Szmal i kopana.

Nie będę ukrywał, że na ten moment czekałem, może nie z utęsknieniem ale, napewno z niecierpliwością. Wznowienie rozgrywek piłkarskich to jeszcze jeden element wypełnienia czasu. Od momentu wyjechania z Polski ta dyscyplina sportu mało zajmowała moją uwagę z uwagi na słabe nią zainteresowanie w Stanach. Tam króluje oczywiście football amerykański, koszykówka, baseball oraz w mniejszym stopniu hokej. Sportowe programy telewizyjne w Ekwadorze to oczywiście w pierwszej kolejności piłka nożna. Nie mniej jednak i tutaj są kibice typowych dla Stanów dyscyplin sportowych. Toteż transmitują z północy wszystko z wyjątkiem hokeja bo akurat jazda na łyżwach i pogoń za krążkiem nie bardzo przemawia do przeciętnego ekwadorskiego kibica. Podejrzewam, że ma to związek z występowaniem lodowisk na równiku, co powoduje, że hokej jest czymś kompletnie abstrakcyjnym nawet dla najzagorzalszego oglądacza sporu. Pochłania ich tutaj zatem tutaj przede wszystkim piłka. Wróciłem zatem i ja do kopanej po blisko dwudziestu latach. Oglądanie samo w sobie nie sprawia mi jednak żadnej przyjemności. Nie interesuje mnie ani tutejsza liga, ani ligi z zachodniej Europy. Sport dla mnie wiąże się z emocjami a te mają miejsce tylko wtedy gdy identyfikuję się z jakimś krajem lub drużyną. Zdaje sobie sprawę, że klubowa gała w naszym kraju nie stoi na najwyższym poziomie, jednak tylko nasze krajowe podwórko wywołuje we mnie takie emocje, które powodują, że poziom jest sprawą drugorzędną. Dlatego cieszy mnie wznowienie rozgrywek i cieszy mnie rownież fakt rozpoczęcia eliminacji w Lidze Europy i Lidze Mistrzów. W obu ligach na tym etapie rozgrywek jesteśmy wciąż potęgą chociaż zdarza się nam przegrywać jak choćby dzisiaj Lechowi Poznań. Mogło być kompromitująco, udało się jednak zachować twarz i szanse na awans do kolejnej rundy. Nie mam oczywiście możliwości oglądania meczów na żywo bo grające w tej fazie rozgrywek drużyny niewiele mówią tutejszemu kibicowi. Transmisje zaczną się od meczów w grupach i mam nadzieję, ze znajdzie się w nich pare ekip z naszego kraju. Śledzę jednak relacje na żywo na Onecie lub Wirtualnej Polsce. Wynik meczu to oczywiście główna przyczyna ale czytam rownież wpisy kibiców, którzy umieszczają je w trakcie relacji. Uwidaczniają się wtedy wielkie emocje a kibice nie szczędzą słów od wyzwisk po siódme niebo. Dostało się dzisiaj Lechowi za przegrywanie 3:0 by w końcówce większość doszła do wniosku, że nie wszystko stracone bo Poznaniakom udało się strzelić dwa gole i mecz skończył się wynikiem 3:2. To była wyjątkowo śmieszna huśtawka nastrojów. Padło wiele gorzkich słów pod adresem klubu z Poznania. Niestety pieniądz zdominował sport, w tym rownież kopaną. Kluby mając możliwość zarobienia na sprzedaży zawodnika nie patrzą na potrzeby przeciętnego kibica ale przede wszystkim na bilans zysków i strat. Nie mamy szans w obecnym systemie na nawiązanie równorzędnej walki z bogatymi klubami i jeśli to się nie zmieni to wkrótce piłka przestanie być sportem, który wciąż dominuje na świecie. Być może na szczeblu reprezentacji da się jeszcze utrzymać zainteresowanie kibica ale już na poziomie klubów brak dużej ilości równorzędnych drużyn i przewidywalność może spowodować spadek zainteresowania. Cieszy mnie bardzo, że zauważył to rownież nowy prezydent UEFA, Aleksander Cerafin, który uważa, ze należy wprowadzić limity pieniędzy wydawane na zarobki zawodników. Jedna jaskółka wiosny nie czyni ale dobrze, że się o tym zaczęło mowić. Póki co tym, którzy przeżyli dzisiaj zawód związany z porażką Lecha w Norwegii pozwolę sobie przypomnieć, że w poprzedniej rundzie eliminacyjnej odpadł Glasgow Rangers, a wyeliminował go klub z …..Luksemburga. Jeszcze kilkanaście lat temu było to nie do pomyślenia. Ot jak bardzo pieniądze  zmieniły geografię piłki nożnej.

