Erotyk dla dorosłych.

W Angorze nr.52 z 30 grudnia ubiegłego roku w artykule „Pluszowe kajdanki pod choinkę”, który dotyczył wszystkiego co się wiąże z obchodami Bożego Narodzenia wyczytałem takie oto informacje na temat pomysłów na prezenty choinkowe.

W kwestii prezentów … oto co mają do zaoferowania sklepy z gadżetami erotycznymi. Z odzieży typu Christmas erotic w ofercie figurują kusy szlafroczek model Santacutie, peniuar do gorącej mikołajkowej zabawy, przezroczysta siateczka z motywem aniołkowo-gwiazdkowym oraz figi „o kroju Comfy Cute: pełen komfort noszenia i swietnie wyglądające pośladki”. Na tę jedną noc można też włożyć komplet Snow Queen (między innymi aksamitna koszulka i długie czerwone rękawiczki). Ewentualnie, któryś z zestawów Asystentka Mikołaja, Grzeczny Aniołek, Little Miss Christmas. Dla panów przewidziano „świąteczne stringi (z przodu Mikołaj z długą brodą)”. Po włożeniu stroju organizacyjnego pozostaje juz tylko użyć np. „Zestawu miłosnego X-mas”, który składa się m. in. z pluszowych kajdanek i piórka do łaskotania.

Przykro mi donieść ale po ustawie zakazującej wychowania seksualnego zapewnie nie tylko te gadżety ale i same sklepy będą zmuszone zawiesić swoją działalność. Nie znam oczywiście zapisów rzeczonej ustawy ale znając stosunek partyjnej wierchuszki do spraw seksu nie mam wątpliwość, że nawet słowo seks może zniknąć ze słowników naszego języka. W poprzednim zdaniu użyłem słowa stosunek, ono tez może zniknąć z użycia bo jednak ma w sobie ten erotyczny podtekst.

Gdy tak to piszę, przypomniał misie stary kawał góralski.

Gazda wynajął pokój dziewczynie i chłopakowi. Zauważył, że każdej nocy kochali się na zabój tyle, że przy zapalonym świetle. Zaciekawiony gazda spytał chłopaka dlaczego nie zgaszą światła do miłosnych igraszek. Chłopak odpowiedział, że tak jest bardziej seksownie no i przeżycie większe. Poradził tez góralowi aby sam sprawdził.

Gdy spotkali się po paru dniach, chłopak pyta gazdy jak było. -Ano panocku żadna róznica. Ale dzieciska to miały strasno radość.

Drogi gazdo, to już nie przejdzie, pięć lat kicia jak amen w pacierzu.

Już oczami wyobraźni widzę jak Sztukę Kochania i Kamasutrę powielają na nielegalnych drukarkach a cała seksualna działalność zeszła do podziemia. Kto wie może nawet doczekamy się kartek i reglamentacji łóżkowych uciech.

Jaro i jego świta nie muszą się jednak niczym martwić, oni przecież mają Banasia.

