Jak najszybciej zapomnieć

Mieszkając w USA straciłem kontakt z kopaną. Amerykanie to chyba jedyny kraj gdzie piłka nożna swoją popularnością ustępuje wielu innym dyscypliną. Długo nie mogłem zrozumieć bejsbola, czy ichniego futbolu a to przecież dyscypliny, które wywołują wśród tego narodu najwięcej emocji. Ja przecież odkąd pamietam byłem chłopakiem, który identyfikował z Paragonem, który strzelał gole dla swojego podwórka. A tu taka kicha. Nic tylko jakaś pała, którą należało trafić w białą piłkę podobną wielkością do tenisowej albo jakieś jajowate coś czym raz rzucają a innym razem z tym biegną niewiadomo gdzie i niewiadomo po co.

Jako chłop o zainteresowaniach sportowych wreszcie zgłębiłem tajniki amerykańskich widowisk boiskowych i zapomniałem nawet o piłce nożnej.

Wylądowaliśmy jednak w Ameryce Południowej, w kraju i na kontynencie gdzie ponoć z piłką młode chłopaki nawet sypiają. Widać to również w oprogramowaniu z telewizora, nic tylko gała od rana do późnej nocy. I do tego jeszcze ci nawiedzeni sprawozdawcy wrzeszczący jakby po każdej akcji miała paść bramka a jak już wreszcie ktoś zdobędzie gola to ci goście mała nie zejdą z tego świata wrzeszcząc przeraźliwie i długo goooooooooooooooool, albo dla odmiany golgolgolgolgolgol przez dobrą chwilę.

W ten sposób wróciłem na łono boiska piłkarskiego. Odkryłem nawet niespodziewanie, że Polska ma całkiem niezła pakę. Sporo naszych meczów nawet transmitowała telewizja ku mojemu zadowoleniu.

Paka jednak rozpadła się w ubiegłym roku w Rosji. Przyszedł nowy trener żeby zbudować coś nowego. Póki jednak co to mamy jedenaście bezgłowych kurczaków latających w różnych kierunkach tylko nie tam gdzie piłka. Jak my te mecze wygrywamy, nie mam zielonego pojęcia.

Skończył się właśnie kolejny występ gwiazd naszej rodzimej piłki, o dziwo znowu wygrany ale Bogiem a prawda najlepsza w tym meczu to była przerwa.

Oglądałem to widowisko, żałosne od początku do końca, w towarzystwie moich najbliższych znajomych. W przerwie kolega puścił nam rewelacyjne nagranie bluesa, które pozostanie w mojej pamięci. No i jeszcze z miłych rzeczy piwo i placki ziemniaczane. Resztę chce jak najszybciej zapomnieć. Zbędę ją zatem milczeniem.

Ech, gdzie się podziały Orły Górskiego, którzy w koszulkach i spodenkach rodzimej produkcji na Wembley zafundowali Waterloo wypasionym i zadufanym menom z Anglii, wprowadzając cały ich kraj w traumę, z której długo nie mógł się wydostać. Jerzy B. Ze swoją ekipą lepiej żeby na Wembley nie jechał, bo jestem pewny, że tym razem to my wypadlibyśmy w wiekuistą traumę.

Reklamy

Siatkarscy cudotwórcy

Oryginalnie mój pobyt w ziemi ojców miał się rozpocząć w połowie października. Dobrze jednak było przyjechać o te pare dni wcześniej. Dobrze było na żywo oglądać niesamowite wyczyny polskich siatkarzy. Wreszcie dobrze było być w tych dniach wsród naszych kibiców tej dyscypliny sportu.

Powiem szczerze, że po przegranych z Argentyną a potem z Francją, nie wierzyłem w wyjście naszych z grupowej drugiej rundy. Bez względu na to czy Serbia oddała na pierwszy mecz czy nie, udowodniliśmy drugim meczem, że jesteśmy lepsi od nich w następnym spotkaniu. Potem już było tylko coraz lepiej. Kiedy jednak okazało się, że naszym półfinałowym przeciwnikiem będą Amerykanie, znowu miałem chwile zwątpienia. Jankesi w ostatnich meczach bili nas przecież na potęgę. Biorąc dodatkowo pod uwagę, że nasz najlepszy siatkarz nie słynął z mocy mentalnej, nie mogłem wręcz uwierzyć w to co się w tym meczu stało. To właśnie Bartosz Kurek był dominującym zawodnikiem i to on przechylił szalę zwycięstwa na nasza stronę. Po tym zwycięstwie nie miałem watpliwości, że z Brazylią damy sobie radę. Na wygranie bez straty seta jednak nie liczyłem. Sport w najlepszym wydaniu pokazał na czym powinien on polegać. Wzloty i upadki, potem znowu wzlot ku końcowemu sukcesowi. Niesamowite i nieprawdopodobne.

