Historii nie da się zmienić.

Moja szanowna rodzicielka była wciąż dzieckiem kiedy na nasz kraj najechali sąsiedzi z zachodu. Miała właśnie rozpocząć szkolną przygodę jako pierwszoklasistka lecz musiało to poczekać. Mieszkając na wiosce nie miała aż takiej styczności okupantem jak ludzie z miast. Nie znaczy to oczywiście, że było jej rodzinie lżej czy lepiej. Pamięta okropności tych czasów chociaż jej najbliższa rodzina nie doświadczyła wywózek do obozów czy aresztowań i przesłuchań. Okres ten jednak był i dla nie traumą tak jak dla większości ludzi z krajów podbitych i okupowanych przez najeźdźców.

Paręnaście lat po wojnie wracała taksówką z dworca kolejowego do domu. Za kierownicą siedział młodzieniaszek, który zapewne urodził się w trakcie wojny lub zaraz po jej zakończeniu. Wiele z tamtych czasów pamietać nie mógł, jeśli cokolwiek. Tak był jednak wkur…ony PRL-em, że w swojej karkołomnej tezie oświadczył mojej mamie, że lepiej było już nawet za Niemca. Rodzicielka moja, będąc słabo odporną na bzdury i banialuki, nie zdzierżyła oczywiście. Dostało się zatem kierowcy konkretnie i zasłużenie.

W zakresie odporności na głupotę sporo pewnie odziedziczyłem po swojej matuli. Niestety nie ma wciąż żadnej szczepionki, która uodparnia na ludzką tępotę. Chociaż z wiekiem człowiek staje się coraz bardziej wyrozumiały i coraz mniej rzeczy go dziwi to jednak słuchanie, w moim przypadku, kogoś kto czasy słusznie minione zna tylko z opowieści ludzi pokroju Macierewicza, przyprawia mnie o wymioty. Nie, nie będę bronił PRL – u, sam z niego uciekłem. Wysiew tych IPN-owskich pseudonaukowców niespełna czterdziestoletnich znających ów system od podszewki, a raczej od strony pieluch, które pod koniec tego systemu wciąż jeszcze moczyli jest wręcz zatrważający. Co jeden to mądrzejszy i aż rwie się do krytyki postaw ludzi, którzy w tamtych czasach żyli. Skończyłem właśnie czytać historie PRL-u bez IPN-u. W jednym z rozdziałów przytoczono list Stefana Kardynała Wyszyńskiego do ówczesnego I Sekretarza KC PZPR Władysława Gomułki. Kiedy w 1966 kościół chciał obchodzić tysiąclecie chrześcijaństwa w Polsce, inicjatywa ta spotkała się ze sprzeciwem przewodniej siły narodu. Chrześcijaństwo nie było bowiem po linii propagandowej partii. Kardynał wysłał więc list, w którym starał się objaśnić ówczesnej władzy, charakter obchodów i znaczenie tej rocznicy dla naszej historii. Pisze w nim jednak miedzy innymi, że historii bez względu na system i władzę, nie da się zmienić. Wydaje mi się to bardzo ważne spostrzeżenie. Tamte czasy nogą się wielu nie podobać i zapewne słusznie. Nie wszystko jednak było tylko czarne, tak jak niekoniecznie wszyscy wyklęci byli bez skazy. Czasu nie da się cofnąć, przynajmniej na razie. Szkoda jednak bo z chęcią bym przeflancował tych domorosłych myślicieli żeby zobaczyć ich wybory i niech ich potem krytykują następne pokolenia tych co nic nie przeżyli i mało widzieli.

Komu przeszkadza pomnik?

W moim mieście nad Wisłokiem, klika ukrywająca się pod ksywą IPN zagięła parol na emblemat Rzeszowa czyli Pomnik Czynu Rewolucyjnego. Instytucja ta coraz bardziej przypomina mi peerelowskie UB. Na każdego mają tam teczkę, gmerają w tych aktach i ludzkich życiorysach niczym wścibska wiejska baba. Wpadła w ich łapy teczka z pomnikiem, a w niej cała masa informacji o jegoż złym pochodzeniu. Ów symbol miasta niestety sam się bronić nie może. Z pomocą jemu wystąpili zatem mieszkańcy z prezydentem miasta na czele, który oficjalnym listem zwrócił się do oświeconych poszukiwaczy prawdy historycznej.

