Święta w lipcu i żart do wpisu Optymisty

Słońce zdecydowanie nas nie rozpieszcza. Trudno jednak się dziwić bo ono przecież o tej porze roku operuje przed wszystkim na półkuli północnej. Po mojej stronie świata, nad oceanem zapewne jest ciepło, jednak w górach temperatury zdecydowanie niższe. Zdarzają się oczywiście dni słoneczne ale na tej wysokości, jak nawet wiaterek tylko sobie dmucha od niechcenia to i tak czuć go pod skórą. A gdy słońca nie ma i niebo zachmurzone i jeszcze do tego powiewa to ten chłód na zewnątrz natychmiast przenika do środka. Naszym jedynym ogrzewaniem jest kominek, który spełnia role bardziej estetyczna niż grzewczą. Kiedy jednak go rozpalę to już sam ogień wywołuje poczucie ciepła.

Niedziela była właśnie takim chłodnym i niesprzyjającym do wyjścia na zewnątrz dniem. Filmów mamy od groma. Tylko jeszcze znieść drzewa, rozpalić i oddać się filmowej muzie. W międzyczasie Luśka zamięsiła ciasto i wyszły z niego bułeczki z czekoladowym nadzieniem. W południe, czy jakoś tak, do tego kawka i chwila lektury.

A w świecie gdzieś ścigają się szczury, niech się ścigają.

Kominek ma coś w sobie.

No i nie ma to jak pieczywo własnej roboty

Na koniec ku przestrodze żart dla Optymisty w kontekście trzeciej płci.

Taksówkarz wiezie zakonnicę. Przygląda jej się w lusterku i nie może od niej oderwać wzroku. Wreszcie siostrzyczka spytała czego ją tak świdruje swoim spojrzeniem. Kierowca szczerze więc jej odpowiedział, że jedną z jego fantazji seksualnych jest całowanie się z zakonnicą. – No cóż, jeśli jesteś kawalerem i chrześcijaninem to mogę cię pocałować – zaproponowała siostra. – Tak się składa, że jestem i tym, i tym – odpowiedział taksówkarz. – Skręć zatem w jakiś zaułek i się zatrzymaj.

Już po chwili stoją w ślepej uliczce i zakonnica żałuje tak namiętnie taksówkarza, że nawet panienka lepszych obyczajów by się tego nie powstydziła.

Jednak po pocałunku kierowca nagle się rozpłakał.

– Co się stało – pyta zakonnica

– Skłamałem – odpowiada kierowca – jestem Żydem i do tego żonatym.

– Nic się nie martw – odpowiada siostra – ja mam na imię Andrzej i wybieram się na bal przebierańców.

Tak, tak panie Optymista nawet habit może człowieka wprowadzić w błąd.

Reklamy

Przed wyjazdem.

Nasz przysiołek składa się z sześciu domostw. Trzy z nich są zamieszkałe przez cały rok, dwa od czasu do czasu i jeden jest pustostanem.

Nasz dom znajduje się właśnie w środku trójki, która mieszka non stop. Słowak, już nas opuścił zostawiajac na straży swojego domu kota i nas do jego doglądania. Zatem aktualnie mieszka nas tu trzy rodziny.

Po naszej lewej dentysta specjalizujący się w leczeniu kanałowym, a po prawej emerytowane małżeństwo. Mąż był kiedyś kardiologiem. Z nimi mieszka córka i wnuczka. Obaj nasi sąsiedzi choć mają tutaj swoje domy to większość czasu spędzają w Cuence. Stomatolog oczywiście pracuje a jego żona nie lubi tu być sama, zatem zabiera się z dzieciakiem do miasta i wraca razem z mężem. To właśnie u nich zostawiliśmy ostatnio klucze, do których dorwała się ich sprzątaczka.

Rodzina kardiologa natomiast ze względu na córkę, która studiuje, wynajmuje mieszkanie w Cuence i tam spędza cztery pierwsze dni tygodnia. Ich trzydziestoletnie dziecko uczy się wieczorowo zatem nie chcą żeby wracała tak późno do domu, wolą wynajmować apartament, z którego i tak korzysta ich syn.