Siatkówka to jednak nie dyscyplina sportu o zasięgu piłki nożnej. Z popularnością tej ostatniej, żaden inny wysiłek sportowy nie może się niestety równać. Żenujące są zatem fakty w sprawie nagród finansowych dla naszych piłkarzy, którzy skompromitowali się na mundialu w porównaniu z tym co dostali obrońcy tytułu mistrzów świata. Dla mnie to wstyd i hańba, że zawodnicy kopanej w ogóle dostali cokolwiek. Dziwny jest w tym zakresie świat sportu. O wysiłku i dokonaniach w nim decydują ciągle sponsorzy czyli reklamodawcy a tych niekoniecznie interesuje ranga zawodów, bardziej popularność i zasięg danej dyscypliny. Niestety Ameryka Południowa, pewnie poza Brazylią nie interesuje się siatkówką. Szkoda, bo to byłyby dodatkowe pieniądze za prawa do transmisji co pewnie przełożyłoby się na lepsze nagrody dla najlepszych zawodników i drużyn turnieju. Inna sprawa, źe chyba sternicy światowego związku siatkówki nie robią wystarczająco dużo dla jej popularyzacji.

Tradycyjnie sukces ma wielu ojców. Powyłazili oni ze swoich nor niczym komary na żer. Szafując nagrodami i pustymi frazesami ogrzewali się w słońcu mistrzów świata. Żeby nikt mi nie mówił o tendencyjności, muszę powiedzieć, że tak było i cztery lata temu. Wydaje mi się jednak, że wtedy powaga urządu prezydenta nie była aż tak bardzo nadszarpnięta jak to ma miejsce teraz. To właśnie zaproszenie od osoby pierwszego obywatela powinno nobilitować naszych zawodników. Tymczasem stało się odwrotnie, to ich obecność w tym wizerunkowo sponiewieranym towarzystwie nobilitowała tak prezydenta, jak i rownież premiera. A potrzebują tego jak mało kto.

Honor to nie towar. Vamos Argentina.

I stałem się kibicem Argentyny. Jej mecz z Nigerią, którego stawką był awans do kolejnej rundy mundialu miał w sobie wszystko o czym może marzyć przeciętny kibic sportu. Najpierw prowadzenie Argentyny dające im awans, potem wyrównanie Nigeryjczyków, premiujące ich wyjściem z grupy by wreszcie w końcówce meczu biało-niebiescy strzelili zwycięskiego gola premiującego ich dalszą grą w rosyjskich mistrzostwach. Presja związana ze stawką meczu jakoś nie związała nikomu nóg a wręcz odwrotnie, wyzwoliła we wszystkich zawodnikach pokłady energii o jakiej nasze orły mogą tylko pomarzyć. Obie drużyny pokazały nieprawdopodobny charakter i wole zwycięstwa. Argentyna wyszła z tego pojedynku na tarczy, chociaż mogło być odwrotnie, bo i Nigeria miała swoje szanse. Miałem możliwość zobaczyć wszystko to czego oczekiwałem od wybrańców Nawałki, walki do końca o każdą piłkę, o każdy metr boiska. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Świetny mecz, któremu pod względem dramaturgii mógł dorównać jedynie mecz Szwedów z Niemcami, chociaż spotkanie Iranu z Portugalią mogło zakończyć się wręcz sensacyjnie. Na tym tle nasza ekipa nie tylko wypadła blado lecz wręcz kompromitująco słabo. Dostają zatem, nasze gwiazdy, cięgi w mediach. Kto żyw nie zostawia suchej nitki na bezpłciowych zawodnikach znad Wisły. Zasłużyli sobie na tą krytykę zarówno oni jak i Nawałka, który pewnie po mistrzostwach będzie już tylko byłym trenerem. I słusznie bo to w końcu on był odpowiedzialny za przygotowanie drużyny i powołanie najlepszych zawodników. Preferowanie z uporem maniaka niegrających w swoich klubach gwiazd mogło przynieść rezultaty tylko na mistrzostwach podwórkowych. Wzięcie do Rosji kumpla naszego kapitana, który w swoim klubie z Gdańska rownież zawodzi świadczy tylko o tym jak wiele do powiedzenia w reprezentacji ma Robert Lewandowski. I powinien, tyle że nie w kwestii powołań. Na koniec jeszcze słowo o nim właśnie. Nie należę do jego najzagorzalszych kibiców o czym już pisałem na tych stronach. Jego brak samokrytyki to już nie ego ale super ego. Pretensje ma do całego świata, do klubu z Monachium, do agenta, do kolegów z reprezentacji i do Bóg wie jeszcze kogo. Rozumiem, że jak się zarabia takie pieniądze i jest się rozchwytywanym przez reklamodawców to ciężko jest być zmotywowanym do dawania z siebie wszystkiego w każdym meczu. Zawodnik z numerem dziewięć zawiódł na całej linii i pod każdym względem. Dziwi mnie zatem, że wciąż ktoś chce z nim rozmawiać o przyczynach naszych niepowodzeń znając z góry jego odpowiedź; ot poza nim nie ma w tej drużynie jakości. Mało to honorowe i dodatkowo degradujące pozostałych, w końcu kolegów, z drużyny.

