Ballada o krysztale

Od dwóch miesięcy kryształowy Marian wodzi wodza i prezesa w jednej osobie za nos. Miał zrezygnować po powrocie z wymuszonego urlopu. Widać podczas odpoczynku przeglądnął papiery będące w jego posiadaniu i doszedł do wniosku, że ma wystarczajaco dużo argumentów aby pokazać wszystkim partyjnym i rządowym oficjelom środkowy palec.

Marian miał szczęście bo odkrycie jego działalności nałożyło się z kampanią wyborczą, która pozwoliła mu na zrobienie z prezesa balona. Kaczyński próbował zatem, razem ze swoimi specjalistami od odwracania uwagi, zamieść banasiowe oszustwa i nadużycia pod dywan. Skala szamba była jednak zbyt duża.

Gdy nowy marszałek Senatu wyraził chęć przeprowadzenia rozmowy z szefem NIKu, strach wkradł się w szeregi komitetu centralnego partii. Banaś to nie byle Pięta, którego można było przepędzić na zbity pysk. To najbliższy współpracownik, który zapewne wie to i owo. Łatwiej było zatem zacząć kampanie oczerniania Tomasza Grodzkiego, nowego Marszałka Senatu. Wyglada na to, że i ona zakończy się fiaskiem a ostatnia próba sprokurowana przez niejakiego Guzikiewicza to wręcz kompromitacja. Donosiciel przekształcił nazwisko Tomasza Grodzkiego a zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa wysłał do nieistniejącego biura. Typowo członek, dosłownie i w przenośni, rządzącej partii.

Bezczelność kryształowego Mariana osiągnęła szczyt gdy zdecydował się zarekomendować komisji sejmowej swoich zastępców. Od tego momentu absurd goni absurd. Wszyscy w partii czekają na dyspozycje wielkiego wodza. Komisja zatwierdza banasiowych karabinieri, premier odwleka przeczytanie raportu abwery na temat Banasia. On też ma pełne portki, nie tylko przed prezesem ale i przed Banasiem bo w NIKu zgromadzili trochę brudów na Pinokia. Każdy czeka co zrobi prezes prezesów.

Doszło wreszcie do spotkania zainteresowanych stron. Wyszedł z tego niezły kryminał. Kaczyński przyciągnął na nie pierwszego policjanta, który notabene też ma podejrzaną przeszłość. Banaś podejrzany o kontakty z mafią, prezes i brudny glina, niezły zestaw. Pokrzyczeli na szefa NIK a po spotkaniu ogłosili, że oczekują rezygnacji sutenera z zajmowanej pozycji.

Widać Marian nie zamierza składać broni. Czyżby początek końca?

Marian i „elity”

Zwykły, szeregowy poseł wciąż pewnie nie może swoim rozumem pojąć jak to się stało, że odebrano mu zabawkę pod nazwą Senat. Przyczyn zapewne szuka wszędzie tylko nie tam gdzie ich szukać powinien. Przeliczanie głosów niewiele pomogło. Próby skorumpowania senatorów też spełzły na panewce. Luster w domu pewnie nie ma. Gdyby je miał to spojrzałby w jedno z nich i walnął się w klatę. To jednak nie w jego stylu. Przyznać się do własnych błędów wymaga odwagi a z niego tchórz nad tchórze.

Jeszcze zapewne nie przeżuł senackiej klęski a tu już owa instytucja ustami nowego marszałka chce przesłuchać nijakiego Banasia. Machloje szefa NIKu powoli schodziły na plan dalszy i gdyby nie ta senacka wpadka może i udałoby się to jakoś zmieść pod dywan. Już pewnie się nie da.

Co i ile będzie miał do powiedzenia sutener z Krakowa może się okazać okrutne w skutkach dla partii prawych i sprawiedliwych. Mam nadzieję, że nowy Marszałek Senatu nie rzuca słów na wiatr i zobaczymy Banasia przed komisja senacką. Niech się tłumaczy i niech kolesie mają pełne portki.

Banaś nie wyglada na kogoś, kto gotów jest się poświecić dla tej szemranej bandy. Gdyby tak było to usunął by się dawno w cień. Skoro jednak tego nie zrobił to znakiem tego ma jakieś argumenty w swoich brudnych łapkach. Zna je zapewne prezes i nie tylko. Na samą myśl, że mogą one ujrzeć światło dzienne dostają niestrawności. Banaś sutener może się okazać tym czym Masa dla mafiosów. Tylko to inny świadek i całkiem inna Mafia

Poważnie rozważamy wezwanie pana Mariana Banasia, szefa NIK na komisję, na wyjaśnienia. Senackie komisje mają niemal takie same uprawnienia jak te sejmowe – mówił w środę dziennikarzom marszałek Senatu Tomasz Grodzki.

Przypomnijmy, że kilka tygodni temu dziennikarze Superwizjera TVN ujawnili, że Banaś jest właścicielem kamienicy w Krakowie, która wynajmowała pokoje na godziny. Prowadzeniem biznesu zajmowali się ludzie z półświatka.

Z kolei za czasów ministerialnych Banasia, w resorcie finansów funkcjonowała mafia VAT-owska, która oszukała państwo na 5 mln zł. Wysocy urzędnicy ministerstwa (w tym były szef Krajowej Szkoły Skarbowości) siedzą w areszcie”

Dobry początek. Proponuje też przesłuchać byłego wiceministra sprawiedliwości kreatora Kasta Watch. Po tych przesłuchaniach w PiS-ie może już tylko zostać Jarosław z Antonim.

Źródło. WWW.Money.pl