Jako gospodarz miasta Rzeszowa, odpowiedzialny za jego przestrzeń publiczną oraz zachowany krajobraz historyczny i kulturowy, proszę o przedstawienie stanowiska Instytutu w sprawie pomnika Walk Rewolucyjnych. Pomnik będący dziełem Mariana Koniecznego, wieloletniego profesora oraz rektora Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, egzystuje w przestrzeni miasta od ponad czterdziestu lat, stając się integralnym elementem jego krajobrazu. Pomnik to najbardziej rozpoznawalny symbol Rzeszowa. Jest obok budynku ratusza oraz zamku Lubomirskich obiektem najczęściej ukazującym się w publikacjach turystycznych o Rzeszowie, jak też najpopularniejszym motywem tzw. pamiątek naszego miasta” – pisze pan prezydent, podkreślając jednocześnie przywiązanie mieszkańców do pomnika i prosi o dopuszczenie do dyskusji ich woli i opinii, a także głosów środowisk artystycznych. Dalej czytamy w liście:”Krajobraz kulturowy, w którym żyjemy, jest przestrzenią historycznie ukształtowaną przez naszych poprzedników. Na nas spoczywa obowiązek dokonywania odpowiedniej waloryzacji tej przestrzeni tak, aby z najcenniejszych jej elementów mogli korzystać nasi następcy. Nie wolno nam pozbawiać ich możliwości czerpania z jej zasobów. Monument prof. Mariana Koniecznego jest wytworem artystycznym, dziełem sztuki pomnikowej poprzedniej epoki, której wartość pretenduje do bezwzględnego zachowania dla współczesnych i przyszłych pokoleń”. Tyle prezydent miasta.

W trakcie pobytu w Rzeszowie w 2015 roku profesora Mariana Koniecznego, autora pomnika, przemawiał profesor Aleksander Bobko, były rektor Uniwersytetu Rzeszowskiego, a dziś senator PiS:– Okres, w którym powstawał nasz pomnik, był czasem przegranych szans. Jedynie w Rzeszowie historia toczyła się pod prąd. Skorzystał na tym, czy to się komuś podoba, czy nie i zaczął się niezwykle dynamicznie rozwijać. A co do pomnika… Bardziej cieszy oko niż wywołuje złe emocje –powiedział wówczas prof. Bobko.

Żaden z tych argumentów oczywiście nie przemawia do ipnowskiego betonu, który twierdzi, że ów monument narusza ustawę dekomunizacyjną, dostało się przy okazji mieszkańcom Rzeszowa. Oto co prześwietne grono zacnych badaczy jedynie słusznej prawdy miało na ich temat do powiedzenia: „nadal niewielka jest wśród mieszkańców miasta wiedza o tym, że upamiętniany przez ten pomnik »czyn rewolucyjny” obejmował także m.in. krwawe utrwalanie „władzy ludowej” po 1944 r. i związane z tym akty zbrodni i bezprawia”.

Co o tym myślą rzeszowianie? Oto parę cytatów z internetu:

-„IPN uważa mieszkańców Rzeszowa za matołów, którzy nie mają pojęcia o historii swojego miasta”

-„Dla mieszkańców jest to emblemat miasta, charakterystyczny punkt w przestrzeni, element miejskiej tkanki, który dawno stracił swoją polityczną konotację – jeśli kiedykolwiek, w świadomości zwykłego rzeszowianina, ją miał”.

-„Jak zwykle jakaś instytucja pro-rządowa robi z ludzi idiotów! Wiemy jakie znaczenie ma pomnik i pomimo to go akceptujemy! Dla nas ma przede wszystkim inne znaczenie – stop dla ciemnogrodu!!!”

-„Tak ciężko zaakceptować fakt że Polska była w bloku wschodnim i monumenty typu pomnik Czynu Rewolucyjnego to pozostałość po tych latach, które tak bardzo aktualne władze starają się wymazać”

-„Doskonale wiemy co to jest wiec niech nie bredzą”

„Z niewiedzy… cóż za ignorancja 🙂 rzeszowianie wiedzą, ale jeśli cała Polska kojarzy nas z tym pomnikiem i nie ze względu na to co upamiętnia to po co burzyć? Nie lepiej np. przekształcić pomnik? Np. zmiana nazwy za czym może też pójść pozbycie się rzeźb i zastąpienie ich np. dużym herbem Rzeszowa”.