Honor, w czwartek mają zagrać o niego nasze gwiazdy z reprezentacją Japonii. Honor to jednak nie towar, jak raz się go straciło to odzyskać go nie można. Żadne zwycięstwo i w żadnych rozmiarach nie zmieni faktu, że w naszej grupie zajmiemy ostatnie miejsce. Nie zmieni to również faktu, że odpadniemy w tej fazie rozgrywek jako jedyna rozstawiona drużyna…nawet jeśli z „honorem” wygramy.

Zakurzone ciało.

Czy można być oryginalnym w swoim komentarzu, po takim meczu? Czy można napisać coś czego ktoś nie napisał? Osobiście nie sądzę. Wiadra pomyj zapewne wyleją się dziś i jutro na naszą reprezentacje. Nikt, w najgorszych snach, nie wyobrażał sobie takiego scenariusza. Przed zakończeniem potyczek grupowych możemy się pakować, nie mając najmniejszych szans na wyjście z grupy. Dwa lata temu ci sami zawodnicy zachwycali na boiskach Francji. Nie pojmuję zatem komentarza kapitana naszej drużyny, że to było wszystko na co nas aktualnie stać. Nagle zapomnieliśmy jak się gra w piłkę nożną? Nigdy nie byłem wielkim zwolennikiem gwiazdy Lewandowskiego. Nie ujmując nic z jego osiągnięć, drażni mnie u niego wyjątkowy brak skromności. W tym aspekcie Robert Lewandowski przypomina mi Ronaldo, którego ego nie ma sobie równych. Niestety jeśli chodzi o umiejętności to monachijska gwiazda jeszcze wiele musi się uczyć od Portugalczyka. Ten zdobył już cztery bramki na mistrzostwach, z których dwie padły po wykreowanych przez siebie samego sytuacjach. Nasz kapitan, oceniając nasz występ powinien zacząć od siebie, nic szczególnego bowiem nie pokazał. To nie był ten sam zawodnik, który podczas mistrzostw Europy podrywał kolegów do walki. Tym razem zniżył się do ich poziomu. Dwa lata temu nasi piłkarze byli kupowani niemal na pniu, przez najlepsze kluby Europy. Czy po tych mistrzostwach ktoś będzie chciał nasze gwiazdy z Paryża, Monachium czy Neapolu. Mam poważne watpliwości.

Niemal każde rano zaczynam od prysznica. To taki rytuał, który pozwala mi na powrócenie ze świata snów do świata dnia bardziej rześkim i z otwartymi szeroko oczami. Nie inaczej było dzisiaj. Po meczu naszych gwiazd poczułem jednak nieodpartą ochotę zmycia z siebie pyłu, napewno nie gwiezdnego, niesmaku jaki opanował moje ciało. I choć nie czułem się brudnym to spływająca po mnie woda okazała się balsamem dla mej „przykurzonej” skóry.

Gorzej z duszą. Ona będzie potrzebowała czasu na zapomnienie.

Orły czy ptaszyska?

