Que buskaba, que le damos?


Que buscaba, que le damos słychać na każdym kroku. Tak właściciele straganów zachęcają kupujących do zatrzymania się przy ich stanowisku. Ferria Libre, którą można by porównać do naszych hal targowych, tętni życiem do wczesnego rana dotąd dopóki nie zajdzie słońce. Kupić tu można wszystko a i sprzedać też jeśli ma się coś na zbyciu. Handlują hurtem i po cenach detalicznych a im więcej kupisz tym cena jest bardziej atrakcyjna. To zapewne specyfika każdego takiego miejsca. Tu nie można kupować u pierwszego handlarza, u niego cena najczęściej jest najwyższa. Trzeba wejść głębiej w to miejsce by zorientować się, że można za to coś co mieliśmy już kupić, zapłać mniej. Czego szukasz i co podać będzie się odbijać od naszych uszów wielokrotnie bo każdy ma coś do zaoferowania i chciałby to sprzedać. Nie sposób obejść to targowisko w całości a i powodów nigdy do uczynienia tego nie mam. Wiem co chce kupić i na ogół są to owoce i warzywa. Ostatnio odwiedzamy rownież i stoiska z owocami morza bo i tych jest tu dość sporo. Najczęstsza cena wyjściowa to jeden dolar, niemal wszystko się od niego zaczyna. Kwestia tylko ile za niego można kupić. To po części zależy od pory roku i tego co jest aktualnie zbierane na polach czy z drzew. W porze zborów pomarańczy za pojedynczego zielonego można ich kupić nawet czterdzieści lub trzydzieści mandarynek. Avocado od trzech do pięciu bo większość tego typu towarów upłynnia się na sztuki a nie na wagę. Ananasy, kokosy, granaty, tutejsze jabłka, gruszki, truskawki, melony to stoiskowy standard. Są oczywiście i inne przysmaki ichniejsze, póki co wszystkiego jeszcze się nie nauczyłem i do nowinek podchodzę trochę z umiarkowanym optymizmem. Owoce mieszają się z warzywami, a za nimi stragany mięsne, nabiałowe, ciuchy, buty, zwierzęta domowe. Pomiędzy tym wszystkim papierosy, pieczywo, papier toaletowy, zioła, przyprawy, słodycze, elektronika, ktoś dorabia klucze, filmy i muzyka nielegalnie ściągnięta z internetu i Bóg jedyny raczy wiedzieć co jeszcze. Gdybym miał to do czegoś porównać to najbardziej przypomina mi to peerelowskie wtorkowo-piątkowe targowiska, bo te dzisiejsze nie mają już tego uroku.

Que buskaba joven? No i jak tu się nie zatrzymać kiedy ktoś nazywa cię młodzieńcem? Młody nie jestem i nie wiem czego szukam, ot po prostu lubię to miejsce. Skąd jesteś? Polonia. I tu się zaczyna lista nazwisk, którą rozpoczyna papież, przez paru piłkarzy aż do pogromcy PRL-u. Dobrze, że wiedzą o nas chociaż tyle i aż tyle.

Reklamy

Bóg i wiara to nie towary.

Przeglądając nowości na Fb, zwróciłem uwagę na wpis dotyczący pogrzebu Stefana Kardynała Wyszyńskiego. Wielki Polak, wielki człowiek i patriota. Przyszło mu prowadzić kościół w czasach kiedy władza stawała na głowie aby go zmarginalizować. Myśle, że to dzięki jego niepowtarzalnej osobności i autorytetowi, nie udało się zniszczyć wiary a wręcz przeciwnie, kościół dla wielu z nas był tym magicznym miejscem, które dawało nadzieje na lepsze jutro. Jego skromność i oddanie wierze nie znajduje porównania ani wtedy, ani pózniej, ani zwłaszcza dzisiaj. Ktoś mógłby zaprzeczyć temu twierdzeniu przywołując osobę Karola Wojtyły i zapewne miałby racje bo i ten duszpasterz był wyjątkowym człowiekiem. Prymas był jednak tylko jeden i był nim Stefan Wyszyński. Dla rządu i partii to on stał na czele kościoła i to z nim należało szukać porozumienia. Po jego śmierci naturalnym autorytetem polskiego kościoła stał się Karol Wojtyła, który już wtedy był Papieżem. Nie uważam siebie za wielkiego katolika i wydaje mi się, że nawet takim nie trzeba być aby dostrzec różnice pomiędzy kościołem na czele, którego stał Stefan Wyszyński a jego dzisiejszą instytucją. W tamtych czasach kościół przede wszystkim nauczał, niczego i nikomu nic nie narzucając. Nie twierdzę, że wszystko co się wtedy w nim działo było dobre, jednak charyzma Prymasa i siła jego wiary dominowały i decydowały o sile polskiego kościoła. Nauki płynące ze świątyń to nie był język nienawiści a przeciwnie namawiający do przebaczenia i miłości. Szczerze mówiąc nie wiem czy dzisiaj mamy Prymasa, nie wiem nawet kto jest głową polskiego kościoła i podejrzewam, że takich jak ja jest więcej. Naszą wiarę zdominował redemptorysta, który nie liczy się z nikim ani niczym. To nie hierarchowie kościelni są w stroną  w rozmowach z rządem lecz on, chociaż w strukturach kościoła jest nikim. Niczego on dziś już nie uczy lecz właśnie narzuca traktując wiarę i Boga jak towar. Nie widzę w tym stwierdzeniu żadnej przesady. W jego przekazie nie ma ani skromności, ani tym bardziej miłosierdzia, jest natomiast agresja i nienawiść. Wykreował się na ojca naszej wiary i instytucji kościoła przy całkowitym milczeniu jego zwierzchników. Przerażajace jest jednak to, że i wierni zapomnieli już o przesłaniach kardynała Wyszyńskiego i papieża Jana Pawła II, a ów redemptorysta stał się dla nich autorytetem. Między nauką wiary a handlowaniem nią jest przecież olbrzymia różnica, mniej więcej taka sama jak między prywatą a poświeceniem dla innych. Wiara i Bóg są nam potrzebne w codziennym życiu. Nie zapominajmy jednak, że obie te wartości narzucają określony styl postępowania i sposób bycia. Niestety zdają się tego nie rozumieć włodarze dzisiejszego kościoła oddając go w ręce pospolitego handlarza. W zamian za srebrniki z kasy państwowej rozdaje swoje poparcie ludziom, którzy już dawno zapomnieli o takich kanonach wiary jak choćby przebaczenie. Od śmierci Kardynała Tysiąclecia minęło tylko trzydzieści sześć lat. Miłosierdzie i naukę wiary przez te lata wyparł bezwstydny i haniebny nią handel. Jeszcze raz powtórzę: Bóg i wiara to nie towary. Smutnym zatem jest fakt, że nie dostrzegają tego najgorętsi obojga wyznawcy.

