Czterdzieści lat minęło

Ostatnie wydarzenia w polskim parlamencie jako żywo przypomniały mi historie sprzed czterdziestu lat. Wydarzenia z czerwca 1976 w Radomiu spowodowały, że oto słowo warchoł juz na zawsze będzie się kojarzyć z radomskim protestami. A oto co znalazłem na temat tamtych czasów na stronie dzieje.pl.

Komunistyczne władze od początku próbowały przeinaczyć sens protestu z 25 czerwca 1976.„Ta łatka warchołów, którą przypięto radomskim robotnikom, miała na celu przede wszystkim umniejszenie znaczenia protestu, a także wymazanie go z pamięci społecznej obywateli”  „Ta swoista narracja PRL-u, która przedstawiała radomski protest jako chuligańskie wybryki, w pewnej części na stałe przylgnęła do radomskiego Czerwca’76” . Bezpośrednią przyczyną protestu robotniczego, do którego doszło 25 czerwca 1976 r., była zapowiedziana dzień wcześniej przez ówczesnego premiera Piotra Jaroszewicza drastyczna podwyżka cen wielu artykułów żywnościowych; mięso i ryby miały podrożeć o 69 proc., nabiał – o 64 proc., masło o 60 proc., ryż o 150 proc. oraz cukier o 90 proc. Stanowczy sprzeciw robotników spowodował jednak, że władze zdecydowały się wycofać z planów podwyżek.

I sekretarz KC PZPR Edward Gierek zinterpretował bunt przeciwko swojej polityce bardzo emocjonalnie. Może o tym świadczyć m.in. jego wypowiedź w czasie telekonferencji z I sekretarzami komitetów wojewódzkich, która odbyła się dzień po proteście, 26 czerwca. Gierek zażądał zorganizowania w wielu polskich miastach, w tym także w Radomiu, wieców poparcia dla linii partii i polityki rządu. „ Uważam, że im więcej będzie słów bluźnierstwa pod ich adresem, tym lepiej dla sprawy. To musi być atmosfera pokazywania na nich, jak na czarne owce, jak na ludzi, którzy powinni się wstydzić, że w ogóle są Polakami, że w ogóle po świecie chodzą” – mówił Gierek o radomskich robotnikach.„Radomski Czerwiec’ 76 był wiadrem zimnej wody wylanej na ekipę Gierka, która żyła do tego momentu w przekonaniu, że jest najlepiej radzącą sobie ekipą ze wszystkich rządzących dotąd PRL-em. Owa słynna propaganda sukcesu była wtedy w apogeum i w pełni swojego rozwoju zderzyła się z protestem w Radomiu” . Stąd ta autentyczna nienawiść, którą wyraził Gierek. Miał poczucie, że Polska tak się wspaniale rozwija pod jego rządami, a tu nagle tłum atakuje komitet partii i absolutnie nie przyjmuje do wiadomości argumentów, że podwyżka cen żywności jest niezbędna. Gierek potępił robotników z Radomia i jednocześnie zażądał organizacji spektakularnych wieców poparcia. „Żebyście mogli, towarzysze, powiedzieć o słuszności tej właśnie decyzji, tzn. o słuszności propozycji i żebyście mogli powiedzieć, że wy się z tym solidaryzujecie, żebyście mogli powiedzieć na tym wiecu, że nie popieracie metod chuligaństwa i metod narzucania ogromnej większości klasy robotniczej, narodu woli niewielkiej grupy chuliganów(…). Towarzysze, mnie to jest potrzebne jak słońce, jak woda, jak powietrze” – mówił Gierek na partyjnej telekonferencji. Jeśli takie słowa padają z ust I sekretarza rządzącej partii komunistycznej, to partia, a w ślad za nią i całe państwo, muszą stanąć na baczność i wolę towarzysza I sekretarza wypełnić. Najpierw szukając warchołów i chuliganów,  którzy zakłócili dialog partii z narodem,  a potem karząc ich – możliwie najsurowiej, by potwierdzić tezy partyjnej propagandy .Zgodnie z życzeniem Gierka w całej Polsce zaczęły odbywać się wyreżyserowane wielotysięczne wiece dla poparcia polityki władz PRL. Propagandowa kampania nienawiści przetoczyła się przez prasę, radio i telewizję. Wobec radomian działacze partyjni używali różnych określeń. „Żałosnej maści warchoł”, „męt”, „osobnik z kręgu bandytyzmu i przestępczości”, „element, któremu wszyscy uczciwi Polacy winni okazać najgłębszą pogardę i potępienie” – to tylko niektóre z nich.Kulminacją kampanii był wiec zorganizowany 30 czerwca 1976 r. w Radomiu. Na stadion klubu sportowego „Radomiak” zwieziono delegacje z kilku ościennych województw. Na trybunach zasiadło ok. 35 tys. ludzi, ze szturmówkami i tysiącami propagandowych transparentów („Towarzysz Gierek naszym wzorem”, „Niech żyje KC PZPR”). Za postawę radomian przepraszał ówczesny prezydent tego miasta Tadeusz Karwicki. W jego przemówieniu znalazło się wszystko to, czego oczekiwała partyjna centrala: akty potępienia „warchołów i chuliganów” i słowa przeprosin pod adresem „pozostałych uczciwych Polaków”. W podobnym tonie były inne odczytywane z kartek przemówienia. W przerwach siedzący w pierwszej ławce aktyw partyjny skandował „Gierek – Polska!”, „Robotnicy Waltera”, jaka wasza godność”.

Postanowiłem wykorzystać ten tekst i lekko go zmodyfikować. Oto co powstało.

