Ameryka to jest taki dziwny kraj cz.I

Ameryka, jak się popularnie mówi na Stany Zjednoczone to taki dziwny kraj. Tutaj ojca dyrektora i jego falangę zeżarliby jeszcze przed śniadaniem zanim by zdążył otworzyć oczy. Zaraz to wytłumaczę.

Wyjeżdżając z Polski w naszego Szczepana wszędzie się jeszcze czuje atmosferę świąt. Na moim lotnisku w Rzeszowie gdzie rozpoczynałem swoją podróż, dekoracje, choinki i inne atrybuty świąt były wszechobecne. Trudno mi powiedzieć jak było w Monachium gdzie zmieniałem samolot aby przeflancować się przez Atlantyk. Mieliśmy tutaj tylko nieco ponad godzinę na przesiadkę a spraw formalnych do załatwienia multum. Wszystko odbyło się zatem z jęzorem na brodzie, aleśmy zdążyli na nasz wielopłat za wielki staw.

Po, w porywach do dziewięciu godzin dobiliśmy do miejsca, które wielu zwie ziemia obiecaną. Najpierw był Waszyngton, w którym zmienialiśmy samolot a potem wreszcie docelowy Newark dokąd zmierzaliśmy.

Rozglądałem się dookoła na obu lotniskach za czymś co podkreślałaby, że to okres świąt bożonarodzeniowych. Nie znalazłem bo i nie mógłbym nawet gdybym chciał.

Wszystko zaczęło się paręnaście lat temu. Na lotnisku, jeśli dobrze pamietam, w Seattle ustawiono, jak i zresztą na innych lotniskach, pokaźnych rozmiarów choinkę. Wtedy jeszcze Merry Christmas dominowało w przestrzeni publicznej. W Stanach konstytucja ma sporą siłę, zwłaszcza w aspektach gwarantujących wolność wyznania. Każdy ma prawo wierzyć w co innego. Z czym to się wiąże? Ano z tym, że nie wolno propagować jednej religii ponad drugą zwłaszcza w miejscach należących do pańtwa. I tak to właśnie było w owym Seattle. Otóż przedstawiciel judaizmu mocno się zezłościł na te choinkę domagając się atrybutów jego wiary na równie widocznych miejscach i w równie podobnych rozmiarach. Sprawa trafiła do sądu. No i gościu wygrał a Seattle dostało po portfelu. Z podziemi wyszły inne wyznania i strach ogarnął wszystkich przemożny. No bo żeby wszystkich zadowolić, pewnie miejsca na lotniskach by zabrakło. Śklanko z mlikiem się rozlała na wszystkie strony i instytucje tudzież rownież. Zgłosili się rownież goście od jakiegoś smoka, że oni też chcą swoje atrybuty. I cóż było robić? I tak oto choinkę szlag trafił. Znikły też napisy Merry Christmas a pojawiły się Happy Holidays czy Season Greatings. No te nikogo nie obrażają i mają charakter ponadreligijny.

Wrócę teraz do ojca dyrektora. Niechby spróbował wysłać te swoje bojówki na lotniska czy gdzie indziej. Przegrałby z kretesem. Nie dlatego, że ludzie mają coś przeciwko naszej wierze lecz dlatego, że sfera publiczna musi respektować innych przekonania. To taka zdobycz i warunek tutejszej demokracji. Nazywa się to wolność. Przybiera ona czasami kolory, których możemy nie lubić. Ale w tym momencie pojawiają się kolejne słowa – akceptacja i tolerancja. Ojciec Tadeusz musiałby się tego nauczyć w Ameryce albo miałby wielgie, wielgachne problemy natury finansowej i nie tylko.

Reklamy

Gwoli przypomnienia

Ponad dwa lata temu w styczniu 2016 przedrukowałem artykuł z Angory autorstwa Marka Borowskiego. Dotyczył on planów zmiany konstytucji przez obecnie rządzących. Przymierzali się oni do tego już podczas pierwszej tury swojego sprawowania władzy. Z różnych względów nie udało im się wprowadzić owych planów w życie. Pozostały jednak ślady ich zamierzeń, które niestety zaczynają się powoli realizować. Jeszcze dwa lata temu wydawało się to wszystko mało prawdopodobne i wręcz niemożliwe. Dziś już nie ma żadnych złudzeń dokąd to wszystko zmierza. Sposób sprawowania władzy oparty na tanich kłamstwach i przekupstwie uboższych, będących pod wpływem kleru, dał im wreszcie zwycięstwo umożliwiające przeprowadzenie zmian zmierzających do utrzymania kontroli nad państwem. I tak co wydawało się baśnią z kręgu tysiąca i jednej nocy powoli staje się coraz bardziej realne. Jeśli zatem ktokolwiek liczy na Trybunał Stanu dla obecnie rządzących to odsyłam tych wszystkich do artykułu Marka Borowskiego. Postanowiłem go zatem przypomnieć bo już wkrótce pawłowiczowe media narodowe w poczuciu głębokiego „patriotyzmu” wprowadzą cenzurę na ich zdaniem „antypolskie”, czytaj antypisowskie, publikacje.

