Dzień z życia…

W bliżej nieokreślonym miejscu gdzieś w Polsce odbyło się spotkanie prezydenta Dudusia z wyborcami. Chociaż oficjalnie kampania wyborcza jeszcze się nie rozpoczęła to jednak, kto zabroni prezydentowi.

Adrian jak zwykle tryskał humorem, opowiadał dowcipy sam się z nich śmiejąc. W spotkaniu udział wzięła małżonka Agata z domu Niemowa tradycyjnie nie mówiąc ani słowa, jak to niemowa. Nawet gdyby chciała coś powiedzieć, nie była w stanie z uwagi na niezamykające się usta jej męża.

Prezydent w swoim wystąpieniu nawiązał do wielu znanych z historii cytatów sławnych ludzi, powiedzeń z którymi się utożsamia.

Zebrane ludziska z nabożną cisza wysłuchali prezydenckich opowiadań o walce z komunizmem dla dobra ludu.

Zebrani niczym zaczadzeni naciskali w kierunku Adriana, żeby choć dotknąć swego bohatera. Spotkanie trwałoby w nieskończoność gdyż nie obowiązki prezydenta. Oczekiwał go już prezes, niestrudzony bojownik w walce o lepsze jutro kraju. A, że była to sobota Adrian życzył wszystkim udanego weekendu.

I tylko okoliczne kaczki zdawały się nie podzielać ludowego entuzjazmu.

Dajmy kopniaka

Masy są chciwe

Zazdrosne i mściwe

Więc wybierają

Tych co im dają

Darmowe życie

I kasę na picie

Wie o tym złodziej

Niby dobrodziej

Co szuka poparcia

Bo mało mu żarcia

I sam jest chciwy

Zazdrosny i mściwy

Wespół z masami

Chce rządzić nami

I pewnie będzie

Póki narzędziem

Lud w jego rękach

Budżet już pęka

Kochane masy

Juz wkrótce kasy

Dla was zabraknie

Bo pan co kradnie

Myśli o sobie

Wmawiając tobie,

Że jest odwrotnie

Ostanie spodnie

Przegrywasz ludzie

Wierząc obłudzie

Kłamcy i łgarza

Co ciągle powtarza

Jak lud jest głupi

Że dał się kupić

Pustym sloganom.

Tym zimnym draniom

Co nas skłócili

I przeciwstawili

Dajmy kopniaka

Na drogę ziemniaka

I pięćset złotych

I niech do roboty

Zmuszeni zostaną

Gdy władać przestaną

I poczytajcie jeszcze to.

http://netinfo24.pl/2019/10/11/prezydent-nowej-soli-odpalil-bombe-jego-wpis-wywolal-poploch-w-pis-tak-ostro-jeszcze-nie-bylo/

Rozmowy w toku

Wiadomość o zamierzanych podwyżkach, szczególnie benzyny wstrząsnęła całym Ekwadorem. Galon paliwa miał podrożeć o pięćdziesiąt centów natomiast galon oleju napędowego ponad sto procent. Nikt już dzisiaj nie jest głupi aż tak bardzo by nie zrozumienieć, że wzrost kosztów benzyny spowoduje wzrost cen zasadniczo wszystkiego.

To musiało się skończyć strajkami i protestami. Zablokowane zostały ulice większych miast w tym i Cuenki przez taksówkarzy i właścicieli drobnych biznesów przewożących turystów. Ruch praktycznie od czwartku nie istnieje. Jedynie motocykle są przepuszczane przez strajkujących.

Prezydent spotkał się ponoć z przedstawicielami protestujących ale nie osiagnieto żadnego porozumienia. Wręcz odwrotnie nasiliły się demonstracje i musiała wytoczyć policja z gazem łzawiącym. Dzisiaj znowu toczą się rozmowy. Czy cokolwiek przyniosą? Nie wiadomo oczywiście, nastroje ludzi są jednak minorowe, co nie wróży niczego dobrego.

Cuenca na szczęście leży na tyle daleko od Quito, że demonstracje nie maja aż tak bojowego charakteru. Niemniej moi sąsiedzi, którzy pracują zmuszeni byli zostać w domu z uwagi na blokadę dróg.

