Mariachi

Żadna poważna impreza w Meksyku nie może się odbyć bez ludowej kapeli pod nazwą Mariachi. Czy to małe czy duże obchody czegokolwiek Mariachi powinni grać do tańca.

Sprawdzałem na Wikipedii co owo słowo oznacza. Istnieje podejrzenie, źe wzięło się od od zniekształcenia słowa mariage czyli ślub. Początkowo właśnie muzycy ci obsługiwali przede wszystkim imprezy weselne.

To się jednak zmieniło. Grają wszędzie i przy każdej okazji ważnej dla przeciętnego Meksykanina.

Miałem okazje ich słyszeć parokrotnie i oczywiście wczoraj również. Utwór, który do mniej najbardziej przemawia udało mi się nagrać.

Okazuje się, że internet w Meksyku bije na pysk ten ekwadorski. Stą mogę zamieszczać więcej zdjęć. Spróbuje zatem załączyć i Palomę w wykonaniu lokalnej grupy „rockowej”.

Reklamy

Trzy filmy.

Wsród producentów i wytwórni filmowych zapanowała ostatnio moda na filmy oparte na faktach autentycznych. Niemal każdy film, który ostatnio wpadł mi w ręce był albo jakąś prawdziwa historią, albo nią inspirowany. Miałem zatem możliwość obejrzenia kroniki wydarzeń dotyczącej życia Tonyi Harding, Andrei Bocelli i JK Salingera. Dwa pierwsze były oparte na autoportretyzowanych opowieściach głównych bohaterów o samych sobie, podczas gdy trzeci był scenariuszem napisanym przez osobę z zewnątrz. Po obejrzeniu wszystkich tych filmów nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że opowiadanie o samym sobie jest dość ciężkie i wymaga sporego dystansu do samego siebie. Udało się to w moim przekonaniu Tonyi Harding, kompletnie natomiast rozczarował w tym zakresie film o znanym śpiewaku operowym. Podejrzewam, że z całej tej trójki to jego nazwisko jest zapewne najbardziej rozpoznawalne przez przeciętnego człowieka. Tonya bez ogródek mówi o swoim życiu i karierze łyżwiarskiej, czasami nawet sposób zabawny bardzo charakterystyczny dla humoru amerykańskiego. Znając realia czasowe filmu bardzo łatwo było mi tą historię zrozumieć i zaakceptować jako prawdziwą bez większych retuszy. Odwrotne uczucie odniosłem po obejrzeniu historii Bocellego. Nie mam wątpliwości co do prawdy na temat jego życia, brakuje w nim jednak bardziej krytycznego spojrzenia na samego siebie. Niewątpliwie utrata wzroku to przeżycie, z którym jest ciężko się pogodzić. Jeśli się jednak opowiada o sobie to trzeba wyzbyć się emocji dotyczących swoich problemów. Te emocje czuje się w tym filmie w każdej scenie co powoduje, że staje się on zbyt cukierkowy i definitywnie przeretuszowny. W tym kontekście film o amerykańskim pisarzu, którego prawdę mówiąc bardzo mało znam, wypadł wręcz rewelacyjnie. Ciekawa historia, ciekawy człowiek, ciekawy scenariusz sprawiły, że pewnie sięgnę po jedną z jego książek żeby mieć swoje prywatne zdanie na jego temat. Inna sprawa, że ważną częścią filmu jest rownież aktorstwo. Aktor aktorowi nierówny jak zapewne reżyser reżyserowi. Tu rownież film o Andrei Bocellim odstaje od pozostałych. Obawiam się jednak, że było to bardziej wynikiem schematu jaki narzucił producentom artysta niż ich własnych umiejętności. Jeśli ktoś widział te filmy to ciekawy byłbym jego opinii.

Taka Polska Ameryka.