Z niecierpliwoscią i umiarkowanym optymizmem oczekiwałem pierwszego występu na mundialu Orłów Nawałki. Nie jestem ani znawcą, ani analitykiem piłki nożnej. Ot zwykły kibic, rzekłbym nawet przeciętny miłośnik sportu pod każdą postacią. Kiedy jednak gra drużyna narodowa, odzywają się zupełnie inne emocje. Mocno identyfikuję się z krajem mojego pochodzenia. Być może właśnie dlatego dzisiejsze spotkanie to nie tylko kubeł zimnej wody ale wyjątkowo gorzka pigułka do przełknięcia. Nikt nie lubi przegrywać. Taka jest jednak natura sportu; żeby ktoś wygrał, ktoś przegrać musi. Moja gorycz nie wynika zatem z porażki ale ze stylu w jakim do niej doszło. Przez większość meczu miałem wrżenie, że pewien zawodnik drużyny z Paryża ufundował wszystkim swoim kolegom reprezentacyjnym po kożuchu, z miłości do których jest znany. Ci natomiast zapomnieli je zostawić w szatni i wystąpili w nich na boisku. Męczyli się zatem niemiłosiernie, bo na zewnątrz pogoda była letnia, sądząc po trybunach, na których kibice zasiedli ubrani w krótki rękawek. Miałem nadzieję, że po przerwie zrzucą z siebie ten nadmiar garderoby, dzięki czemu odzyskają chociaż odrobinę świeżości. Nic z tych rzeczy. Widać wmawiany nam brak zaufania do ruskich zwyciężył ze zdrowym rozsądkiem bo nikt nie chciał zostawić krychowiakowego prezentu w szatni. Męczyłem się i ja przed telewizorem, wierząc w przebudzenie. Nie nastąpiło, niestety. Z drużyny, która jeszcze dwa lata temu czarowała na stadionach Francji, pozostały już tylko nazwiska a z orłów jakieś niemrawe ptaszyska, które sprawiały wrażenie jakby znalazły się na boisku zupełnie przypadkowo. Orły Górskiego nie schodziły poniżej pewnej przeciętnej. To co zobaczyłem dzisiaj trudno nazwać lotem bardziej przypominało to czołganie się po ziemi bez żadnej idei. Zawiedli wszyscy. Zawód to jednak zbyt słabe słowo w tym konkretnym przypadku, pewnie żenada byłaby tu lepszym określeniem. Najsmutniejsze w tym wszystkim jednak jest to, że wybrańcy trenera wyglądali zupełnie bez formy, co nie napawa zbyt wielkim optymizmem przed kolejnymi meczami. „Piłka jest okrągła, a bramki są dwie” i „dopóki piłka w grze wszystko jest możliwe” jak mawiał nasz nieodżałowanej pamięci trener Górski. Nie pozostaje mi nic innego jak tylko wierzyć w te dwa zdania, bo przecież brzydkie kaczątko zmieniło się w pięknego łabędzia, co jednak zajęło mu chwilę czasu. Jest zatem szansa, że dzisiejsza chmara smutnych ptaków, poderwie się jednak do lotu i zmieni się w drapieżne orły. Nawet jeśli jedna na milion to jest to wciąż szansa.

Pierwsze koty za płoty

Coraz bardziej doceniam miejsce swojego zamieszkania. Oczywiście nie mam porównania z Polską czy Stanami Zjednoczonymi w kwestii, o której chce pisać ale z doświadczenia wiem, że to co oferuje tutejsza telewizja w zakresie bezpośrednich transmisji sportowych nie da się porównać. Dzięki tutejszej miłości do piłki nożnej mogłem oglądać bezpośrednią transmisje z Kazachstanu. W tym samym czasie grała rownież Dania, Anglia, San Marino z Azerbejdżanem. Wszystkie mecze były transmitowane na żywo. To samo zresztą było z meczami, które rozpoczeły się pózniej. Spędziłem zatem trochę czasu przed telewizorem koncentrując się oczywiście na występie naszej reprezentacji. Zaczęliśmy spokojnie i wyglądało wszystko na to, że mecz będzie do wygrania. Pierwsza połowa zdecydowanie należała do nas i gdyby nie fatalna seria Milika powinnismy prowadzić conajmniej trzema bramkami. Milik po raz kolejny doprowadził mnie do białej gorączki. Piłkarz tej klasy powinien przynajmniej jedną ze swoich stuprocentowych sytuacji wykorzystać. Miał trzy i nie wykorzystał żadnej. Zemściło się to na naszej drużynie w drugiej połowie. Wyszliśmy chyba lekko zbyt pewni siebie licząc na kolejne bramki. Tymczasem stało się odwrotnie, nie udało nam się już umieścić piłki w bramce, tracąc przy okazji dwie bramki i pewne zwycięstwo. Szkoda bo mecz był napewno do wygrania. Straciliśmy dwa gole niemal w identyczny sposób po dośrodkowaniu po ziemi nasi obrońcy dali się dwukrotnie zaskoczyć. Drużyna, która chce być uważana za dobry zespół nie powinna sobie pozwolić na takie wpadki. Pokazali to jeszcze raz Niemcy i Anglicy, którzy grając na wyjazdach z lepszymi od Kazachstanu drużynami wygrali swoje mecze. Niepokoi mnie rownież brak zimnej krwi u paru naszych zawodników. Robert Lewandowski napewno zdaje sobie sprawę, że będzie prowokowany przez przeciwników w każdym meczu. Jego żółta kartka to nic innego jak brak spokoju. Następna kartka i trzeba będzie pauzować. To samo dotyczy Kamila Glika. Jego zachowanie nie można nazwać inaczej niż chamskie i dobrze, że skończyło się na żółtej kartce bo na dobrą sprawę mógł dostać czerwony kartonik. Gra na czas niszczy piłkę nożną, niestety nikt nie znalazł metody jak z tym walczyć. Zaleganie na boisku po wyimaginowanych faulach to grzech wszystkich zawodników. Jak ciężko był faulowany Kazach, sam pokazał podrywając się na równe nogi po brzydkim zachowaniu Glika. I w tym przypadku górę wzięły złe emocje i następna kartka to wykluczenie z meczu. Tak nie grają piłkarze, którzy uważają siebie za czołowych na swoich pozycjach. No cóż pierwsze koty za płoty. Do następnego spotkania ponad miesiąc i miejmy nadzieje, że trener Nawałka wyciągnie właściwe wnioski. Po pierwszej kolejce nasza grupa wyglada bardzo wyrównanie. Co prawda Dania wygrała swój mecz z Armenią ale zaledwie jednym golem grając przecież przed własną publicznością. Rumuni też nic nadzwyczajnego nie pokazali. Zasadniczo ostatnie dziesięć minut meczu warte było oglądania. Gospodarze powinni wygrać ten mecz jednak nie wykorzystali rzutu karnego w ostatniej minucie doliczonego czasu. Wykonujący karnego piłkarz Rumunii nie trafił nawet na bramkę. Jesteśmy w tej grupie zdecydowanie najlepszym zespołem przynajmniej na papierze ale jeśli nie zaczniemy grać tak jak nas na to stać to moze być gorąco. Osobiście mam nadzieje, ze mecz z Kazachstanem to wypadek przy pracy  i w następnych meczach będziemy już przeżywać wspaniałe zwycięstwa biało czerwonych, czego życzę sobie i wszystkim kibicom kopanej. 

