Myśliwi i zwierzyna.

Ilu jeszcze ludzi dotkną pomysły rządzącej partii? Skala i rozmach z jakim wciąż kogoś tam za coś tam rozliczają powodują, że sam już nie wiem czy w poprzednim systemie, poza oczywiście aktualnymi wybrańcami narodu, żyli jacyś godni zaufania ludzie. Kolaborantów, mam wrażenie, było więcej niż mieszkańców naszego kraju. Mnożą się w związku z tym ustawy, przepisy, zarządzenie i inne wytyczne mające na celu pozbawienia przywilejów, dochodów, emerytur i innych praw nabytych ludziom, którzy mieli cokolwiek wspólnego z minionymi czasami. Biorąc pod uwagę, że wówczas wszystko było znacjonalizowane to na dobrą sprawę każdy z nas w jakimś tam stopniu przyczynił się do współpracy z władzą robotniczo-chłopską. Podobnie jak wtedy tak i dzisiaj mamy rożnego rodzaju instytucje, których zadaniem jest wymuszanie przestrzegania prawa i inwigilacja ludzi stanowiących zagrożenie dla władzy czy porządku publicznego. Te minione były jednak niedobre i dlatego ich pracownicy, bez względu na funkcje jakie w nich sprawowali, za sam fakt bycia w nich zatrudnionymi muszą ponieść i ponoszą kary zgodzie z widzi mi się kogoś na górze. Jedna z dziedzin naszego życia, która wtedy przyniosła nam najwięcej emocji i radości był sport. Wtedy nie miał on jednak charakteru zawodowego i większość wyczynowych atletów była zatrudniona na etatach państwowych, w zależności od sponsora klubu. Legia podobnie jak Śląsk to były kluby wojskowe a Wisłą czy Gwardia to kluby milicyjne. Siłą rzeczy piłkarze czy sportowcy uprawiający cokolwiek byli pracownikami tych resortów. Ich wpływ na politykę był żaden, pewnie nawet nie wiedzieli na jakim stanowisku byli zatrudnieni. Wielu z nich objęła jednak ustawa dezubekizacyjana i pomniejszono im ich uposażenia emerytalne. Jest wsród nich kilku orłów Kazimierza Górskiego, dostało się zatem i im. Mądre głowy dzisiejszego etabliszmentu kontynuują plucie we wszystkie strony i na każdego, kto jest w zasięgu ich wzroku. Zaszczepieni jadem nienawiści swojego wodza, kultywują antagonizmy i podjudzają ludzi do wzajemnej niechęci. Niszczenie i przekręcanie historii, demonizacja znanych i respektowanych rodaków stały się obsesją rządzących. Podziały pogłębiają się coraz bardziej, i coraz trudniej zwaśnionym strony słuchać wzajemnych argumentów. To się kiedyś skończy, bo skończyć się musi, tylko czy pozostaną nam jeszcze jakieś autorytety? Wątpię.