Kiedy w 1993 roku na ekrany kin wchodził film „Uprowadzenie Agaty” mnie już w Polsce nie było. Sporo słyszałem na temat tej komedii, nie miałem okazji jednak jej obejrzeć. Co się odwlecze to nie uciecze. Z ostatniej wyprawy do kraju przywiozłem wreszcie kasetę DVD i pare dni temu wreszcie się spełniło i obejrzałem ów film. Nie będę opowiadał treści bo pewnie wszystkim jest bardzo dobrze znana.  Sądzę rownież, że wielu wie, iż obraz ten był inspirowany ucieczką ze swoim chłopakiem córki ówczesnego marszałka Sejmu Andrzeja Kerna. Wykorzystał on wtedy swoją funkcje w celu jej odnalezienia. Nie znam szczegółów ale nie oto chodzi. W filmie „uprowadzoną” jest córka posła, którego gra Jerzy Stuhr. W odzyskaniu jej pomaga mu minister spraw wewnętrznych odtwarzany przez Janusza Rewińskiego. Obsadzenie go w tej roli to majstersztyk, bo w portretowaniu głupoty ten aktor, moim zdaniem, nie ma sobie równych. Chcąc się dowiedzieć czegoś więcej na temat oryginalnych wydarzeń pogmerałem trochę na internecie. Okazuje się, że ówczesny marszałek Andrzej Kern był członkiem partii o nazwie Porozumienie Centrum, a jej liderem był…uwaga, gromowładny Jarosław. Producentem był Lew Rywin a reżyserem Marek Piwowski, obaj TW peerelowskiej służby bezpieczeństwa. Andrzej Kern, po filmie zrezygnował z kandydowania do Sejmu kolejnej kadencji. To takie ciekawostki na marginesie. Wczoraj na FB, ktoś przypomniał o urodzinach Seweryna Krajewskiego, który był twórca muzyki do tego filmu. Ponieważ jeden z utworów wydał mi się bardzo aktualny, postanowiłem przywołać na moim blogu i film i ten konkretny utwór. Link do utworu pochodzi z YouTube i jest wycinkiem z filmu. Nie wiem czy pan Seweryn napisał więcej do niego zwrotek, mam jednak nadzieje, że nie bo obserwując posunięcia naszego monarchy trudno oprzeć się wrażeniu, że ta piosenka mocno siedzi mu pod sufitem. Posłuchajcie sami. 

https://youtu.be/FmHcdwKFhnc

Muzyczny przerywnik

Nie wszystkie filmy z mojej skarbnicy robią na mnie natychmiastowe wrażenie. Przy tej ilości, trudno zresztą aby każdy z nich był tym z najwyższej półki. Zdarza się czasami, że sam film nie jest niczym nadzwyczajnym, jednak ma coś w sobie co trudno początkowo określić. Dopiero po kolejnym oglądnięciu coś tam dociera do widza. Takim właśnie filmem jest „Song to Song”, którego akcja rozgrywa się w środowisku muzycznym. Zasadniczo trudno to co się w nim ogląda nazwać akcją i jak już wspomniałem, po pierwszym obejrzeniu tego obrazu ma się ochotę odłożyć go gdzieś na półkę z filmami, do których nie warto wracać. I ja miałem taki zamiar, bo to generalnie nie jest typ filmów, których oglądanie sprawia mi przyjemność. Coś jednak ciągnęło mnie aby bez emocji jeszcze raz go obejrzeć. Tym czymś była muzyka. Musiało jej być w filmie bardzo dużo, bo przecież toczy się on w szeroko rozumianym środowisku muzycznym, od tekściarzy, przez wydawców i producentów po wykonawców. Wsród utworów znalazł się rownież Angelus skomponowany przez Wojciecha Kilara i wykonany przez Narodową Orkiestrę Symfoniczną Polskiego Radia w Katowicach. To otwór o charakterze zdecydowanie poważnym i niosącym w sobie jakieś przesłanie. Różnorodność gatunków muzyki jest olbrzymia, bo obok powyższego można usłyszeć Patti Smith, Boba Dylana czy Iggy Pop. Sporo też można domyśleć się na temat tego środowiska, słuchając rozmów z powyższymi wykonawcami. Ich życie mniej więcej sprowadza się do egzystencji od czegoś tam do czegoś tam. Od przeboju do przeboju, od dziewczyny do dziewczyny, od piosenki do piosenki, od działki prochów do działki prochów, od koncertu do koncertu. Przystanki między tymi wszystkimi „od – do” wypełnia pustka, kompletna nicość. Bezsens rockandrollowego życia widać u zmierzchu kariery. Zniszczone twarze, bohaterowie nie potrafiący żyć bez tego tempa, chociaż ich czas minął. Ciężkie to wszystko i przygniatające. Gdzieś w trakcie filmu usłyszałem utwór, który nie dawał mi spokoju. Musiałem go odnaleźć, żeby posłuchać w całości. Zajęło to trochę czasu, bo nie znałem ani wykonawcy ani tytułu. W końcu jednak odkryłem sprawcę mojego „poruszenia”. Okazał się nim Geoffrey Oryema a utwór, który pojawił się w filmie to „Makambo”. Nie znałem wcześniej tego artysty, tym bardziej zatem cieszy mnie obejrzenie tego filmu. Nie jest to zapewne muzyka dla każdego i na każda okazję. Ma w sobie jednak ten spokój, który przy zamkniętych oczach pozwala przenieść się tam gdzie czujemy się dobrze. Film jest dla wytrwałych, „Makambo” polecam każdemu, tylko nie zapomnijcie zamknąć oczu.