Zostaliśmy zaproszeni, jakieś dwa tygodnie temu przez nich na kawę. Zaoferowali nam opiekę na roślinami na naszym patio. Oryginalnie mieliśmy wynająć do tej roboty naszego taksówkarza. Rozwiazanie z sąsiadami jest jednak o wiele wygodniejsze. Poza tym z sąsiadami dobrze jest mieć dobre relacje.

Tym razem sposób w jaki nas okradziono poprzednio nie wchodzi w grę. Po pierwsze zmieniliśmy zamki, po drugie mamy teraz dodatkowe drzwi, które trzebaby sforsować aby wejść do środka. Po trzecie wreszcie zabezpieczyliśmy okna metalowymi prętami, które instalujemy tylko na takie jak ta okazje. Po czwarte wreszcie mamy obietnice od prowadzącego dochodzenie policjanta, że będzie cześciej patrolował naszą okolicę, w co osobiście nie wierze, ale niech mu będzie.

Kawa u naszych sąsiadów to doskonała okazja do zasięgnięcia języka i podszkolenia się w hiszpańskim. O ile kardiolog coś tam spikuju po angielsku o tyle żona zna tylko hiszpański. Coś tam już ogarniam ten ichni język. Zatem dowiedziałem się, że i Ekwadorczycy mają dość swojego prezydenta o dumnym imieniu Lenin. Okazuje się, że podobnie do naszego PiS-u, pan Lenin skoncentrował się na audycie poprzedniego prezydenta, którego nawiasem mówiąc, był zastępcą w trakcie jego pierwszej kadencji. Nic ten audyt nie daje oprócz pomówień. Poprzedni prezydent Rafael Correa jest żonaty z obywatelką Belgii i tam obecnie przebywa, jeśli dobrze zrozumiałem. Od Lenina dostał zakaz wjazdu i groźbę aresztowania w przypadku próby przekroczenia granicy. Ludzie jednak miło wspominają Rafaela, mnie się kojarzy z super czekoladkami, i naciskają na Lenina aby dał swojemu siedzeniu siana i zabrał się za jakaś robotę. Ale ten nie bardzo ma na to ochotę i wciąż audytuje kogo się da z poprzedniej ekipy. Nie znam szczegółów ale gość od WikiLeaks coś szpetnego powiedział na temat Lenina a ten długo się nie zastanawiając pokazał mu drzwi wyjściowe z ekwadorskiej ambasady w Londynie.

Jak już poznam tajniki hiszpańskiego to takich nowinek będzie więcej. Póki co muszę czekać na zaproszenie na kawę.

Foty z aparatu – 3

Czy pamiętacie farmę kakaową w drodze nad ocean? Dzisiaj wracamy na nią właśnie ze fotkami z aparatu. Mój wpis na jej temat nie był kompletny bo brakowało paru zdjęć obrazujących proces tworzenia czekolady.

W oryginalnej notce zabrakło równie zdjęcia owocu kakaowca niemodyfikowanego. Nadrabiam zatem te zaległości zaczynajac właśnie od owocu.

Oryginalny owoc kakaowca. Bardzo wrażliwy na choroby i pogodę. Rzadko spotykany na farmach. Stanowi mały odsetek produkcji.

Tak wyglada ziarno kakaowe po wysłużeniu, wyprażeniu i wyłuskanie gotowe do dalszej obróbki

Domowa maszyna do mielenia ziarna.

Masa kakaowa.

Do masy dodać można panele czyli cukier z trzciny cukrowej oraz inne smakowe atrybuty. Tak może powstać czekolada albo…

Napój czekoladowy. Oczywiście tak się robi w warunkach domowych

Spróbowałem i napoju i masy z panelą. I jedno i drugie tak przyrządzone to smakowo produkty popularnie zwane organicznymi. Żadnych prezerwantów czy innej chemii.

Tak oto, mając dostęp do ziarna kakaowego można we własnym zakresie zrobić sobie i czekoladę, i napój czekoladowy. Kakao nieprzetworzone ma olbrzymie wartości zdrowotne o czym każdy wie i każdy może przeczytać. Z tego co wiem ziarno nieprzetworzone jest dostępne w Polsce. Do dzieła.