PiS – owska konstytucja

Czy uda nam się zatrzymać tą rozpędzoną maszynę nienawiści i pogardy? Zaczynam mieć watpliwości.

Twierdza fundamentalizmu.

Powraca ponownie na czołówki mediów temat zmiany konstytucji. Mądre głowy wypowiadają w związku z tym jeden przez drugiego. Premierowa nie widzi potrzeby zmian w tym zakresie, uważając że aktualnie obowiązująca jest wystarczajaco dobra. Ufff, ciężko nawet znaleźć odpowiednie słowo aby skwitować tą wypowiedź. Jedyne co przychodzi mi do głowy to chyba tylko to, że ona zapewnie myśli o tym co nosi prezes w kieszeni, bo przecież obowiązująca ustawę zasadniczą złamała już tyle razy, że palców u obu rąk brakuje. Krystyna Pawłowicz natomiast jest za zmianami. Jej propozycje tak mocno „złapały mnie za serce”, zże postanowiłem się nimi podzielić. Oto zatem przyczyny, dla których powinnismy dokonać zmiany ustawy zasadniczej i rekomendacje szanownej posłanki: 

Po pierwsze konstytucja była pisana przez ludzi PRL – w tzw III Rzeczypospolitej. Wprowadzała system ustrojowy wzajemnie blokujących się organów. Wielokrotnie napotykaliśmy problemy konfliktu kompetencji np. w zakresie polityki zagranicznej i obronności kraju. Trybunał Konstytucyjny często podejmuje decyzje dość swobodne i trudno wymierne prawnie. W konstytucji są też przepisy słabo chroniące suwerenność Polski w Unii Europejskiej. Nie do przyjęcia jest na przykład artykuł 90, który jest przepisem mającym formę aktu zdrady narodowej ówczesnego establishmentu. Ten arytkułów nazywam podstawą do samolikwidacji państwa polskiego. Ten przepis absolutnie należy usunąć. 

Po drugie, w konstytucji powinien być jasno określony system wartości obowiązujących polską Wspólnotę, m. in. w sprawach polskiej tożsamości chrześcijańskiej, sprawach obyczajowych, sprawach ochrony życia. Te kwestie nie mogą być przedmiotem domysłu i dowolnej interpretacji. Konstytucja musi zapewniać ochronę życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Konstytucja winna stanowczo dookreślić model małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny, nie zezwalając na interpretację w kierunku układów patologicznych. Konstytucja powinna zawierać przepisy, które będą chronić Polskę przed różnymi szaleństwami kolejnych ekip rządzących, które chciałyby odchodzić od powyższych wartości. Uważam, że powinniśmy w większym zakresie podkreślić też tożsamość religijną i kulturową. Chrześcijaństwo jest głównym punktem orientacyjnym w historii Polski i Polaków. Bez uświadomienia sobie tego nie odbudujemy naszej kultury i tradycji. Będziemy mówili o Polsce „ten kraj” i tak jak Google umieszczać w Święto Niepodległości symbol bociana zamiast orła. Konstytucja musi bronić wartości. Chciałabym, aby powstała w polskiej konstytucji Preambuła, taka jak w konstytucji węgierskiej. Patriotyczna, głęboka inwokacja po prostu poruszająca serca. Tak jak mówił prezydent Andrzej Duda w Dniu Niepodległości, żeby nie tyle mury poruszyły się od wystrzałów, ile zadrżały nasze serca. Aby ta Preambuła sprawiała, że czujemy się, że jesteśmy Polakami.

Czuję się Polakiem bez tych górnolotnych sformułowań. Propozycje bardziej przypominają mi fundamentalizm islamski w wydaniu pisowskim niż prawo w nowoczesnym, tolerancyjnym państwie europejskim. Nie twierdze, źe wszystko jest dobre, sądzę jednak, że czasy świętej inkwizycji to już bardzo, bardzo odległa przeszłość. Ech gdyby tak zastąpić mowę nienawiści mowaą tolerancji i zrozumienia to może i konstytucja byłaby zbyteczna.