Z muzyką przez życie

Od dawna nosiłem się z zamiarem napisania czegoś na temat mojej ulubionej muzyki. Zdecydowałem jednak, że nie będę tworzył żadnej listy bo nawet nie potrafiłbym coś takiego zredagować. Pomyślałem zatem, ze stworze coś na kształt z muzyką przez życie. Zestaw wybranych przeze mnie utworów to nagrania, które coś tam dla mnie znaczyły i kiedyś tam odbiły mi się o uszy i pozostały w mojej pamięci. Oto one:

Fool on the hill-The Beatles. Kiedyś dawno temu w czwartkowe wieczory leciała Kobra czyli teatr sensacji. Ten utwór był ozdobnikiem jednego z tych teatrów i tak poznałem The Beatles.

Girl – The Beatles, kolejne przedstawienie Kobry i kolejny szlagier tamtych lat
All you need is love – The Beatles, wszystko jest w tytule, czyż można nie lubić czegoś takiego? Można z samych przebojów tej grupy stworzyć niezła listę, powstrzymam się na tych trzech utworach.
Brown Sugar – Rolling Stones. Obie grupy konkurowały miedzy sobą Mick Jagger to jednak osobowość sama w sobie. 
Angie – Rolling Stones, zapamiętałem ten utwór, kiedy na długiej przerwie w ogólniaku pozwalali nam grać naszą muzykę. Angie to był chyba najczęściej grany utwór.
Anybody seen my baby-Rolling Stones, to już z poźniejszych lat. Usłyszałem na koncercie i już to ze mną zostało. I w tym wypadku z utworów można by stworzyć osobną listę ale poprzestanę na tych trzech.
What a wonderful World – Luis Armstrong, niesamowity głos, niesamowity utwór.
Non, Je ne regrette rien – Edith Piaf, jak wyżej, niesamowity głos, niesamowity utwór.
Cry Baby – Jenis Joplin, ze swoim głosem Joplin mogła osiągnąć wiele, nie osiągnęła ale kto usłyszał ten utwór już nigdy jej nie zapomni
Star Spangled Banner -Jimmi Hendrix, zagrać na gitarze hymn Stanów Zjednoczonych w taki sposób jak to zrobił Hendrix, niemożliwe.
Hey Jude – Jimmi Hendrix, a to już chyba jego najbardziej znany utwór. I on mógł dokonać wiele ale niestety narkotyki i jego twórczość przerwały
Have you ever seen the rain – Creedence Clearwater Revival, kiedyś na targach zwanych dzisiaj halami targowymi sprzedawano chałupniczo tłoczone pocztówki z muzyką. Pocztówka z tym nagraniem to była jedna z pierwszych moich „płyt”
Je T’aime – Jane Birkin i Serge Gainsbourg, ile ten utwór wykreował plotek, podejrzeń a ponoć nawet był przez jakiś czas zakazany. Podobno oryginalną wykonawczynią była sama Brigitte Bardot ale to wersja z Jane żyje do dziś 
Puppy love – The Osmonds, rodzina Osmondów konkurowała z Jacksonami o palmę pierwszeństwa. Utwór ten to piosenka Paula Anki ale The Osmonds zrobili z niego przebój. Puppy love to moja pierwsza prywatka sylwestrowa. Someone help me pleae…
Saturday night fever – Bee Gees, lata siedemdziesiąte, lata disco z genialnym Travoltą tańczącym do muzyki Bee Gees, tego się nie da zapomnieć.
Tragedy – Bee Gees, i więcej muzyki disco z jej najbardziej znaną grupą. Głos wokalisty to jeden z tych jedynych w swoim rodzaju i niepowtarzalnych.