Czas na ćwierćfinały

Zakończyła się pierwsza runda fazy pucharowej mistrzostw Europy w piłce nożnej. Dla mnie najważniejszy był oczywiście awans Polaków do następnej rundy czyli do ćwierćfinałów. Na tym etapie zgodnie z prognozami powinnismy byli spotkać się z reprezentacją Hiszpanii. Piłkarze tego kraju zafundowali sobie jednak porażkę z Chorwacją tracąc na jej rzecz pierwsze miejsce w grupie dzięki czemu to właśnie ona zameldowała się w grupie drużyn mogących być przeciwnikami naszej reprezentacji. Portugalia, która rzutem na taśmę awansowała z grupy, niespodziewanie pokonała Chorwatów i tak stała się naszym przeciwnikiem. Nie ma co narzekać na los naszych piłkarzy bo ten sprzyja nam wyjątkowo. Piłkarze Anglii rownież powinni się znaleźć wsród naszych potencjalnych przeciwników, przegrali jednak swoja grupę z Walią i ta zameldowała się w naszej połówce. Nie inaczej ma się sprawa z Belgią. To właśnie ta drużyna miała wygrać swoją grupę. Czerwone diabły uległy jednak Włochom dzięki czemu to właśnie Włosi wygrali grupę a Belgia może stanąć na naszej drodze. I w tym przypadku los był dla nas łaskawy bo porównujac Belgów i Włochów osobiście wolę grać przeciwko tym pierwszym. Ktoś napisał list do Pana Boga o pomoc naszej reprezentacji w meczu z Niemcami, widać jednak, że stwórca nie zamierzał poprzestać tylko na tym meczu. Jak będzie dalej? Wszystko w nogach i głowach naszych piłkarzy. Jesteśmy wsród ośmiu najlepszych drużyn Europy a wsród nich nie ma już obrońców tytułu Hiszpanów i dumnych synów Albionu, którzy po dramatycznym meczu pełnym niespodziewanych sytuacji ulegli niedocenianym Islandczykom. Reprezentacja tego kraju to bez wątpienia największa niespodzianka tego turnieju. W ćwiercfinale jednak czeka ich wyjątkowo trudne zadanie. Gospodarzom podobno pomagają nawet ściany. Francja nie pokazała niczego nadzwyczajnego jednak w pojedynku z Islandią będzie zdecydowanym faworytem. Sport jest jednak nieobliczalny o czym przekonali się Anglicy może zatem czas na Francje. To jednak drugi mecz z tej połówki będzie przyciągał wszystkich uwagę. Oto jeden z wielkich faworytów całego turnieju reprezentacja Niemiec zmierzy się z Włochami, którzy chociaż należą do możnych futbolu to jednak nie byli zbytnio doceniani przez fachowców. Tymczasem spisują się znakomicie. Odprawili z kwitkiem faworyzowaną Hiszpanię i zdecydowanie nie są bez szans w pojedynku z naszymi zachodnimi sąsiadami. To będzie arcyciekawy pojedynek i jeśli wygrają Włosi to napewno będzie to niespodzianka. Ostatnia para, która wydaje się najmniej interesująca to Belgia i Walia. Walijczycy to w moim przekonaniu to najsłabszy zespół, który pozostał w rozgrywkach co nie znaczy, że są bez szans z Belgami. Walia to ostatnia drużyna z wysp brytyjskich i chociaż przegrali w bezpośrednim pojedynku grupowym z Anglią to jednak na nich spadł obowiązek obrony honoru wysp brytyjskich. Chociaż szanse na dalszy awans mają niewielkie to jednak sport i wszystko jest możliwe.