-„Co się z tym krajem porobiło, że narzuca się nam narrację jak mamy myśleć, jak mamy oceniać historię, bo według obecnej narracji historia jest czarno-biała. Narzuca się obywatelom jakie mają być nazwy ulicy, jakie pomniki mają stać. Nie liczy się zdanie większości, tylko opinia historyków spod znaku IPN. Jeśli ktoś odważy się mieć inne zdanie, to się wmawia, że nie zna historii, jeśli ktoś próbuje polemizować, to jest nazywany lewakiem, komunistą, kacapskim trollem. Nie ważne, że ludzie chcą pomnika, ważne co sądzi IPN. (…) nie można zamazać tego czasu poprzez niszczenie, należy wyciągać wnioski, poprzez tłumaczenie, że był taki czas, niekoniecznie dobry czas, ale był i nie można tego wymazać poprzez niszczenie jak barbarzyńcy”.

Póki co bezmyślni Ignoranci Pamięć Niszczący, schowali się za plecami wojewody, do którego ma należeć ostateczne zdanie. Ten prawdopodobnie będzie musiał się porozumieć z proboszczem parafii, bo to na jego terenie ów pomnik stoi. Plac bowiem został zwrócony kościołowi na mocy ustawy reprywatyzacyjnej. Czy to byłoby możliwe w innym cywilizowanym kraju? Chyba nie. Niepojęty jest dla mnie również zakres odpowiedzialności władzy. W mieście najwiecej powinien mieć do powiedzenia jego prezydent, zwłaszcza, że został wybrany przez mieszkańców, a nie wojewoda z nadania partyjnego. 

Aż strach pomyśleć co jeszcze mogą wymyślić ci przejęci swoją rolą, nadęci twórcy naszej nowej historii. A co jak im wpadnie do łba zburzenie Politechniki, tez ma korzenie peerelowskie i jakby dobrze poszukał to i ona wykształciła paru  dygnitarzy, którzy dzisiaj są be. A co z Baranówką i Nowym Miastem? Szczególnie to ostatnie, toż to jeden wielki dziesięciopiętrowy pomnik komunizmu. A może panie wojewodo, budynek, w którym pan siedzisz? Co pan na to?

Młodzi w Sejmie

Odkąd zjechałem do kraju nad Wisłą, nadrabiam moje zaległości prasowe. Nie mam na to zbyt wiele czasu ale pomalutku posuwam się do przodu. W Angorze z 11 czerwca donoszą o posiedzeniu parlamentarnym, które miało miejsce w Sejmie. Posłami były jednak dzieci i to one prowadziły obrady i dyskutowały na nurtujące ich tematy. Wydawałoby się, że jest to inicjatywa godna pochwały. I ja tak o tym myślałem dopóki nie zaznajomiłem się z procesem selekcji na małych posłów. Niestety jeśli patronem takiego przedsięwzięcia jest IPN to sam ten fakt determinuje sposób doboru młodych uczestników tej przygody. Aby zatem zasiąść w ławach sejmowych należało „w czasie sześciu tygodni zdobyć informacje o istniejących dotąd w swoim mieście czy gminie symbolach komunistycznego zniewolenia: nazwach placów, ulic, szkół czy osiedli, o pomnikach, tablicach itd. Należało dotrzeć do dokumentów (np. uchwał rad narodowych) nadających dekomunizowane dziś nazwy, relacji z gazet, fotografii i przewodników po okolicy. Trzeba było nagrać wywiady ze świadkami historii, dotrzeć do historyków regionalistów, akt w gminnych urzędach i oddziałach IPN. W miejsce dekomunizowanych symboli należało zaproponować lokalnych bohaterów, przekonując do ich kandydatur mieszkańców i radę gminy przez zorganizowanie okolicznościowej wystawy, gry miejskiej, badań ankietowych i wciągniecie do współpracy lokalnych mediów. Na koniec sprawozdanie z dekomunizacji (opis, zdjęcia, filmy) i propozycje uhonorowania lokalnych bohaterów należało wysłać do oceny”, domyślam się, że przez zahartowanych w boju z depeerelizacją, historyków z Instytutu Poronionej Nienawiści.