Słowo odkryte na nowo – Konstytucja

I kiedy już myślałem, że inteligencją Szogunowi nie wielu w tym parlamencie jest w stanie dorównać zostałem brutalnie sprowadzony na ziemie. Oto bowiem bliżej mi nieznany, zapewne jednak bardzo zasłużony, chociaż szeregowy członek partii, nijaki pan A. Mularczyk przypomniał sobie o słowie konstytucja. Partia prezesa unikała tego słowa do tej pory jak diabeł święconej wody. Znajdują się tam bowiem zapisy, które nie bardzo aktualnej władzy są na rękę zwłaszcza jeśli chodzi o role Trybunału Konstytucyjnego w naszym systemie. Kombinowali jak mogli aby te konstytucyjne paragrafy jakoś tak zinterpretować aby to co władza robi było w zgodzie z ustawą zasadniczą chociaż de facto ją naruszało. Ale po to ma się prezydenta w kieszenie by ten te naruszenia legalizował. Sprowadzili zatem najwyższy Trybunał do roli sądu gminnego dopóki na jego czele stał rzucający im kłody pod nogi prezes. Jego kadencja niestety została zakończona dzięki czemu można było wreszcie powołać na to stanowisko byle kogo, kto pojmuje prawo i konstytucję tak jak szanowny Wielki Wódz naszego narodu. Wydawało się, że klocki są już zatem poukładane, kiedy niespodziewanie I prezes Sądu Najwyższego postanowił stanąć okoniem władzy. Ta oczywiście wpadła w popłoch ale od czego mają szeregowych  oddanych partii parlamentarzystów. Pan poseł Kaczlarczyk to znaczy Mularczyk z pięćdziesiątką innych wiernych do grobowej deski szefowi partii dopatrzyli się „konstytucyjnych” niezgodności przy wyborze pani I prezes Sądu Najwyższego. Chociaż powołana została na swoje stanowisko jeszcze w 2014 roku a nasi wodzowie sprawują władze od jesieni 2015 roku teraz jednak sobie to uświadomili. Ja to nawet rozumiem bo najpierw trzeba było pogonić prezesa TK i niekonstytucyjność wyboru prezesowej nie zdawała się w tym momencie być czymś ważnym. I pewnie dalej by tak było gdyby owa pani złożyła hołd władcy absolutnemu. Baba jak to baba od czasu do czasu musi się postawić co jest jeszcze zrozumiałe dopóki stawia się komuś mało znaczącemu byle nie wielkiemu guru. No i przypomnieli sobie jego poddani o konstytucji, która ponoć została już w 2014 roku naruszona przez ówczesną władze. Gdzieś kiedys czytałem, że prezes przewodniej siły ludu nosi w kieszeni swoją „konstytucję”, którą jeszcze opracował gdy kiedyś był premierem a jego brat prezydentem, a która  nijak miała się do obowiązującej ustawy zasadniczej. Przywrócił on zatem tą kieszonkową konstytucję do życia po dojściu do władzy, kazał wykuć ją na pamięć swoim poddanym oraz systematycznie i konsekwentnie wprowadzać owe jej przepisy w życie. A tam jak byk w pierwszym punkcie stoi: „Powołani na stanowiska w państwie bez woli i zgody Absoluta owych stanowisk sprawować prawa nie mają”. I chyba do tej konstytucji i tego zapisu odwołuje się ogólnie szanowany pan poseł komediant ze swoim pięćdziesięcioosobowym cyrkiem objazdowym. 