Pisowskie władze od początku próbowały przeinaczyć sens protestu KOD-u i opozycji dotyczących polityki rzadu.Łatka warchołów, którą przypięto opozycji miała na celu przede wszystkim umniejszenie znaczenia protestu, a także wymazanie go z pamięci społecznej obywateli. Ta swoista narracja PiS-u, która przedstawiała protest opozycji jako chuligańskie wybryki, w pewnej części na stałe do niej przylgnęła.Bezpośrednią przyczyną protestu opozycji do którego doszło w latach 2015 – 2016 było uchwalenie niezgodnych z prawem ustaw dotyczących Trybunału Konstytucyjnego. Ani premier Beata Szydło, ani prezydent Andrzej Duda nie dopatrzyli się w tych ustawach ewidentnego łamania prawa i konstytucji. I sekretarz KC PiS Jarosław Kaczyński zinterpretował bunt przeciwko swojej polityce bardzo emocjonalnie. Może o tym świadczyć m.in. jego wypowiedź w czasie telekonferencji z I sekretarzami komitetów wojewódzkich. Kaczyński zażądał zorganizowania w wielu polskich miastach wieców poparcia dla linii partii i polityki rządu.”Uważam, że im więcej będzie słów bluźnierstwa pod ich adresem, tym lepiej dla sprawy. To musi być atmosfera pokazywania na nich, jak na czarne owce, jak na ludzi, którzy powinni się wstydzić, że w ogóle są Polakami, że w ogóle po świecie chodzą” –tak sądzi Kaczyński.

Wystąpienia organizacji opozycyjnych są wiadrem zimnej wody wylanej na ekipę Kaczyńskiego, która żyła do tego momentu w przekonaniu, że jest najlepiej radzącą sobie ekipą ze wszystkich rządzących dotąd w IV Rzeczypospolitej. Propaganda dobrej zmiany zdawała się być w apogeum i w pełni swojego rozwoju zderzyła się z protestami. Stąd ta autentyczna nienawiść, którą wyraża Kaczyński. Ma on wciąż poczucie, że Polska tak się wspaniale rozwija pod jego rządami, a tu nagle tłum atakuje komitet partii i absolutnie nie przyjmuje do wiadomości jego argumentów. Kaczyński  potępia wszystkich inaczej myślących i jednocześnie żąda organizacji spektakularnych wieców poparcia. „Żebyście mogli, towarzysze, powiedzieć o słuszności tej właśnie decyzji, tzn. o słuszności propozycji i żebyście mogli powiedzieć, że wy się z tym solidaryzujecie, żebyście mogli powiedzieć na tym wiecu, że nie popieracie metod chuligaństwa i metod narzucania ogromnej większości klasy robotniczej, narodu woli niewielkiej grupy chuliganów(…). Towarzysze, mnie to jest potrzebne jak słońce, jak woda, jak powietrze”. Czyż nie świadczą o powyższym słowa premier Szydło i prezydenta Dudy na temat zamieszek w Sejmie i oskarżania o nie opozycji? 

Jeśli takie słowa padają z ust I sekretarza rządzącej partii, to partia, a w ślad za nią i całe państwo, muszą stanąć na baczność i wolę towarzysza I sekretarza wypełnić. Najpierw szukając warchołów i chuliganów, którzy zakłócili dialog partii z narodem, a potem karząc ich – możliwie najsurowiej, by potwierdzić tezy partyjnej propagandy. Zgodnie z życzeniem Kaczyńskiego w całej Polsce będą odbywać się wyreżyserowane wielotysięczne wiece poparcia dla polityki władz PiS. Propagandowa kampania nienawiści przetoczy się przez prasę, radio i telewizję. Wobec opozycji działacze partyjni już używają różnych określeń. „Żałosnej maści warchoł”, „męt”, „osobnik z kręgu bandytyzmu i przestępczości”, „element, któremu wszyscy uczciwi Polacy winni okazać najgłębszą pogardę i potępienie” – to tylko niektóre z nich.

Kulminacją kampanii propagandowo – ustawodawczej PiS-u ma być zmarginalizowanie opozycji albo wręcz zlikwidowanie jej w celu przejęcia kompletnej władzy, wykorzystując do tego naiwność klasy pracującej. Tak właśnie funkcjonowała PZPR, ówczesna partia rządząca, tylko, że ludzie pracy nie dali się już na to nabrać i cztery lata po wydarzeniach radomskich nie było już Gierka. 

Mnie nie pozostaje nic innego jak tylko mieć nadzieje, że tym razem lud nie będzie czekał aż cztery lata. 

 

Reklamy

Listopadowe przepychanki czyli sukcesy i porażki

Listopad stał pod znakiem wyboru ministrów i całego rządu. Stąd większość moich bohaterów to przyszli polepszacze naszego życia. Z mojej perspektywy na niektóre nazwiska aż przykro jest patrzeć. A oto moja lista:

Szczyt arogancji – Zbigniew Ziobro, mianowanie tego pana na stanowisko ministra sprawiedliwości po raz kolejny to kompletny brak szacunku dla tej instytucji. Zbigniew Ziobro dał się poznać jako niekwestionowany lider w tworzeniu rzeczywistości. We wrześniu omal nie stanął przed Trybunalem Konstytucyjnym za przekroczenie i nadużycie władzy i tylko dzięki lekkomyślności ówczesnych rządzących wywinął się od odpowiedzialności a dzisiaj powierzono mu ponownie stanowisko, które już raz skompromitował. Pan minister już kombinuje jak tu dokopać Polańskiemu bo to na pewno go dowartościuje.

Szczyt bojkotu – Stefan Niesiołowski, pan Stefan namawiał do bojkotu wyborów na wicemarszałków Sejmu jako, że prawi i sprawiedliwie postanowili ukraść więcej niż jedno to stanowisko dla swoich niestrudzonych działaczy. Może i słusznie panie Stefanie, problem jednak w tym, że ludzie już są zmęczeni tym pańskim podżeganiem. Najwyższy czas przekazać pałeczkę komuś innemu bo nawet jeśli merytorycznie masz pan racje to wychodzi tak jak wychodzi czyli śmiesznie i to pan zaczynasz być bojkotowany.

