Prezesowe prawdy

Zamiast swoich przemyśleń, postanowiłem dzisiaj przedrukować wpis Romana Giertycha z FB. Powód był prosty. Mam podobne pytania do prezesa jak były wicepremier. Brzydzi mnie wykorzystywanie zmarłych w jakichkolwiek celach. Widać to jednak standard w działaniu naczelnika naszego kraju.

A oto co napisał Roman Giertych.

Jarosław Kaczyński ogłosił, że śmierć posła Szyszki, to nie przypadek. I że prawdę o tej śmierci ujawni później. Tym samym przypomniał jak PiS doszedł do władzy w roku 2015. A doszedł do władzy na trumnach smoleńskich i oszczerstwach wobec opozycji, że jest odpowiedzialna za śmierć 96 ofiar katastrofy. Wysunął do propagowania kłamstwa smoleńskiego najbardziej cynicznego i bezczelnego polityka PiS – Antoniego Macierewicza i powołał specjalną komisję kłamców i tępych klakierów, którzy do dziś rzucają insynuacjami.

Panie Prezesie Kaczyński!

Gdzie jest „prawda smoleńska”?

Jakie są dowody na zamach?

Jak Pan udowodni słowa wypowiedziane w Sejmie do opozycji, że zabito Pańskiego brata?

Po co były ekshumacje?

Jeżeli przez cztery lata posiadania pełni władzy nie udowodniliście czegokolwiek z waszych tez, to znaczy, że łgaliście i oczernialiście niewinnych. Pan mieni się obrońcą chrześcijaństwa. Przypomnę Panu, że jest VIII przykazanie, które zakazuje oczerniania. Jeżeli Pan publicznie oczerniał niewinnych i publicznie tego nie sprostował, to nawet do ważnej spowiedzi nie może Pan przystąpić. Bo jednym z jej warunków jest zadośćuczynienie, a to w przypadku tak ciężkiego oczerniania jak zarzut morderstwa wymaga odwołania nieprawdziwego oskarżenia. Pan wie, że nie było żadnego zamachu (tak jak Pan wie, że nie ma żadnej „ukrytej prawdy” o śmierci posła Szyszki).

Dodatkowo wasze tezy o rzekomym zamachu raniły bliskich ofiar. Moja klientka, córka chroniącego Pańskiego brata oficera BOR do dziś dostaje nerwicy na każde telewizyjne przypominanie rzekomego zamachu.

Z powodów politycznych tańczyliście na trumnach smoleńskich używając Pańskiej osobistej tragedii (której nie kwestionuję i bardzo jej Panu współczuję) do zdyskredytowania Pańskich przeciwników.

Zapowiedział Pan dziś, że gdy Pan wygra będzie Pan piętnował przeciwników rządu. Po pierwsze niech Pan pamięta o zdaniu Spartan wypowiedzianym do przeciwników pełnych pychy, którzy zapowiadali krzywdy jakie zrobią Spartanom jeśli wygrają. Lakoniczna odpowiedź brzmiała: jeśli. Ale nawet jeżeli Pan wygra, to jak nas Pan będzie piętnował? Zabierze majątki? Powsadza pod fikcyjnymi zarzutami do więzień? Jeszcze bardziej oczerni w mediach rządowych? I co dalej? Jak nadal Pana nie będziemy popierać, to co? Jak daleko się Pan posunie?

Wie Pan co kiedyś powiedział Cicero? Niepopularność w słusznej sprawie to chwała. I Polska prędzej czy później upomni się o obrońców demokracji, a kłamliwych cyników, którzy na tańcu trumnami doszli do władzy wypluje i ukarze.

Roman Giertych

Drogie panie i dziewczyny

Kampania wyborcza wchodzi w ostatnią fazę. Nie czuję tego tak jak ci co mieszkają nad Wisłą. Przeglądam jednak portale i coś tam zawsze się dowiem i coś tam zawsze wyczytam.

Ponoć w Pruszkowie odbyła się jakaś debata kandydatów na posłów z udziałem gościa od koperty córki leśniczego. Fakt, że ten gość wciąż kandyduje odrobine mnie zdumiał. Z drugiej jednak strony, zahartowany w boju z kornikiem drukarzem, takie drobne potyczki jak jakaś debata to dla niego pic na wodę.