PiS – owska konstytucja

Od paru już lat jestem zagorzałym czytelnikiem „Angory”. Odpowiada mi formuła tego pisma. Będąc zatem w Polsce, jeszcze przed wyjazdem, postanowiłem zostawić sobie parę wydań na czasy późniejsze. Lubię czytać coś na co można spojrzeć z perspektywy czasu bo daje to możliwość porównania prognozy z realiami. I tak oto artykuł z „Angory” wydanej 30 sierpnia ubiegłego roku wzbudził na tyle moje zainteresowanie, że postanowiłem go przedrukować na moim blogu. Autorem artykułu jest Marek Borowski były marszałek sejmu i kandydat na prezydenta. Jak juz wspomniałem pozycja ta ukazała się w „Angorze” z 30 sierpnia 2015 roku i jest przedrukiem artykułu tekstu Marka Borowskiego z „Gazety Wyborczej” z 18 sierpnia 2015 roku. Oto cały tekst.
Jest taka jedna partia, która co rusz chce zmienić wszystko, bo na ewolucyjne zmiany szkoda jej czasu. Ta partia to oczywiście Prawo i Sprawiedliwość. Uchwalona w 1997 roku konstytucja z pewnością nie jest doskonała, dlatego co pewien czas podnoszą się głosy, że warto by to i owo w niej zmienić, uczytelnić, lepiej rozdzielić kompetencje. Niewiele z tego wynika, bo gdy jedna partia partia chce zasadnie poprawić jeden artykuł, pozostałe warunkują to zmianami w pięciu innych miejscach i kończy się to tak, jak powiedział były premier Rosji Czernomyrdin: ” Chcieliśmy dobrze, ale wyszło jak zwykle”.
Poprawki poprawkami nikt jednak nie podważa konstytucji jako takiej. Nikt? Oj, chyba przesadziłem.  Jest taka jedna partia, która co rusz chce zmienić wszystko, bo na ewolucyjne zmiany szkoda jej czasu. Ta partia to oczywiście Prawo i Sprawiedliwość.
Co pewien czas wielkim nakładem parady ekspertów i polityków wytwarza kompletny, całościowy projekt nowej konstytucji. Oczywiście uchwalenie ustawy zasadniczej nie jest takie proste – trzeba mieć 307 posłów i 51 senatorów. Do tej pory była to mrzonka, ale kto wie co będzie w październiku? Prezentowany obecnie program PiS-u ( 3×15, czyli po 15 mld zł miesięcznie na dzieci , na wyższą kwotę wolną od podatku oraz na obniżenie wieku emerytalnego i VAT-u ) to jedynie wabik, który ma przyciągnąć wyborców. Zagłosują, a dopiero potem dowiedzą się, o co naprawdę chodziło. Właśnie dlatego warto o tym pisać, bo projekty te nigdy – zapewne przez skromność – nie były przesadnie eksponowane, a to z nich wyziera prawdziwa myśl ustrojowa Prezesa.
2005 rok Nowy Człowiek PiS-man.
Pierwszy projekt nowej konstytucji powstał w 2005 roku i miał zwiastować nadejście IV RP. Przewidywał objęcie przez władzę wykonawczą żelaznym uchwytem telewizji i radia ( co zresztą w ciągu jednej nocy się dokonało ), prasy sądów, opozycji i systemu edukacji. Napisałem wtedy w „Wyborczej”, że tak jak w przeszłości komunistom, tak teraz Jarosławowi Kaczyńskiemu marzy się uformowanie nowego Polaka. Taki Nowy Człowiek, PiS-man, myślący o rożnych sprawach tak, jak chcieliby jego twórcy. Dopiero taka przemiana zagwarantowałaby PiS-owi długoletnią władzę, gdyż każdy osobnik głoszący inne poglądy byłby uważany za wybryk natury. Podobieństwo do Orwella było oczywiście całkiem przypadkowe.
IV RP szybko legła w gruzach pod własnym ciężarem, choć zanim się rozsypała, zdążyła sporo naszkodzić. Konstytucje z 2005 roku odłożono na półkę i pięć lat pózniej  ( styczeń 2010 roku ) opracowano nową, stanowiącą – jak rozumiem – aktualną propozycję ustrojową PiS-u ( www.pis.org.pl ). Pobrzękują w niej licznie te same tony, co w poprzednim projekcie, ale są i nowe.
2010 rok Ustrój Prezydencki.
Zacznijmy od nowości. Projekt 2010 radykalnie przekształca ustrój RP z gabinetowo-parlamentarnego w prezydencki. Wtedy prezydentem był Lech Kaczyński i autorzy tego projektu optymistycznie zakładali, że będzie on ponownie wybrany jesienią 2010 roku.