W 1/8 sześciokrotnie wytypowałem zwyciezców poprawnie a poślizgnąłem się na Włochach i Belgach, którzy mieli przegrać swoje mecze. Postawiłem jednak na Islandię, które mnie nie zawiodła a wręcz przeciwnie udowodniła, że nie przyjechali do Francji w roli asystentów. Ćwierćfinały rozpoczynają się w czwartek meczem naszej reprezentacji z Portugalią. Nie mam złudzeń, że będzie to ciężkie spotkanie. Czas na przebudzenie Lewandowskiego i Milika i Polska górą bo zaprawdę Pan Bóg zrobił olbrzymią robotę teraz wszystko zależy od naszych piłkarzy. W piątek zagra Belgia z Walią i tu nie jestem w stanie widzieć wyspiarzy zwycięskich. Walia gra przeciętny futbol i w pojedynku z Belgami są w mojej opinii bez szans. W drugiej połówce Francja, która powoli się rozkręca, powinna sobie poradzić z Islandią chociaż sercem będę z wikingami to jednak stawiam na Francję. Ostatni pojedynek to mecz utytułowanych drużyn. Włosi odradzają się niczym feniks z popiołu i mentalnie są w tej chwili wyjątkowi mocni dzięki zwycięstwu nad Hiszpanią. Czy to wystarczy na Niemców? Bardzo trudne pytanie. Postawie na Włochów bo wieje im silny wiatr w plecy i podoba mi się ich zwariowany trener.  Cztery dni, cztery mecze i Polska w półfinale.
Wszystkim życzę wielkich emocji.

Podsumowanie fazy grupowej mistrzostw Europy.

Dobiegła końca faza grupowa mistrzostw Europy w piłce nożnej. Nasza reprezentacja wykonała plan minimum czyli wyjście z grupy. Zgodnie z oczekiwaniami fachowców zajęliśmy drugie miejsce ustępując Niemcom jedynie gorszą różnica bramek. Nie pokazaliśmy wszystkiego na co nas stać, przynajmniej w moim przekonaniu. Wbrew przewidywaniom nasi obrońcy zaprezentowali się lepiej niż napastnicy, którzy razili nieskutecznością. Trudno mieć do nich jednak o to żal bo jednak wygraliśmy dwa mecze a zwyciezców się nie sądzi. Awans oczywiście cieszy, apetyt jednak rośnie w miarę jedzenia. Juz w sobotę otworzymy rozgrywki o wejście do ćwierćfinału. Naszym przeciwnikiem będzie Szwajcaria pełna, jakby to powiedział Jan Tomaszewski, farbowanych lisów. Tak się porobiło w dzisiejszej piłce nożnej, że w drużynach narodowych zaczyna grać coraz więcej naturalizowanych piłkarzy. Helweci napewno są do ogrania, musimy jednak zagrać o wiele lepiej niż w rozgrywkach grupowych. W grze naszej drużyny oprócz nieskuteczności razi mnie niechęć do pressingu. Oddajemy przeciwników więcej niż połowę boiska bez najmniejszej walki. Umożliwia to naszym rywalom wrzucanie piłki w nasze pole karne co kreuje często duże zamieszanie w naszym polu karnym. Pressing to dzisiaj podstawa i drużyny, które chcą się liczyć w dalszej walce nie mogą oddawać bez walki nawet jednego metra. Granie na obronę wyniku i kontratak to mogło być dobre w grupie gdzie porażka niczego nie przekreślała. Rozumiem, że pressing wymaga kondycji, w naszej drużynie nie grają jednak amatorzy tylko piłkarze uznani nie tylko na krajowych boiskach, zatem kondycja to podstawa ich wyszkolenia. Jestem definitywnie optymistą w meczu ze Szwajcarami i sądzę, że ich ogramy jeśli tylko zagramy piłkę na jaką nas stać. 