My friend is wind – Demis Roussos, skoro już mówimy o kimś z niepowtarzalnym głosem. To jego jeden z najwiekszych przebojów
The answer is blowing in the wind – Bob Dylan, to historia muzyki. Przede wszystkim protest songi, których przykładem jest właśnie ten tytuł. 
Goodbye my love, goodbye – Demis Roussos, a to chyba największy jego przebój.
Staraway to heaven – Led Zeppelin, to klasyk tego zespołu i nie ma co więcej na ten temat pisać.
D’yer Maker – Led Zeppelin, to inny Zeppelin, bardziej melodyjny i spokojniejszy dla mnie to jeden z lepszych utworów tej grupy
When a blind man cries – Deepe Purple, to klasyk tej grupy, niepowtarzalny i jedyny w swoimi rodzaju.
Fools – Deep Purple, kolejny niepowtarzalny przebój tej grupy. Definitywnie jeden z moich ulubionych.
Perfect Strangers – Deep Purple, to już trochę późniejsza kompozycja ale równie dobra i warta posłuchania.
Wish you were here – Pink Floyd, to olbrzymi tego okresu, ilośc niesamowitych nagrań przekracza możliwości tej listy. Wish you were here to rewelacyjny utwór.
Another Brick in the Wall – Pink Floyd, celowo pomijam Dark Side of the Moon bo to chyba najbardziej popularna płyta tej grupy. Warto jednak poznać The Wall ze świetnymi kompozycjami.
Private Investigations – Dire Straits, Mark Knopfler to głos, który trudno zapomnieć a Private Investigations jeden z jego najbardziej znanych utworów.
Romeo and Juliet – Dire Straits. Wspaniały utwór, wspaniały Mark Knopfler definitywnie do słuchania zawsze i wszędzie.
Tunnel of Love – Dire Straits, jeszcze jeden genialny utwór tej grupy. Cała płyta zatytułowana Making Movies to niesamowite przeżycie.
Mamma Mia – Abba, czwórka ze Szwecji  zdominowała w pewnym okresie rynek muzyki rozrywkowej i chyba słusznie
Dancing Queen – Abba. Kolejny wielki przebój sympatycznej czwórki ze Szwecji. Nie myśle aby w tym czasie odbywały się prywatki bez ich nagrań.
Imagine – John Lennon, po rozpadnięciu się The Beatles John Lennon stworzył wiele wartościowych utworów, z których Imagine to chyba największy i najważniejszy.
Band on the run – Paul McCartney, Paul nie pozostawał w cieniu Johna i sam nagrał niezliczone ilości przebojów, z których ten chyba jest najpopularniejszy.
You look wanderful tonight – Eric Clapton, niesamowity gitarzysta i wykonawca, mi najbliższa jest właśnie ta kompozycja. 
Needles and pins – Smokey, trochę muzyki rozrywkowej. Smokey to jeden z moich ulubionych zespołów. Wesołe pogodne kawałki na każdą okazje.
View for the bridge – Kim Wilde, kolejna wokalistka z muzyką lekką, łatwą i przyjemną zawsze miło się tego słucha.
Maria Magdalena – Sandra, ta piosenkarka w swoim najlepszym czasie stworzyła sporo prywatkowych hiciorów, które do dzisiaj słucha się bardzo przyjemnie
Stumblin’ In – Suzi Quatro i Chris Norman, lekko, łatwo i przyjemnie. Oboje często pojawiali się na listach przebojów.
Cum on Feel the Noize – Slade, kompletnie zapomniana grupa a ten kawałek to był bardzo popularny hit. Świetna muzyka.
The Ballroom Blitz – Sweet, kolejna świetna grupa tamtych czasów, to były świetne czasy dla rocka brytyjskiego