Dziś sytuacja jest klarowna: prezydentem jest Andrzej Duda i pisowski projekt konstytucji ( dalej: PPK ) jest wręcz skrojony dla niego, a co najważniejsze – sam Andrzej Duda napomknął o potrzebie uchwalenia nowej konstytucji.
Poinformujemy zatem opinie publiczną, co zawiera ten projekt. Zacznijmy od tego, co będzie mógł uczynić prezydent Andrzej Duda, jeśli w wyborach oddamy dostatecznie dużo głosów na PiS i ewentualnie na ruch Kukiza.
Po pierwsze w ciagu pierwszych sześciu miesięcy od objęcia urzędu będzie mógł rozwiązać Sejm ( art.94 PPK ). Dlaczego? Nie wiadomo, bo taka będzie jego prezydencka wola.
Po drugie, Sejm może sobie wybierać premiera i ministrów, a prezydent wcale nie musi ich powoływać. Wystarczy. Że dręczy go „uzasadnione podejrzenie, że nie będą oni przestrzegać prawa (sic!)” ( art. 122 PPK).
Po trzecie, jeśli prezydentowi nie spodoba się ustawa przyjęta przez Sejm (np. sześciolatki do szkoły), może sam z siebie zarządzić nad nią referendum i gdy naród ją odrzuci, prezydent może – zgadnijcie państwo co? – oczywiście rozwiązać Sejm (art. 103 PPK).
Po czwarte, odwróćmy sytuację: prezydent, jako dobry pan, postanowił obniżyć wiek emerytalny wszystkim do sześćdziesiątego roku życia. Poddaje ustawę pod referendum i po oczywistym poparciu przez naród kieruje ją do Sejmu. Ustawa jest szkodliwa, więc Sejm ją odrzuca. I już po Sejmie, bo prezydent sięga po art. 105 PPK i Sejm rozwiązuje.
Powie ktoś, że przesadzam – przecież wiążące minimum frekwencji w referendum to aż połowa wyborców. Uprawnienia z pkt 3 i 4 to zatem straszak niż realna groźba. Czyżby? Nie radzę lekceważyć autorów PPK i ich holistycznego podejścia do tematu. Art. 8 PPK obniża ten próg do 30 procent!
Mogę się także spotkać z zarzutem, że przecież jeśli PiS zdobędzie w wyborach większość ( tym bardziej jeśli będzie to większość konstytucyjna ), to Andrzej Duda nie będzie się przecież wadził z Prezesem i korzystał z tych uprawnień. Zgoda, ale nic nie trwa wiecznie. Rządy PiS-u nie muszą trwać cztery lata. Może dojść do rozpadu koalicji albo wcześniejszych wyborów – i wtedy nowe szaty prezydenta, utkane przez PPK, będą bardzo przydatne.
A poza tym spójrzmy na te pomysły bez kontekstu politycznego: po ich wprowadzeniu demokratycznie wybrany parlament i rząd zostają ubezwłasnowolnione, bo w każdej chwili mogą zniknąć.
Prezydent ma w PPK jeszcze inne przywileje. Przed Trybunałem Stanu staje tylko za umyślne naruszenie konstytucji, podczas gdy np. minister odpowiada za każde naruszenie. Ale i tu jest ciekawostka. Obecna konstytucja zoobowiązuje, aby większość członków TS miała kwalifikacje sędziowskie. W PPK tego warunku już nie ma – każdy krewny i znajomy Krolika będzie mógł zostać członkiem Trybunału.
Rząd wzięty, Sejm opanowany…
Przejdźmy teraz do drugiej kwestii – co PPK mówi o relacjach rzadu i opozycji? Niewiele, ale za to konkretnie. „Gęganie” opozycji będzie mocno ograniczone. Rada Ministrów, wnosząc projekt ustawy, może zabronić wnoszenia poprawek (art. 106). Na wniosek RM prezydent może rządzić dekretami (art. 62). Inicjatywę ustawodawczą będzie miało nie 15 ( jak dziś ) posłów, ale 36, przy czym liczba posłów ma ulec zmniejszeniu do 360, czyli do wniesienia projektu ustawy klub musiałby liczyć co najmniej 10 procent ogólnego stanu izby. W obecnych warunkach 10 procent to 46 posłów, czyli takie partie jak SLD, PSL czy wcześniej Ruch Palikota byłyby pozbawione podstawowego prawa, jakim jest wnoszenie pod debatę własnych propozycji.
A może jakaś szanse dla opozycji będzie stanowił Trybunał Konstytucyjny, który ustawy niebezpieczne dla pluralizmu, świeckości państwa czy demokracji – uchwalane przez PiS – będzie uchylał? Porzućcie wszelką nadzieję – autorzy PPK zamknęli tę furtkę. Z art. 135 wynika, że wyroki Trybunału będą miały moc obowiązującą nie wtedy, gdy po prostu większość sędziów zakwestionuje zgodność z konstytucją, ale Ateny, gdy większość ta wyniesie cztery piąte składu(!).