Szczyt ciemnoty – Jean- Claude Juncker, pan przewodniczący jakiejś komisji europejskiej powiedział. Że Polska będzie musiała wywiązać się z założeń w sprawie przyjęcia uchodźców. Panie przewodniczący poprzedni rząd w Polsce może i wywiązałby się z tych założeń, problem w tym, że jego już nie ma. Nasz aktualny jedyny i prawdziwy patriota uważa, że Polska jest dla Polaków a nie jakichś tam terrorystów z bliskiego wschodu. Jeżeli pan tego nie rozumiesz toś pan całkiem ciemny.

Szczyt dochodzenia – kancelaria prezydenta, odkąd prezydent Duda przejął władze jego kancelaria robi audyt po prezydencie Komorowskim. Pierwsze takie dochodzenie przejmującego władze prezydenta po odchodzącym. Znaleźli tych wykroczeń, że aż się przewraca w głowie. Zmusili jednak Komorowskiego do obrony i przy okazji dostało sie śp. Lechowi Kaczyńskiemu. I po co to komu.

Szczyt entuzjazmu – Jarosław Kaczyński, pan prezes zabrał się do roboty z taką ilością entuzjazmu, że jak tak dalej pójdzie wszystkie założenia rządowe i obietnicy wyborcze spełni pewnie w ciągu jednego tygodnia. Prezydent i premierowa tak skaczą jak szanowny absolut zagra jeszcze tylko pozbyć się tych sędziów z Trybunału Konstytucyjnego i hulaj dusza piekła nie ma. Na następnym posiedzeniu sejmu postawi się wniosek o przywrócenie królestwa w Polsce z królem Jarosławem i po co jemu jakieś tam premierowanie. A co Rosja ma cara my nie gorsi.

Szczyt frustracji – posłowie i senatorowie opozycji. Goście starają się jak mogą aby utrudnić prawym i sprawiedliwym ale za każdym razem brakuje im głosów. Kombinują jak mogą ale matematyka jest bezlitosna. Z tej frustracji zaczęli już stosować metody prezesa z czasów kiedy to on był w opozycji wychodząc w trakcie głosowania z sali parlamentu.

Szczyt głupoty – Jarosław Gowin, w przypływie dobrego humoru nasz nowy minister od szkolnictwa wyższego wyznał, że uważa niejakiego Mariusza Kamińskiego za człowieka krystalicznie czystego. Pan Jarosław niespodziewanie stał się specjalistą od produkcji kryształów. Mam jednak wrażenie, że ta jego wiedza na ten temat ma się tak samo do siebie jak jego wiedza na temat szkolnictwa wyższego czyli jest żadna. W tym kontekście wychodzi mi na to, że w dziedzinie kształcenia studentów napewno poczynimy wreszcie krok do przodu.

Szczyt histerii – Ewa Kopacz, rozhisteryzowana pani była już premier w trakcie inauguracyjnego posiedzenia Sejmu nawygrażała się przejmującym władze prawym i sprawiedliwym na temat kontroli i rozliczania z przyrzeczeń, że omal sama nie do końca wiedziała o co jej chodzi. Pani Ewo trzeba umieć przegrywać. Swoim przemówieniem nie tylko zaszkodziła pani sobie ale i swojej partii. Otrzeźwienie przyszło zbyt późno i jak to zwykle bywa to ludzie będą teraz musieli za wasze pomyłki płacić. Po piętnastu latach w polityce chyba nadszedł czas aby przekazać władze komuś innemu.

Szczyt indolencji – Parlament Unii Europejskiej. Zwołują ostatnio te szczyty jakby to były jakieś Himalaje a nie Bruksela. Szczyt od tego, szczyt od owego, przeganiają się po całej Europie. Nasz biedny były premier sam już nie wie gdzie się jutro obudzi. I dobrze, że starają się trzymać rękę na tak zwanym pulsie, gorzej jednak, że niezbyt wiele z tego wynika. Gdyby więcej czasu spędzano na rzeczach ważnych a nie prostowaniu bananów być może ktoś by zauważył, że zmierzamy w złym kierunku i te codzienne szczyty nie byłyby dziś potrzebne. Tyle, że do tego potrzeba ludzi z wizją a nie karierowiczów.

Szczyt judzenia – Witold Waszczykowski, nasz nowy minister spraw zagranicznych domaga się rewizji układu Rosji z NATO. Ja już myślałem, że nic gorszego niż Anna Fotyga nie może się nam przytrafić, a jednak. Panu Witoldowi marzy się mieszkanie w Moskwie albo w innym Petersburgu i w porozumieniu z ministrem obrony zamierzają najechać na Rosję. Panie Witold na szczęście w tym NATO siedzą mądrzejsi od pana i jeśli pan myślisz, że coś zrobią z tym pańskim wnioskiem toś pan w błędzie. Putin natomiast podobno zesrał się tyle, że nie ze strachu a ze śmiechu.

Szczyt kompromitacji – Antoni Macierewicz. Wybór tego pana na stanowisko ministra obrony narodowej to kolejny przykład na kierowanie się przez prezesa kwalifikacjami a nie jakimiś bliżej nieokreślonymi zasługami. Żal mi naszej armii ale jeszcze bardziej żal mi pana ministra bo gdyby miał choć odrobinę honoru to wiedząc jakie budzi emocje w społeczeństwie nie pchałby się na pierwsze strony gazet. Pan Antoni ma jednak parcie na szkło i w tej swojej wierze w jedynie słuszną linie, jedynie słusznej partii zapomniał o wszystkim nie mówiąc już o honorze.

Szczyt lizusostwa – Paweł Kukiz. Panu posłowi kompletnie wszystko się już wymieszało. Z jego haseł szczególnie dotyczących nepotyzmu i kolesiostwa nic nie zostało. W rządzie zasiadają jedynie dobrzy znajomi prezesa a oni dobierają sobie swoich kumpli z kampanii wyborczej a pan Paweł boi się nawet gęby otworzyć na ten temat. Wazeliniarstwo jego partii w stosunku do partii Absoluta przekroczyło już dawno stopień lizusostwa PSL do platformersów w czasie ich sprawowania władzy.