Samba Pa Ti – Carlos Santana, wielki gitarzysta i solista. Ten instrumentalny utwór to był olbrzymi przebój. Wspaniała muzyka.
Europa – Carlos Santana, kolejny instrumentalny utwór utwór tego wspaniałego gitarzysty i muzyka latynoskiego. Chce się słuchać.
The children of the revolution – T. Rex, dawno zapomniany utwór nie dla mnie jednak. Zdecydowanie największy przebój tej grupy.
Bangladesh – George Harrison and friends, to był chyba pierwszy koncert gwiazd na jakiś cel. Coś wyjątkowego.
Sweet Lord – George Harrison, z pewnością George nie był tak popularny jak Lennon i McCartney ale nagrał parę utworów wartych polecenia
One way ticket – Boney M, typowo taneczna muzyka, pamietam bo zapisałem się na kurs tańca, czegoś nas uczyli do tego kawałka, już nie pamietam. 
Hotel California – Eagles, końcówka lat siedemdziesiąt to właśnie Eagles a to był ich największy przebój
Mamy Blue – Top Pops, z jakiś powodów utwór ten jest mi bardzo bliski, nie wiem dlaczego ale utkwił mi w pamięci.
Modern Talking – Atlantis is calling, to początek lat osiemdziesiątych, żadna prywatka nie mogła się obejść bez przebojów tej grupy.
Final Countdown – Europe, magnetowidy w Polsce jeszcze nie były dostępne. Ktoś mi go pożyczył i właśnie Finał Countdown był moim pierwszym nagraniem na taśmę VHS. Sam utwór zrobił furorę i jest popularny do dzisiaj.
l’m still standing – Elton John, wielki muzyk tamtych lat, popularny zresztą do dzisiaj, utkwił mi w pamięci właśnie w tym utworze
Up town girl – Billy Joel, piano men, bardzo popularny. W Up town girl wystąpiła Christie Brinkley, z którą spędził pózniej parę lat.
Papa don’t preach – Madonna, jeszcze nie gwiazda ale juz rozpoznawalna postać w muzyce. Lubię jej początki późniejszą twórczość już mniej
Thriller – Michael Jackson, król popu nie może nie być wymieniony. Thriller to nie rylko muzyka ale i teledysk, który chyba jest jego najlepszym telewizyjnym nagraniem.
Africa – Toto, trudno nie zapamietać bardzo oryginalnej melodii tego utworu, Toto większości z nas kojarzy się właśnie z tym  przebojem.
We are the World – US for Africa, kolejny przebój zaśpiewany przez gwiazdy na cel dobroczynny. 
True Colors – Cindy Lauper, bardzo fajny utwór z bardzo fajna i ciekawą wykonawczynią.
Dancing in the dark – Bruce Springsteen, ikona muzyki amerykańskiej. Byłem na jego koncercie i widziałem jak na niego reagują. Niesamowite.
Nothing compares 2 U – Sinead O’ Connor, mało mnie interesują jej poglądy, ten utwór to jej największy przebój, który bez wątpienia musiał zrobić na wielu wrażenie.
Listen to your heart – Roxette, bardzo fajny i ciepły duet ze Szwecji. Przytulanki prywatkowe to chyba była ich specjalność.
Must have been love – Roxette, jeszcze jeden niezapomniany kawełek tego duetu. Zawsze fajnie się tego słucha.
Self Control – Laura Branigan, jeden przebój ale jaki, chociaż to było tak dawno to jednak pozostał w mojej pamięci.