Chociaż ten bezczelny owad wygryzł byłego ministra środowiska ze stanowiska, ten jednak się nie poddaje. Ma w końcu doświadczenie nie tylko na polu ochrony natury w walce ze szkodnikami wszelkimi ale i w zakresie prac kurierskich a prezes przecież potrzebuje ludzi z doświadczeniem, że tak powiem ogólnym. Gość coś tam wie, coś tam słyszał ale, w którym kościele tego sam nie jest pewien. No i generalnie nie musi tego wiedzieć. On jak większość sług prezesa nie jest od myślenia tylko wykonywania poleceń.

Okazało się zatem, że były już na szczęście minister zna się również na sprawach rodzinnych. Nie mam złudzeń, że o tych dowiedział się w domach rozrywki prezesa NIKu. Mniejsza jednak o to.

Pan Jan z rodziny Szyszków tak widzi politykę społeczną państwa:

To jest podstawowy obowiązek państwa w tej chwili. Co zrobić, żeby dzietność kobiet była powyżej 2,5. I w ten sposób trzeba zadać pytanie. I tu mamy w gruncie rzeczy dwie koncepcje. Jedną, którą żeście tu bardzo mocno skrytykowali, żeby budować żłobki i przedszkola. Ale druga alternatywa jest taka, żeby budować zdrową rodzinę, gdzie ta rodzina ma możliwość wychowania trójkę czy czwórkę dzieci przy odpowiednim zarabianiu przez męża odpowiedniej pensji. To jest chyba jedyne wyjście w tym układzie. A nie poprzez budowanie żłobków i przedszkoli, kobieta pracuje, mąż pracuje, mają oboje niską pensję. To jest jakiś obłęd zupełny!

I dalej,

To jest podstawowa rzecz, która powinna zostać zapewniona. A nie w sposób sztuczny pomagać w budowie żłobków, przedszkoli i tych innych rzecz. To są sprawy chwilowe… To spuścizna po poprzednim systemie, no, komunistycznym, ale również po rządach Platformy Obywatelskiej i PSL.

Osobiście jestem trochę zawiedziony tezami pana Szyszki. Poszedłbym o krok dalej. Zlikwidować szkoły. Po co komu nauka, to też jakiś komunistyczny przeżytek. Dobre jednak i to. Przedszkola i żłobki do lamusa, o szkołach pomyślimy potem.

Co wy na to dziewczyny? Mi wychodzi na to, że awangarda rządzącej partii widzi w was maszyny do rodzenia dzieci. Jeśli wam się takie rozwiązanie podoba to głosujcie na partię Jarosława, bo to zapewne nie Jan Szyszko jest głównym strategiem tego ugrupowania.

Jeśli jednak macie marzenia o byciu czymś więcej to proponuje się zastanowić.

A młodszemu pokoleniu gwoli przypomnienia. PRL nie był państwem komunistycznym to po pierwsze. Po drugie nie upadł przez nadmiar szkół, przedszkoli czy żłobków. Upadł bo rządziła nim jedna partia nieznosząca krytyki.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,25282215,jan-szyszko-uwaza-ze-nie-powinno-sie-budowac-zlobkow-i-przedszkoli.html

Hetmańska kariera

Ni to serio, ni to żartem

Pierwszym został policjantem

Choć nie mówił zbyt otwarcie

Zawsze miał do władzy parcie

Gdy więc dostał swoją tekę

Wziął do pracy się z pośpiechem

Już po paru w pracy chwilach

Wykrył w służbach krokodyla.

Ten okazał się być smokiem

Co z Wawelu zwiał przed rokiem

Bo go z bajek wyrzucono,

Że to niby komunistą był rzekomo

Nasz policjant w każdej bajce

Zawsze bowiem widział zdrajcę.