Polowanie na czarownice

Sytuacja Afroamerykanów, bo tak chyba teraz politycznie poprawnie nazywa się dawnych murzynów czy ciemnoskórych, jako żywo przypomina mi stan w jakim znajdują się ludzie związani z tak zwaną opozycją peerelowską. Obie grupy były prześladowane całymi latami i obie wreszcie doczekały się swojej wolności. Wyzwoleni spod jarzma systemu totalitarnego czy niewolniczego w przypadku czarnych, wreszcie mogą się domagać swoich praw. Przy czym żądania czy domaganie się jakiejś wyimaginowanej sprawiedliwości dziejowej w obu przypadkach nie mają końca. Segregacja rasowa nie istnieje w Stanach od ponad pięćdziesięciu lat a demokrację ludową szlag trafił już ponad trzydzieści lat temu. Nie mniej jednak w obu krajach walka toczy się dalej. Afroamerykanie mieli już swojego prezydenta, mają sędziego w Superior Court, pełnią wiele odpowiedzialnych funkcji w rządzie federalnym i rządach stanowych. Mają swoich gubernatorów, senatorów, kongresmanów i burmistrzów. Ciemnoskórzy atleci zarabiają krocie i praktycznie zdominowali amerykański sport. W Stanach istnieje prawo dające im przywileje przy zatrudnianiu w instytucjach państwowych. Jako mniejszość mają rownież określone ułatwienia w kontraktach z państwem. Spójrzmy teraz na Polskę. Dawni opozycjoniści przejęli kompletną władzę, o którą nawiasem mówiąc biją się już tylko miedzy sobą, stworzyli aparat do ścigania peerelowskich dygnitarzy, przyznali sobie odszkodowania za swoją działalność w minionym okresie, weryfikują, decydują, wymieniają ludzi na stanowiskach według własnego klucza, który nie ma nic wspólnego z wiedzą czy kwalifikacjami. I co? I nic, w Stanach w dalszym ciagu Afroamerykanie utrzymują, że rasizm ma się tutaj dobrze. W Polsce wciąż trwa niekończące się polowanie na wybranych, nie wszystkich oczywiście, funkcjonariuszy poprzedniego systemu. Wielu z tych myśliwych wie tyle o PRL-u ile ja o kosmosie, a i w tym przypadku zapewne moja wiedza o wszechświecie ma się lepiej niż ich przemyślenia wynikające z zatrutych umysłów. Nie przeszkadza im to jednak w prześciganiu się w pomysłach zmierzających do dalszego ścigania, prześladowania, karania wszystkich i każdego, kto lub co kojarzy się władzy z demokracją ludową. Co ciekawe tej zwierzyny jest wciąż zatrzęsienie, niemal tak jak rasistów w kraju za wielką wodą. Nie przeszkadza to oczywiście, niektórym decydentom z PRL być na topie, jeśli tylko wiedzą jak użyć nadmiar wazeliny, której od zawsze mieli pod dostatkiem. Takie charaktery. W USA coraz bardziej zaczyna być popularny ruch o nazwie „alt – right”. Rzeczywiście ma on zabarwienie konserwatywno-rasistowskie, tyle że nie ma on nic wspólnego z segregacją rasową. Wielu młodych białych ludzi nie godzi się z przywilejami dla mniejszości, i wcale tu nie chodzi tylko o czarnych. Zdobycie pracy powinno wiązać się z kwalifikacjami a nie odgórnie narzuconymi procentami. Dalsze udawanie, że brak zgody na takie praktyki to rasizm mija się z rzeczywistością i doprowadza to coraz większych animozji pomiędzy ludźmi. Niestety politycy rownież w Stanach podgrzewają te nastroje, bo skłóconym narodem łatwiej jest sterować. W Polsce ludzie rownież nie dostrzegają panoszenia się „pokrzywdzonych” przez kogoś tam, kiedyś tam. A oni chcą coraz więcej dla siebie, kosztem nas wszystkich. Znaleźli zatem sobie kozła ofiarnego w w ludziach poprzedniego porządku. Dekomunizacja i deuzbekistacja to hasła, które naród ślepo polubił i nawet nie patrzy, że pod przykrywkami tych określeń, noworządzący załatwiają własne, niekoniecznie słuszne z punktu widzenia kraju, sprawy. Póki zatem to polowanie na czarownice cieszy się popytem wyborczym, póty będzie trwało. Czy wcześniej czy pózniej dzisiejsi myśliwi staną się zwierzyną łowną a ich zastąpią nowi wszystko wiedzący łowcy czarownic, ku uciesze ślepego ludu. I wychodzi mi na to, źe nasz rozwój polega na ciągłym ściganiu kogoś lub czegoś bo bez tego nie mogłaby istnieć polityka. Bo co innego mogłaby robić banda sfrustrowanych myśliwych, zwanych politykami?