Oscary, Oscary i po Oscarach

Ostatnia niedziela lutego to tradycyjne Oscary. Po raz kolejny do miana najlepszego filmu zagranicznego kandydowała produkcja z naszego kraju. Ida okazała sie najlepszym filmem nieamerykańskim. Hollywood kojarzy nam sie wszystkim z produkcja najlepszych filmów. Nie zawsze są one najlepsze jednak tradycja i prestiż jaki został zbudowany przez lata zrobił swoje. Być mianowanym do Oscara to jak wygrać los na loterii a wygrać jego to jak złapać Pana Boga za rękę. Amerykanie umia dbać o to aby to co robią było zawsze z górnej polki. Lata temu kiedy jeszcze nie było kamer cyfrowych Hollywood należał do Włochów a ścisłej mówiąc mafia włoska miała wiele tam do powiedzenia. Nie przypadkowo Mario Puzzo w Ojcu Chrzestnym pisze na temat wpływów tej organizacji w Hollywood. Czasy sie zmieniły i to nie tylko w zakresie technologii nagrywania filmów. Dziś w Hollywood rządzi inna nacja. Mark Wahlberg w jednej z poprzednich edycji Oscarow w krótkim skeczu dał do zrozumienia kto decyduje w Hollywood. Oglądałem „W ciemnościach” Agnieszki Holland, „Katyń” Andrzeja Wajdy oraz „Idę” Pawła Pawlikowskiego. Nie jestem krytykiem filmowym ale jako zagorzały kinoman muszę powiedzieć ze „Ida” zrobiła na mnie najmniejsze wrażenie. „Katyń” film, którego tematyki nie trzeba nikomu przedstawiać, nie miał większych szans na Oscara, brak jakiegokolwiek hołdu w kierunku decydentów Oscara. „W ciemnościach” aczkolwiek traktuje i odnosi sie do horroru narodu hebrajskiego to jednak bardziej pokazuje człowieka, który prześladowanym pomagał w czasie drugiej wojny światowej. Co innego „Ida”. Na pierwszym planie jest dramat narodu żydowskiego przedstawiony poprzez historie życia zakonnicy, która dowiaduje sie o swoim pochodzeniu. Jak by tego było mało, poznaje tez prawdę o swoich rodzicach, którzy zostali podstępnie zamordowani i pochowani niewiedziec gdzie a mordercy przejęli ich gospodarstwo i prowadzą sobie spokojne życie. Z jakiegoś powodu uwiebiamy to taplanie sie w tym szambie naszych grzechów narodowych. Nie jest moja intencja kwestionowanie horroru okresu wojny i czasów zaraz powojennych ale jakoś niewiedzę produkcji rosyjskiej na temat Katynia czy choćby ukraińskiej poświęconej tak zwanej „czystce etnicznej” na Wołyniu. Gdzie podział sie film wyprodukowany w Izraelu na temat metod stosowanych wobec narodu palestyńskiego, które to metody minister spraw zagranicznych Stanów Zjednoczonych John Kerry określił jako te stosowany w okresie apartheidu. Siedemdziesiąt lat po wojnie jakoś niewiedzę produkcji niemieckiej bijącej sie w piersi za zbrodnie hitlerowskie. A my produkujemy „Idę” a po zdobyciu prze nią Oscara wrzeszczymy na pierwszych stronach jak bardzo wszyscy Polacy są dumńi z tego osiągnięcia. Wypowiadanie sie w imieniu całego narodu przypomina mi czasy, które tak chętnie krytykujemy. A swoją droga po obejrzeniu „Idy”, „Pokłosia” czy choćby „Listy Schindlera” wcale mnie nie dziwi, ze kolejny prezydent Stanów Zjednoczonych myli niemieckie obozy zagłady z polskimi obozami koncentracyjnymi. Alez sie wtedy cały nasz naród oburza. Tylko czy jest o co?