Janie’s got a gun – Aerosmith, jedna z bardziej popularnych grup a jej wokalista Steve Taylor to twarz grupy. Utwór ten to pokaz ich możliwości.
Voyage, voyage – Desireless, nie znam innych utworów tej dziewczyny ale ten jeden to jest właśnie taki rytm, który lubię.
Twist in my sobriety – Tanita Tikaram, definitywnie wielki przebój Tanity i defitywnie musiał się znaleźć na mojej liście.
Life is life – Opus, zapomniany utwór australijskiej grupy Opus. Warto do niego wrócić bo to dobra muzyka 
Welcome to the jungle – Guns ‚N Roses, to był najlepszy utwór tej grupy w latach osiemdziesiątych. Coś jest w nim przynajmniej dla mnie.
November rain – Guns ‚N Roses, ten utwór to rewelacyjna ballada, która ma wszystko. Koniecznie trzeba posłuchać
I wish it would rain down – Phil Collins, z bogatego dorobku tego artysty wybrałem ten utwór oraz
Another Day in paradise – Phil Collins, oba utwory z tej samej płyty i oba równie doskonałe i pełne refleksji.
Dance me to the end of love – Leonard Cohen. Wspaniały wykonawca ballad, rewelacyjny głos i wspaniała kariera.
Wrapped around your finger – Police, bardzo popularny zespół lat osiemdziesiąt a ten utwór to moim zdaniem ich największy przebój.
Solsbury Hill – Peter Gabriel, to podobnie jak Phil Collins wielka postać z Genesis ale zdobył rownież wielka popularność jako artysta solowy.
Wind of change – Scorpions, nie jestem w tym wyborze specjalnie unikalny. Znają go wszyscy a i grupa warta jest wspomnienia.
Loosing my Religon – R.E.M., ich tez nie sposób pominąć. Wiele dobrej i uznanej muzyki. 
Private dancer – Tina Turner, przedstawiać jej nie trzeba. Z jej przebojów tez można by ułożyć niezłą listę. Bardzo lubię ten utwór oraz
What love got to do with it – Tina Turner. To jej szlagier odnoszący się do jej burzliwego związku z Ikiem Turnerem. Powstał też film na ten temat.
Moonlight in Somosa – Robert Plant, łagodniejsza strona wokalisty Led Zeppelin, który nagrał parę płyt solo.
Nothing else matters – Metalica, nie jestem zwolennikiem heavy metalu, ale grupy tego gatunku potrafią nieźle zaskoczyć. Ten utwór to właśnie tego przykład.
It’s my life – Bon Jovi, bardzo popularna grupa, wiele przebojów ten według mnie jest najlepszy.
Mr. Jones – Counting Crows, w latach dziewięćdziesiątych już na dobre zadomowiłem się w Stanach i muzyka zza oceanu zaczęła być coraz ważniejsza dla mnie.
Time of your life – Green Day, fajne słowa, utkwiły mi w pamięci i od czasu do czasu lubię tego posłuchać jeszcze raz i jeszcze raz.
What it’s like – Everlast, nie znam bliżej tego zespołu ale ten utwór zadomowił się w mojej głowie podczas wyprawy do Nowego Meksyku i juz tam został.
Zombie – Cranberries. Lubię tego typu utwory. Charakterystyczna melodia i charakterystyczny wokal. 
I will always love you – Whitney Houston, nieprawdopodobny głos, niesamowity talent, smutne życie, ale utworu nie sposób zapomnieć. 
Don’t speak – No Doubt, to był pierwszy wielki hit tej grupy i pierwszy pokaz możliwości Gwen Stafani, samą swoją energią na scenie nie pozwala oderwać od siebie oczu.