Nie było mnie jeszcze na świecie zaraz po wojnie, ale z opowieści mojego ojca wiem, że tak właśnie wyglądała wczesna robotniczo-chłopska indoktrynacja. Po takiej dawcę patriotycznego wychowania czegóż mroźna było się spodziewać po samych obradach tak dobranego gremium? Jeśli ktoś jest ciekawy odsyłam do artykułu, bo mi szkoda tutaj miejsca. Dla mnie już od dawna IPN było instytucją, której potrzeby istnienia nie jestem w stanie pojąć. Ludzie przesiąknięci odwetyzmem nie powinni być dopuszczani w pobliże dzieci i młodzieży. Ta ich chora ideologia może bowiem zrobić tyle samo psychicznego spustoszeni w umysłach dorastających ludzi ile seksualnie molestujący je kapłan. 

 

 

Angora Nr.23 11 czerwca 2017. Sejm, czyli krucjata dzieci.

Instytut Pogardy Narodowej

Ignoranci Pełni Nienawiści znowu dali znać o sobie. Muszą przecież coś robić aby udowodnić obłąkanym potrzebę ich istnienia. Grzebią zatem w tych postpeerelowskiej gównach z podziwu godna determinacją. Podnieca ich smród jaki się stamtąd wydobywa a im większy syf tym bardziej chodzą naszprycowani. Wszystko co robią oczywiście ma służyć prawdzie historycznej nie żadnemu jakiemuś tam zapotrzebowaniu politycznemu. Dopadły zatem hieny sponiewieranego już od dawna ichnimi publikacjami byłego prezydenta Lecha Wałesę I hulaj dusza piekła nie ma. Podobno jest ustawa o ochronie dobrego imienia prezydenta z tym, że dotyczy ona urzędującego a nie byłych i oczywiście nie dotyczy Instytutu Pajaców Najaranych.

Nie będę ukrywał, że drażni mnie ignorancja i megalomania Lecha Wałęsy. Jego bezkrytyczna wiara, że samodzielnie rozmontował poprzedni system ośmiesza go nie tylko w moich oczach ale i w oczach wielu jego zwolenników. Mam silne wrażenie, że pan Lech mocno pogubił się w ocenie swojego wkładu w rozpad minionego ustroju. Nie należę zatem do jego ślepych zwolenników ani też do zaślepionych poszukiwaniem prawdy o Bolku przeciwników. Prawdę mówiąc mało mnie ta prawda interesuje i chociaż nie należę do ludzi o silnej wierze to życzyłbym sobie i nie tylko sobie aby dano Panu Bogu szanse na rozliczenie Lecha Wałęsy. Najdziwniejsze a zarazem najsmutniejsze w całej tej mydlanej operze jest właśnie to, że to ci najżarliwsi wyznawcy wiary czują silną potrzebę pomocy Panu Bogu. Panie Kamiński Łukaszu, mało kto dziś pamięta tragicznie zmarłego pana poprzednika i za parę lat mało kto będzie pamiętał i pana, czy to się panu podoba czy nie i czy mnie się to podoba czy nie, Lech Wałęsa pozostanie synonimem walki z systemem totalitarnym. To wasze żałosne dociekanie prawdy w moim odczuciu, dzisiaj bardziej was ośmiesza niż dodaje wam jakiegokolwiek splendoru. Co gorsze ośmieszacie nasz kraj. Żal mi pani Kiszczakowej bo i ona chcąc nie chcąc została wciągnięta w tą żałosną komedie. Druga strona medalu jest taka, że za głupotę trzeba płacić. Pan Kliszczak mógł oczywiście przed śmiercią zdeponować te dokumenty u swojego adwokata, który mógł to pózniej upublicznić, zdecydował jednak inaczej. Nie mnie sadzić motywy, którymi kierowali się i Kiszczak, i jego żona, przykro jednak patrzeć z dystansu na to smutne widowisko. Przykre jest przede wszystkim, że ludzie wciąż nie rozumieją, ze granie na naszych najniższych instynktach to ulubiona zabawa prymitywnych polityków.