Edukacyjne przemyślenia

Jak bardzo chęć zniszczenia wszystkiego co ma w sobie posmak PRL-u owładnęła elity III RP widzimy na codzień. Bez względu na sens czy jego brak co się wiązało z tamtym okresem należało usunąć poczynając od zmian ulic a kończąc na konstytucji. O ile zmiana tej ostatnie była uzasadnione to już na przykład zmiana systemu edukacji skończyła się kompletnym fiaskiem. System ośmioklasowej podstawówki z czteroletnimi szkołami średnimi powodował konieczność zmiany otoczenia jedynie raz.  Mial tylko te jedna wadę, że był komunistyczny. Na siłę wprowadzono gimnazja, które miały szkolnictwo zmienić oczywiście na lepsze. Jakie są tego efekty, widzimy doskonale dzisiaj. Sfrustrowane dzieciaki, przemoc i agresja w szkołach gimnazjalnych to niemal standard. Na domiar złego szereg reform, które dają wiele praw uczniom spowodował, że dzisiejsza szkoła i pozycja nauczyciela staczają się po równi pochyłej. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem znęcania się na dziećmi czy kimkolwiek lub czymkolwiek. Mam jednak wrażenie, że w dzisiejszych czasach zwykła dyscyplina jest traktowana jak zła metoda wychowawcza. Brak tejże w dzisiejszych szkołach i niemożliwość jej wyegzekwowania to w moim odczuciu jeden z głównych powodów uczniowskiej agresji. W moich czasach też nie byliśmy złoci i dawaliśmy zdrowo nauczycielom w kość. Znaliśmy jednak granice, których nie można było przekroczyć. Nauczyciele też byli różni, jednak to ich słowo w końcowym rozliczeniu było najważniejsze, zwłaszcza jeśli każdy z nich miał problem z tym samym uczniem. Pisząc to, nie kieruje się żadną nostalgią za czasami minionymi lecz bardziej niepokojem o kierunek, w którym zmierzamy. Brak współpracy na linii nauczyciel – rodzice, ci ostatni pracujący często do późnych godzin, otaczające nas zakłamanie i hipokryzja w każdej dziedzinie życia a szczególnie w polityce, cwaniacy, którym powodzi się lepiej niż tym co uczciwie pracują przy nadmiarze praw chroniących młodego obywatela to wszystko spowodowało kryzys wartości edukacji jako czegoś ważnego samego w sobie. Dzieciaki to doskonali obserwatorzy. Świat jaki ich otacza nie zachęca do specjalnego dbania o edukacje. Wszechobecna agresja w środkach masowego przekazu i w życiu  codziennym nie może i nie pozostaje bez wpływu na sposób w jaki go postrzegają. Normy współżycia społecznego oparte na wykorzystywaniu wpływów, znajomosci to tylko utwierdza w nich przekonanie, źe szkoła to tylko mało ważny przystanek. Wyścig szczurów to znak dzisiejszych czasów. W nim wygrywa ten mocniejszy, cwańszy rzadko ten co ma wiedzę i przygotowanie. Czy można się dziwić uczennicom odkładającym koleżanki skoro ze wszystkich stron udowadnia im się, że władza to wynik posiadania muskułów a nie wykształcenia? W ramach dobrej zmiany chcą wrócić do ośmioklasowej podstawówki i czteroletniej szkoły średniej. Nie ma na to zgody środowisk nauczycielskich bo ta zmiana spowoduje zmniejszenie ilości stanowisk w ich zawodzie. Nie mnie zabierać głos w tej sprawie. Obawiam się jednak, że reforma niewiele zmieni w podejściu młodzieży do nauki jeśli świat ich otaczający dalej do niej będzie zniechęcał. 

Hiszpański na deszczowe dni

Do końca pory deszczowej w Ekwadorze zostało mniej więcej trzy tygodnie. W porównaniu z ubiegłym rokiem ilość opadów jest zdecydowanie większa. Ich natężenie nie pozostaje też bez wpływu na stan drogi dojazdowej. Ona sama w sobie nie była już najlepsza ale po trzech miesiącach niemal codziennych opadów woda zrobiła swoje. Koleiny wyżłobione przez jej strumienie powodują, że na niektórych jej odcinkach śmiało można mówić o krajobrazie po jakieś katastrofie. Dodatkowo w paru miejscach pojawiły się osuwiska błotne kreując problemy dla samochodów. Mnie to niespecjalnie przszkadza bo nie dojeżdżam do pracy i nie mam potrzeby bycia w Cuence każdego dnia. Bardziej dokucza mi o wiele mniej słońca niż było go przed rozpoczęciem mokrego sezonu. Z naturą zapewne nie wygram więc jedynie pozostało mi uzbroić się w cierpliwość i mieć nadzieje, że to już końcówka opadów. Ostanie pare miesięcy zdają się być kompletnym zaprzeczeniem głównego powodu, dla którego wybraliśmy Ekwador. Na równiku miało być ciepło. Może i jest tyle, że nie w Andach. Nie chce przez to powiedzieć, że marznę ale napewno przydałoby się pare stopni więcej. Na pocieszenie, jeśli to można tak określić, pozostał mi jedynie fakt, że pogoda w tym roku płata figle nie tylko tutaj ale i w innych zakątkach świata w tym i w Polsce. Skoro tego typu aura nie zezwala na aktywność pozadomową mam więcej czasu na naukę języka, która idzie jak po grudzie. Hiszpańska składnia jest bardziej zbliżona do polskiej i chyba łatwiej jest tłumaczyć z naszego języka niż z angielskiego. Tak czy śmak aby posiąść język trzeba go używać. Tymczasem moi sąsiedzi mówią po angielsku i nie ułatwiają mi zdania w tym względzie. Jedynymi osobami, które wymuszają na mnie hiszpański to robotnik, który pomaga mi koło domu i mój ajurwedyjski terapeuta. Żaden z nich nie zna nawet jednego słowa po angielsku stąd nasze rozmowy nie zawsze kończą się porozumieniem. O ile rozmowa z robotnikiem sprowadza się do prac koło domu i jeśli czego nie rozumie to można mi to pokazać o tyle z ajurwedyjczykiem rozmawiamy na tematy zdrowia i tu już jest wyższa szkoła jazdy. Czyta on jednak z moich oczu co rozumiem a co jest dla mnie czarną magią i w takich sytuacjach szuka innych słów. Pochodzi on z Kolumbii gdzie ludzie podobno lubią dużo mówić. Nie inaczej jest w jego przypadku. Jeśli tylko zauważy, że coś tam rozumie z jego gadania to za chwile następuje potok słów, których znaczenia z każdym następnym rozumiem coraz mniej. Szybko jednak łapie, że się zagalopował i wtedy następuje cisza. Z następnej takiej tyrady słów napewno będę rozumiał więcej zatem słucham go z zapartym tchem i szeroko otwartymi oczami. Może zbyt szeroko bo to chyba powoduje, ze następuje cisza. Poco y poco czyli pomalutku, z każdym dniem będzie lepiej. Mój znajomy taksówkarz proponował przyjaciółkę po czym roześmiał się na widok mojej miny. On tez zna Luśkę. 