Un-break my heart – Tony Braxton, sam głos robi wielkie wrażenie. Utwór definitywnie niemożliwy do zapomnienia. 
Smooth Operator – Sade, kolejna gwiazda muzyki nastrojowej. Dla mnie Smooth Operator to jej najlepszy utwór.
Desert rose – Sting, kompletnie inna twarz solisty Police. Wyjątkowo przypadło mi to do gustu.
My heart will go on – Celine Dion, czyli główna melodia z Titanica. Może i trochę ckliwa, jednak głos Celine to najwyższa półka.
One – U2, Bono i jego grupy nie ma co przedstawiać. Ten utwór wyjątkowo przypadł mi do gustu bo to jest taka moja muzyka
Ironic – Alanis Morissette, największy jej przebój. Bardzo utalentowana i bardzo ciekawy głos. Piosenka bardzo długo cieszyła się wielkim powodzeniem.
Cup of life – Ricky Martin, ta piosenka stała się oficjalnym przebojem mistrzostw świata w piłce nożnej w 1998. Świetny i dynamiczny utwór.
Lets get loud -Jennifer Lopez, nie jest to moja ulubiona piosenkarka ale jak już śpiewa to już śpiewa. Ma wiele utworów do dobrej zabawy.
Bring me to life – Evanescence, bardzo ciekawa piosenka i bardzo ciekawa artystka. Ten utwór to taka moja muzyka.
With Arms Wide open – Creed, bardzo dobrze zapowiadający się zespół z bardzo dobrym wokalistą. Coś jednak nie wyszło do końca ale utwory zostały.
Higher – Creed, jeszcze jeden świetny utwór tej grupy. 
Polityk – Coldplay, świetny zespół i wiele znanych przebojów, wyjątkowo lubię ten wlasnie utwór oraz
Yellow – Coldplay, spokojniejsza wersja możliwości Chrisa Martina, wokalisty tej grupy
Whatever – Shakira, muzyka latynoska coraz cześciej gości wsród moich utworów. Taniec to doskonała forma relaxu a do tej muzyki swietnie się można bawić.  
Who knew – Pink, bardzo zadziorny głos. Rownież bardzo dobra muzyka do tańca i zabawy.
Loose yourself – Eminem, to piosenkarz, który wykonuje specyficzną muzykę. Nie wszystko da się lubić, ten utwór zrobił jednak na mnie wrażenie 
Somebody that I used to know – Gotye, przykład na muzykę, może mniejszej wartości, ja jednak lubię rytmiczne i taneczne melodie.
Promiscuous – Nelly Furtado, kolejna piosenkarką latynoska, ciekawa wokalistka ten utwór przypadł ni do gustu najbardziej.
Hello – Beyonce, do tańca i do dobrej zabawy. Wielka gwiazda współczesnej muzyki rozrywkowej.
Chasing Cars – Snow Patrol, nie znam innych kawałków tej grupy ale ten bardzo mi sie spodobał i lubię do niego wracać.
Rain over me – Pitbull i Marc Anthony, wielkie gwiazdy muzyki latynoskiej, świetny utwór, świetny teledysk i świetna zabawa.
International love – Pitbull i Chris Brown, jeszcze jeden bardzo fajny utwór tego wykonawcy w towarzystwie innego piosenkarza. 
Stereo Love – Edward Maya, motyw przewodni tego utworu jest grany na harmonii i jest to zrobione fantastycznie. Nie znam innych utworów tego wykonawcy i nie muszę ten mi w zupełności wystarczy.
I to by było na tyle. Celowo pominąłem polską muzykę bo noszę się z zamiarem stworzenia czegoś podobnego ale poświęconego właśnie naszym muzykom.