Lenin Moreno został wybrany na prezydenta głosami właśnie tych, w których najmocniej dzisiaj uderza. Zrozumiał zapewne, ze przeliczył się z możliwościami gospodarki. Dodatkowo jego próby walki z wszechobecną korupcją niewiele dały. Podatkować też już nie ma za bardzo co i kogo bo ponoć i tutaj mały biznes ledwo dyszy. Przywileje pracownicze zniechęcają ludzi do oficjalnego zatrudniania. Każdy zatrudniony w Ekwadorze otrzymuje trzynastą i czternastą pensje gwarantowaną prawem. To tylko to o czym wiem. W sferze budżetowej pracownicy państwowi mają miesiąc płatnego urlopu. Moreno chce go obciąć o połowę. Osobiście bym tego nie robił ale wywalił z pracy conajmniej pięćdziesiąt procent zatrudnionych. Ubiegając się o stały pobyt miałem wiele okazji zetknąć się z tą bandą przepłaconych nierobów.

Na szczęście mnie tu wiele nie dotyczy. Myśle sobie jednak, że jeśli nasz lud nie oprzytomnieje i za dziesięć dni ponownie odda władzę oszustom to wkrótce i nas to czeka. Każda studnia ma dno. Przekonali się o tym właśnie Ekwadorczycy.

I jeszcze słowo do tych co nie wierzą, że można pokonać PiS.

Póki nie jest za późno

Ciekawe czasy

Ekwador prze długie lata był krajem rządzonym przez wszelkiego rodzaju warstwy uprzywilejowane. Ludzie z dołów społecznych nie mieli zbyt wiele do powiedzenia, co gorsza nie mieli też żadnych praw.

Dopiero kilkanaście lat temu rozpoczęły się ruchy społeczne zmierzające w kierunku poprawy warunków życia najbiedniejszych. Na tej fali wypłynął poprzedni prezydent Ekwadoru Rafael Carrera. Cieszył się on wielkim poparciem szczególnie dołów społecznych, które dzięki niemu po latach ignorowania ich, zostały wreszcie dostrzeżone. Correra zrobił wiele dla Ekwadoru podczas swoich dwóch kadencji jako prezydent. Chciał zmienić konstytucję aby sprawować władze przez kolejne cztery lata. To jednak mu się nie udało. Pod koniec swej prezydentury ludzie już bardziej chcieli żeby odszedł niż pozostał.

Jego następca Lenin Moreno to członek tej samej partii. Correra poparł Moreno w walce o prezydenturę. Na tym jednak skończyła się ich przyjaźń. Po dojściu do stanowiska prezydenta Moreno mocno zaangażował się w oskarżanie Correry o nadużycia i korupcję. Nie wiele udowodnił a przy okazji stracił poparcie społeczeństwa. Dotarło to do niego. W efekcie już jest wiadome, że nie będzie się starał o ponowny wybór.

Ekwador to jedno z niewielu państw, które dotuje benzynę. Obecna jej cena jest poniżej kosztów produkcji. Nie pozostaje to oczywiście bez wpływu na budżet państwa. Jeśli do tego dołożymy wszelkiego rodzaju programy chroniące najbiedniejszych to okaże się że ten budżet już nie daje rady.

To było nieuchronne. Na początku tygodnia Moreno ogłosił koniec dotowania do benzyny, zmiany w przywilejach pracowniczych sfery budżetowej. Wyraził również zgodę na ograniczenie tychże w sektorze prywatnym, który od dawna był bombardowany coraz to nowymi podatkami na korzyść pracowników.

Z pustego i Salamon nie naleje. Zadłużenie państwa i brak możliwości finansowania wielu programów społecznych, musiał do tego doprowadzić.

Lud nie lubi jak mu się coś odbiera. Może być zatem ciekawie.

Tryptyk ludowy z okazji pewnej rocznicy.

Zacznę go o myśli Ryszarda Kapuścińskiego.

Lud to jednak nie martwi. Autor przecież to były członek partii gorszego sortu i chociaż uznany pisarz to książki jego zdecydowano się spalić na stosie. ( jeśli do tej pory tego nie zrobiono, to stanie się to zapewne wkrótce).

Lud natomiast z zadowoleniem przyjął prezentację nowych eurodupowatych w siedzibie komitetu centralnego.

Lud również przyjął do wiadomości expose na temat sytuacji w kraju i swojej przyszłości i wyszło mu, że martwić się nie ma czym.

Żarcie i kelnerzy

No i wybraliśmy nowych milionerów czyli europarlamentarzystów. Dla wielu była to swego rodzaju próba generalna przed tym co na czeka lub może czekać na jesieni. Nie wyszła ona na zdrowie zwolennikom opozycji. Większość z nich wciąż patrzy na jej wyniki z niedowierzaniem i przygnębieniem.

