Cel odgórny

Wszystko już zapewne zostało powiedziane o strajku pracowników oświaty. Nie będę zatem się powtarzał. Otrzymałem natomiast w poczcie zgrabny wierszyk w temacie i nim się postanowiłem podzielić.

Źródło.http://facebook.com/pokojnauczycielski

Reklamy

Jak Bill wygrał wybory

George Carlin był jednym z najlepszych komediantów scenicznych jakich słuchałem. Jego skecze chociaż bogate w słownictwo popularnie zwane wulgarnym, miały to do siebie, że nie były zbytnio politycznie poprawne. Prawdziwe za to. Często mówił o życiu w Ameryce, o politykach, o głupocie. Nie owijał w bawełnę, o ludziach z nadwagą mówił grubasy, tłuściochy, jednak tylko w kontekście ich skłonności do fast foodu. W jednej ze swoich humoresek mówił, że widząc dwoje takich grubasów z hamburgerami w rękach przyglądał im się ze zdziwieniem a umysł jego zawładnęła tylko jedna myśl; czy to jest fizycznie możliwe aby ci ludzie mogli mieć sex. Był doskonały w swoich spostrzeżeniach, stąd wiele rzeczy adresowanych do publiczności jemu przechodziło płazem, bo ośmieszał oczywistą głupotę.

Mi mocno utknęła jedna z jego historyjek, która niewątpliwie jest prawdziwa do dzisiaj. Bill Clinton ubiegając się o reelekcję miał za przeciwnika republikanina Boba Dole. Był on starszy i próbował wykorzystać ten fakt ukazując siebie jako człowieka z zasadami.

Politycy oczywiście zawsze starają się ocieplić swój wizerunek, kłamiąc przy tym jak najęci. Ludzie zatem coraz rzadziej w te banialuki wierzą. George Carlin tak właśnie widział Boba Dole’a, jako kłamcę odnoszącego się do wartości, w które wierzy tylko powierzchownie. Parodiując jedno z jego wystąpień, w którym padały słowa o szczerości, oddaniu, rodzinie i innych zbrukanych przez polityków wartościach, dostrzegł oczywistą próbę ocieplenia wizerunku. Ludzie oczywiście przejrzeli to na wylot zgodnie przyznając, że ten kandydat jest „full of shit” czyli, że nie jest szczery i, że próbuje im sprzedać gówno tyle, że ładnie opakowane.

Bill Clinton obrał zgoła inną taktykę. Według George’a walił prosto z mostu i nie udawał. Mówił, że nie zamierza nic zmienić, że bardzo kocha to waszyngtońskie szambo, że Ameryka mało go obchodzi, że tak naprawdę paplanie się w tym gówienku sprawia mu wielką przyjemność. Tu George przystanął naśladując publikę, która niby to miała słuchać wystąpienia swojego kandydata. Słuchali w osłupieniu i w pełnym zdumieniu, że wreszcie ktoś jest z nimi szczery i niczego nie udaje.

Kto wygrał wybory nie będę przypominał. Bill dotrzymał słowa oferując Monice „cygara”. Zrewolucjonizował pojęcie sexu oralnego, którego nie zaliczył do stosunku. Nazwał go po prostu niestosownym zachowaniem. Swój chłop, szczery do bólu. Jak tu nie lubić takiego, konkludował kabareciarz.

Gołym okiem.

Ni stąd ni zowąd przyszedł mi do głowy Henryk VIII, król Anglii. Wielu z nas zapewne pamięta serial na jego temat i perypetie jego żon. Przejął on schedę z dobrodziejstwem inwentarza, czyli z żoną w tym przypadku po swoim bracie Arturze. Katarzyna Aragońska to była właśnie ta żona. Heniek z numerem 8 koniecznie chciał mieć następcę a Kaśka z Aragonii nijak nie mogła sobie z tym poradzić. Król postanowił unieważnić to małżeństwo. Papież jednak, kiedyś to bała wielka figura, nie zgodził się na to. Niestety król nie znał Marty K. Ona pewnie udzieliłaby mu konkretnych wskazówek jak to zrobić aby papa z Rzymu przychylił się do prośby.

Król to jednak władza. Zerwał więzy z Rzymem, zrobił siebie głową kościoła i dał sobie rozwód. Na nieszczęście Anny Boleyn, następnej żony Heńka, która zapłaciła głową za swą słabość do tronu.

Symbolem Rzymu w Anglii było Opactwo Westminsterskie. Tam koronowano monarchów. Rozzłoszczony Heniek Ósmy pozbawił kościół wszystkich majątków a sam przejął owo opactwo. To dało początek kościołowi anglikańskiemu.

Gdy tak dzisiaj myślałem o królu Anglii, nagle przyszedł mi do głowy ojciec dyrektor. Władcą on narazie nie jest, ale trzyma w swoich rękach opactwo toruńskie. Mało go obchodzą zalecenia Franciszka, przecież wolnoć Tomku w swoim toruńskim domku. Hierarchia kościelna już dawno zrezygnowała z jakichkolwiek uwag pod adresem redemptorysty. Ułożył się z władzą i płynie w jego kierunku strumień kasy nie tylko z ministerstwa do spraw wiary. Gościowi jednak ciągle mało i marzy mu się partia polityczna. Wzorem kościoła anglikańskiego, którego najważniejsi oficjele zasiadają w Izbie Lordów i on wymyślił sobie, czemu nie.

Czas zatem powołać do życia pierwsze w naszym kraju Łopactwo z siedzibą w mieście Toruniu. Na jego czele stanie, a jakże Tadeusz Łopata Pierwszy. Oprze oczywiście swoją wiarę na chrześcijaństwie, bo nie daj Boże żeby lud się zorientował, źe jest inaczej. Łopata Pierwszy, dzięki swojej szkole medialnej czy coś w tym rodzaju „wykształcił” już zapewne pare setek wiernych mu ludzi gotowych do oddania się do dyspozycji tegoż.

