Nowa przepowiednia

 

Dotarliśmy po dziewiętnastu godzinach podróży do punktu, w którym się rozdzielimy. Stąd ja wracam na południe a Luśka na wschód. Z jakichś bliżej mi nieznanych przyczyn w okolicach naszego podróżowania, jakby wszyscy jasnowidze sprzysięgli się przeciwko nam, pojawia się bowiem niemal zawsze jakaś przepowiednia, która może zdecydowanie zakłócić nasze plany. Jesteśmy otoczeni ludźmi, którzy wierzą w że, czy wcześniejszy czy późniejszy, koniec świata nastąpi. Nie ma być to jednak jakaś katastrofa likwidująca totalnie ludzkość ale coś w rodzaju wypadku, który doprowadzi to radykalnych zmian na ziemi. Spowoduje on napewno ograniczenie populacji naszego gatunku na planecie, nie wyginiemy jednak w całości. W ubiegłym roku pewien wróżbita przepowiadał oddzielenie się Ameryki Południowej w okolicach Kanału Panamskiego co miało doprowadzić do samodzielnego dryfowania całego kontynentu po Pacyfiku. Miało do tego dojść na kilka dni przed naszym powrotem do Ekwadoru. Słyszymy cały czas o niebezpiecznej aktywności słońca, przemieszczaniu się biegunów itp, itd. Pogoda w trakcie naszego pobytu nie miała nic wspólnego z tym co dzieje się o tej porze roku w tym miejscu. Najpierw susza, następnie  niekończące się opady deszczu, które spowodowały niezliczone ilości osuwisk błotnych. Co nas jeszcze czeka tym roku? No właśnie, jakiś mesjasz z Teksasu, który przewidział zwycięstwo Trumpa zapowiada konflikt nuklearny, który ma się zacząć w ciagu dwóch tygodni i potrwać do połowy października. Wsród państw zaangażowanych mają być Stany, Rosja, Chiny i nieobliczalna Korea Północna. Jakby tego było mało zaraz po przyjeździe do Stanów, prezydent tego kraju wydał oświadczenie, że wkrótce może  dojść do poważnego konfliktu właśnie  z Koreą Północną, przy czym słowo poważnego podkreślił używając go dwukrotnie. Z reguły do tego typu sensacji nie przywiązuję szczególnej wagi. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę, że coraz większa liczba liderów tego świata to ludzie nie do końca normalni z ciężkimi schorzeniami w zakresie megalomanii to obraz naszej przyszłości nie wyglada najlepiej. Nie możemy się więc kierować tymi wszystkimi przewidywaniami i chyba nikt już tego nie bierze na poważnie. Niewątpliwe mamy do czynienia z czasami, które delikatnie należy określić jako niepewne i pewnie wreszcie jakiś Kim czy inny upośledzony na punkcie swojej wielkości naciśnie guzik, który będzie nas drogo kosztował. Mam jednak nadzieję, że jeszcze przez chwile to nie nastąpi.