Ramtha School of Enlightment

Od dawna przymierzałem się do napisania paru słów na temat Ramtha, wojownika sprzed trzydziestu pięciu tysięcy lat, który wciela się w żyjące postacie aby przekazać światu swoje mądrości. Owa postać pochodzi z Atlantydy i zasłynął tym, że w swoim życiu zbudował dwu i pół milionową armie powstałą ze zmarłych, która walcząc z kultem Zeusa podbiła dwie trzecie ówczesnego świata. Siedem lat swojego życia spędził Ramtha w całkowitej izolacji. To właśnie wtedy poznał wiele tajemnic jak zdolność do przewidywania, możliwość doświadczenia życia poza swoim ciałem, astronomia, fizyka kwantowa czy wreszcie biologia. W ostatnich stu dwudziestu dniach swojego życia przekazał swoją wiedzę swoim uczniom by opuścić ten świat w trakcie burzy i udać się do nieba. Zgodnie z jego przepowiednią jego duch ma powracać co jakiś czas na ziemie pod ludzkimi postaciami. Jedną z tych postaci miał być Chrystus. Ostatnim wcieleniem Ramtha jest JZ Knight, która założyła w Stanach szkołę jego imienia. Miejsce to ma na celu przekazywanie wiedzy prehistorycznego wojownika kolejnym uczniom. Naucza ich sam Ramtha wchodząc w ciało JZ Knight. Nie mnie wygłaszać opinie na tego typu tematy. Sam osobiście wiem zbyt mało aby forować opinie. Większość z rodzin żyjących w moich okolicach utożsamia się jednak z owymi naukami. Szkoła znajduje się w miejscowości Yelm w stanie Washington i jak mówi o sobie jej nauka nie jest żadną religią a ona sama nie jest sektą wyznaniową. Jej celem jest przekazanie jego mądrości na temat ludzkiej egzystencji i znaczenia życia. Zgodnie z tym, sami jesteśmy odpowiedzialni za realia, w których żyjemy. To nasza postawa i sposób myślenia powodują i wpływają na nasze życie. Możemy zatem zmienić nasz byt, świadomie zmieniając sposób naszego myślenia. Brzmi to oczywiście bardzo interesująco. Rozmawiając na tego typu tematy ze znajomymi sam zauważyłem, że żyjemy w czasach bardzo trudnych przez wielu ludzi do zaakceptowania. Każdy szuka zatem odpowiedzi na nurtujące pytania dotyczące sensu życia na ziemi. Wiara i religia już nie są wystarczającą odpowiedzią. Szukamy zatem czegoś co mogłoby nam wytłumaczyć a jednocześnie pozwoliło na odnalezienie w sobie odpowiedzi prowadzących do zrozumienia tego co nas otacza i dokąd zmierzamy. W moim przekonaniu właśnie stąd bierze się tak olbrzymie zainteresowanie medytacją jako jedną z technik wyciszenia i poznania siebie. Stąd też tak duże zainteresowanie fizyką kwantową, która stara się wiele tłumaczyć chociaż dowody jakimi się posługują dla wielu mają charakter paranormalny. Potrzeba zrozumienia tego co nas otacza tak abyśmy mogli żyć szczęśliwi umożliwia powstawanie szkół i nauk typu Ramtha. Czy tak powinno wyglądać życie na ziemi? Nie znam odpowiedzi na ten temat, mam jednak przeczucie, że zmiany są konieczne. W swoim ostatnim przekazie Ramtha stwierdził, że Donald Trump wciąż jest źle rozumiany. Czy ty ma znaczyć, że zapoczątkuje on proces naprawy? Tego można się doczytać miedzy wierszami profesji, którą opublikowała JZ Knight czyli ostatnie wcielenie wielkiego wojownika. Uzbrójmy się zatem w cierpliwość bo nadchodzą zmiany….