Co mądrzejsi obserwatorzy sceny politycznej w naszym kraju dzieła się teraz swoimi przemyśleniami z tymi,którzy chcą tego słuchać. I ja mam takowe. Podzielę się zatem tutaj nimi z ciekawością wysłuchując opinii innych.

Doszedłem do wniosku, że ludzie w sumie obracają się w kręgu trzech uczuć, coś jest dla nich pozytywne, coś negatywne i wreszczcie coś im zwisa, czyli jest obojętne. Problem jednak, że nie dla każdego zupa pomidorowa jest uczuciem pozytywnym. Część ma na nią bowiem uczulenie i dostaje na jej widok dreszczy, zaś inni i owszem lubią ale nie przepadają i w sumie jest im obojętna.

Taka się właśnie u nas wytworzyła sytuacja wynikająca z oczywistego podziału kraju. To co na wschodzie jedzą, zachodowi stoi kością w gardle i na widok tych potraw dostają natychmiast wysypki. Sytuacja ma się identycznie z zachodnim jadłospisem na wschodzie. Ja z tym nie do końca się zgadzam bo ewidentnie wynika, że to raczej wieś i dolne warstwy społeczeństwa jedzą przy innym stole niż mieszkańcy miast no i oczywiście lepiej sytuowani. Ten podział bardziej do mnie przemawia.

Tu właśnie dochodzimy do sedna sprawy. W tych wyborach pobiliśmy rekord frekwencji. Zatem skoro nikt ich nie podwarza to można na tej podstawie wyciągać jakieś wnioski.

Po pierwsze, w miastach przymierzają się już do konsumpcji kawioru. Jeszcze tak dobrze nie jest, ale jadło na stole jest innej jakości. Na wsiach wciąż odurzają się kuchnią lokalną. Tu królują pierogi i placki ziemniaczane, które to potrawy sam uwielbiam, jednak przy zachowaniu odpowiednich proporcji to nie jest kawior, którego sam nigdy nie kosztowałem a na samą myśl, że to ma coś wspólnego z rybią ikrą czyli dziećmi stworzeń pływających, staje się przeciwnikiem aborcji. Żeby było śmieszniej. Tak czy inaczej stoły się bardzo różnią.

Po drugie, do obsługi stołów potrzebny jest odpowiedni serwis czyli kelnerzy. Jaro choć sam jest ponoć smakoszem lepszego jedzenia, uwija się przy pierogach i plackach jak w ukropie. Oferuje do nich nawet przystawki w formie pięciuset złociszy no i szybszego radowania się nicnierobieniem. Tych stołów jest o wiele więcej a siedzącym przy nich głodomorom kelner i obsługa bardzo odpowiada. No mają takie mocno pozytywne odczucia w kierunku tego, jak to się teraz mówi, kateringu.

Serwis przy stołach miejskich jest też niczego sobie. Grzegorz i powracający ze służby zagranicznej Donald przemawiają swoimi nietuzinkowymi zdolnościami do zasiadających w ich knajpie. Przystawki jednak niewiele mówią pospolitemu człowiekowi który i tak woli zimną wódkę ponad koniak czy whisky z lodem.

I w tym jest cały sęk. Żarcie miejskie i obsługa nijak się mają do potrzeb przedmieści. Co gorsza, przede wszystkim kelnerzy mocno odbijają się tam czkawką. Donald może i zapisze się złotymi zgłoskami w polityce międzynarodowej ale we własnym kraju to zbyt mało żeby stać na czele kelnerów, którzy byliby w stanie przekonać i przekabacić pierogowców do zmiany otoczenia. Powiem więcej, jego działania z przeszłości wciąż tkwią mocno w pamięci ludu. Grzegorz natomiast to człowiek bez osobowości i w walce o stoły z plackami jego szanse z obsługującym je Jarosławem są wręcz żadne.

Jeśli opozycja marzy o jakimkolwiek sukcesie na jesieni to może o nim zapomnieć jeśli nie znajdzie w tempie przyspieszonym nowego kelnera. Kogoś kogo nie da się przyczepić do starej gwardii, kogoś kto mam osobowość i lubi pierogi z plackami ale potrafiłby zaszczepić przy tych stołach chęć spróbowania czegoś lepszego. Bez takiego człowieka Jarosław może spać spokojnie. Nie musi też się bać Roberta bo beton nigdy nie zapomni jego orientacji. Tolerują go i jest im obojętny ale nie jako wiarygodny przeciwnik prezesa to jeszcze nie teraz i nie w tym kraju.

