Polowanie z nagonką

To było do przypuszczenia, że pisowska maszyna propagandowa zostanie spuszczona z łańcucha. Operacja „Grodzki” zmierzająca do utrudnienia życia nowemu marszałkowi Senatu przybiera na mocy każdego dnia, każdej godziny, każdej minuty. Wszystkie psy zostały puszczone luźno w poszukiwaniu karmy dla tępoty, która niczym innym nie potrafi się żywić tylko pomówieniami, plotkami, retoryką nienawiści i wszelką podłością. Wypełzły hieny ze swoich nor, niczym pluskwy, zgodnie z życzeniem swego władcy.

Niczego nie mogą znaleźć ale to im nie przeszkadza. Wystarczy rzucić pare oszczerstw i niech się marszałek tłumaczy. Oni inaczej nie potrafią, zwłaszcza, że głupi lud wszystko kupi.

Zaczęło się od dochodów Tomasza Grodzkiego. Lud musiał się o tym dowiedzieć tuż przed jego orędziem. Pochodnia prawdy niejaka Holecka do spółki z terierem prezesa Kurskim dali upust swojej żółci i Kaczyńskiego frustracji swoimi dywagacjami na temat jego zarobków Tomasza Grodzkiego. Holecka zapomniała rzec choć słowo na temat swojego wynagrodzenia, które ponad trzykrotnie przewyższa to co zarabia profesor. Ile musi kasować Kurski?

Nawiedzona prawda obróciła się w fałsz. Znów lud został wydymany. Zaraz pojawiły się oskarżenia na temat jakiejś fundacji, w której marszałek miał dokonywać przekrętów, przy których nawet sutenerstwo Banasia to małe piwo. Znowu kurwa pudło. Spod zlewozmywaka wyszła jakaś profesor, której wszystko się pomyliło. Najpierw syczała, niczym Pawłowicz, na temat łapówki, którą miała wręczyć Tomaszowi Grodzkiemu, by już po chwili okazać się osobą o podejrzanych preferencjach politycznych. Odszczekała bo dowodów nie było i nie będzie.

Czy ktokolwiek znał jakiegoś Guzikiewicza przed dzisiejszym dniem? Wątpię. Pewnie nawet prezes nie wiedział jak usłużnego ma w swoich szeregach wynalazcę prawdy objawionej. Ten Gniewny poszukiwacz sprawiedliwości z PiSiego ula nawet nie zna prawidłowej pisowni nazwiska Marszałka Senatu, wie jednak, że przyjął łapówkę. Złożył zatem zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa, które o dziwo CBA zamierza rozpatrzyć wyjątkowo wnikliwie.

https://www.facebook.com/groups/2056216077995375/permalink/2523475387936106?sfns=mo

A tymczasem sutener, prezes NIK, Banaś ośmieszył Sejm, niedoszły kryminalista rządzi policją, marszałek Sejmu anuluje głosowania według uznania, marszałek senior to smoleński kłamca, poprzedni marszałek senatu Karczewski wymalował sobie portret za prawie osiem kawałków na nasz koszt. Tak można by bez końca i aż dziw bierze, że opozycja nie zalewa prokuratury sądów i innych organów wnioskami o możliwości popełnienia przestępstwa. Już gołym okiem dzisiaj widać, że z prezesowymi metodami inaczej wygrać nie sposób. Skoro Guzikiewicz doniósł na marszałka nie będąc nawet stroną w aferze to może zacznijmy wszyscy składać wnioski o możliwości popełnienia przestępstwa przez Banasia, Glapińskiego, Witek, Kuchcińskiego, Karczewskiego, Pawłowicz, Piotrowicza, Ziobrę, Kaczyńskiego. Niech się to ich sądownictwo zatka wnioskami i nich sędziowie z ziobrowego nadania się trochę pogimnastykują.

A tu mam pomysł dla Guzikiewicza na następne zawiadomienie. Gość na zdjęciu wydymał nas całkiem nieźle. Jarosław zapewne by się ucieszył gdyby wreszcie ktoś doszedł do dna tego przekrętu.

Jest jeszcze gorzej

Dziś pozwolę sobie przypomnieć mój tekst ze stycznia 2017 roku ‚Granice Absurdu”. Właśnie go przeczytałem i mam wrażenie, że nic się nie zmieniło. Wręcz odwrotnie, jest jeszcze gorzej.

