Wódz nad wodze na podłodze

Biega Jarek po pokoju

Coś nie daje spokoju 
Coś sie stanie, coś sie zdarzy
Wokół tylu jest zbrodniarzy
Każdy na prezesa czyha
Że on ledwie co oddycha
„Ta Bruksela z prezydentem
Daje konia z rzędem
Coś szykuje na mą władzę
Z nimi jednak sobie radzę
Pewnie opozycja w kraju znowu knuje
I ludzi przeciwko mnie buntuje
Opozycja jednak jest skłócona 
I bezdennie zagubiona
Pewnie Putin i Rosjanie
Znów szykują mi powstanie
Mamy jednak w kraju NATO
Odpowiedział by on za to.
Może Ziobro wraz z Gowinem
Wsadzić chcą mnie znów na minę?
Może Andrzej i Beata
Wykręcają na mnie bata?
Obie wersje niemożliwe
Towarzystwo nazbyt jest lękliwe
Choć Trybunał stoi mi na drodze
To sędziowie są już w trwodze
Bo człowiekiem moim wkrótce będzie prezes jego
Było przecież w tym coś nienormalnego
Żeby w moim kraju uczył mnie ktoś prawa
Mym poddanym też na kpinę to zakrawa
Toteż problem Trybunału rozwiązany będzie
Będę kontrolował zatem wszystkich wszędzie
Wszystko idzie zgodnie z planem
Kraju tego wkrótce będę wielkim chanem”
Już spokojny, wolnym zaczął człapać krokiem
Wedle lustra wreszcie stanął bokiem
Z dumą spojrzał w swe odbicie
By po chwili wylądować na podłogi płycie
Kot pod lustrem mu pamiątkę pozostawił
I swą małą kupką sprawił 
Że największy z wielkich walnął o podłogę
Chociaż myślał, że jest bogiem
Morał z tej wywrotki taki płynie
W tej naszej pięknej krainie
Nikt na ciebie nie poluje
Boś jest nikim tylko małym zbójem
W swojej pysze zadufanym
Przez nas wszystkich dziś niechcianym
I wystarczy mała kocia kupka
Żeby z wodza zrobić głupka.