Bohaterów dobranocek strach ogarnął blady

Obawiając wielkiej się zagłady

Zwiali wszyscy gdzie pieprz rośnie

Tylko Bolek się zachował znośnie

Chociaż nie chciał, jednak musiał

Przecież nie należy do rodziny Strusia

Szybko pożałował jednak swej decyzji

Bo już wkrótce wszem i wobec w telewizji

Ogłoszono, że donosił on na Lolka

I co gorsze na Banana Tolka

Kiedy Bolka trzymał już za rogi

Z ministerstwa musiał dawać nogi

Został z niego bowiem odwołany

Do komisji od lotnictwa mianowany

I w niej ciągle żyje w świecie baśni

Katastrofę chcąc wyjaśnić

Snuje swe teorie niczym dziadek z fajki

Gdy ten swoim wnukom opowiada bajki

W hipnotycznym transie niczym

Szuka katastrofy przyczyn

I nie wierzy mgle co przy tym była,

Że nikt inny tylko ona zawiniła

W swojej o zamachu wierze

Z kozła zatem przykład bierze

Co to dla podkucia świat przemierzył

Z czego w bajce ze śmiechem się zwierzył

Lotnik Ikar woli durnia jednak robić z kogoś

Zwłaszcza, że otacza go ich mnogość

Stąd przy władzy wciąż się kręci

No bo dureń i idiota to są teraz święci

Nosił wilk razy kilka……

Aż się sam siebie przestraszyłem. Sporo miejsca w moich wpisach poświęcam wszechobecnej nienawiści, wytykając ją na lewo i prawo. A tu masz, poczułem jakąś dziką satysfakcję z powodu ukazania się książki pod znamiennym tytułem „Macierewicz i jego tajemnice”. Nie mogłem nie zadać sobie pytania na temat mojego stosunku do Szoguna. Wyszło mi, że nie może być tu mowy o żadnej nienawiści bo z usposobienia jestem raczej bardziej zwolennikiem komedii niż dramatów. Tych pierwszych nasz Hetman dostarcza mi tylu, źe o żadnej nienawiści do niego mowy być nie może. Mam nadzieje, że książki nie spalą na stosie i uda mi się zdobyć to opracowanie, na jesieni, kiedy planuje zajrzeć w rodzinne strony. Już sam tytuł i reakcja największego albo drugiego po prezesie patrioty każe sądzić, że mamy do czynienia z pozycją na styku z „Moralnością Pani Dulskiej”, co obserwując poczynania i wypowiedzi pana Antoniego jest strzałem w dziesiątkę. Zaś słowo „tajemnice”, zawarte w tytule wskazuje, że możemy mieć do czynienia z beletrystyką kryminalną, którą skądinąd też lubię. Ewidentnie jednak pozycja nie przypadła do gustu Szogunowi i postanowił zrobić to z czego już od wielu lat jest bardzo dobrze znany, czyli donieść do właściwego urzędu. Donosicielstwo zdaje się być we krwi Hetmana i zastanawiam się czy nie byłoby warto sprawdzić jak długo pan Antoni jest oddany tej działalności. Nosił wilka razy kilka, ponieśli i wilka, jak mówi stare polskie przysłowie. Szogun swoim pieniactwem zniszczył życie wielu ludziom. Niektórym się to należało, ale byli rownież i tacy, którzy nie tylko nie zasłużyli sobie na sposób w jaki ich potraktował, żądny krwi pan minister, wręcz przeciwnie, powinni być chronieni, mam tu na myśli szczególnie funkcjonariuszy wywiadu, będących poza granicami kraju, których beztrosko wskazał specjalista od obronności. Błędów, pomyłek, ślepoty w działaniu nie będę wytykał szefowi resortu, wszyscy to widzą sami każdego dnia. Wybiórczość w wytykaniu i wskazywaniu palcem innych, szczególnie tych o odmiennych poglądach, też zdaje się być znaną cechą tego pana. Bez względu na motywy powstania książki i jej zawartość, biorąc pod uwagę negatywne wizerunkowe oddziaływanie Szoguna na rząd i partię, każdy musi sobie zadać pytanie co takiego on wie, że nie można się go pozbyć. Sam zdaje się być tak przeświadczony o swojej wielkości, że raczej w zapomnienie odejść się nie zgodzi. Będzie mógł się przez chwile poczuć jak prezydent….Lech Wałęsa, osaczony przez pseudonaukowców, którzy próbują wybić się na jego oddaniu ojczyźnie. Jest w o tyle lepszej sytuacji, że ma znajomosci w prokuraturze, bo przecież jej szef to minister od sprawiedliwości i kolega z partii. Antoni Macierewicz miesiąc temu powiedział, że Lech Wałęsa był czymś najgorszym co mogło się Polsce przydarzyć. Czy aby napewno? 