Szczyt łaski – Mariusz Kamiński. Ot i niespodzianka spotkała pana Mariusza. Jeszcze jego apelacja nie została rozpatrzona, nawet data tejże nie została ustalona a tu pierwszy obywatel już go ułaskawił. Prezydent nie zamierzał się wtrącać w uprawnienia sądów ale żeby głupi naród nie podejrzewał politycznego aspektu jakiekolwiek wyroku to w sposób niepolityczny ułaskawił byłego szefa CBA. Wiele można osiągnąć współpracując z właściwymi ludźmi na właściwych miejscach, nieprawdaż panie Mariusz, tfu na psa urok panie ministrze koordynatorze d/s a jakżeby służb specjalnych.

Szczyt międzynarodowych wiadomości – Claro. Claro to jedna z najwiekszych kompanii telefonicznych w Ekwadorze. Właśnie z ich sieci korzystam. Jedną z usług oferowanych przez nich są sms – y dotyczące najważniejszych wydarzeń na świecie. Pod koniec listopada zawiadomi mnie, że Polska odmówiła wydania Romana Polańskiego amerykańskiemu wymiarowi sprawiedliwości. Pomyślałem sobie: tyle się w Polsce dzieje a oni mi zawracają głowę Romanem Polańskim. Tyle, że Polański to uznana sława a prezesa tutaj nikt nie zna. I BARDZO DOBRZE.

Szczyt nie dotarło – Bronisław Komorowski. Wciąż nie dociera do byłego prezydenta przyczyna stracenia władzy przez niego i platformersów. Ostatnia teoria pana Bronisława to przesyt Polaków po tak długim sprawowaniu władzy przez Paltformę. Otóż nie panie były już prezydencie to nie żaden przesyt doprowadził was do utraty władzy to wasza pycha i arogancja, to brak kontaktu ze społeczeństwem. Już najwyższy czas walnąc się w piersi a nie szukać przyczyn tam gdzie ich nie ma.

Szczyt oburzenia – rząd Izraela. Oburzył się premier Izraela i jego świta na Unię Europejską za wtrącanie się w sprawy gdzie państwo izraelskie produkuje swoje towary. Premier Natanyahu nie uważa, że produkty, które zostały wyprodukowane na terenach Palestyny zajętych przez jego państwo bezprawnie powinny być oznakowane jako wyprodukowane w Palestynie a nie Izraelu. No i ma chłop rację. Przecież takie państwo jak Palestyna to ono już od dawna nie istnieje a te tumany z Brukseli wciąż tego nie przyjmują do wiadomości. No i jak tu ma być pokój na bliskim wschodzie?

Szczyt poprawnego nazewnictwa – Agnieszka Holland, nasza znana nie tylko w Polsce pani reżyser nazwała prezydenta Andrzeja Dudę „cynglem Kaczyńskiego”. Zaprawdę prawdę powiada pani Agnieszka, sprawujący urząd prezydenta pan Andrzej tak na dobrą sprawę jeszcze nie podjął żadnej decyzji samodzielnie a większość z nich budzi spore kontrowersje jak to zresztą bywa z większością decyzji prezesa. Można wyśmiewać poprzedniego prezydenta ale aż tak jak obecny to on nie siedział w kieszeni ani Donalda Tuska, ani tym bardziej Ewy Kopacz.

Szczyt rechotu – Edmund Janniger. Człowiek o tym tajemniczym nazwisku właśnie skończył dwadzieścia lat i już został doradcą ministra obrony do spraw nie wiadomo jakich. Paweł Kukiz omal nie oskarżył ministra o kolesiostwo ale po rozmowie z panem Edmundem jego wiedza na temat spraw byle jakich powaliła posła Kukiza na kolana. W sejmowych kuluarach głośno już się mówi na temat najnowszego przeboju pana Kukiza poświęconego doradcy ministra do spraw obrony też nie wiadomo dokładnie czego.

Szczyt sukcesu – Agnieszka Radwańska, po byle jakim sezonie nasza najlepsza tenisistka niespodziewanie wygrała kończący sezon turniej najlepszych zawodniczek tego sportu. Początkowo wyglądało na to, że odpadnie po pojedynkach grupowych bo przegrała dwa pierwsze mecze. Potem jednak nabrała wiatru w żagle i reszta to juz historia. Cieszy mnie ten sukces bo ostatnio nie wiodło się Agnieszce i prawdę mówiąc sam uważałem, że jej kariera dobiega końca. No cóż, nikt nie jest nieomylny.

Szczyt śmiechu (nocnego) – posłowie i senatorowie prawych i sprawiedliwych – znani z opuszczania sali w trakcie głosowań podwładni prezesa tak się przejęli rolą wiodącej siły w państwie, że nie sposób ich wypędzić do domu. Przy pracach nad mało istotnymi sprawami związanymi z Trybunałem Konstytucyjnym tak się goście zapracowali, że aż zastała ich północ. Dopięli swego przy okazji łamiąc parę demokratycznych zasad ale przecież zwyciezców się nie sądzi, nieprawdaż?

Szczyt trybunału – Elżbieta Witek i Adam Lipiński. Wymyśliło to duo, napewno samodzielnie, że postawią byłego już premiera Donalda z Tusków przed Trybunałem Stanu. Problem w tym, że owa instytucja zajęta jest przez „sługusów” platformersów. Wykombinowali zatem odwalanie pięciu sędziów, których przysięgi dziwnym trafem nie miał czasu przyjąć prezydent Duda. Ten wniosek zaskarżyła do Trybunału aktualna opozycja. I w ten sposób uchwała o Trybunale jest w Trybunale a Tusk czeka na postawienie go przed Trybunałem jeśli jeszcze coś z tego ciała zostanie. Ale to wie tylko prezes.