Mam wrażenie, że litery „p” i „s” to chyba dwie od, których zaczyna się najwiecej polskich wyrazów. Literka „i” aczkolwiek mniej popularna w kontekście ilości wyrazów się od niej zaczynających, jako spójnik jest w naszym języku niezastąpiona co da się zauważyć w poniższym tekście.

Rządzi nami „prezes i spółka”  i nie wolno tego mylić z prawem i sprawiedliwością bo akurat oba te rzeczowniki „pan i służba” jego mają w „poważaniu i się” nimi najmniej przejmują. „Potężnemu i surowemu” władcy z Żoliborza udało się „przekonać i skłócić” swoich zwolenników z resztą „Polski i społeczeństwa”. Ten wszechwładny pan zwaśnił rownież wszelkie grupy zawodowe. Nowa prezes TK nijaka „Przyłębska i sędziowie” powołani niezgodnie z prawem, nad konstytucję przekładają edykty wydane na Żoliborzu. Chłopiec na „posyłki i sekretarka” naszego króla ukrywający się pod pseudonimami prezydent i marszałkini owe edykty „podpisują i stanowią” prawem.  Nasz „Parlament i Senat” w których większość stanowią „posłańcy i sługusy” „pierwszego i samowładnego” wszelkie „poprawki i sprostowania” do edyktów królewskich wymyślone przez „posłów i senatorów” opozycji, tylko „przegląda i skierowuje” na okoliczny śmietnik. Nie mają się czego bać bo „prokuratorzy i sędziowie” wymiaru sprawiedliwości wymieniani są na tych co się „podporządkują i samodzielnie” bez „przymusu i solidarnie” edykty królewskie za prawo uważać będą.  Nie inaczej dzieje się w wojsku. Tu rządzą „piloci i spadochroniarze”, których zadaniem jest „podporządkować i spacyfikować” tych, których żoliborski władca „posortował i sklasyfikował” jako nieprzydatnych do życia w królestwie. Tym celom służy też „policja i strażacy”, którzy mają „polać i spałować” tych, których nie dopadli „piloci i spadochroniarze”. Głównymi zadaniami wszystkich ministerstw jest skoncentrowanie się nad „pomnikami i Smoleńskiem”, pozostawiając „Polskę i społeczeństwo” na drugim planie.  W telewizji rządzi „pół-terier i sfora” zajmując się przede wszystkim „plotkami i skandalami” dotyczącymi „posortowanych i sklasyfikowanych” co ma się nazywać „patriotyczną i społeczną” misją telewizji. Czy ktoś pamięta aferę podsłuchową z knajpy Sowa i Przyjaciele? Nie ma juz tego lokalu, zmienił swoją nazwę na „Przyjaciele i Sowa” żeby było wiadomo kto może „podsłuchiwać i sprzedawać” nagrania z tej działalności.  A czy wiedzieliście, że na ulicy rządzą „prostytutki i sutenerzy”? Ich głównym zadaniem jest walka z „pedalstwem i samogwałtem”, tak podłych dewiacji szczególnie wsród „panów i singli”. Ponieważ „prezes i sekretarka” należą do tej grupy, dlatego walka na tym odcinku będzie „powszechna i skoordynowana” pod nadzorem „posłów i senatorów” jedynie „prawej i słusznej” orientacji „partnerskiej i seksualnej”. Przeczytałem gdzieś na internecie, źe narybek partyjny ma się organizować jako „plemniki i sperma” głównego ideologa. Ile w tym prawdy – nie mam pojęcia. Czytając codzienne doniesienia mam wrażenie, że granice absurdu już dawno zostały przekroczone.

Post i Scriptum.

Po napisaniu tego tekstu uzmysłowiłem sobie, że nasze elity interesuje tylko walka o „pozycje i stanowiska” . Ta walka składa się z „porażek i sukcesów”, od pierwszych dostaje się bólu głowy od drugich jej zawrotu czyli nie ma miejsca na normalność.

https://widzianezekwadoru.wordpress.com/2017/01/26/granice-absurdu/

Panie Kryształowy

Upłynął już ponad miesiąc od wyborów. Głosy przeliczono, co na niewiele się zdało, powołano marszałków, wicemarszałków i diabeł tam wie kogo jeszcze, w obu izbach. W Sejmie niewiele się zmieniło, rządzi nim trzymiesięczna policjantka. Nie sprawdziła się jako szef resortu, znaleziono jej lepszą fuchę. Prawdę mówiąc to chyba prezes nawet ucieszył się, źe były marszałek niejaki Kuchciński uprowadził rządowy samolot do swoich potrzeb. Dzięki temu znalazło się miejsce i dla policjantki jako mraszalkini Sejmu i dla skazanego nieprawomocny wyrokiem potencjalnego przestępcy Mariusza Kamińskiego jako Ministra Spraw Wewnętrznych.