Ku przestrodze

Niczym koń przywiązany do pachołka

Nie odda minister swojego stołka
I choć bardziej on jest specjalistą od zabytków
To tak przyzwyczaił się do życia w zbytku
Że próżność go już kompletnie roznosi
I na żadne odejście się nie zanosi
Nie przeszkadza mu zewsząd głośna krytyka
Przez, którą pozbyć się musiał swojego rzecznika
Gdzie się pokaże, wygląda wręcz śmiesznie
Jak już się odezwie, zaraz pospiesznie
Muszą tłumaczyć co miał na myśli
Bo zda się każdemu, źe znów mu się przyśnił
Nowy scenariusz do filmu o zbrodni, 
Którą sprawili ludzie niegodni
Co się wywodzą z poprzedniej władzy
I teraz są przed nim brudni i nadzy.
To opętanie karierą wielkiego filmowca
Doprowadziło niemal do kupna bombowca,
Który pewien samolot miał imitować
Wznieść się wysoko, za chmury schować
Lecąc jak orzeł biały w królewskiej koronie
Nie wiedząc że już za chwilę w powietrzu spłonie
Bo zdrajcy narodu wybuch w nim spowodowali
I miast wylądować nad ziemią się spalił
Opracowane na film ten były już scenariusze
A partia nań przekazała wielkie fundusze
Fiaskiem jednak skończyły się poszukiwania
Aktorów gotowych do ról głównych zagrania.
Skoro kariery w filmie zrobić się nie udało
To nic innego mu nie pozostało
Jak zająć się wojskiem i obronnością
Co robi do dzisiaj z wielką radością
Czuje się wreszcie jak gwiazda filmowa
Bo jego armia choć do niczego nie jest gotowa
Sprawia, że wreszcie on żyje sobie wygodnie
A generałowie prasują jego koszule i stare spodnie.
Przecież dla kraju on zrobił tak wiele
Niech teraz kraj będzie mu przyjacielem
I niech doceni trud jego i troski
Bo przecież on życie poświęcił dla Polski.
Wszyscy dziś wiemy, że do niczego on się nadaje
A wizerunek jego, rządowym kłopotem się staje
To pewne jest jednak, że dumą raczej się nie uniesie
I sam w stan spoczynku się nie przeniesie.
Patrząc na niego, zapamiętajcie drodzy rodacy
Że ci co mówią, źe dla was walczą, to walczą dla tacy. 

Pomieszanie z poplątaniem

Czy nasza premierowa potrafi sklecić chociaż jedno zdanie, w którym nie zawarta byłaby krytyka poprzednich rządów? Obawiam się, że jest wręcz niemożliwe. Przeglądałem pare jej ostatnich wypowiedzi i nie udało  mi się znaleźć ani jednej takiej, w której odnosi się do jakiekolwiek zagadnienia bez przywołania poprzedników do tablicy. Nie mogło być inaczej podczas ostatniej debaty na temat odwołania hetmana koronnego czyli pierwszego specjalisty od obronności kraju. Nie cieszy się on się żadnym zaufaniem wsród naszych sojuszników a na arenie krajowej uważany jest za najgorszego ministra w rządzie pani Beaty tfu pana Jarosława. Zakup limuzyn, stłuczka w drodze do spowiedzi, doradcy bez kwalifikacji i przygotowania w wieku przedszkolnym, nadęty rzecznik, medale, nagrody i premie za zasługi dla tegoż, nalot na komórkę NATO w nocy, dymisje i odejścia generałów to tylko pare wpadek pana Antoniego z okresu ostatnich paru miesięcy. Nie będę tutaj już wspominał o jego bzdurnych teoriach spiskowo-zamachowych w Smoleńsku i wpływie jednego z członków komisji na śmigłowcowy kontrakt. Hetman ma się dobrze bo drugiego takiego znawcy w obronności jeszcze nie mieliśmy. Naszej premier łatwo zaimponować wiedzą na temat wojskowości bo jeśli jest ktoś w tym rządzie kto się zna na tym gorzej niż pan minister to to zapewnię będzie to właśnie ona we własnej osobie. Niejaki Andrzej Duda, bliżej nieznany nieco ponad dwa lata temu, ubiegając się o prezydenturę uczynił panią Beatę szefem swojej kampanii wyborczej. Dzięki jego wygranej i jej nazwisku przewijającym się w trakcie tych wyborów została mianowana przez prezesa na stanowisko szefowej rządu. Prezydent, który jest zwierzchnikiem sił zbrojnych rownież dostaje bólu głowy z powodu swoich relacji z hetmanem, który wyraźnie go lekceważy. Nie przeszkodziło to premierowej zasłaniać piersią niechcianego ministra, przy okazji wylewając potok żółci na poprzedni rząd. To przecież niewątpliwa jego wina, źe nie było w ministerstwie limuzyn, że nie wprowadził obowiązku miesięcznej spowiedzi wszystkich pracowników, że nie dał szans przedszkolakom w podnoszeniu gotowości bojowej armii, że powoływał generałów na dowódcze stanowiska bez uzgodnienia z kimkolwiek. Teraz to wszystko zdeterminowany minister musi naprawiać. Idzie mu jak po grudzie bo z wykształcenia będąc historykiem bardziej mu odpowiada grzebanie w pewnych teczkach z przeszłości. Najpewniej dzięki jednej takiej właśnie teczuszce z aktami jest dzisiaj nietykalny. Z drugiej strony może to i lepiej bo istnieje duże prawdopodobieństwo, że gdyby go odwołali to nowym szogunem mogłaby zostać na przykład kolejna Beata chociażby Kempa i to już zapewne byłby koniec naszej armii. Żeby jednak nie być jednostronnym muszę koniecznie stwierdzić, że wnioski opozycji dotyczące wotum zaufania dla kogokolwiek w tym rządzie uważam za przejaw kompletnego braku wyobraźni i wyjątkowej głupoty. Wiedząc z góry, że każdy taki wniosek zostanie przegłosowany zgodnie z wolą prezesa, marnotrawią tylko czas i pieniądze podatników. Ich to jednak nic nie kosztuje. Dodatkowo tak się zachłysnęli zajechaniem Misiewicza, że teraz wydaje się im, że mogą doprowadzić do usunięcia każdego. Portal Oko.press odlicza czas do następnych wyborów. Pozostało nieco ponad osiemset dziewięćdziesiąt dni. Z taką tępą opozycją obawiam się, że w kolejnych wyborach niewiele się zmieni.