Szczyt uchodźctwa – Jacek Sasin. W walce o to kto ma rację na temat „nocnych” reform Trybunału Konstytucyjnego pan Jacek tak się zaperzył, że zaproponował opozycji uchodźstwo i stworzenie gdzieś tam w świecie swojego Trybunału Konstytucyjnego. W Polsce prawi i sprawiedliwy będą decydować o owego kształcie i składzie. Brawo panie Jacku na tym właśnie polega demokracja i niezawisłość wymiaru sprawiedliwości. Na liście zaufanych prezesa poszedł pan ani chybił do góry.

Szczyt walki – Donald Tusk, dobiega pierwszy rok sprawowania władzy w Brukseli przez pana Donalda a tu na jego oczach całą tą unie mało szlag nie trafi. Dwoi się zatem pan Tusk zwołując kolejne szczyty, strasząc rozpadem unii i jeszcze innymi rzeczami a tu jak na złość pożytek z tego marny. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że jeśli ta unia się rzeczywiście rozpadnie to prezes Kaczyński będzie mógł z dumą uświadomić całemu światu że to wszystko „wina Tuska”. I jak tu spać spokojnie.

Szczyt zawodu – Beata Szydło, powołania na stanowiska ministerialne, szczególnie te kluczowe to jeden wielki zawód. Sprane, skompromitowane nazwiska przygotowane jej przez prezesa i próba ich bronienia przez panią premier nie przynosi jej ani chluby ani szacunku. Podobnie jak prezydent pani Beata mówiła dużo o swojej niezależności od partyjnego guru, tymczasem nie zaproszono jej nawet na spotkanie ustalające skład rządu. Nie byłem zwolennikiem poprzedniej premier, ta jednak potrafiła przegonić skompromitowanych ludzi swojego poprzednika. Wszyscy wiemy, że z prezesem współpracowac jest trudno, przydałoby się jednak choć odrobinę własnego zdania.

Szczyt żenady – Piotr Gliński. Pan minister kultury i wicepremier jednocześnie wdał się na wizji w „kulturalną” przepychankę z dziennikarką telewizji publicznej. Poszło o Teatr Polski we Wrocławiu, który wystawiał sztukę noblistki Jelinek pt. „Śmierć i dziewczyna”. Na podstawie doniesienia organizacji o jakże znamiennej nazwie Krucjata Różańcowa pan minister zarządał od teatru wstrzymania premiery przedstawienia z uwagi na treści pornograficzne. Dostało się przy okazji dziennikarce za podchwytliwe pytania i telewizji publicznej za swoje istnienie. Rewelacyjny początek, doprawdy panie ministrze wreszcie wolność idzie w dobrym kierunku.

Szczyt szczytów – Andrzej Duda. Pierwszy obywatel narodu wciąż utrzymuje, że jest bezpartyjny. Może i jest on bez żadnej przynależności partyjnej, może. W swoim działaniu jednak zachowuje się jak zagorzały zwolennik swojej byłej formacji politycznej. Ułaskawienie Mariusza Kamińskiego to mieszanie się w sprawy niezawisłych sądów. Bezkrytyczne podpisywanie wszystkiego co wymyśli prezes to brak respektu dla funkcji, którą pan Duda piastuje. Panie prezydencie w kolejce do ułaskawienia Andrzej P. Z SLD i Jan B. Z PSL. Jak ułaskawiać to ułaskawiać. Gwarantuję panu, że te ułaskawienia będą mniej polityczne niż to dla Mariusz Kamińskiego i jego wspołpracowników. Tylko czy prezes się na to zgodzi.

Powtórka z dyktatury

Prawdę mówiąc zaczynam coraz bardziej cieszyć się faktem wygrania wyborów przez prawych i sprawiedliwych. Oto bowiem nadchodzi powtórka z rozrywki dla wszystkich tych, którzy zapomnieli co oznaczał termin „dyktatura”. Wszyscy od lewej do prawej i jak wielka jest scena polityczna w Polsce zgadzają się dzisiaj z faktem, że i Andrzej Duda, i Beata Szydło to tylko zwykłe marionetki w rękach człowieka o wdzięcznej nazwie prezes, który chce się wszystkim jawić jako naprawiacz zepsutego systemu. Nasz wielce oświecony ” Dalai Lama” ruszył z krucjatą przeciwko sędziom Trybunału Konstytucyjnego bo to przeżytek po poprzedniej władzy i nie daje pewności owocnej współpracy. Jak to zwykle, nie tylko w naszym kraju, w sytuacjach tego typu słychać głosy popierające prezesa i słychać rownież te, które nie zostawiają na nim suchej nitki.  Sam już nie wiem kto ma racje i nawet byłbym skłonny stanąć po stronie tego wielkiego patrioty, gdyby….. No właśnie panie Jarosławie, sprzątanie zaczynamy od własnego podwórka. Powołanie na stanowisko ministra sprawiedliwości pana Zbigniewa Ziobry nakazuje myśleć, że to pańskie postrzeganie prawa jest conajmniej zwichrowane. Pan ten piastując ów urząd w przeszłości skompromitował się swoją walka z korupcją ośmieszając nie tylko ministerstwo sprawiedliwości ale i rząd na czele, którego stał pan we własnej osobie. Fakt pańskich zastrzeżeń w stosunku do Trybunału Konstytucyjnego i ich brak w stosunku do ministra sprawiedliwości karze wręcz twierdzić, że pańskie poglądy pozbawione są krzty obiektywizmu i kieruje panem najzwyklejsza w świecie chęć zemsty. Mam nadzieję, że uda się panu ten zamach na tych naszych strażników demokracji i odmieni pan Trybunał według swoich wyobrażeń. Ta kretyńska walka prezesa o władze absolutną odbije mu się czkawką bo sposób i bezwzględność z jaką tego dokonuje jeszcze bardziej dzieli społeczeństwo. Działania pana Kaczyńskiego mają charakter, w moim odczuciu, odwetowy a nie naprawczy. Nie dziwi mnie poklask zwolenników prawych i sprawiedliwych bo rzeczywiście opozycja z platformersami na czele swoimi atakami na aktualną władzę bardziej się jak na razie ośmiesza niż otwiera czyjekolwiek oczy. Jarosław Kaczyński jakby rownież zapomniał, że kreuje skrajne emocje w społeczeństwie, co w moim przekonaniu doprowadzi do zjednoczenia tych co nie głosowali w obecnych wyborach i w następnych już pójdą do urn tylko po to aby pozbyć się absoluta.

