A gdy słońca brak.

W poprzednim moim wpisie zaprezentowałem zdjęcia gdy słonko zagląda nam do okien. Niestety tak się nie dzieje zawsze. Przez ostatnie dwa lata dokucza nam El Niño. To taki klimatyczny ewenement spowodowany wyjątkowo ciepłą wodą w oceanie. Nie każdego roku ma tak silny wpływ na klimat na kontynencie. W ostatnich latach jakby się uwziął na Ekwador i nie ma najmniejszego zamiaru popuścić. Jego głównym efektem są oczywiście wzmożone opady deszczu. Z tego co mówią ludzie odwiedzający wybrzeże, mocno ono ucierpiało z powodu nadmiaru opadów.

Nie inaczej jest i u nas. Nie wiem jak te chmurzyska mnie tu znalazły, ale zdecydowanie mają negatywny wpływ na mój humor. Prawdę mówiąc w tym roku nie mieliśmy zbyt wiele ciepła w tradycyjnie letnich miesiącach czyli styczniu i lutym. Grunt jest tak mocno nasycony wodą, że jej więcej nie może przyjąć. Nie jest to dobre dla roślinności. Przyroda jednak jakoś sobie z tym musi poradzić. Zbliża się maj, który zwykle jest dość mokry. Co będzie w tym roku? Ano zobaczymy.

Jak El Niño potrafi zmienić to co tak pięknie prezentuje się w słońcu?

Ano sami zobaczcie.

To jest cuenkańska strona

To centralna w kierunku lewej

A to na wprost

Niby wciąż zielono, ale czegoś brakuje.

Czas karnawału.

Od piątku popołudnia trwa w Ekwadorze karnawał. Nazwa kojarząca się mocno z tym co się dzieje w Brazylii, z tym jednak, że ten karnawał z tamtym niewiele mają wspólnego. Ekwadorski kończy się właśnie dzisiaj i trwał pięć dni.

Organizują jakieś koncerty i jakieś zabawy, generalnie to jednak nie jest impreza w trakcie, której ludziska paradują w strojach takich, że trudno od tancerek oderwać oczy.

Okres ten jest wolny od pracy. W piątek jeszcze pracowali do południa a potem już balanga. W środę mają wrócić do swoich zajęć zarobkowych. Wielu zapewne wróci. Małe firmy jednak pozostaną zamknięte. Dlaczego? Ano chłopy trzeźwieją po pięciu dniach harcowania.

Z tego czego się dowiedziałem to jest to jeden z takich okresów, że władze miast oddają je do dyspozycji ludności. Może nie tyle oddają, co wola się schować i nie brać w tych obchodach udziału. Główna atrakcja tego karnawału jest wylewanie przede wszystkim wody na kogo się da i gdzie się da. Idziesz człowieku po chodniku a tu nagle … jesteś mokry do suchej nitki. Twoja głupota, czyjaś zabawa, chyba, że sam tego szukałeś. Woda jest głównym instrumentem w tej gonitwie za przygodami. Są jednak i inne atrakcje, można na ten przekład oberwać jajem. Tego typu fantazje ponoć jednak mają miejsce tylko na gruncie rodzinnym. Całe familie spotykają się u kogoś kto ma najwiecej przestrzeni i obrzucają się zespołowo czym się da, co oczywiście może ulec rozbiciu, po którym ze środka coś się wylewa. Wojna ponoć trwa na całego, przerywana tylko posiłkami i czymś do dodania sobie odwagi.

Pamiętacie prezerwatywy wypełnione wodą, pękające po uderzeniu o bruk i rozpryskujące się strumieniem wody? To właśnie na tym polega ichni karnawał, oblać kogo się da i czym się da. Stąd pistolety na pianę i wodę idą jak świeże bułeczki, armatki wodne, baloniki i inne przyrządy „rzygające” żelem, wodą, pianą i kto wie czym jeszcze to najbardziej gorące towary.

Ci, którym to nie odpowiada, uciekają z miasta. Staje się ono własnością uczestników karnawałowego szaleństwa.

Parę lat temu, nie zdając sobie sprawy z powagi z jaką traktują owe dni żartownisie, dostałem taką wodną bombą z przejeżdżającego samochodu, pod nogi. Trochę zmokłem. Teraz wolę trzymać się na dystans. Zapraszali mnie też kiedyś na imprezę rodzinną. Niestety coś nam wypadło. Z drugiej strony, dostać jajem…jakoś do mnie nie przemawia. No chyba, że na płazy nudystów 😁😄

Fiesta powoli się kończy. Ludzie potrzebują tego typu możliwości wyżycia się. To dobrze, ponoć, wpływa na nerwy.😀😎