Smoleńsk po amerykańsku

Nasza premierowa po spektakularnej klęsce w Brukseli, którą razem z prezesem próbowała sprzedać narodowi jako sukces zauważyła, że słupki zaufania do niej zaczęły dołować. Przyjęła zatem w ostatnim okresie taktykę pierwszego obywatela czyli najlepiej się nie odzywać. Zabierając rzadko głos w ważnych sprawach okazuje się, że prowadzi on w rankingach zaufania. Ta taktyka sprawdza się nawet wtedy gdy pan prezydent rozsierdzony ignorancją ministra od obrony smaruje do niego pisma, które jakoś przedostają się do mediów. Hetmana Wielkiego Koronnego można besztać bo on w kategorii zaufania znajduje się na samym dnie i chociaż nie powinno się kopać leżącego to w tym wypadku ludziskom się to nawet podoba. Specjalnym zaufaniem nie cieszy się również znawca spraw zagranicznych, który wije się jak piskorz starając się udowodnić swoją przydatność z czego niewiele mu wychodzi,  no może poza nawiązaniem stosunków dyplomatycznych z San Cristobal. Mnie najbardziej rozśmiesza jego naiwność w relacjach z wielkim bratem zza wielkiej wody. Kiedy na prezydenta, dawno temu, wybrano niejakiego juniora od tamtego momentu stopień inteligencji tamtejszych polityków budzi zastrzeżenia wielu obserwatorów amerykańskiej polityki. Miał okazję przekonać się o tym nasz znawca spraw zagranicznych, który oczekiwał, prawdę mówiąc nie wiem za bardzo czego, pomocy od wielkiego brata w zakończeniu kryminału smoleńskiego. Ustami swojego ambasadora w Polsce nasz największy sojusznik stwierdził, że zrobili już wszystko w tej sprawie co mogli. Urzędnik zza wielkiej wody znowu nic nie załapał. Nam nie chodzi o żadną pomoc w wyjaśnieniu przyczyn katastrofy. Nasi specjaliści z komisji smoleńskiej już dawno je ustalili. Wprowadzają od czasu do czasu tylko drobne poprawki do swoich koncepcji jednak fakt, że to był zamach stanu nie podlega żadnej dyskusji. My oczekujemy w związku z tym inwazji Amerykańców na sprawców tego zamachu czyli na putinowską Rosję. Ileż można o to prosić? Juz nawet nie zależy nam na zniesieniu wiz, byle tylko dzielna armia zza wielkiej wody przyjechała do nas i z naszego kraju uderzyła i zniszczyła to czerwone zło ze wschodu. Nie łapał tego Obama i widać nie łapie tego Trump. Hm, może to jednak nasi rządzący nie rozumieją że Ameryka to przede wszystkim business i pieniądze. Kierując się zatem mocno podejrzaną polską racją stanu mogliby na tym więcej stracić niż zarobić. Warto aby nasi rządzący, poddani amerykańcom, o tym pamiętali. Brat zza wielkiej wody już raz postawił na nas krzyżyk, jak trzeba będzie to zrobi to ponownie. 