Szkolnictwo w Ekwadorze

Dawno już nic nie pisałem o Ekwadorze, zatem wracam na „swoje” podwórko. Wiele spraw dotyczących codziennego życia wciąż nie znam ale powoli dowiaduje się coraz więcej. Sąsiedzi chętnie zaspokajają moje ciekawość dzięki czemu mogła powstać ta notka.                 

Edukacja w Ekwadorze jest podobnie jak wszędzie trzystopniowa. Szkoła podstawowa to sześć lat nauki po czym dzieciaki idą do szkoły średniej. Tutaj podobnie  jak w podstawówce czeka ich sześć lat nauki. Są jednak już pewne różnice. Pierwsze sześć lat to generalna nauka o wszystkim po trochu bo nie może być inaczej skoro prawie wszystkiego naucza jeden wykładowca. Jedynymi przedmiotami, które wykłada inny nauczyciel to języki obce. Po sześciu latach nauki czeka zatem szkoła średnia. Tu juz wiedzy nauczają specjaliści w swoim przygotowaniu, do każdego przedmiotu jest inny nauczyciel. Pierwsze trzy lata to nauka wszystkiego na tym samym poziomie. Po skończeniu dziewiątej klasy dzieciaki zaczynaja być profilowane pod względem swoich zainteresowań. Nie znaczy to, że zmieniają klasy czy szkoły, po prostu w ramach tej samej placówki uczą się bardziej szczegółowo przedmiotów, które mają dla nich być karierą na przyszłość. Szkoła średnia kończy się testem z wiedzy zdobytej na tym etapie wykształcenia. Nie jest to jednak podobne do naszej matury. Test jest podstawą do przyjęcia na wyższe studia, które tutaj są rownież bezpłatne lub w niektórych przypadkach, np medycyna, minimalnie płatne. Test, który uczniowie przechodzą na koniec średniej szkoły jest punktowany i w zależności od ilości zdobytych punktów młodzi ludzie mają prawo wyboru kierunku dalszej nauki. Ci, którzy zdobyli najwieksza ilośc punktów mogą wybierać pomiędzy uczelniami jak i kierunkami studiów. Ci, którym test wypadł gorzej maja wciąż możliwości dalszej nauki na studiach jednak kierunki dla nich są ograniczone. Żeby zatem kontynuować naukę na medycynie trzeba bezwzględnie być wsród najlepszych. Określone kierunki wymagają określonej ilości punktów a ponieważ nauka jest w większości bezpłatna system ten ma gwarantować ukończenie studiów przez aplikantów. Znajomy, od którego wyciągnąłem te informacje jest dentystą. Jako student medycyny po skończeniu studiów musiał odpracować rok w terenie gdzie służba zdrowia jest gorsza, przy czym była to dla niego niejako praktyka. Po roku mógł juz wykonywać zawód gdzie chciał. Mój znajomy uważa, że tak powinno być, bo jednak wykształcenie medyczne to olbrzymie koszty i powinno się je jakoś państwu zwrócić. Osobiście podzielam ten punkt widzenia. 

