Kibolska motywacja

Najbardziej rozpoznawalny polski klub piłkarski, jakim niewątpliwie jest Legia Warszawa, przechodzi poważny kryzys. Sporo się o tym pisze w ostatnim czasie bo oczekiwania sprawozdawców sportowych i kibiców były zdecydowanie większe. Klęska w rozgrywkach europejskich i żenująca postawa całego zespołu w rozgrywkach ekstraklasy przelała czarę goryczy co bardziej krewkich debili, którzy uzurpują sobie prawo do nazywania siebie kibicami. Mało im, że nikt w całej Europie nie chce ich widzieć na swoich stadionach. W swojej trosce o ich „ukochaną drużynę” postanowili spuścić manto zawodnikom za brak zaangażowania. Chociaż nie jestem fanem Legii, sam czuje się bardzo zawiedziony jej postawą, szczególnie w rozgrywkach o europejskie puchary, zwłaszcza, źe przeciwnicy, z którymi warszawska drużyna przegrała byli do pokonania. Dobrze było w ubiegłym roku oglądać wielki Real w Warszawie, szkoda tylko, źe to było przy pustych trybunach. Winnym nijakości aktualnej Legii okazał się jej trener, bo tak zwykle bywa, zwłaszcza gdy właściciel zespołu to ktoś, kto słabo zna się na sporcie i sądzi, źe to tylko biznes jak każdy inny. Z ciekawością przeczytałem wywiad z Michałem Żewłakowem, byłym dyrektorem sportowym legionistów. Po przejęciu klubu przez Dariusza Mioduskiego, nie widział on dla siebie przyszłości przy Łazienkowskiej, ze względu na styl pracy nowego szefa. Sport to niewątpliwie rownież biznes ale tu emocje odgrywają większą rolę, a tych zdaje się brakować nowemu właścicielowi. Można odnosić sukcesy w wielu dziedzinach, co nie znaczy, że przełoży się to na sport. Przekonało się o tym już paru tzw biznesmenów, którym się wydawało, źe sukces w piłce to kwestia pieniędzy. Odgrywają one dużą rolę ale nie na poziomie parudziesięciu milionów eurosów. Dzisiaj trzeba paręset milionów tej waluty o czym najlepiej świadczy przykład PSG. To jednak temat na osobny artykuł. Drużyna Legii po ubiegłorocznym sukcesie została wyprzedana a zawodnicy, którzy mieli zastąpić wczorajszych bohaterów nie dorośli im nawet do pięt. I nie była to wina trenera, jeśli kogokolwiek to w pierwszej kolejności właściciela, który w ten sposób pochwalił się swoją wiedzą i rozeznaniem na rynku. Pan Mioduski definitywnie nie wie co robi, ale nie mając ani wiedzy, ani emocji, ani sportowej złości można się było tego po nim spodziewać. Robienie czegoś tam dla samego faktu robienia to jak strzelanie w ciemno. Nie jestem ani psychologiem, ani znawcą ludzkiej psychiki, mam jednak wrażenie, że Legii brakuje boiskowego lidera. W szatni mógł nim być Jacek Magiera, ale nie będzie bo go juz nie ma. Przepłaceni przeciętniacy, których kariery zmierzają ku końcowi nie będą gryźć trawy, nawet jeśli banda tępych wyrostków urządzi im ustawkę. Lider to rzecz bezcenna, o czym przekonuje się polityczna opozycja w naszym kraju. Warszawska mydlana opera jeszcze chwile niestety potrwa, bo taka jest sztuka jaki jest jej reżyser a ten w klubie jest w najlepszym razie przeciętny. Tak czy inaczej zachowanie kiboli i brak ochrony dla piłkarzy na ich własnym obiekcie to kompromitacja dla całej organizacji. Dawno temu w Stanach, prowadzący studio sportowe komentator radiowy na utyskiwania kibiców co do formy zawodników i ich zaangażowania tak mniej więcej odpowiedział fanatykom zespołu: „jeśli coś wam się nie podoba lub drużyna was zawodzi to najlepszym sposobem jest nie przychodzić na ich mecze, nie kupować koszulek, pamiątek czy innych rzeczy klubowych. Zawsze takie działania przekładają się na spadek zainteresowania reklamodawców i sponsorów a bez nich nie ma premii i lepszych zarobków”. Być może właśnie to powinni sobie wbić do swoich pustych głów tępi specjaliści od motywacji warszawskiej drużyny. Byłoby to z korzyścią dla nich i prawdziwych kibiców.