Czas rozliczyć się z moich typów dotyczących wyjścia z grup. Na dwanaście wytypowanych zespołów trzy nie trafiłem. Całkiem niezły wynik chociaż mogło być lepiej. Zawiodła mnie Rumunia i Szwecja przede wszystkim, Turków typowałem jako niespodziankę i się przeliczyłem. Słaba postawa Szwedów i kompromitacja Austrii to chyba największe niespodzianki in minus. Kompletnie zawiedli rownież Czesi, Rosjanie i Ukraińcy, dlatego pojechali juz do domów. Zaskoczyli pozytywnie Węgrzy, których mecz z Portugalią a szczególnie dwadzieścia minut drugiej połowy był niesamowitym widowiskiem. Cztery gole, otwarta gra, cios za cios, świetny mecz. Pierwszy raz miałem okazję zobaczyć prawdziwe emocje u Ronaldo. Po stracie trzeciego gola przez jego drużynę mało nie dostał ataku furii. To był jego najlepszy występ. Przestał udawać obrażonego za każde z nim starcie a zaczął grać tak jak potrafi, a potrafi grać wyjątkowo dobrze. Z gwiazd turnieju to właśnie on i Bale zrobili największe wrażenie. Kompletnie zawiódł przereklamowany Ibrahimović nie zachwycił rownież Robert Lewandowski choć wierzę, że najlepsze mecze dopiero przed nim. 
Czas na moje typy w 1/8 finału. Polska to nie tylko typ wynikający z lokalnego patriotyzmu wierzę, że jesteśmy drużyna lepszą i przejdziemy dalej. Walia powinna pokonać Irlandię Północną chociaż to mecz drużyn o takim samym stylu gry. Nasi grupowi rywale spisali się lepiej niż się można było spodziewać nie sądzę aby mogli pokonać Walijczyków. Chorwacja wpadła niespodziewanie na Portugalię, która obudziła się w ostatniej chwili. Jeżeli Ronaldo zagra tak jak w meczu z Węgrami to jego drużyna ma szanse. Postawię zatem na Portugalczyków bo mają w swoim składzie kogoś kto może mieć duży wpływ na wynik. Francja chociaż gra pod bardzo dużą presja powinna poradzić sobie z kolejnym przedstawicielem wysp brytyjskich czyli Irlandią a Niemcy tez nie powinni mieć problemów ze Słowacją pomimo porażki przed paroma tygodniami w meczu towarzyskim tych drużyn. Niemcy napewno wyciągnęli z tego meczu wnioski. Węgrzy zaimponowali mi bardzo otwarta grą i wielkim zaangażowaniem, wiem że Belgia to nie Kopciuszek postawię jednak na Madziarów. Hiszpania przegrywając z Chorwacją wykręciła sobie numer w postaci straty pozycji lidera grupy. To będzie ich kosztować srogo bo ich kolejnym, przeciwnikiem będą Włosi. To będzie chyba najbardziej oczekiwany pojedynek tej fazy. Nie gra się przeciwko obrońcy tytułu i aktualnemu mistrzowi, chociaż nie jestem do końca pewien postawię na Hiszpanię. Ostatni mecz to pojedynek Islandii z Anglią. Piłkarze Albionu niczym nie zachwycili w przeciwieństwie do Islandii, która gra na pełnym luzie bez większych oczekiwań. Postawię zatem na Islandię licząc na niespodziankę. 
Aby do soboty i Polska gola.  

Jeszcze raz Niemcy na drodze

Już za parę godzin reprezentacje Polski i Niemiec wyjdą na murawę. Niemcy zweryfikują nasze oczekiwania. Piłka nożna pochłonęła cały piłkarski świat. Internet pełen jest sprawozdań. Kto ma tylko coś do powiedzenia na temat mistrzostw czy piłki nożnej dzieli się swoimi uwagami. A do powiedzenia ma coś prawie każdy. Pojawiają się rownież komentarze na blogach. Fajnie się czyta przemyślenia każdego sympatyka, fajnie się czyta rownież tych, którzy ukazują inny aspekt sportu. Sport rzeczywiście pozwala nam zapomnieć o dolegliwościach dnia powszedniego. Dzisiaj liczy się tylko jedno: jak ograć Niemców. Ktoś nawet w związku z tym wystosował list otwarty do Pana Boga. Autor doszedł do zabawnej konkluzji sprowadzającej się do boskich preferencji. Ewidentnie z przykładów przytoczonych wynika, że stwórca do tej pory sprzyjał naszym zachodnim sąsiadom. Przykładów popierających tą teza przytoczono wiele. Ja ze swojej strony muszę dodać jeszcze jeden. Mistrzostwa świata w piłce nożnej w Niemczech w 1974 roku. Byliśmy rewelacją mistrzostw. Nasza drużyna pokonywała kolejne przeszkody grając najlepszy w naszej historii futbol. Do wejścia do finału potrzebne nam było zwycięstwo nad …..Niemcami. Nie byliśmy bez szans, bo mieliśmy szybkich skrzydłowych, świetnych pomocników i pewna obronę a w bramce obrońca dwóch karnych niefarbowany lis z miasta Łodzi. I co? I przyszło nam grać na basenie. Nad Frankfurtem przeszło oberwanie chmury. Stadion przypominał basen a nie miejsce, na którym gra się w kopaną i to o awans do finału. Mecz nie powinien się odbyć. Odbył się niestety a na wodzie lepsi okazali się Niemcy ze zmorą polskich obrońców Gerdem Mullerem i zmorą polskich napastników Seppem Mayerem. Mam nadzieje, że nasz stwórca pamięta o tej dziejowej niesprawiedliwości.