Skończyłem ostatnio oglądać piąty sezon Game of Thrones. Jarosław Kaczyński jako żywo przypomina mi królową matkę, która z taką zaciekłością walczyła ze swoją synową, że wykreowała instytucję, która miała strzec moralności. I rzeczywiście udało się wsadzić synową z jej bratem do parszywego pierdla. Królowa matka zapomniała jednak, że i jej samej do osób moralnie czystych bardzo daleko. Instytucja przez nią stworzona i w stosunku do niej okazała się bezlitosna osądzając ja rownież w podłym pierdlu. Po przyznaniu się do winy bezwzględna królowa w ramach pokuty została naga przeprowadzona ulicami miasta ku uciesze biedoty. Obrzucono ją przy tym wszystkim co ludziska mieli pod ręką. Bo kto mieczem walczy panie Kaczyński to i od miecza ginie.

Skutki jednego posiedzenia Sejmu

Na naszych oczach rozgrywa się mecz pomiędzy prawymi i sprawiedliwymi i opozycją niby to piłkarski niby nie bo mało w nim walki o dobro kraju a więcej przepychanek. Jeszcze pare miesięcy temu aktualna opozycja była u władzy ale zachłyśnięta nią straciła poczucie rzeczywistości. Chociaż w czerwcu ówczesna opozycja zdobyła pierwszego gola w postaci wygrania wyborów prezydenckich to jeszcze nie wszystko było stracone. Platformersi, którzy pod przywództwem poprzedniego premiera ostro trenowali piłkę nożną, wydawali się być dobrze przygotowani kondycyjnie do sezonu, tracili jednak coraz bardziej siły. Zmiany zawodników na niewiele się zdały bo i ci kondycyjnie nie prezentowali się najlepiej. Dodatkowo po porażce w wyborach prezydenckich wkradło się w ich szeregi zamieszanie i strach przed przegraną w wyborach parlamentarnych. Wszystko mogło się zmienić we wrześniu a konkretnie 25 owego miesiąca. Ten dzień pokazał jednak wszystkie słabości ówczesnych rządzących w tym brak partyjnej solidarności. Tego dnia na posiedzeniu sejmu odbyła się debata w sprawie postawienia byłego Ministra Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry przed Trybunałem Stanu. Aby wniosek przeszedł potrzeba było 276 głosów. Za wnioskiem było 271 i nie ma znaczenia ilu posłów było przeciwko, ma natomiast znaczenie, że dziewięciu posłów Platformy w tym premier Ewa Kopacz i Radosław Sikorski w tym głosowaniu nie uczestniczyli bo mieli ważniejsze sprawy na głowie. Przegłosowanie wtedy tamtego wniosku mogłoby całkowicie zmienić dynamikę wyborów. Niestety Ewa Kopacz i jej koledzy kompletnie przespali prawdopodobnie ostatnią szanse na ewentualne zwycięstwo. Postawienie Zbigniewa Ziobry przed Trybunałem Stanu mogło i pewnie doprowadziłoby do tego samego Jarosława Kaczyńskiego. Trudno dzisiaj przewidzieć jakie byłyby reperkusje posiedzeń Trybunału niewątpliwie jednak ta sejmowa porażka jeszcze bardziej ośmieszyła ówczesną premier i jej partie a w moim przekonaniu dodała jeszcze więcej wiatru w żagle będących wciąż w opozycji prawych i sprawiedliwych.  Nie żal mi platformersów bo strzelili sobie owego dnia samobójczą bramkę tylko i wyłącznie z własnej winy lekceważąc przeciwnika. Słusznie zatem przegrali wybory i dzisiaj mogą tylko obserwować i uczyć się na czym polega dyscyplina partyjna. Rozmiary porażki wyborczej platformersów doprowadziły do tego, ze ten jeszcze nie tak dawno wyrównany pojedynek dzisiaj odbywa się już do jednej bramki. Rzekomy rozjemca tego pojedynku, którym miał być prezydent przestał już udawać, że jest bezstronnym arbitrem. Podobno w przeszłości miał rzucić legitymacje partyjną prawych i sprawiedliwych tyle, że w zwolnionym tempie na powtórce widać, że to on rzucił się prezesowi do stóp błagając o nie odbieranie mu owej książeczki. Z prezydentem w lewej kieszeni i premier w prawej albo odwrotnie, z wiekszością w obu izbach Jarosław Kaczyński dyktuje dzisiaj warunki gry. Opozycja z platformersami może tylko szczekać i ujadać i tak na niewiele się to zdaje. Prezes zmierza teraz po władze absolutną, właśnie zmienił prawo powoływania sędziów Trybunału Konstytucyjnego i należy siė spodziewać, że wkrótce i ta instytucja stanie się jego wasalem. Powszechnie się sądzi, że Beata Szydło jako premier to tylko epizod w rządzie. Mam jednak wrażenie, że tak nie będzie bo mając wszystkie pionki na szachownicy pod swoją kontrolą tak naprawdę prezes nie potrzebuje być premierem. To i tak on będzie podejmował najważniejsze decyzje tak jak choćby skład rządu, który został narzucony pani Beacie. Jako żywo przypomina to system władzy z PRL rodem. Tam też mieliśmy premiera, przewodniczącego Rady Państwa i innych mniej lub bardziej znaczących partyjnych wyjadaczy. Prawdziwa władza leżała jednak w rękach pierwszego sekretarza KC partii. Nie piastował on żadnych funkcji państwowych ale to on wydawał polecenia i to on decydował o polityce kraju. Jarosław Kaczyński to lustrzane odbicie pierwszego sekretarza. Historia zatoczyła koło i zafundował nam podły żart. Obaliliśmy totalitaryzm, niech żyje władca absolutny, obaliliśmy przewodnią siłę narodu, niech żyje jedynie słuszna partia pod jedynie słusznym przewodnictwem. Już wkrótce pierwszy zjazd partii, na którym jednogłośnie pierwszym sekretarzem komitetu centralnego partii prawych i sprawiedliwych zostanie wybrany były prezes partii. A była szansa aby temu, być może zapobiec, gdyby była premier nie przespała chyba najważniejszego posiedzenia sejmu w jej karierze. 