No i kto mu zabroni, prezes, Adrian, premier? Toż oni się u niego spowiadają. A może Episkopat? Niby dlaczego miałby wojować z kurą znoszącą złote jajka.

A lud wsłuchany w Radio Maryja, słucha i słucha i wciąż nic nie rozumie, że diabeł nie w Owsiaku.

Sami posłuchajcie jego gołym okiem widocznych urojeń. No chyba, że ja jestem ślepy.

https://memnews.pl/img/56092/rydzyk-o-wosp-bo-rzekomo-na-szpitale-szkoda-gadac-koniecznie-z-dzwiekiem/

Zaprzedani obłudzie

Gdy w domu siedzimy

Mało widzimy

Dym z papierosa

I czubek nosa

Wszystko przysłania

A co się wyłania 

Na dalszym planie?

Panowie i panie

Rzecz niepojęta

Skuwają nas w pęta 

Swoich poglądów

I krnąbrnych rządów

Historie zmieniają

Chwałę oddając

Tylko wyklętym

A wszystkich przeklętych

Gorszymi nazwali

A co ci mieli, im odebrali

We wszystkich szpitalach

Mnóstwo nawala

Bo brak tam sprzętu

Dla wielu pacjentów

Na który, zbiórkę

Ogłosił WOŚP z Jurkiem

Rząd nie da pomocy

Strzelając w WOŚP z procy

Bo działalność Jurka

Jest nie z ich podwórka.

Tam się panoszą

Prawdy swe głoszą

Że w puszczy drukarze

W sądach zbrodniarze

Niepłodność to kara

A Unia poczwara

Uchodźcy bandyci

Oraz terroryści skryci.

Gwałt to stosunek

Z którego rachunek

Ciąża niechciana

Ma być trzymana

Trybunał to bzdura

A media na wióra

Wkrótce przerobią

I place ozdobią

Pomnikami brata

Ich dzielnego chwata

On związek stworzył,

Który otworzył

Bramy wolności

Dla naszej ludności.

By osiągnąć korzyści

Uczą nas nienawiści

Bo gdy naród skłócony

Mogą odrywać swoje kupony

Patrz więc głupcze na swój czubek nosa

Kolejnego odpal papierosa

I żyj sobie w błogiej złudzie

Skoroś się zaprzedał, haniebnej obłudzie

A gdy wreszcie ona zniszczy i ciebie

Miej pretensje do samego siebie. 

Hipokryzja ma się dobrze

Zasypywany jestem ostatnio w mojej poczcie elektronicznej petycjami z rożnego rodzaju organizacji. Do niedawna jeszcze w ciagu miesiąca takich maili otrzymywałem zaledwie pare. Odkąd jednak wybory prezydenckie w Stanach przyniosły niespodziewany sukces Donaldowi Trumpowi nagle wszyscy, którzy z takim niedowierzaniem mówili o takiej możliwości zdali sobie sprawę, że Trump prezydentem, stało się faktem. Niedowierzanie szybko przerodziło się w szok bo podobnie jak Jarosław Kaczyński w Polsce, Donald Trump w Stanach budzi skrajne emocje. Mnożą się więc wszelkiego rodzaju petycje z prośba o podpisanie, domagające się wszystkiego tego co mało jest możliwe. Nikt przecież nie jest władny odwołania wyborów czy ich ponownego przeprowadzenia nawet jeśli owe żądanie podpisze każdy kto otrzymał jedno z tych „wołań o pomoc”. To przebudzenie  nastąpiło zatem zbyt późno i krzyki i wrzaski niczego już nie zmienią. Amerykańscy politycy, podobnie jak i polscy poznali moc demokracji. Nie jest możliwe wygrywanie kolejnych wyborów bez zapewnienia sobie zadowolenia większej części społeczeństwa. Trump napewno nie będzie tym czym jest Andrzej Duda w Polsce czyli czyimś chłopcem na posyłki, rola prezydenta w Stanach poza tym jest inna niż w naszym kraju. Nie mam jednak wątpliwości, że po objęciu władzy Trump pokaże inną twarz, co już powoli zaczyna być widać. Nie dziwią mnie zatem ani te petycje ani ich ilość tyle, że są one spóźnione. Stany Zjednoczone zmierzają w stronę podziału podobnego do tego z jakim mamy do czynienia w Polsce. Lud zmęczony i zamęczony przez establishment sięgnął po jedyną broń jaką ma sobie dostępną czyli głos w wyborach. Uległ zatem obietnicą rzucanym przez demagoga bo miał dość ich niedotrzymywania przez kolejne rządy poprzedników. Poprawa życia ludu zdaje się być więc hasłem, które daje duże szanse na sporą ilośc głosów. Paradoks wyborów w Polsce i w Stanach polega na tym, że chociaż komunizm jako system jest w obu krajach prawnie zakazany to jednak jego przesłania mają się dobrze. Mnożą się więc wszelkiej maści Robin Hoodzi, którzy obiecując ludowi gruszki na wierzbie a za zamkniętymi drzwiami załatwiają swoje ciemne sprawki rzucając ludowi na pożarcie od czasu do czasu coś lub kogoś aby od siebie odwrocić uwagę. Lud to kupuje bo sam nic nie mając lubi jak się innym zabiera. Lud to coraz większa masa ludzi pozbawionych marzeń i przyszłości, których frustracje wykorzystują wyzuci z wszelkich zasad hipokryci. Nie chce przez to powiedzieć, że hipokryzja to jakaś nowość tylko, że jej wyznawców obecnie jest więcej niż kiedykolwiek.