Piłkarska drużynowa okręgówka

Fala krytyki przelewa się niemal we wszystkich mediach masowych po wczorajszym kompromitującym remisie i odpadnięciu Legii z rozgrywek pucharowych. Kraj, którego drużyna narodowa grawituje w okolicach piątego miejsca na świecie, nie ma ani jednej drużyny w fazie grupowej Ligi Mistrzów czy Ligi Europy. Nasze drużyny przygrywają z zespołami z Azerbejdżanu, Kazachstanu i Mołdawii. Powodów do dumy zapewne nie ma w tym żadnych. Po wygraniu Pucharu Polski przez Arkę byłem przerażony, sądząc, że oto po raz kolejny zostaniemy skompromitowani w rozgrywkach pucharowych przez drużynę, która w mojej ocenie była zbyt słaba aby nas w nich reprezentować. Tymczasem tylko drużyna z Gdyni pokazała charakter i omal nie awansowała do kolejnej rundy, przegrywając w doliczonym czasie. Jagiellonia to tradycyjnie drużyna na jedną rundę. Więcej napewno oczekiwałem od Lecha i zdecydowanie więcej od Legii. Obie drużyny zawiodły totalnie, przy czym Legia, która na krajowym podwórku finansowo bije każdego, zdegradowała siebie na arenie europejskiej do drużyny ligi okręgowej w wydaniu polskim. Czytam dzisiaj te wszystkie uczone wywody na temat tego co się stało, kto jest winien i jak zaradzić sytuacji na przyszłość. Nikt jednak nie mówi o jednym, a mianowicie o nowym właścicielu warszawskiej drużyny. Nie podobali mu się wspólnicy, więc odmawiał pracy z nimi aż dopiął swego. Konflikt właścicielski w Legii był wszystkim bardzo dobrze znany, nie ma zatem sensu do niego wracać zwłaszcza, że już go nie ma. Drużyna z Łazienkowskiej ma już tylko jednego właściciela i to jego wizja zbiera dzisiaj owoce. Nie wiem oczywiście ile wspólnego z nim miała masowa ucieczka wszystkich lepszych piłkarzy z Warszawy, fakt pozostaje faktem, że nieumiejętność ich zatrzymania w stolicy obciąża przede wszystkich jego. Żal mi oczywiście Jacka Magiery bo to wschodząca gwiazda trenerska i mam dla niego wiele szacunku i uznania za to czego dokonał w ubiegłym sezonie. Jeśli jednak odbiera mu się połowę drużyny i oczekuje od niesprawdzonych następców podobnych rezultatów to ktoś chyba uległ poważnemu wypadkowi z obrażeniami głowy włącznie. Pieniądze jakie dzisiaj zarabiają przeciętniacy piłkarscy już dawno tak im namieszały w głowach, że każdemu z nich wydaje się, że jest gwiazdą. Boisko oczywiście to weryfikuje, jak właśnie w przypadku Legii. Wciąż jednak, od strony finansowej, chyba lepiej być kiepskim piłkarzem niż fachowcem w innej dziedzinie. Piłka jak i zresztą większość dyscyplin sportowych to dzisiaj chory produkt, który utrzymywany jest na sztucznych aparatach oddechowych chyba tylko po to aby odwrocić naszą uwagę od reszty brudu jaki toczy dzisiejszy świat. I udaje się to znakomicie tym nowoczesnym twórcom igrzysk dla ludu, bo ciagle przeciętny kibic wierzy, że w sporcie wygrywa lepszy. Chyba jednak coraz częściej bogatszy. 