DuSzKa i MAJK-a atakują.

DuSzKa czyli silna trójka pod wezwaniem Duda, Szydło i Kaczyński ruszyła do frontalnego ataku bo przecież wybory już za dwa tygodnie i koniecznie trzeba ludziskom przypomnieć kto jest godny ich reprezentowania a kto na ową godność nie zasługuje. Pan prezydent Duda niby trzyma się na boku a jak już ma otrzymać jakieś dyrektywy to ukradkiem po nocach odwiedza partyjnego guru. Niby miał się kierować maksymą, że chce być prezydentem wszystkich Polaków jednak tak na wszelki wypadek z premier wszystkich Polaków nie udało mu się spotkać i pewnie już nie uda bo nie daj Boże to spotkanie mogłoby spowodować wzrost poparcia pani premier a przecież to ostatnia rzecz na liście prezesa, który złapał się wyciągniętej ręki prezydenta i podobno zatrzymał ją sobie do własnej dyspozycji na Żoliborzu. Pani Beata Szydło z woli prezesa namaszczona na przyszła premier przyszłego rządu po oczywistym zwycięstwie prawych i sprawiedliwych, wdała się w przedstawienie happeningowe pod tytułem Ewa&Przyjaciele, które ma przypomnieć wszystkim zainteresowany i niezainteresowanym o słynnej już aferze taśmowej, podobno w tym przedstawieniu pomaga im niejaki Stonoga. Pani Beacie nie przeszkadza, że aktualna premier czyli pani Ewa nie ma nic wspólnego z tymi nagraniami a po konsultacjach z Czerepachem doszła do wniosku, że zanim Ewka się z tego wytłumaczy to juz będzie po wyborach a zwyciezców się nie sądzi. Osobiście liczyłem na happening pod tytułem PiS i koalicja pokazujący kulisy przyjaznej współpracy tej partii z Giertychem i Śp. Lepperem, myślę że byłoby co oglądać. Mam nawet wrażenie, że takie humorystyczne przedstawienie miałoby większy efekt na wyborców niż udawane rzucanie legitymacją partyjną przez byłego członka partii, naszego aktualnego pierwszego obywatela. Tyle, że ostatni człon DuSzKa-i prezes we własnej osobie nie zna się na żartach zwłaszcza na swój temat. Ostatnia część tej układanki czyli szanowny pan prezes nie przypadkowo znajduje się na końcu tego skrótu. Z tylu łatwiej dyrygować a baty niech zbiera awangarda. On ma musi kierować nie tylko DuSzKą ale i MAJK-ą czyli grupą szybkiego reagowania złożoną z niego oraz niejakiego Antoniego M. Tenże Antoni pod pseudonimem Baltazara Gąbki udał się jako prywatny człowiek do wietrznego miasta zwanego rownież Chicago aby tam rozpoznać nastroje miejscowej Polonii. Oczywiście jego spotkanie i pogadanka z polonusami nie miała żadnego podtekstu wyborczego. Ot luźna rozmowa na temat powiązań agenturalnych przeciwników jedynie słusznej i dobrej opcji dla kraju ojczystego. Pismaki w kraju potraktowały to jednak jak zwykle złośliwie nie mając za grosz wyrozumienia, że to były tylko prywatne takiegoż sobie dywagacje. Pan Antoni zaraz po powrocie udał się na spotkanie wyborcze już jako kandydat na posła i na tymże spotkaniu dobitnie wyraził się o prywatnych pogaduchach pewnych polityków w pewnej knajpie oceniając ich wypowiedzi jako gorsze niż slang warszawskich żuli. Jego prywatne poglądy to jego sprawa. Prywatne poglądy przeciwników politycznych to też jego sprawa. A z tylu MAJK-i tak jak i DuSzKa-i siedzi prezes i albo wiśta wio albo prr. Bo front nie jest od myślenia ta funkcja jest już zarezerwowana. 

Poczet Prezydentów III Rzeczypospolitej

Wojciech Wrona Jaruzelski – pierwszy prezydent III Rzeczypospolitej. Postać tyle dramatyczna co i kontrowersyjna. Przez jednych uważny za patriotę i przewidującego polityka, przez innych za zdrajce i sługę Związku Radzieckiego. W 1981 wprowadził na terenie Polski stan wojenny w celu znormalizowania życia codziennego. Powołał do życia WRON czyli Woskową Radę Ocalenia Narodowego. Organizacja ta w tzw wolnej Polsce została uznana za zbrodniczą stąd przydomek Wrona. Ptak ten, Bogu ducha winien, po 1989 roku stał się celem ataków wszelkiej maści obrońców przyrody. Większość z nich przestraszona strofą „rozdziobią nas kruki i wrony” ruszyła na krucjatę przeciwko nie tylko tym ptakom ale rownież przeciwko wszystkiemu co lata, tak na wszelki wypadek. Wojciech Wrona Jaruzelski stał się głównym celem ataków tych przeciwników wszelkiego ptactwa, którzy powołali Instytut Popierania Nielotów. Instytut miał zapobiegać wszelkiemu lotnictwu bo jak mówi przysłowie „wleziesz między  wrony będziesz krakać jak i one”. W tej nagonce na ptactwo lotne ucierpiał nie tylko pierwszy prezydent ale i inne ptaki, które zostały wytępione. Wojciech Wrona Jaruzelski sprawował władze przez jeden rok po czym chowając się gdzie popadnie przetrwał do 2014 roku, w którym wyzionął ducha ku uciesze wszelkiej maści kłusowników.