O kapocie i głupocie

Postanowiłem dać Wam chwile odpocząć od moich ekwadorskich opowieści i pomęczyć Was chwile moimi rymowankami.

Natenczas Jaro

Chwycił swą szarą

Zimową kapotę

Co jego biedotę

Podkreślać miała

Egzamin zdała

Owa kapota

Bo ludu głupota

Jest bezgraniczna

I równie cyniczna

Jak człek ów mały

Co dla swej chwały

Mędrca udaje

W rządzeniu krajem

Zbudź się ciemnoto

Pod tą kapotą

Oszust się kryje

Co dla nas szyje

Dług ponad miarę

Który za karę

Płacić będziemy

Gdy po nim na ziemi

Jak po Stalinie

Pamięć przeminie

O ludzie i rządach

Życie mi się nie udało

Na przeszkodzie mi w nim stało

Tyle barier, ograniczeń

Że ich wszystkich wręcz nie zliczę

Kiedyś w filmie raz zagrałem

Lecz aktorem nie zostałem

A marzyła mi się duża sława

Taka wielka jak Warszawa

Juz widziałem siebie w świetle fleszy

I jak po autograf każdy do mnie spieszy

Jak panienki za mną gonią

I przed niczym się nie bronią

Wyszły z tego jednak nici

Gdyż mój talent się nie liczył

Innych wzrost i rozmiar w klacie,

Z których tylko moje gacie

Mogły konkurować śmiało

Och jak bardzo to bolało

Potem małym miałem być rycerzem

Już umowa na papierze

Podpisana dla mnie była

Gdy partyjna się zjawiła

Kontrkandydatura Tadeusza

Co z Wiesława wyszła kapelusza

I tak on Wołodyjowskim został

I choć roli całkiem nieźle sprostał

Mnie się ona należała

O czym wtedy już mówiła Polska cała

Zemstę tedy poprzysiągłem,

Że jak tylko coś osiągnę

Zrazu się mianuje pułkownikiem

Jeszcze lepiej, całej Polski naczelnikiem

Wtedy Bolek właśnie płot przeskoczył

I tak krąg historii się zatoczył

I choć gamoń ten szemrany

Pokrzyżować pragnął moje plany

Dzisiaj ja rozdaję wszystkim karty

Myślisz może, że to żarty?

Że się cofnę, że posłucham?

Pierwej sam wyzionę ducha

Zanim przyznam się do błędu

Z tego właśnie względu

Otoczyłem się miernotą,

Która chociaż mierzi mnie głupotą

Wykonuje jednak co jej każe

Mnie wynosząc na ołtarze

Zemsta się powoli dokonuje

Co ja rzeknę, lud kupuje

Zakochany on jest w darowiznach

Więc co chwile coś mu przyznam

A na tyle jest on głupi

Że mi wierzy, że bogatych łupi

Niech tak myśli, o to chodzi

I niech ktoś spróbuje mi przeszkodzić

W byciu wielkim, dla odmiany,

Przeciwnikiem dobrej zmiany

Wszem i wobec go ogłoszę

Po czym ciepłe swe bambosze

Włożę na swe spracowane nogi,

Reszty niech dokona lud mój drogi

I w tym właśnie sekret moich rządów,

Że lud broni mych poglądów

Bo się czuje zapomniany

I przez innych wyszydzany

Prawdą po oczach.