Pierwsze sześć lat nauki to obowiązkowe identyczne umundurowanie uczniów danej szkoły. Nie ma noszenia tego co mi się podoba albo co rodzicom sprawia przyjemność, każdy nosi takie same ubranie. Każda szkoła ma swój oryginalny strój i w tym stroju dzieciaki do niej mają uczęszczać. W szkole średniej podobno już reguły są bardziej elastyczne ale w niektórych szkołach dalej obowiązuje specjalne umundurowanie, dotyczy to przede wszystkim szkół prywatnych, których tutaj nie brakuje. Szkoły prywatne są płatne ale podobno oferuja lepsze warunki i lepsze nauczanie. Niektóre szkoły prywatne są pod patronatem kościoła i w tych obowiązują nie tylko mundurki ale i segregacja pod względem płci. Podobno powoli się to zmienia jednak mój znajomy chodził do jezuickiej szkoły i byli tam tylko chłopcy. Jest zdecydowanym zwolennikiem noszenia tych samych ubiorów przez dzieciaki przynajmniej w szkole podstawowej. Uważam, że wielu rodziców, którym powodzi się lepiej zapomina o tym, że dzieciaki postrzegają świat inaczej. Im mniej różnic w początkowym etapie tym lepiej dzieciaki akceptują siebie nawzajem. 
Obecny prezydent Ekwadoru doskonale rozumie wagę wykształcenia. Aby pomoc podnieść poziom nauki sprowadzani są tutaj nauczyciele z całego świata. Większość z nich to jednak Hiszpanie jako, że Ameryka Południowa kulturowo mocno jest związana z tym krajem. Dzieciaki mogą tez studiować w innych krajach i jeśli wrócą do Ekwadoru aby tutaj pracować rząd pomaga im w spłacie kosztów nauki. Tez osobiście myślę, że to bardzo dobry pomysł. Widać pomału zachodzące zmiany chociażby w zakresie języków obcych, bardzo wielu młodzych ludzi posługuje się angielskim co jeszcze pare lat temu było sporadyczne.
Z innych ciekawostek to rok szkolny nie jest tutaj uniwersalny. W innym terminie odpoczywają dzieciaki z terenów nad oceanem, w innym ci którzy uczą się w górach i jeszcze innym ci w dżungli amazońskiej. Podobno to jest związane z klimatem, który jest inny w każdym z tych rejonów. 

Przeżyć kuchnię

Odkąd moja żona przejęła stery opieki na swoja rodzicielką zostałem się sam na gospodarstwie. Chcą nie chcąc musiałem wreszcie zapoznać się z miejscem w naszym domu zwanym kuchnią. Znam to miejsce o tyle o ile, szczególnie nie jest obcy mi zlewozmywak. Praca z nim jest prosta; brudne gary, woda, płyn do mycia naczyń gąbka i moje ręce i to w zasadzie wszystko. Gotowanie to jednak juz kompletnie inna para kaloszy. Sama znajomość półproduktów do przygotowania czegokolwiek to dla mnie wyższa szkoła jazdy a jeszcze trzeba to cholerstwo rozpoznać, które jest które i co jest co. Są mężczyźni, którzy czują się w kuchni jak ryba w wodzie, ja jednak do nich zdecydowanie nie należę. Potrzeba jest jednak matką wynalazku i właśnie w takiej potrzebie się znalazłem. Próbuje polubić to moje nieszczęsne pomieszczenie jednak zdecydowanie nie odpowiadamy sobie. Dobrze, że mam tutaj starą polską książkę kucharską, która jest moim drogowskazem, bez niej moje życie stałoby się pewnie koszmarem. Korzystam tez z internetu ale ten mnie trochę złości bo jak patrzę z jaką łatwością ludzie przyrządzają te wszystkie potrawy to czuję się trochę nieswojo, żeby nie użyć bardziej dosadnego określenia. Oczywiście mógłbym pójść na łatwiznę i zaopatrzyć w gotowe dania, wrzucasz takie coś do mikrofali i po zawodach. Nie używamy jednak tego urządzenia i pewnie naraziłbym się ślubnej gdybym coś takiego kupił. Mógłbym jednak podjąć ryzyko i mimo wszystko kupić ten wynalazek sztuki kulinarnej, uważam siebie jednak za osobę ambitną i nie będzie mi tu kuchnia dyktować jak mam gotować. Podjąłem wyzwanie i nie mam zamiaru się poddawać. Najbardziej działa mi na nerwy mąka no bo tyle jest jej rodzajów i do tego wszystkie w tym samym kolorze czyli białym. Kto to wymyślił? Żytnia, pszenna, jęczmienna trzeba być wyjątkowo złośliwym żeby tyle tego badziewia wymyślić i to jeszcze nie zmienić koloru. Muszę tu zaznaczyć, że kupujemy tutaj mąkę na wagę i wszystko jest w przezroczystych woreczkach. Która jest która, nie mam pojęcia. Wszystkie mają tą samą konsystencje, smakują tak samo zatem do naleśników czy placków używam tej, która mi wpadnie w ręce. Prawdę mówiąc dumny jestem ze swoich postępów chociaż nikogo bym tym nie poczęstował. Opanowałem juz rosół, który co prawda za każdym razem ma inny smak, to jednak z gotowaniem jest jak z pieniędzmi zrobione czy zarobienie przez siebie samego smakuje inaczej czyli wybornie. Nie myślę żeby gotowanie stało się moim ulubionym zajęciem, nigdy jednak nie mówię nigdy. Najważniejsze, ze do tej pory się jeszcze nie otrułem a z czasem powinno być lepiej.