Ferria Libre czyli plac targowy

Często robiąc swoje zakupy, szczególnie te owocowo-warzywne, myślę o starych płacach targowych w naszym kraju. Odbywały się one przede wszystkim we wtorki i w piątki i można na nich było kupić niemal wszystko. Dzisiaj nie ma już tych miejsc, zastąpiły je codzienne hale targowe. One też już nie spełniają tej samej funkcji co kiedysiejsze place targowe bo zaopatrzenie w sklepach detalicznych też się zmieniło, często oferując dokonanie kompletnych zakupów pod jednym dachem. W Cuence nie ma jeszcze tak popularnych na zachodzie i w Polsce galerii, aczkolwiek i tu ten trend zaczyna powoli się pojawiać. W dalszym ciagu najważniejszym miejscem zakupów są zadaszone hale targowe, na których można dokonać większości zakupów. W samym centrum historycznym są dwa takie miejsca ulokowane na jego krawędziach po przeciwnych stronach. Mają one jednak przede wszystkim charakter spożywczy. Wszelkiego rodzaju produkty mięsne od kurczaków przez świnki morskie (lokalny przysmak), wieprzowinę po cielęcinę nie stanowią problemu z zakupem. Kondygnacje wyżej to owoce i warzywa, które zmieniają się w zależności od pory roku. Aktualnie jest sezon na pomarańcze i mandarynki oraz banany, czyli ceny tych produktów są najtańsze ( aktualnie dwadzieścia mandarynek kosztuje dolara około trzydziestu pięciu małych bananów tyle samo). Jeszcze wyżej wszelkiego rodzaju wyszynk czyli jedzenie na miejscu. Ludzi na żadnym pietrze nie brakuje. Jestem pewien, że gdyby wpadli w to miejsce ludzie z sanepidu to niewiele by z tego miejsca pozostało. Tu jednak przepisy są pewnie bardziej pod drobnego handlarza i nikt nie będzie mu rzucał kłód pod nogi. Najważniejszym miejscem handlu jest jednak Ferria Libre ulokowana poza centrum historycznym jednak w bardzo newralgicznym punkcie miasta, który stanowi jego główna ulica. Avenida Las Americas, bo o niej mowa to najdłuższa i najbardziej skomercjalizowana ulica Cuenki. To właśnie przy niej znajduje się największy bazar miasta, przy którym zatrzymują się niemal wszystkie autobusy komunikacji miejskiej. Tu można kupić bezpośrednio od rolnika i hurtem dla potrzeb dalszej sprzedaży. Zycie tu tętni od wschodu do zachodu słońca. Podobno najwiecej się dzieje w środy i soboty ale to nie są moje dni wyjazdowe. We wtorek i piątek też dzieje się wystarczajaco dużo aby wyrobić sobie pogląd na to miejsce. Większość produktów rolniczych sprzedaje się w ilościach takich, aby cena równała się dolarowi, wszystko wtedy jest łatwe i nie trzeba się trudzić z wydawaniem reszty. Na Ferria Libre można dokonać kompletnych zakupów od artykułów spożywczych przez przemysłowe po filmy i inne artykuły rozrywkowe. Tu handluje każdy nie tylko ten co ma stoisko ale i te kto swój stragan ma na plecach czy w rękach. Każdy stara się coś zaoferować i każdy przekrzykuje każdego. Matki z mały dzieciakami uczą je jak grać na uczuciach kupujących co dzieciaki robią bez najmniejszych oporów. Gwarno, ciasno przy tym dość bezpiecznie. Upodobałem sobie to miejsce przede wszystkim z racji jego różnorodności ale również i z faktu, że mój autobus właśnie stąd zabiera mnie do domu co bardzo wiele ułatwia. Tu można się też targować a większe zakupy przy jednym straganie na ogół dają coś za darmo. To właśnie Ferria Libre kojarzy mi się z dawnymi placami targowymi i tylko nagrań z trzeszczących pocztówek brakuje ale dzisiaj mamy dyski kompaktowe, takie czasy.