W tym zakresie wybory niewiele zmieniły. Oboje utrzymali swoje stanowiska. Niewiele zmieniło się rownież dla najważniejszego posła Rzeczypospolitej. On zbyt cwany żeby brać na siebie odpowiedzialność.

Najbardziej dostało się byłemu już marszałkowi Senatu. Karczewski widać mocno to przeżywa. Cztery lata balangi, mieszkania w eksluzywnych warunkach, samolot do dyspozycji, że nie wspomnę o samochodzie no i oczywiście odpowiedzenia gaża. To wszystko szlag trafił. Nie powiodły się próby przekabacenia kogokolwiek na jego stronę, musiał zatem oddać stery Senatu Tomaszowi Grodzkiemu z koalicji.

Karczewski, teraz zwykły senator, co i tak mocno mnie dziwi, nie może przestać udzielać wywiadów, w których użala się nad brakiem obiektywnej oceny jego czteroletnich senackich rządów. Żałośnie wyglada gdy zaprzecza usunięciu flagi Unii Europejskiej z Senatu, podczas gdy cała masa zdjeć pokazuje go na tle tylko flag polskich. Chyba, że, o czym mi nie wiadomo, przez cztery lata urzędowania Karczewskiego na stanowisku Marszałka, Unia uznała flagę naszego kraju jako swoją.

Przerażajace jakie figle płata pamiec byłemu już marszałkowi. Coś mówi o traktowaniu opozycji na równi, z senatorami swojej partii, coś nawija o przestrzeganiu prawa i konstytucji. Plecie co mu ślina język przyniesie. Och zapomniałem, czuje się rownież urażony. Osobiście nie bardzo wiem czym bo gdyby wsłuchał się w opinie o nim ludzi spoza jego partii to pewnie uszy by mu zwiędły.

Miele zatem ozozrem na lewo i prawo, skamląc gdzie się da i do kogo się da. Żałośnie to wyglada i nie da się tego słuchać.

Mnie najbardziej rozśmieszyła jego uwaga na temat powołania senackiej komisji, która miałaby zając się szefem NIKu nijakim Banasiem. Szef najważniejszego organu kontrolnego w państwie jest zamieszany w podejrzane i z pogranicza kryminału, kontakty. Że nie wspomnę o kamienicy wynajmowanej sutenerom i nadużyciach podatkowych.

Nowy Marszałek chce przesłuchać Banasia, stary, pozwolę sobie go nazwać tak jak nazywają wszystkich oficjeli z nadania jego partii, Kryształowy Stanisław uważa, że to nie jest zgodne z prawem.

Panie Kryształowy nie wiem czy to jest zgodne czy nie zgodne z prawem. Wiem natomiast, że pan szczególnie powinien przywitać ta inicjatywę z aplauzem. Przecież jesli Kryształowy Marian jest niewinny to i pan pozostaniesz Kruształowy Stanisław.

Pozwolę sobie zatem poprosić szanownego byłego już marszałka aby choć na chwile ucichł i się nie odzywał. Najgorsze bowiem nie jest to, że wyśmiewają pana wszędzie, lecz to, źe sam z siebie robi pan durnia.

Kulisy nominacji

I znowu Antoni

Jędrka pogonił

Pogroził mu palcem,

Że przy nim on malcem

Co tylko udaje,

Że jest buhajem

Choć nawet w oborze

Niewiele może

Wie o tym Tosiek

I ma go w nosie

Już raz go olał

I do przedszkola

Wysłał Jędrusia

By się wysiusiał

Wszyscy się śmiali

I duzi, i mali

Że miast być wodzem

Przy Antka nodze

Jak pies warował

I za nim się chował

Gdy się połapał,

Że wyszedł na capa

Zaczął coś szczekać,

Żeby nie zwlekać

Odwołać dziada

Bo wojsku zagłada

W oczy zagląda

Gdy on go dogląda.