Ludzie na świeczniku czyli myśli obłąkane

Często sprawdzam nagłówki artykułów z rożnych stron internetowych. Te co ciekawsze czytam. Czasami jest ich więcej, czasami mniej. Czasami tytuł interesujący a w tekście banialuki, a czasami wręcz odwrotnie. To chyba jest charakterystyczne dla każdego czytelnika internetu. Dzisiaj to jest siedemnastego lipca roku pańskiego 2015, zaciekawiły mnie cztery publikacje, do których muszę się odnieść bo radykalnie podniosły moje ciśnienie. Arcybiskup Stanisław Gądecki przewodniczący Episkopatu Polski tak się przeraził wizją ustawy o in vitro, że aż wystosował petycję do prezydenta o jej odrzucenie. Wiem, że kościół w sprawach życia poczętego będzie bardzo ciężko zadowolić bo z jakichś bliżej mi niezrozumiałych przyczyn fascynuje go prokreacja czyli krótko mówiąc życie seksualne. Może wlaśnie dlatego mają takie problemy z pedofilami w sułtannach. Proponuję zatem księdzu Stanislawowi żeby najpierw zaczął sprzątać pod latarnią i wydał bezwzględna wojnę duchownym pedofilom zanim odbierze ostatnią nadzieję rodzicom, którzy chcą mieć dziecko ale z jakichś powodów nie mogą. Proponuję księdzu Stanislawowi aby zabronił swoim podwładnym używania ambony jako mównicy do celów politycznych. To wlasnie zrobił pan Jarosław Kaczyński podczas pielgrzymki do Częstochowy. Nawet prosty dominikanin sądzi, że było to nadużycie liturgii i określił to jako skandal. To tylko dwa przykłady z brzegu, którymi powinien się zająć arcybiskup i jego podwładni ale jak to zwykle bywa najciemniej jest pod latarnia. Niejaki Paweł Ukielski rocznik 1976, zastępca prezesa histerycznych historyków z tzw IPN, domaga się wyburzenia pałacu kultury i nauki w Warszawie. Ten nawiedzony historyk osiagnął oszałamiający wiek trzynastu lat kiedy Polska wreszcie odzyskała wolność. Jednak te trzynaście lat życia w systemie totalitarnym tak mu dopiekły, że nie może chłopina zdzierżyć tego przeklętego daru od Stalina. Ja wręcz podejrzewam, że pan Ukielski musiał być internowany w wieku pięciu lat i osadzony w tym samym miejscu co inny rozhisteryzowany historyk niejaki pan Antoni. Indoktrynowany przez tegoż uświadomił sobie, że wszystkiemu jest winien nieszczęsny pałac. No gdyby ufundował go taki na ten przykład Churchill czy inny Roosevelt, którzy sprzedali Polskę Stalinowi to wtedy co innego. A przy okazji panie historyk przypominam, że to właśnie Anglia obiecała nam pomoc w przypadku najazdu hitlerowców na Polskę a Stany zaakceptowały inwazję na nasz kraj. Domyślam się, że pan wolałby żyć w okupowanej przez hitlerowcow Polsce niż w kraju wyzwolonym przez Rosjan, ja jednak nie. Zostaw pan zatem ten pałac w spokoju i spieprzaj pan do tej swojej Anglii póki jeszcze przyjmują. Zbigniew Ziobro, przedstawiać gościa chyba nie trzeba domaga się chłopisko normalności w naszym kraju. Panie Zbigniewie jak pan rzucasz takie hasła to proszę bardzo o defincję tak żebyśmy wiedzieli o czym pan mówi. Hasło normalność napewno ma zabarwienie subiektywne biorąc to pod uwagę domyślam się, że w pańskiej opinii normalnie to było wtedy jak pan był ministrem sprawiedliwości. Dlatego proszę uprzejmie o definicję bo w mojej encyklopedii to co pan wyprawiał w imię normalności było definitywnie nienormalne. Ostatnia informacja dotyczy aktualnego prezydenta Bronisława Komorowskiego. Otóż pan prezydent zdecydował, że po przekazaniu władzy panu Dudzie założy fundację. Nie wiem co będzie jej celem i prawdę mówiąc nie bardzo chcę wiedzieć. Wiem natomiast, że fundacje w większości to podmioty, które niepodlegają podatkom jako, że funkcjonują jako organizacje o charakterze charytatywnym. I tu jest wlasnie mój problem. Wiele z tych fundacji okazało się przykrywką do nieczystych interesów ich założycieli. Daleki jestem od rzucania jakichkolwiek podejrzeń na pana Bronisława bo choć zawiódł mnie jako prezydent, to zasłużył sobie na minimum szacunku. Dlatego mam nadzieję, że na czele tej jego fundacji zasiądzie ktoś o nieskazitelnym charakterze i czystych rękach. Tylko czy uda się takiego kogoś znaleźć?