Tak więc nawet jeśli 11 sędziów stwierdzi brak zgodności z konstytucją, a tylko czterech będzie przeciwnego zdania – ustawa zostanie uznana za konstytucyjną! Juz tylko dla porządku dodajmy, że w myśl art. 128 PPK prezesa i wiceprezesów TK prezydent powołuje, nie prosząc sędziów o przedstawienie kandydatur, jak tego wymaga obecna konstytucja.
Tak więc rząd wzięty, Sejm opanowany, prezydent na posterunku, gotowy do akcji – ale przecież są jeszcze chyba sądy w Warszawie?!
….A sądy pod specjalną kontrolą
Niestety po wejściu w życie PPK – już nie. Jeśli postulowane przez ekspertów PiS badanie „butnych i aroganckich sędziów” wariografem oraz badanie ich moczu na obecność substancji szkodliwych nie pomoże – wkroczy prezydent i na mocy art. 145 PPK złoży sędziego z urzędu za ” niezdolność lub brak woli” rzetelnego wypełniania obowiązków. Te przykre defekty u sędziego wykryje i stwierdzi wiekszością trzech piątych głosów Rada do spraw Sądownictwa.
I tu niespodzianka ( czy aby na pewno niespodzianka?): o ile obecna KRS składa się w trzech czwartych z osób niezależnych od rządu i prezydenta ( a więc nieskorych do realizowania poleceń władzy wykonawczej ), to we wspomnianej Radzie do spraw Sądownictwa wprost przeciwnie: 80 procent członków powołuje prezydent, rząd lub większość parlamentarna, a na dodatek, dla wszelkiej pewności, przewodniczącym Rady jest sam prezydent!
Tak więc, panie i panowie sędziowie, musicie zrozumieć, że nie będziecie już ” świętymi krowami”, a dobra i rozumna władza będzie po ojcowsku korygować wasze postępowanie.
Koniec państwa świeckiego.
Na koniec zostawiłem to co oczywiste: PPK rezygnuje z wszelkich zasad państwa świeckiego. Poczynając od nowej preambuły (” W imię Boga Wszechmogącego”), przez całkowity zakaz aborcji, liczne rezygnacje z dotychczasowych przepisów gwarantujących wolność sumienia, aż do nowej roty przysięgi składanej przez osoby publiczne obejmujące rożne urzędy.
Dziś Rota jest świecka, a składający przysięgę może dodać: „Tak mi dopomóż Bóg”. W PPK Rota kończy się słowami: ” Tak mi dopomóż Bóg”, a składający przysięgę może z nich zrezygnować. Bardzo oryginalnie będzie zatem wyglądać ślubowanie poselskie, gdy marszałek odczytuje rotę, a posłowie kolejno wstają i mówią: „Ślubuję”. Dziś wielu dodaje: „Tak mi dopomóż Bóg”, ale po nowemu ci, którzy nie zechcą akcentu religijnego, będą zmuszeni mowić: ” Ślubuję, ale bez ostatniego zdania”!
Groźną cechą PPK jest możliwość zmiany przez odpowiednią większość każdego artykułu konstytucji, czyli dokonania tzw. demokratycznego zamachu na podstawowe prawa obywatelskie. Obecna konstytucja zawiera przepis. Że jeśli parlamentarna większość zechce np. wprowadzić do konstytucji możliwość stosowania cenzury lub zakaz strajków, to na żądanie opozycji musi być w sprawie zorganizowane referendum. W PPK takiego przepisu nie ma, a tak na marginesie – nie ma rownież zagwarantowanego prawa do strajku(!).
Czas na podsumowanie
O PPK można by pisać jeszcze długo, ale chyba już wszystko jasne. Ustrój, jaki się z tego projektu wyłania, to wprawdzie jeszcze nie dyktatura, ale na pewno już nie demokracja. To demokratura. Nie wiemy, czy tego właśnie chce prezydent Duda. Miejmy nadzieję, że wkrótce skonkretyzujemy swoje zamiary. Wiemy jednak, czego chce PiS. Dlatego stawka październikowych wyborów jest znacznie większa, niż się wielu rodakom wydaje. Trzeba będzie wybierać miedzy naszą nieidealną, wymagającą poprawy demokracją a autorytarną, znaną z niektórych sąsiednich krajów, demokraturą. Nie zróbmy błędu.
Koniec artykułu. Czy ktoś uwierzył w sierpniu, że to jest możliwe? Nie sądzę.
Źródło: Angora nr.35 (1315),  30 Sierpnia 2015