 

I jak tu nie kochać sportu

Skazana na pożarcie drużyna Legii Warszawa urwała punkt naszpikowanemu gwiazdami obrońcy tytułu. Punkt ten jest o tyle ważny, że pozwala mieć nadzieje na wyjście legionistów z grupy z trzeciego miejsca. O wszystkim prawdopodobnie zadecyduje grudniowy mecz ze Sportingiem Lizbona. Po katastrofalnym starcie i kompromitującej porażce z Borussią Dortmund przed własna publicznością trudno było oczekiwać, że drużyna może się jeszcze pozbierać. Doszły do tego wybryki pseudokibiców, które doprowadziły do zamknięcia stadionu dla publiczności. Czyż można było oczekiwać w takich warunkach, że Legię będzie stać na urwanie punktu królewskim? Gdy w pierwszej minucie niesamowity Bale strzelił bramkę większość z nas myślała, że nadchodzi następna katastrofa. Tak się jednak nie stało. Real strzelił następna bramkę i mógł zdobyć kolejne gole, szczęście jednak było z warszawską drużyną tego wieczoru. Po otrząśnięcia się z przewagi madryckiej drużyny fortuna uśmiechnęła się do Legionistów. Napewno będą głosy mówiące o zlekceważeniu Legii przez Real, to dla mnie nie ma większego znaczenia. Warszawiacy zagrali bardzo dobry mecz i nie przestraszyli się wielkiego rywala. Podejrzewam, że mało kto wierzył w wyrównanie a tymczasem Legia nie tylko doprowadziła do remisu ale na siedem minut przed końcem objęła prowadzenie. Chociaż dwie minuty potem Real wyrównał to czapki z głów dla wszystkich zawodników stołecznej drużyny. Wola walki, wiara we własne możliwości jeszcze raz udowodniły, że w sporcie wszystko jest możliwe. Olbrzymie brawa należą się bez wątpienie trenerowi Magierze. W relatywnie krótkim czasie spowodował, że Legia stała się drużyną a nie grupą zawodników biegających każdy w innym kierunku. Jacek Magiera udowodnił, że mamy wspaniałych szkoleniowców w Polsce i trzeba im dawać szanse tak jak to miało miejscy w przypadku Adama Nawałki. Kolejne próby Legii z zagranicznymi trenerami niczego dobrego drużynie nie zrobiły a wręcz przeciwnie ostatni trener omal nie zniszczył kompletnie drużyny. Tym większy należy się szacunek Jackowi Magierze, który dotarł do zawodników i potrafił w nich wyzwolić chęć do gry, która wczoraj miła była do oglądania. Nie popadam w hurra optymizm wydaje mi się jednak, że takie mecze cementują drużynę co dla kibiców może przełożyć się na emocjonujące spotkania piłkarskie. Ciekawie zatem zapowiada się rewanż w Dortmundzie ale nawet jeśli tam przegramy to ostatni mecz w Warszawie juz z publicznością przeciwko Sportingowi może być emocjonującym widowiskiem. Mam nadzieję rownież, że wreszcie dotarło do prawdziwych kibiców warszawskiej Legii, że już najwyższy czas aby nie pozwolić chuliganom do rządzenia na stadionie. Przez prymitywnych kiboli prawdziwi kibice stracili wczoraj możliwość uczestniczenia w świetnym piłkarskim widowisku i prawdę mówiąc brak dopingu i kibiców był bardzo przygnębiający. Oby następne mecze były równie emocjonujące i odbywały się przy pełnym i rozentuzjazmowanym stadionie.  