Dochodzę do wniosku, że niesprawdziliśmy się jako Europejczycy. Może to jakieś upiory przeszłości związane z minionym systemem? Wydawałoby się, że po jego upadku i otwarciu się naszego kraju na Europę i entuzjastyczne jej do nas nastawienie, staniemy się częścią wielkiej europejskiej rodziny wolnych krajów. Otwarcie granic, dostęp do zachodnich rynków pracy, możliwość osiedlania się i zakładania rodzin niemal w całej Europie pozwoliło nam poznać inny sposób życia, inne kultury. Mogliśmy wreszcie poznać różnice miedzy prawdziwą wolnością a tą tylko z nazwy. Spełniły się marzenia jednego albo nawet dwóch pokoleń naszych rodaków, którym totalitarny system ograniczał swobody i możliwości rozwoju osobistego. Światło zwane wolnością rozbłysnęło nad naszym krajem i pewnie by świeciło z każdym rokiem coraz mocniej gdyby nie….No właśnie gdyby nie odezwały się w wielu z nas dawne demony tak charakterystyczne dla naszej nacji szczególnie. Zawiść, zazdrość, brak tolerancji, brak samokrytycyzmu, źle pojęta wiara to zasadnicze ograniczenia w sposobie naszego myślenia, przez które daliśmy się podzielić, i które pchają nas w szpony nowego totalitarnego systemu. Wielu z nas wciąż wzdycha za PRL-em i jego opiekuńczością, nie pojmując dlaczego dzisiaj na to nie starcza pieniędzy. Każdemu się marzy dwa tysiące za stanie lub leżenie i niech państwo się martwi skąd wziąć na to kapitał. To niestety utopia i czas to zrozumieć. Z dużym zażenowaniem stwierdzam, że pomimo faktu bycia obecnymi w europejskiej rodzinie, do wielu ludzi nie dotarło dlaczego zachód jest od nas bogatszy. Idea dwóch tysięcy za stanie czy leżenie jest tam obca. Przeżyłem w amerykańskim systemie pracy ponad dwadzieścia lat i nic nie dostałem od niego za darmo. Takie są zachodnie realia. Obecna ekipa rządząca naszym krajem sprzedając iluzje, zdobyła poparcie ludzi, którym wmówiono, że to wina bogatych, że im się wiedzie gorzej. Chciwość lepiej sytuowanych bywa czasami przerażająca lecz obarczanie ich za nasz brak pomysłu czy idei na polepszenie własnego bytu jest aktem zazdrości. Najprostszą metodą ukrycia osobistych problemów jest obwinianie nimi kogoś innego. Niczego nie nauczyliśmy się przez te lata olbrzymich możliwości skoro wielu z nas dało się omamić bandzie pospolitych oszustów, którzy jedyne co potrafią to grać na naszych emocjach i uczuciach. Burzą i niszczą wszystko dla własnej prywaty podrzucając zaczadzonym ludziom resztki z pańskiego stołu. Co gorsze, wykorzystują do tego wiarę, która była czymś co nas zawsze jednoczyło.  W ciagu dwóch lat swoich rządów zawładnęli wszystkimi instytucjami wmawiając ludowi, że to dla jego dobra. Ten ciągle w to wierzy, bo pochłonięty nienawiścią do inaczej myślących, zachłysnął się słowami bez pokrycia. Lud dał sobie wmówić, że partia prezesa to jak kiedyś partia robotnicza „lud wyżywi, go obroni i ubierze”. To niestety brednie i oszustwo a ci, którzy sądzą inaczej wkrótce sami się o tym przekonają gdy którego dnia obudzą się z tego snu z gołym tyłkiem. Wszystkiego najlepszego.

O wodzu, ludzie i murzynkach

Wódz Wielki Jaro nad Wisłą mieszka

Białą ma skórę ten nasz koleżka
Uczy swych kumpli przez całe ranki
Ze swej ideologicznej pierwszej czytanki
A gdy do domu po pracy wraca
Tam swego kota rownież nawraca
A kot się chowa gdzie tylko może
„Przed tą nauką uchowaj mnie Boże”
„Już wolę jak pies na mnie szczeka”
Z tą myślą pod tapczan ucieka
Skąd pana swego wciąż obserwuje
Aż ten się zmęczy, co spowoduje, 
Że wyjść będzie można z ukrycia
Gdy wódz na tapczan padnie bez życia 
I gdy tak Jaro na łóżku leży
Śmieje się z siebie nie mogąc uwierzyć 
Że kot mądrzejszy od ludu stada,
Który to wszystko co on doń gada
Jak oczywistą prawdę przyjmuje
A on ją tylko parafrazuje 
I ani trochę go to nie brzydzi
Bo skoro lud wodza weń widzi
To znaczy, że lubi te jego wywody
Choć im brak sensu i dużo w nich wody
Więc uczęszczają na jego lekcje
Ci co do władzy mają projekcje
I każdy z nich na blachę kuje
To co wódz wielki im podyktuje
A on tak już ich zmanipulował
Że na ich karkach jego jest głowa 
Ta rymowanka początek w Afryce miała
Bo na wierszyku o Bambie się wzorowała
I chociaż Polska to nie Afryka
To niczym Bambo Jaro tu bryka
Tyle, że Bambo to postać bajkowa
A Jaro choć za plecami innych się chowa
Istnieje w naszej rzeczywistości 
I sam juz nie wiem czy śmiać się, czy złościć.
I pozostaje mi mieć tylko nadzieje, 
Że lud wreszcie oprzytomnieje
I całe to towarzystwo pogoni
Byśmy mogli zapomnieć o nich  
I znowu wielką rodziną się stali
Żyjąc w spokoju bez animozji i żali.
Na motywach Murzynek Bambo, Juliana Tuwima