Z zemstą w swym głosie

Odszedł więc Tosiek

Cierpliwie czekając

By powracając

Przeczołgać Jędrka

Niech jego ręka

Znów go wyniesie

Po życiu w lesie

I dopiął swego

Antek dlatego

Że ma układy

Nie od parady

Zna też prezesa

Co robi za biesa

Wlazł mu do ucha

I z Sejmu fucha

Się mu dostała

A z Jędrka wała

Obaj zrobili

Gdy targu dobili

Rzecz niepojęta

Miast prezydenta

Mamy partacza,

Który wyznacza

Dna coraz nowe

I czynem i słowem

Cyrk na Wiejskiej czy wiejski cyrk?

Po raz pierwszy miałem okazje wysłuchać Sławomira Nitrasa. Generalnie, poza kilkoma nazwiskami, słabo znam opozycje. Niczym specjalnym się nie zapisała w mojej pamięci. To wystąpienie było jednak majstersztykiem. Szczególnie ta jego cześć mówiąca o moralności aktualnie rządzących. Po kompromitującym sposobie w jakim odszedł ze stanowiska były marszałek, PiS powinien być pozbawiony prawa wystawienia swojego kandydata. Słusznie zauważył Sławomir Nitras, o czym zapewne wszyscy wiedzą, lecz to musi być powtarzane w kółko Macieju aby dotarło do ludu, że posłowie powinni się zastanawiać nad odpowiedzialnością zwykłego posła, który pociąga za wszystkie sznurki.

Pełniący obowiązki marszałka Ryszard Terlecki, na próżno próbował uciszyć Nitrasa starając się go skompromitować płytkimi uwagami. Skompromitował w ten sposób siebie i swoje ugrupowanie, jeśli można kogoś w nim jeszcze ośmieszyć. Gdy padło jego nazwisko z mównicy, Jarosław Wszechwładny, mało nie dostał apopleksji próbując coś tam wyartykułować. Cokolwiek to było, musiało brzmieć jak ostrzeżenie dla Terleckiego, bo ten upodobał sobie zabawę z wyłączaniem Nitrasowi mikrofonu.

Żal na to wszystko było patrzeć. To przecież nasi reprezentanci. Na fotelu marszałka siedział gość, który mógłby grać w filmach grozy bez żadnego makijażu. Próbował zatem wystraszyć przemawiającego posła, jednak bez skutku. Prymitywne nawiązywanie do wykształcenia potwierdza w moim przekonaniu tylko wątpliwą przydatność Terleckiego w Sejmie.

Kuchciński w trakcie swojego sprawowania funkcji marszałka, łamał i naruszał wielokrotnie przepisy i prawo. Mówił o tym poseł Nitras. Dopiero jednak rozpasanie z lataniem skończyło jego karierę. Widać z tego ewidentnie, że dla ludu łamanie zasad współżycia nie ma większego znaczenia. Lud się buntuje gdy złodziej staje się bezczelny w sprawach finansowych.

Na koniec pomyślałem sobie, że jednak opozycja popełniła błąd wystawiając na funkcje marszałka swoje kandydatki. Z góry było wiadomo, że PiSmaki głosować będą na zasadzie kupą mości panowie. Biorąc to pod uwagę trzeba było zgłosić kandydaturę….Jarosława Kaczyńskiego. Tak czy siak to on będzie rządził a nie jakaś Witek. Niech wreszcie wystąpi przed szereg i weźmie na siebie odrobine odpowiedzialności. No i oczywiście chciałbym zobaczyć te miny tej nawiedzonej bandy. No kogo by wtedy głosowali na swojego pana i władcę, co prawda zgłoszonego przez opozycje, czy na kandydatkę zgłoszoną przez samego kinga? Podejrzewam, że Jaro by stchórzył, bo tchórzostwem cuchnie od niego aż tutaj.

Z zaskoczenia

W lipcu 2016 roku napisałem na swoim blogu notkę pod tytułem Ku Klux Klan po polsku. Odnosiła się ona do trzech, moim zdaniem, najważniejszych osób w naszym kraju. Byli nimi i wciąż są trzej panowie K, czyli prezes i marszałkowie Senatu i Sejmu. Gdy pisałem ten artykuł premierem była wtedy pewna gospodyni z Brzeszczy. Nie zdała jednak egzaminu i jeden z panów K, ukrywający się pod ksywą „prezes” pokazał gdzie jest jej miejsce. Teraz się chowa gdzieś w Brukseli. I dobrze, tu ją nawet partyjni koledzy ignorowali.

