Zakurzone ciało.

Czy można być oryginalnym w swoim komentarzu, po takim meczu? Czy można napisać coś czego ktoś nie napisał? Osobiście nie sądzę. Wiadra pomyj zapewne wyleją się dziś i jutro na naszą reprezentacje. Nikt, w najgorszych snach, nie wyobrażał sobie takiego scenariusza. Przed zakończeniem potyczek grupowych możemy się pakować, nie mając najmniejszych szans na wyjście z grupy. Dwa lata temu ci sami zawodnicy zachwycali na boiskach Francji. Nie pojmuję zatem komentarza kapitana naszej drużyny, że to było wszystko na co nas aktualnie stać. Nagle zapomnieliśmy jak się gra w piłkę nożną? Nigdy nie byłem wielkim zwolennikiem gwiazdy Lewandowskiego. Nie ujmując nic z jego osiągnięć, drażni mnie u niego wyjątkowy brak skromności. W tym aspekcie Robert Lewandowski przypomina mi Ronaldo, którego ego nie ma sobie równych. Niestety jeśli chodzi o umiejętności to monachijska gwiazda jeszcze wiele musi się uczyć od Portugalczyka. Ten zdobył już cztery bramki na mistrzostwach, z których dwie padły po wykreowanych przez siebie samego sytuacjach. Nasz kapitan, oceniając nasz występ powinien zacząć od siebie, nic szczególnego bowiem nie pokazał. To nie był ten sam zawodnik, który podczas mistrzostw Europy podrywał kolegów do walki. Tym razem zniżył się do ich poziomu. Dwa lata temu nasi piłkarze byli kupowani niemal na pniu, przez najlepsze kluby Europy. Czy po tych mistrzostwach ktoś będzie chciał nasze gwiazdy z Paryża, Monachium czy Neapolu. Mam poważne watpliwości.

Niemal każde rano zaczynam od prysznica. To taki rytuał, który pozwala mi na powrócenie ze świata snów do świata dnia bardziej rześkim i z otwartymi szeroko oczami. Nie inaczej było dzisiaj. Po meczu naszych gwiazd poczułem jednak nieodpartą ochotę zmycia z siebie pyłu, napewno nie gwiezdnego, niesmaku jaki opanował moje ciało. I choć nie czułem się brudnym to spływająca po mnie woda okazała się balsamem dla mej „przykurzonej” skóry.

Gorzej z duszą. Ona będzie potrzebowała czasu na zapomnienie.

Reklamy

Jedziemy do Rosji

Jedziemy do Rosji na Mistrzostwa Świata w piłce nożnej. Zadecydował o tym niedzielny mecz z Czarnogórą. Tradycyjnie nie obeszło się bez nerwów w końcówce, spowodowanych przestojem naszych piłkarzy w drugiej połowie. W sukurs przyszedł Robert Lewandowski, który samodzielnie zdobył bramkę, która okazała się na wagę zwycięstwa. Prawdziwi kibice oglądali mecz więc nie ma się co nad nim rozwodzić. Nonszalancja naszych zawodników w drugich czterdziestu pięciu minutach dała się nie tylko kibicom we znaki ale rownież i kapitanowi naszej reprezentacji, który nie krył swojego niezadowolenia w pomeczowych wywiadach. Jego frustrację mogliśmy wszyscy zobaczyć po zdobyciu bramki przez niego, co uzewnętrzniło się kopnięciem jednego z elementów dekoracyjnych poza boiskiem. Jego złość niewątpliwie była uzasadniona, bo sposób gry naszej drużyny po zdobyciu prowadzenia był nie do zaakceptowania, a co gorsze to nie była kwestia tylko tego spotkania. Oddaliśmy inicjatywę Czarnogórcom, dokładnie tak samo jak to zrobiliśmy w poprzednich meczach, może poza spotkaniem z Armenią, chociaż i w tym meczu początek drugiej połowy odbywał się pod dyktando Ormian. Robert Lewandowski ma racje piętnując to zjawisko. Nie wiem jednak czy sposób jaki wybrał, czyli przed kamerami i w rozmowie z reporterami jest najlepszy. Dużo się mówi o jedności i spójności naszej reprezentacji. Świadczyły o tym chociażby koszulki z napisem wspierającym Milika. Wyglądało to budująco. Robert trochę zburzył ten sielankowy obraz dając do zrozumienia, że nie każdy powinien być w tej kadrze, i że sporo jej brakuje, abyśmy mogli być uważani za mocną drużynę. Szczerze mówiąc, nie ujmując zasług pana Roberta, jego uwagi nie przypadły mi do gustu. Po pierwsze obawiam się, że mogą negatywnie wpłynąć na klimat w drużynie, po drugie wreszcie, takie pranie brudów powinno mieć miejsce w szatni. Domyślam się, że trener Nawalka mocno liczy się z opinią naszego najlepszego zawodnika i zresztą słusznie, to on jednak w końcowym efekcie powinien mieć ostateczne słowo przy ocenie przydatności zawodników do gry w drużynie. Robert Lewandowski pobił właśnie rekord Włodzimierza Lubańskiego pod względem ilości zdobytych bramek w reprezentacji i zapewne podbije ten rekord do granic trudnych do osiągnięcia. Będąc graczem pan Włodzimierz rownież był i kapitanem, i najlepszym piłkarzem zespołu. Nie pamietam jednak aby pozostali zawodnicy mogli to odczuć. Pod tym względem chyba jeszcze sporo Robert Lewandowski musi się uczyć. A skoro już porównuję to chyba warto byłoby aby ocena drużyny należała do trenera tak jak to było za czasów Kazimierza Górskiego. Cieszmy się jednak z awansu bo uczestnictwo drużyny narodowej w mistrzostwach świata to marzenie każdego kibica.