Na dzień dzisiejszy.

Na ten dzień czekaliśmy z niecierpliwością. Nie ze specjalnej tęsknoty. Bardziej z ciekawości. Bardziej również w związku z naszymi podróżnymi planami.

Nasz sąsiad czyli Milanski, jak go na swoje potrzeby spolszczyłem, właśnie wrócił ze swojego kraju urodzenia do kraju, w którym się osiedlił, znaczy się do Ekwadoru.

Słyszeliśmy mnóstwo różnych różności na temat sytuacji na lotniskach, wydłużonym czasie związanym ze sprawdzania podróżujących. To wszystko jednak ze słyszenia. Milanski miał nam dać odpowiedź na to wszystko z punktu widzenia tego, kto właśnie przeleciał kawał świata i zobaczył lotniskową sytuacje na własne oczy.

Jego odczucia trochę nas uspokoiły przed naszym odlotem. Otóż jak nam mówił, lotniska wcale nie są puste. Leciał z Wiednia do Amsterdamu potem do Madrytu by skończyć podróż w porcie, z którego nam przyjdzie wkrótce odlatywać czyli Guayaquil. Wszędzie było sporo ludzi a samoloty w dziewięćdziesięciu procentach wypełnione. Było więcej kontroli a po przyjeździe do Ekwadoru mierzenie temperatury. Nie wyczuł jednak zbytniej paniki jeśli już cokolwiek to odrobine ostrożności.

Pokrzepiły te informacje nasze skołatane serca. Póki co zatem wszystko zgodnie z planem, przynajmniej w części pierwszej czy przylotu do Wielkiego Brata. Dalsza cześć podróży stoi pod sporym znakiem zapytania ze względu na obowiązkowe kwarantanny. Nie mam najmniejszego zamiaru siedzieć zamknięty gdzieś tam przez dwa tygodnie.

Przygotowania zatem postępują pełną parą. Decyzje raczej zapadły. Mogą je tylko zmienić linie lotnicze odwołaniem lotów.

Dlaczego Ekwador?

Po ostaniej serii zdjęć z okolicy pojawiły się w komentarzach pytania dotyczącego naszego wyboru. Dlaczego Cuenca? Dlaczego Ekwador? Chociaż pytanie o miasto było pierwsze, muszę zacząć od odpowiedzi na temat wyboru państwa. Jestem zwierzęciem chronologicznym, najpierw wybraliśmy Ekwador a potem Cuencę.

Ten wpis zatem będzie odpowiedzią na pytanie Caffe, a kolejny dotyczący miasta to będzie dla Szarabajki przede wszystkim.

Młody Bush dał się nam mocno we znaki. To za jego prezydentury przez Stany przelało się najwiecej kryzysów. Odbiły się one i nas. Już wtedy emerytowani, i nie tylko, Amerykanie szukali spokojniejszego miejsca. Na pierwszy rzut poszły Panama i Kostaryka. Gdy my zaczęliśmy szukać oba te państwa już były poza naszym zasięgiem. Dodatkowo dowiedzieliśmy się o Belize, małym państewku wbitym między Meksyk i Gwatemalę. Jego przewagą był język urzędowy. Tu był nim angielski.

Moja dziewczyna nie należy do osób długo coś planujących. Zanim coś zdążyłem powiedzieć już mieliśmy wykupioną tygodniową wycieczkę na Belize. Było pare postojów zaplanowanych, dżungla, wybrzeże i Gwatemala.

Samo Belize niczym nas nie zachwyciło. Miejsca gdzie mieszkali przybysze z bogatszych państw wyglądały jak twierdze, to było nie dla nas. Belize posiada jednak urokliwe wysepki. Te nas oczarowały, ale jak w przypadku Panamy i Kostaryki ceny były już zbyt wysokie.

W trakcie pobytu odwiedziliśmy Gwatemalę. Celem były najsławniejsze ruiny Majów czyli Tikal. Trochę tego widzieliśmy już w Belize ale gwatemalskie ruiny to miejsce krucjaty wielu wielbicieli kultury Majów.

Nie da się ukryć, że Gwatemala, a szczególnie spokojne miasteczko o nazwie Flores, położone nad pięknym, błękitnym jeziorem wywarły na nas olbrzymie wrażenie. O ruinach nie będę wspominał. Mieliśmy młodego przewodnika, który aczkolwiek miał sporą wiedzę, traktował nas trochę jak głąbów przybyłych z niewiadomo skąd. Sam Tikal to jednak przepiękne miejsce. To wciąż Mekka dla ludzi, w których płynie majowska krew. Tu wciąż odbywają się różne ceremonie związane z wierzeniami tych Indian.

Dla mnie, dziecka Winnetou, odpowiedz co do wyboru pomiędzy Gwatemalą a Belize była oczywista. To pierwsze państwo to było właśnie to. Nie do końca jednak. Gwatemala nie ma najlepszej prasy pod względem bezpieczeństwa.

Po powrocie rzuciliśmy jeszcze raz okiem na mapę. Gwatemalą, Honduras, Salwador odpadają z uwagi na słabą stabilność. Panama i Kostaryką zbyt drogie.

W Stanach działa wiele organizacji polonijnych. Byłem członkiem jednej z nich. Grupa do, której należałem w New Jersey zrzeszała członków z jego północnej części. Jedna z naszych członkiń okazała się być żoną Ekwadorczyka.

Jeszcze jeden rzut oka na mapę. Ekwador leży poniżej Kolumbii, która braliśmy tez pod uwagę, ale… No właśnie to ale to trasa narkotykowa. Myśleliśmy jeszcze o Wenezueli ale tam już rządził Chavez. Nie chcieliśmy odjeżdżać zbyt daleko od USA, stad kolejne państwo na mapie to…Ekwador. Dodatkowo mąż znajomej, który miał rodzine w Quito, pomógł nam w zaplanowaniu pierwszej podróży. Przede wszystkim miał kto nas odebrać z lotniska i zająć się nami przed przez nas zaplanowanym zwiedzaniem państwa. Jeszcze wtedy decyzje żadne nie zapadły. Mieliśmy je podjąć na podstawie naszych odczuć.

To był 2009 rok. Zawitaliśmy po raz pierwszy w Ekwadorze.