Dwie sprawności

Dawno już nie pisałem na temat mojego ulubionego ministra w w naszym rządzie  wszechczasów. Szogunowi od obrony pali się ostatnio coraz mocniej grunt pod nogami. On jak widać jednak niewiele sobie z tego robi. Odwołał kogo się dało a na zwolnione  stanowiska powołał tych co zdali pozytywnie musztrę z parasolkami. Bronił tak długo jak mógł balast wizerunkowy PiS-u aż wreszcie sam król Wszechpolski musiał pogonić z partii śmiesznego rzecznika. Teraz się okazuje, że specjalista od lotnictwa w komisji smoleńskiej maczał łapy tam gdzie ich maczać nie powinien. Zdawać by się mogło, ze dni Hetmana są policzone. Stoi jednak on na czele armii, w której wymienił już wszystkich nieposłusznych. Jak się będą go dalej czepiać zawsze może wyprowadzić wojsko na ulice i wprowadzić stan wojenny, tfu na psa urok, stan wyjątkowy dla oczywiście dobra ojczyzny. Niby zwierzchnikiem sił zbrojnych jest pewien facet co to mieszka w Belwederze. Zaczął on nawet domagać się odpowiedzi od ministra na temat wojska i jego stanu. Szogun to jednak olał i nie zamierza się tłumaczyć nikomu na temat swoich decyzji zwłaszcza komuś kogo nie bardzo zna. Prawdę mówiąc po tym jak prezes przegonił zaufanego pracownika on sam niewiele może powiedzieć co się dzieje w armii. Nigdy zbytnio nie interesował się ministerstwem od obrony będąc pochłoniętym spiskiem w Smoleńsku. Siedem lat z górą już tropi domniemanych zamachowców, zna nawet ich nazwiska tyle, że nie idzie ich postawić w stan oskarżenia bo jeden jest prezydentem Rosji a drugi mimo, że pełni jakieś mało odpowiedzialne stanowisko w parlamencie unijnym to ktoś dał mu immunitet i nie ma jak się do niego dobrać. Ma rownież nasz pan minister zobowiązania wobec swoich wyborców z miasta Piotrków Trybunalski i tak na dobrą sprawę nie ma zbyt wiele czasu na ministerstwo od obrony. Ma jednak na kierowniczych stanowiskach w armii swoich ołowianych żołnierzy, którzy pójdą za nim w ogień. Nie będzie zatem łatwo pozbyć się Hetmana zwłaszcza, że sam nie ma ochoty zrezygnować z zajmowanego stanowiska bo zbyt na sercu mu leży dobro kraju i jego obywateli. Przyzwyczaił się poza tym do pewnych przywilejów i cieżko byłoby mu z nich zrezygnować. Okazuje się, że jest on wielkim miłośnikiem pływania tylko, źe znowu z jego czasem nie bardzo ma kiedy pływać. Korzysta zatem z basenu żandarmerii w środku nocy. Na jej czele też postawił swojego człowieka bo poprzednik nie miał ochoty sterczeć po nocach w oczekiwaniu na szacownego bojownika o prawdę smoleńską. Uprawia teraz więc tę swoją ulubioną dyscyplinę sportu pod ochroną nowego generała od żandarmerii i niech mu ktoś sprubuje podskoczyć. Pan minister przygotowuje się do walki wręcz o swoje stanowisko dbając o swoją kondycję fizyczną. 

Jak sam stwierdził w jednej ze swoich swoich wypowiedzi „sprawność fizyczna jest najważniejsza”. I wyszło mi na to, źe znowu przez całe życie byłem w błędzie sądząc, że to jednak sprawność umysłowa powinna być priorytetem. Cóż człowiek uczy się całe życie by głupim umrzeć. 