Reklamy

Polska piłka klubowa i albańskie media

Często zadaję sobie pytanie skąd się bierze tyle chamstwa i agresji na stadionach szczególnie piłkarskich? Skąd w kibolach, bo przecież to nie kibice, tyle nienawiści do drużyny przeciwnika, żeby być nawet gotowym kogoś zabić? Sam jestem kibicem i nieraz zdarzy mi sie siarczyście zaklinać jak mojej drużynie nie idzie, zwłaszcza w pojedynku z tą jedną drużyną do której czuję specjalną awersję. Nie wyobrażam sobie jednak aby z tego powodu kogoś narażać czy tłuc się z tym kimś bezmyślnie. Nie ulega watpliwości, że sport to emocje a w czasach kiedy wielu tych kiboli jest rownież sfrustrowanymi swoim codziennym życiem to może to być dla nich metoda na rozładowanie. Po takim bezmyślnym waleniu Bogu ducha winnego kibica drużyny przeciwnej wreszcie mozna poczuć się ważnym i z lepszym spojrzeniem na życie spokojnie pójść spać. I niech sobie robią te chore ustawki i walą się po swoich schorowanych głowach byle nie wnosili tego na stadiony. Sadomasochizm to choroba ale jeżeli spotkają się na jakichś błoniach czy innym lesie bandziory, którym to sprawia przyjemność to niech się sadomasochizują miedzy sobą, zostawcie jednak nas zwykłych kibiców w spokoju, a najlepiej zamiast na mecz umówcie się odrazu na to wasze bezmyślne, dla zasady walenie po mordach, gdzieś gdzie was nikt nie musi widzieć. Sądzę zatem, że to właśnie frustracja powoduje większość tej dzikiej agresji. Zdziczenie może być jednak podgrzewane z zewnątrz. Debilizm i prymitywizm albańskiego pismidła jest właśnie zachętą dla tych wszystkich dzikusów. Stawianie znaku równości miedzy kibicami z Polski a nazistami jest wręcz nakłanianiem do agresji kibiców albańskich. Mierni pismacy nie znajdując innej możliwości do zaistnienie uwielbiają paplać się w gównie kosztem innych ludzi. Nie znam drużyny, z którą przyjdzie Legii walczyć o awans do następnej rundy Ligi Europy, wydaje mi się jednak, że ktoś, np. UEFA, musi coś zrobić aby media nie antagonizowały kibiców. Gdzieś słyszałem powiedzenie, ze głupota to jest najohydniejsze przestępstwo, za które nikt nie jest karany. Albański pismak to prymitywny głupek, tyle że gazeta musi być jeszcze głupsza publikując takie badziewie.  Puchary znowu dość boleśnie obnażyły stan naszej piłki. Napewno liczyłem na trochę więcej, niestety polskie drużyny nie mogą konkurować z drużynami hiszpańskimi, niemieckimi czy angielskimi a nawet Cypryjczycy są dla nas już za silni. Nie te finanse, nie ci sponsorzy. I długo tak jeszcze będzie, chyba że utalentowany pan Platini znajdzie jakaś metodę dzielenia sie zyskami. Póki co rok w rok wygrywają te same drużyny i zgarniają największe premie. To nigdy niczego nie uzdrowi a wręcz przeciwnie, dysproporcje będą się tylko pogłębiać. Tak długo jak piłkarskie centrale będą się kierować powiedzeniem „biznes jak zwykle”, tak długo będziemy mieli silne ligi tylko tam gdzie są pieniądze a my z zazdrością będziemy oglądać transmisje z ligi np.niemieckiej.