Pojawił się rownież poradnik dla pań, dla których sport jest obojętny, jak przetrwać ten miesiąc z partnerami, którzy żyć będą przez najbliższe trzydzieści dni w innym świecie. Sporo ciekawych spostrzeżeń, no cóż drogie panie raz na cztery lata mozna się poświecić a jak Polska zdobędzie mistrzostwo Europy szczodrości partnerom nie zabraknie, mogę to niemal zagwarantować. 
I tak sobie pomyślałem: ja to mam dobrze, żona w Polsce, ja tutaj. Pilot należy do mnie i mój jest ten kawałek podłogi, na którym stoi telewizor. I tylko tęskno mi za moją panią.
Mam jednak nadzieje, że polscy piłkarze wynagrodzą mi dzisiaj i dokopią Niemcom a potem Ekwador zwycięży Amerykańców, chociaż w tym przypadku moje sympatie nie są aż tak jednoznaczne jak w przypadku naszego meczu we Francji.
Dzisiaj w mojej poczcie e mailowej otrzymałem złota myśl, którą traktuje jako dobry omen przed naszym spotkaniem. Oto ona: „Kultywowany strach staje sie coraz mocniejszy, kultywowana wiara pozwala osiągnąć nieosiągalne”
Tak wiec do boju biało – czerwoni wszyscy w was wierzymy. 

 

Let’s go Biało – Czerwoni.

Nadejszła wiekopomna chwila jakby powiedział Kazimierz Pawlak i doczekaliśmy się wreszcie rozpoczęcia mistrzostw Europy w piłce nożnej. Ja już od tygodnia dałem się wciągnąć w emocje piłkarskie jako, że w Stanach Zjednoczonych odbywa się Copa America a w niej bierze udział Ekwador, którego kibicem stałem się dość niespodziewanie. Muszę jednak z ręka na sercu przyznać, że bardziej będzie mnie interesować to co we Francji niż to co na boiskach amerykańskich. Ponieważ lubię wszelkiego rodzaju uczone prognozy i przewidywania ekspertów sam postanowiłem się zabawić w futurologa i przedstawić moje typy ale tylko na fazę grupową. Nie mam zamiaru rozwodzić nad każdym meczem ograniczę się jedynie do tego kto wyjdzie z grupy. 

Grupa A: Francja, Rumunia, Szwajcaria i Albania. Bezwzględnym faworytem jest Francja, która nie tylko ma bardzo dobrych zawodników ale jeszcze dodatkowo gra u siebie. O drugie miejsce pograją pewnie Rumuni i Szwajcarzy. Nie jestem przekonany do Szwajcarów i stawiam na Rumunów.
Grupa B: Anglia, Słowacja, Walią i Rosja. Ciężki orzech do zgryzienia. Słowacy ograli Niemców w spotkaniu towarzyskim ale Anglia to jednak Anglia. Rosja i Walia to tez nie Kościuszki muszę jednak postawić na Anglię a jako, że mój sąsiad tutaj jest Słowakiem to niech będzie Słowacja.
Grupa C: wszyscy znamy grupę C na pamięć: Niemcy, Polska, Ukraina i Irlandia Północna. Założenie, że Niemcy odpadną graniczyłoby z absurdem zatem nie można ich  pominąć przy awansie. Kto będzie drugi zdecyduje mecz Polski z Ukrainą. Bardzo mi się on nie podoba bo Ukraińcy to bardzo niebezpieczny atak a my to trochę niepewna obrona. Ale jak tu nie stawiać na Polskę to byłby grzech. Zatem Niemcy i Polska idą dalej.
Grupa D: Turcja, Chorwacja, Hiszpania i Czechy. Hiszpania to zdecydowany faworyt pomimo wpadki z Gruzją a drugie miejsce według mnie to sprawa otwarta. Gdzieś musi być niespodzianka i to będzie właśnie tutaj.  Stawiam na Turków.
Grupa E: Irlandia, Szwecja, Belgia i Włochy. Najmniej szans ma oczywiście Irlandia a Włosi zdają się być faworytami. Nie lubię jednak ich stylu gry i wydaje mi się, że włoska piłka przezywa kryzys. Szwedzi to oczywiście przede wszystkim Ibrahimowić, który może pokrzyżować plany faworyzowanym Włochom. Oglądałem tez mecz Belgii i zrobili na mnie bardzo dobre wrażenie. Postawię zatem na Belgię i Szwecję niech Włosi idą na ryby.
Grupa F: ostatnia grupa a w niej Austria, Portugalia, Islandia i Węgry. Portugalia wydaje się być w bardzo dobrej formie. Mało kto lubi Ronaldo chociaż jest on wybitnym piłkarzem. Osobiście tez za nim nie przepadam ale Portugalia powinna wyjsć z grupy. Austria nie spisuje się ostatnio zbyt dobrze i dlatego postawię w tej grupie na Islandię, która zaimponowała mi w meczach eliminacyjnych z Holandią.
Wszystkim kibicom kopanej życzę oczywiście wielkich emocji i aby Polska doszła jak najdalej. Cała moja nadzieja w naszych piłkarzach bo po drugiej stronie półkuli Ekwadorczycy zdecydowanie rozczarowywują.