Lech I Elektryk Wałęsa – specjalista od skoku wzwyż i przez płot. Lech Wałęsa zasłynął z elektrycznej osobowości stąd jego przydomek. Chciał w Polsce wprowadzić Japonię ale głupi naród sprzeciwil się  nauce języka i program szlag trafił. Lech I Elektryk Wałęsa to postać pełna sprzeczności. Na ogół nie chciał ale musiał i często był za a nawet przeciw, co powodowało ze do końca nie było wiadomo za czym on właściwie jest i przeciw czemu występuje. Jako postać historyczna często utożsamiany z kimś kto samodzielnie obalił system totalitarny niczym Lenin wiecznie żywy carat. Został pomówiony przez histeryków, nie mylić z historykami, spod znaku Instytutu Popierania Nielotów o współpracę z wronami pod niedwuznacznym przydomkiem Bolek jako, że miał słabość do opowiadania bajek. Dzięki temu został uznany za członka Rady Mędrców Europy a jego gawędziarstwo, choć nie tanie, cieszy sie wciąż niesłabnąca popularnością na wielu wyższych uczelniach na świecie. Lech I Elektryk Wałęsa sprawował władzę przez jedną kadencję po czym skoncentrował sie na działalności bajkowo – naukowej.

Aleksander Magister Kwaśniewski to trzeci prezydent trzeciej zreszta Rzeczypospolitej. Jako jedyny dotąd sprawował swój urząd przez dwie kadencje. Postać tyle barwna co i schorowana. Wyjątkowo podatny na wszelkiego rodzaju wirusy azjatyckie, po których jego mowa zmieniała się w bełkot przez co był podejrzany o nadużywanie napojów rożnych, do czego nie miał żadnych skłonności. Aleksander Magister Kwaśniewski twierdził, że skończyl wyższe studia i uzyskał tytuł magistra z niewiadomych przyczyn jednak jego praca magisterska zaginęła w zawierusze dziejowej. Przez histeryków z Instytutu Popierania Nielotów uznany za szkodliwego ptaka, powiązanego silnie z ruchem wron. Durny naród zmęczony nielotami dał mu władze, która ten wykorzystał na tyle dobrze, że został wybrany na drugą kadencję  pomimo słabości do chorób azjatyckich co okazało sie mocnym punktem jego osobowości jako, ze na chorobę tę podatna jest duża cześć narodu. Aleksander Magister Kwaśniewski po zakończeniu swojej prezydentury oddał się działalności społecznej w szczególności we wszelkiego rodzaju radach nadzorczych za co prawie nie bierze żadnych wynagrodzeń, bo jako członek lewicy czuje odrażający wstręt do pieniędzy.

Lech II Smolensk Kaczyński to czwarty prezydent III Rzeczypospolitej. Sprawował władzę niecałą kadencje. Zginał w wypadku lotniczym w roku, w którym miał ubiegać się o reelekcje. Do wypadku doszło w Smolensku na terenie Rosji. Lech II Smolensk Kaczyński zasłynął ze swojej nieugiętej postawy wobec Rosji przez co wypadek, w którym zginał został uznany za zamach stanu przez tych, którzy nie uznają innej wersji wydarzeń. Brat prezydenta, Jarosław który starał się o przejęcie władzy po bracie, rozpętał wojnę podejrzeń oskarżając o współudział w tym zamachu polski rząd z jego premierem na czele. Lech II Smolensk Kaczyński wraz z bratem Jarosławem jako dzieci zasłynęli tym ze rąbnęli księżyc a mając to doświadczenie podzielili sie potem władzą jako, że Lech II w trakcie swojej prezydentury powołał Jarosława na premiera. Prezydent w swojej walce z Rosja poleciał do Gruzji gdzie wizytował front walk pomiędzy Rosją i Gruzją co niemal doprowadziło do fatalnych skutków jako, że jego samochód został ostrzelany. Podobno strzelał Jarosław, żeby podgrzać nastroje antysowieckie, niczego jednak nie udowodniono. Po wypadku, w którym zginał Lech II Smolensk Kaczyński postanowiono go pochować na Wawelu siedzibie i miejscu pochówku królów polskich. Jak niesie wieść gminna, ci dowiedziawszy się o tym doprowadzili do wybuchu wulkanu na Islandii, który doprowadził do odwołania udziału w uroczystościach wielu możnych tego świata. A Jarosław z Antonim do dziś szukają sprawców wypadku.

Bronisław Bul Komorowski aktualny prezydent. Jako marszałek sejmu przejął władzę po śmierci Lecha II Smolensk Kaczyńskiego a następnie pokonał w wyborach prezydenckich Jarosława, brata tragicznie zaginionego prezydenta. Prezydent Bronisław Bul Komorowski doznał bolesnego zaćmienia związanego z trzęsieniem ziemi w Japonii oraz awarią elektrowni Fukushima, że do dzisiaj pozostaje w bulu. Prezydent najlepiej czuje się zreszta w Japonii gdzie jednego ze swoich doradców mianował szogunem a swoją drogą nie jest wiadome czy prezydent Bul Komorowski wie dokładnie kto to był szogun bo jeśli czerpie wiedzę z filmu o tym samym tytule to może myślecć że był nim Richard Chamberlain. Bronisław Bul Komorowski lubi podkreślać swoje arystokratyczne pochodzenie tyle, że Komorowski to nazwisko bardzo popularne i trudno ustalić kto od kogo pochodzi. Z racji przynależności do partii rządzącej nie mamy konfliktów na linii prezydent – premier. Premier zreszta odgrywa w polskim systemie pierwszoplanowa rolę a prezydent i jego świta to dla kraju nie Bul tylko ból tyle że z kategorii tych finansowych.