Związek Socjalistycznych Republik Piłkarskich

Podobnie jak wielu miłośników piłki nożnej z Polski wciąż nie bardzo mogę się pogodzić z decyzją UEFA wykluczającą Legię z rozgrywek w Lidze Mistrzów. Musze przyznać, że po raz pierwszy spodobał mi się komentarz pana Jana Tomaszewskiego określający tych ludzi szakalami. Słuchałem ostatnio na oficjalnej stronie UEFA wystąpienia pana Infantino, sekretarza generalnego UEFA (brzmi to prawie jak tytuł sekretarza KPZR) na temat przejawów rasizmu na boiskach piłkarskich. Pan sekretarz w ostrych słowach zdeklarował walkę z wszelkimi przejawami tego jakże godnego potępienia zjawiska nie tylko na trybunach. I tak sobie pomyślałem no świetnie panie Infantino ale może by tak zacząć wałczyć również z głupotą w pana związku z przejawami dyskryminacji, które są tak samo godne potępienia jak rasizm. Głupota jak ktoś kiedyś mi powiedział to chyba jedyne przestępstwo, tak jest przestępstwo, za które nie ma żadnej kary a ona drąży naszych polityków w każdym niemal wymiarze naszego życia codziennego. Nie inaczej jest UEFA, tępe zapatrzenie w regułkę, która wypatrza sens sportu świadczy o niczym innym jak tylko głupocie tych co odczytują ten bezsensowny paragraf. Jako ludzie popełnialiśmy, popełniamy i popełniać będziemy błędy. Jedne są mniej inne bardziej brzemienne w skutkach. Właśnie dlatego wszelkie prawo bierze to pod uwagę. Bo czyż tak samo jest odpowiedzialny za śmierć przechodnia ten co zasłabł za kierownica jak ten co prowadził samochód po pijanemu? Biorąc po uwagę logikę UEFA to, to nie ma różnicy. Panie Infantino, Celtic przegrał bo był słabszy a pojawienie się Bereszyńskiego na boisku to nic innego jak chwilowa niedyspozycja, zasłabnięcie umysłowe kogoś z działaczy Legii. Czyżby był pan aż tak naiwny, wierząc w to ze gdyby Bereszyński nie pojawił się na boisku to Celtic w ostatnich czterech minutach strzeliłby sześć goli, bo tyle potrzebował żeby awansować dalej? Ja rozumie ze cuda się zdarzają no ale bądźmy realistami. Nie znajduje slow oburzenia dla kolosalnej głupoty Putina przy zajmowaniu Krymu, jednak jego tłumaczenie dlaczego to zrobił trzyma się bardziej kupy niż wasza kompletnie pozbawiona logiki decyzja. A swoja droga panie Platini może by tak odsunąć Rosjan od rozgrywek jako cześć restrykcji nakładanych na nich za nieodpowiedzialną politykę lidera Rosji? Tylko czy was na to stać? Polska jest członkiem Unii Europejskiej ale mam wrażenie, ze ten fakt nie dotarł jeszcze do świadomości pana Infantino, który wciąż widzi i dzieli Europe używając sobie tylko znanych kryteriów. Jest dla mnie oczywiste, ze nie mamy w strukturach UEFA takiego samego poparcia jak Szkocja i stąd moja teza o dyskryminacji z jaką mamy do czynienia w europejskiej federacji piłkarskiej. Hipokryzja i podwójne standardy, rasizm jest brzydki, głupota i dyskryminacja już nie tak bardzo. Paduranu, ten ze Starej Zagory i Howard Webb specjalista od jedenastek przy rzutach rożnych, miałem nadzieje ze nic gorszego już nie może nam się przydarzyć w piłce nożnej. Niestety nie miałem racji. Platini i Infantino to nowa fala pomysłowych uzdrawiaczy piłki nożnej. Nie jestem zwolennikiem chamstwa i wulgaryzmów no ale nie pozostaje mi nic innego jak wzorem naszego Ministra Spraw Zagranicznych stwierdzić, ze ktoś tu komuś zrobił laskę. I już całkiem na zakończenie musze przeprosić pana Grzegorza Łatę, bo błędnie sądziłem  ze nie jest możliwe znalezienie gorszego szefa federacji piłkarskiej. Przepraszam panie Grzegorzu no ale nie umywa się pan do Wladimira Platini i Leonida Infantino.

Dokąd idziesz piłko?