Na jej miejsce przyszedł pan M. Pewnie dlatego, że chłop to sprawia wrażenie bardziej samodzielnego. To tylko pozory. On również może w każdej chwili zostać wysłanym w niebyt przez gościa o ksywie „prezes”.

Ktoś może powiedzieć, że mamy w kraju jeszcze prezydenta i Trybunał Konstytucyjny. Jeśli trzech panów K naruszy jakieś przepisy konstytucyjne, swoimi ustawowymi działaniami to przecież prezydent tego może nie podpisać albo odesłać do Trybunału. Tak to wygląda w teorii. W praktyce, coś tam kiedyś zdarzyło się, że prezydent nie podpisał ale już chwile potem podpisał ten sam bubel z drobnymi poprawkami.

Osobiście nie pamietam aby pani prezes TK, kwestionowała radosną twórczość trójcy spod znak 3K.

Pamiętacie grę w szubienice? Wymyślało się jakieś hasło i przeciwnik musiał je zgadnąć podając litery. Jeśli litera była poprawna to się ją wpisywało w haśle. Jeśli nie to rysowało się kolejne elementy szubienicy a potem, części ciała zgadującego. Jak zgadł to wymyślający hasło przegrywał. Jak nie zgadł to odszyfrowujący hasło ginął na szubienicy, wirtualnej oczywiście.

No to zabawny się w tą grę. Słowo jest na cztery litery. Pierwsza litera to inicjał nazwiska prezydenta. Trzecia litera to inicjał nazwiska prezesowej TK. Brakuje drugiej i czwartej litery. Dla ułatwienia podam, że hasło to miejsce, w którym prezes ma obu powyższych funkcjonariuszy publicznych.

Pomyślałem, że rozwiazanie może jednak sprawiać sporo kłopotu. Rzuca zatem wszystkim zwolennikom dobrej zabawy dwa koła ratunkowe. Otóż ostatnia litera hasła to inicjał imienia naszego prezydenta. Druga litera to nomen omen rownież druga imienia pani prezes TK. Przy okazji przypomnicie sobie dane personalne naszych bardzo ważnych osobistości czyli VIPów.

Ustaliliśmy zatem ponad wszelką wątpliwość, że tak naprawdę to panowie 3K o wszystkim decydują. Taki nasz swojski Ku Klux Klan, w dupie ma sprzeciwy, ignoruje projekty obywatelskie, decydują o godzinach posiedzeń obu izb parlamentu. Wolnoć Tomku w swoim domku.

Wyglada na to, że jeden z panów tej parlamentarnej trójcy, mocno wdepnął w zwierzęce odchody. A, źe było tego całe bagno to i może w nim utonąć, znaczy się stracić stanowisko. Sam z niego nie zrezygnuje, bo po pierwsze nie ma honoru, po drugie, nawet gdyby go miał to i tak o odwołaniu będzie decydować czarna eminencja o ksywie prezes. Specjalnie tęsknić za przemyskim lotnikiem nie będę. Przeraża mnie jednak fakt, że moja teoria spiskowa o polskim Ku Klux Klanie, może się zdezaktualizował. No i jak ja będę wyglądał? Co pomyślą sobie o mnie czytający moje słowa. Jest jeszcze szansa, że następca tez będzie na K. Przejrzałem szybko listę posłów z wiodącej siły narodu.

Powrót do przeszłości.