Muszę kończyć bo czas się wziąć za gotowanie. 

Pierwszy pobyt czyli słuszny wybór

Nasz pierwszy dłuższy pobyt pozwolił nam przetestować nasz dom. Zdaliśmy sobie sprawę z jego niedociągnięć oraz poznaliśmy jego zalety. Te dwa miesiące miały nam rownież dać odpowiedz na pytanie czy widzimy siebie tam na stałe. Nieznajomość języka napewno nas ograniczała i wciąż ogranicza, jednak poznaliśmy sporo ludzi tam mieszkających, którzy posługują się angielskim a dodatkowo okazało się, że kolonia przybyszów nie tylko ze stanów ale i z całego świata wciąż się zwiększa. Nam jednak chodziło o nawiązanie jak największej ilości kontaktów z ekwadorczykami jako, że od początku naszym celem było wtopienie się w okoliczną populację. Zawsze uważaliśmy, że to na nas spoczywa obowiązek nauki ich języka a nie na nich dostosowanie się do nas. Udało nam się zatem poznać sporo osób dwujęzycznych, którzy chętnie nam pomagali jako tłumacze w naszych codziennych problemach. Staraliśmy sie być jak najbardziej samodzielni, nie dlatego aby nieobciążać naszych znajomy ale bardziej żeby zmusić siebie samych do używania języka hiszpańskiego na codzień. Z naszego domu do przystanku autobusowego jest mniej więcej pięć kilometrów. Z tego przystanku do Cuenki kursują autobusy komunikacji miejskiej, które w cIagu pół godziny umożliwiały nam dotarcie do centrum miasta. Staraliśmy się ograniczać wypady do Cuenki i jeździć tam tylko raz, góra dwa razy w tygodniu aby załatwić co było do załatwienia i jednocześnie zrobić zakupy. Spacer do autobusu z samego rana okazał się bardzo dobrą formą relaksu i zawsze sprawiał nam sporo zadowolenia. Po drodze mogliśmy spotkać okolicznych mieszkańców i chociaż nie było możliwości nawiązania z nimi bliższego kontaktu to jednak powoli przyzwyczajalismy ich do naszej obecności. Dzięki temu często w drodze do autobusu znajomi zatrzymywali się ofiarując nam czasami podjazd do autobusu a czasami jazdę do Cuenki. Z dnia na dzień czuliśmy się coraz bardziej jak w domu. Nasi sąsiedzi rownież starali się nam nam pomóc w miarę ich możliwości dzięki czemu utwierdziliśmy sie w przekonaniu, że nasz wybór był słuszny. O ile jazda do Cuenki nie sprawiała nam większego problemu o tyle powrót wiązał się zawsze z koniecznością zatrudnienia taksówki. Znajomi polecili nam taksówkarza, z którym umówiliśmy się co do kosztów powrotu do domu oraz pomocy w sprawach gdzie konieczna była znajomość języka. Javier okazał się doskonałym dodatkiem do puli naszych znajomych. Wielokrotnie dzięki niemu i jego znajomosci miasta udało nam się dotrzeć tam gdzie to co chcieliśmy kupić było w najlepszych cenach i wybór był bardzo duży. Wiele spraw bez pomocy Javiera napewno byłoby o wiele ciężej doprowadzić do końca. Większość czasu, który spędziliśmy w domu poświeciliśmy na porządkowanie działki na zewnątrz oraz urządzanie jej pod nasze potrzeby. Na pierwszy plan poszła trawa, która obrosła naszą posesję do takiej wysokości, że omal przejechaliśmy obok naszego domu niezauważając go. Te dwa miesiące spełniły nasze oczekiwania. Spokój, cisza, brak rozwrzeszczanej telewizji uspokoiły nasze skołatane dusze, którym tego wlasnie było potrzeba.