Nie jestem zagorzałym kibicem Legii, ale jestem kibicem piłki nożnej a ponieważ jestem Polakiem zawsze czuje się mocniej związany z naszymi drużynami klubowymi w rozgrywkach pucharowych. Nie mam zamiaru bronić Legii bo pomyłka ze wstawieniem nieuprawnionego zawodnika była ewidenta i jakakolwiek argumentacja tego faktu jest bezzasadna. Kara natomiast jaka została nałożona na drużynę graniczy z kompletnym brakiem zdrowego rozsądku. Argumentacja pana Infantino , sekretarza generalnego UEFA, że ukaranie Legii walkowerem było jedynym możliwym rozwiązaniem kompletnie do mnie nie dociera. Jeżeli tak, to jak to możliwe ze rok wcześniej w podobnej sytuacji nie przychylono się do wniosku Liteksu z Bułgarii, który udowodnił, ze w węgierskim Debreczynie grał nieuprawniony piłkarz w końcówce meczu. Wtedy argumentacja była inna i stwierdzono, ze zawodnik nie miał wpływu na końcowy wynik a mecz i awans Debreczynu już wcześniej był przesądzony. Nie inaczej było i w tej sytuacji. No więc jak to jest z tymi przepisami? Można je stosować według własnego widzi mi się czy tez nie? Hipokryzja w najwyższym wydaniu. Ukaranie to jedno, zmiana tego co widzieliśmy na boisku, gdzie mizerny Celtic był tylko tłem dla Legii to kompletny brak zdrowego rozsądku. Każdy przepis działa podobnie jak prawo i należy się do niego stosować. Przepisy winny i biorą pod uwagę ludzki błąd i dlatego Ci co podejmują ostateczną decyzję o zastosowaniu jakiegoś przepisu powinni to również wziąć pod uwagę. Wejście Bereszyńskiego, aczkolwiek karygodne, niczego nie zmieniło, Celtic był wyeliminowany, a wiec kara za to się należała ale dyskwalifikacja świadczy o kompletnym braku wyobraźni i braku zdrowego rozsądku. Przepis, który daje do tego prawo jest po prostu złym przepisem, albo nie byłby aż taki zły gdyby  ludzie, którzy go stosują umieli posługiwać się rozumem. Tak niestety nie było w tym przypadku. Sprzeczna z logiką decyzja wypatrzyła wynik spotkania premiując cwaniactwo nad tym co miało miejsce na boisku. Kiedy lata temu po raz pierwszy zawodnik drużyny przegrywającej wykopał piłkę na aut, bo na murawie leżał kontuzjowany zawodnik przeciwnej drużyny, okrzyknięto ten fakt zagraniem fair play roku. Dzisiaj zawodnicy padają pod byle pretekstem na murawę, szczególnie gdy ich drużyna prowadzi, aby uszczknąć parę minut i dowieźć wynik do końca. I tak coś dobrego i wzniosłego zaczęli wykorzystywać wszelkiej maści cwaniacy wykorzystując wzniosłą ideę do mało wzniosłych celów. Wciąż jednak obowiązuje niepisany przepis, ze jak ktoś leży, piłka idzie na aut żeby pomoc ‘’umierającemu’’ na boisku zawodnikowi. Bo to jest fair, tak postępują wszyscy w imię fair play. Czego to przytaczam? Powód bardzo prosty, czyż nie byłoby fair play gdyby wszystkie drużyny zbojkotowały bzdurną decyzję, niczym nie poparta w imię właśnie Fair Play? Zamiast udawać fair i popierać udającego cwaniaka na boisku pokazać panu Infantino, ze sport to wciąż sport a nie polityka. Tylko czy ktoś jeszcze gra fair tam gdzie są pieniądze. Nie jest zwolennikiem ani ligi mistrzów ani ligi Europy w takim wydaniu w jakim nam się aktualnie serwuje. Zmiany w zezwoleniach na grę w klubach krajowych takiej ilości obcokrajowców doprowadziły, ze rozgrywki stały się przewidywalne, Rządzą drużyny z nieograniczona gotówka. Już wkrótce obie ligi staną się wewnętrzną sprawa hiszpansko-wlosko-angielsko-niemiecką co tylko jeszcze bardziej pogłębi kluby innych krajów. Celtic nigdy nie był taki slaby, ale skoro nie może konkurować finansowo to wkrótce stanie się podrzędnym klubem. Już dzisiaj widać że holenderska klubowa piłka tez nie nadąża finansowo. Rozumie, że piłka to dzisiaj biznes, ale gdzie to wszystko zmierza. Kto będzie chciał oglądać wciąż te same drużyny od ćwierćfinałów w górę? Ci sami wygrywają i kasują główne nagrody a dysproporcje się tylko powiększają. Może dyskwalifikacja Legii była ukłonem w stronę zasłużonego Celtiku, który stacza się w zastraszającym tempie na dół. Ale czego  z tego powodu ma cierpieć Legia i polska piłka nożna?