Ministerstwo zagraniczne

W ministerstwie zagranicznym,

Pewien facet spontaniczny
Rządzi kraju dyplomacją całą
W niego trzeba wiarę mieć niemałą
Bo on miast pomyśleć już coś rzeknie
Tak, że premier przy nim blednie
Zna on wszystkie państwa świata
Gdzie on nie był, gdzie nie latał
Sam już nie wie bo tak wiele odbył tych podróży
Właśnie z San Escobar wrócił gdzie z kart sobie wróżył
Pewien szaman tam postawił mu pasjansa
I przekonał jego, że jest szansa
Na wygranie stanowiska szefa rady
Pod warunkiem, że wystawi tak dla swady
Swego kandydata rownież z Polski
A najlepiej jakby się nazywał Wolski
„Znam takiego” wrzasnął nasz minister
Po czym szybko złapał za tornister,
Z którym nie rozłącza się od szkoły podstawowej
Ma w nim bowiem odpowiedzi na wszystko gotowe
I w te pędy wrócił do kraju swego stolicy
By z prezesem oraz premierową przy Soplicy
Obgadać swój plan przewrotny i diabelski
I się pozbyć tego co sprawił dramat smoleński
W ten właśnie sposób pan Saryusz – Wolski
Został kandydatem rządu z Polski
Jak skończyła się ta heca, dobrze wiemy
I zapomnieć o niej bardzo chcemy.
A co robi dzisiaj nasz szanowny pan minister?
Właśnie nowa zaczął podróż wraz z tornistrem
By ją skończyć w…….Pacanowie
A co przeżył i co widział, wkrótce rząd wam da odpowiedż

Ołowiany Szogun

Patrząc na naszego Szoguna czyli ministra od obronności przypomina mi się piosenka o małym chłopcu co to chciał być żołnierzem. Miał on ołowiane wojsko i wyprawiał z nim co mu się podobało. Nasz Hetman Wielki Koronny tez żyje w jakimś iluzorycznej przestrzeni , z której nawet Król Polski Jarosław Ponury nie może go wydostać sam coraz głębiej zapadając się w owym świecie. A w nim istnieją tylko trzy podmioty poza naszym ukochanym krajem: Królestwo Dobra czyli kraj za wielka wodą, Królestwo Zła czyli stepy na wschodzie i Diabeł Wcielony czyli przewodniczący Rady Europejskiej. Nie pojmuje z jakich powodów pan Antoni został powołany na stanowisko Szoguna. Jeżeli już koniecznie trzeba było dać jakieś ministerstwo temu panu należało coś dla niego stworzyć na ten przykład Ministerstwo do Walki z Diabłem Wcielonym, czy może do spraw Religii Smoleńskiej. Religia i Diabeł to sprawy nienamacalne a w nich nasz wielki odkrywca prawdy nawiedzonej czuje się najlepiej. Splata te swoje podejrzenia, przypuszczenia, historyjki wcale nieśmieszne zapominając, że stoi na czele armii złożonej nie z ołowianych żołnierzyków. Zauważył to nawet mało widzący mieszkaniec Belwederu i z przejęcia napisał list do Hetmana. Ten jednak znowu jest na delegacji w Smoleńsku i zastrzeżenia pierwszego obywatela przekazał zapewne do rozpatrzenia swojemu rzecznikowi, który niby jest wizerunkowym problemem ale na armii zna się, jak wieść niesie, lepiej niż jego szef. Zasłynął ów rzecznik szczególnie wprowadzeniem musztry z parasolem. I tak mamy to co mamy: minister od siedmiu boleści miota się miedzy Kremlem a Brukselą w swojej wyimaginowanej rzeczywistości w poszukiwaniu diabła albo diabeł wie czego. Od czasu do czasu w realnym życiu wpadnie do Warszawy w celu złożenia jakiegoś doniesienia do prokuratury, na nie ma znaczenia kogo, byleby donieść ( jedno z ulubionych zajęć pana Antoniego ). Pilną uwagę zwraca na płomień religii smoleńskiej i jak juz przygasa to dorzuci do niego znowu jakiś absurdalny pomysł. A w ministerstwie szarogęsi się chłopak, któremu się zdaje, że wojsko jest z ołowiu i można je przetapiać według własnego widzi mi się. Paru generałów nie dało się przetopić i uformować z parasolką w ręku więc musieli zrezygnować. Oczywiście wszystko się odbywa w ramach dobrej zmiany, czego nie omieszkał zauważyć Król Wszechpolski Jarosław Ponury. Jak tak dalej pójdzie to nasze wojsko nie będzie nawet ołowiane a bardziej papierowe. W razie „W” Donald ten zza wielkiej wody na sto procent nam pomoże. Nie ma się zatem co martwić.