Karczemny marszałek Senatu, swoim zachowaniem przypominający kogoś o takim sposobie bycia, chyba nie bez powodu nosi nazwisko Karczewski. Ów czcigodny jegomość, zapewne z własnej inicjatywy, będzie próbował naprawić to co zepsuli partyjni koledzy zasiadający w ławach sejmowych. Owi naprawiacze kraju pod zbawiennym przewodnictwem rownież Stanisława z Komisji Sprawiedliwości po dogłębnej analizie wszystkich poprawek do Ustawy o Sądzie Najwyższym, których było ponad tysiąc, jeszcze tego samego dnia każdą z nich odrzucili. W swojej niewątpliwej gorliwości dla dobra kraju i w przeświadczeniu o swoich jedynie słusznych poglądach, nie zadali sobie nawet trudu aby zapoznać się z tym co odręcznie napisał wszechwładca kraju. Człowiek to jednak już wiekowy i zaczyna mieć problemy pamięciowe. Krótko mówiąc w swoim królewskim edykcie niezbyt ściśle przedstawił to co miał na myśli w jednym punkcie by zmienić to w innym. Święta komisja pod przewodnictwem pana, o równie świętym nazwisku, Piotrowicza nie wychwyciła tych uchybień, bo król jest przecież nieomylny. I tak bubel przegłosowali potęgą swoich nieomylnych posłów, bo ci pod przywódctwem posłanki o kolejnym świętym nazwisku Piotrowicz, bardziej już byli myślami przy rozdziale więziennych zesłań dla całej opozycji. Z tą jednak pomyłką pierwszy obywatel kraju ową ustawę może nie podpisać, co zdarza mu się rzadko, bo króla boi się bardziej niż diabeł święconej wody. Aby temu zapobiec marszałek Senatu ma zamiar, z potrzeby przypodobania się carowi, znowelizować ustawę tak aby ta nie stanowiła problemów przy jej podpisaniu przez prezydenta. Do tej pory nowelizacje były dokonywane przez Sejm, tyle że ten jest już na wakacjach a wszechwładca nie ma czasu i chce już, natychmiast, choćby od jutra zsyłać i wsadzać do więzień tzw: „stare upiory bolszewickie”, „ubeckie wdowy”, „oczadzonych” i „pożytecznych idiotów”. Oj będzie nam potrzeba nowych miejsc odosobnienia i to w dużej ilości. Jeśli zatem owa ustawa zostanie znowelizowana i podpisana przez strażnika żyrandola, nie mylić z konstytucją, to historia zatoczy koło. Oto bowiem dwudziestego drugiego lipca dawno temu powstał PRL zwany Polską Rzeczypospolitą Ludową, dzisiaj powstanie jego spadkobierca o identycznym skrócie. Powrót do przeszłości, idea prezesa, stanie się faktem a nowy PRL po rozwinięciu przyjmie nazwę Pisowska Przeczypospolita Ludowa. Niech się swieci dwudziesty drugi lipca. 

Ku Klux Klan po polsku

Nikomu nie trzeba mowić co się kryje za skrótem KKK. Sławne Ku Kłux Klan powstało w wigilie 1865 roku w mieście o jakże swojskiej nazwie, Pułaski w stanie Tenessee. Jak podaje Wikipedia „Jej członkowie zakładali białe ubrania, symbolizujące dusze poległych Konfederatów, choć zdaniem innych szata i kaptur mają nawiązywać do strojów wykorzystywanych w trakcie hiszpańskich Pastas i procesji. Od samego początku Ku Klux Klan przybrał charakter organizacji klanowej, a zadecydowało o tym pochodzenie narodowe kilku jego założycieli. Co najmniej dwóch z nich wywodziło się z tradycji celtyckiej, w której były silne struktury klanowe. Rozwój Ku Klux Klanu ułatwiło upodobanie Amerykanów z Południa do tajnych organizacji, fascynacja masonerią i wiara we własne posłannictwo dziejowe”. Ku Kłux Klan był oczywiście organizacja rasistowską. Rasizm w pojęciu sprzed lat to przeszłość i juz dzisiaj nie ma takiego zastosowania aczkolwiek wciąż istnieje i wciąż są ludzie, którzy są jego wyznawcami. Na polskim gruncie pojęcie to do pewnego stopnia odżyło po przemówieniu sortującym Polaków na lepszych i gorszych a wygłoszonym przez Jarosława Kaczyńskiego. Politycy polscy lubią się wzorować i czerpać z przykładów amerykańskich. Kochają oni Stany Zjednoczone chociaż bez większej wzajemności. Zatem pan Jarosław wierząc we własne posłannictwo dziejowe najpierw nas przesortował i potem dobrał sobie współpracowników, którzy odpowiadaliby jego ideologii. Nie mam tu wcale na myśli prezydenta czy premierowej. Gdyby się dobrze zastanowić to większość decyzji zapada w Sejmie i w Senacie. Prezydent podpisuje a premierowa publikuje. To zatem marszałkowie Sejmu i Senatu są najbliższymi współpracownikami prezesa. Panowie Kuchciński i Karczewski  tez głęboko wierzą we własne posłannictwo dziejowe obrzydzając życie opozycji w każdy dostępny im sposób. Nie jestem pewien ale chyba się jeszcze nie zdarzyło aby uwagi opozycji były wzięte pod uwagę i na ogół wszystko idzie pod głosowanie w niezmienionej formie. Trzej panowie K kochają swoje funkcje i wcale im nie przeszkadza, że oni sami nie są kochani. Nimi przecież kieruje posłannictwo dziejowe.