawna już go łapy swędzą aby wreszcie nacisnąć ten guzik i zrobić porządek w świecie i przy okazji we własnym kraju. Jeszcze nie tym razem panie Donald, jeszcze nie tym razem. 

Obchody niepodległości Cuenki 

Cuenca została założona przez hiszpańskich konkwistadorów 12 kwietnia 1557 roku jako stolica królewskiej prowincji. Obok Cuenki na terenie dzisiejszego Ekwadoru istniały jeszcze inne hiszpańskie prowincje. Stolicą jednej z nich było Quito zaś nad Pacyfikiem stolicą tamtejszej prowincji był Guayaquil. Te miasta to dzisiejsze trzy największe skupiska ludności tego państwa. Każde z nich jednak wyzwalało się. spod hegemonii hiszpańskiej na własny rachunek. Cuenca oficjalnie uzyskała niepodległość 3 listopada 1820.  Historia Ekwadoru jest bardzo skomplikowana a ilość dat związanych z powstaniem i proklamacją niepodległości może przyprawić o zawrót głowy. Ekwador obchodzi swoją niepodległość 10 sierpnia ale oficjalnie Ekwador został uznany jako państwo 16 lutego 1830. Zanim jednak do tego doszło niepodległość ogłaszały kolejno Guayaquil, Cuenca i Quito. Z tego tez powodu dni niepodległości w Ekwadorze jest kilka w tym rownież 3 listopada czyli dzień uzyskania niepodległości przez Cuenkę. Na obchody tego dnia do miasta zjechali przedstawiciele nie tylko poszczególnych części państwa ale też pojawili się twórcy ludowi z całej Ameryki Południowej. Inauguracja dni niepodległości  miała miejsce w piątek 30 października i trwała aż do wtorku 3 listopada. Kiermasze ze sztuką ludową były rozrzucone po całym mieście jednak główne ich skupisko znajdowało się wzdłuż głównej rzeki Cuenki Tomabamby. Tam też prezentowali swoje ekspozycje rzemieślnicy z innych krajów Ameryki Południowej od Kolumbii na północy aż po Urugwaj na południu. Mieli też swoje stoiska Indianie z dżungli amazońskiej a ich rękodzieło rzeczywiście robiło wrażenie. Oczywiście wszystko było na sprzedaż, jednak przy takiej okazji rownież pojawiło się sporo turystów a to z kolei zawyżało ceny. Targowanie się jest uważane za normalne i nikt się z tego,powodu nie obraża z czym miałem do czynienia w Polsce. Próbowaliśmy się kontrolować z naszymi zakupami niestety przekroczyliśmy limit ale warto było. Z jednej strony,  rzecz które kupiliśmy bardzo nam przypadły do gustu swoją niepowtarzalnością a z drugiej strony chcemy wspierać drobne rzemiosło, które na ogół jest oferowane przez małych producentów, dla których jest to jedyna forma zarobkowania. W kiermaszowych namiotach można było zobaczyć olbrzymie ilości wyrobów glinianych, których produkcja często jest przekazywana z pokolenia na pokolenie. Równie bogato prezentowały się wszelkiego rodzaju wyroby z drewna od rzeźb artystycznych przez rożnego rodzaju maski aż po meble. Wszechobecne były wyroby z alpaki i lamy ale ceny wyrobów z alpaki były dość wysokie. W okolicach Cuenki znajduje się miasto słynne z ręcznego wyrobu gitar klasycznych zatem i ich nie mogło zabraknąć. Kto wie czy gdyby nie mój antytalent muzyczny nie dałbym się  namówić na jedno z tych cudeniek. Może następnym razem jako element dekoracyjny, może. Nie zabrakło rownież stoisk z biżuterią, którą prezentowały prawie wszystkie kraje regionu. Cuenca żyła imprezami przez niemal tydzień czasu. Nie zabrakło rownież wszelkiego rodzaju koncertów ale z tych niestety musieliśmy zrezygnować z uwagi na godziny w jakich one miały miejsce. Poniedziałek i wtorek czyli 2 i 3 listopada były dniami wolnymi od pracy toteż nikt sobie nie żałował. Nam wystarczył jeden dzień aby poczuć smak i temperaturę imprezy a że pogoda dopisała bo było w granicach trzydziestu stopni to nawet nie zauważyliśmy jak upłynął  nam czas. Trochę zmęczeni dotarliśmy do domu późnym wieczorem z workiem pełnym wrażeń.