Czterdzieści lat minęło.

Całe cztery dychy dzisiaj mija od dnia, w którym przestałem być stanu wolnego. Znaliśmy się z Luśką nieco ponad rok, przy czym randkowaliśmy mniej niż rok. Wtedy rownież i pod tym względem było inaczej. Nikt nie kalkulował co się bardziej opłaci. Nawet gdyby młodym chodziły po głowie jakieś inne rozwiązania, to zapewne szanowni rodzice by każdemu je szybko wybili z głowy. Takie to były czasy. Może trochę i szare w kolorach ale sentyment do nich zostanie bez względu na nową „historię” układaną pospiesznie pod dyktando paru nawiedzonych hipokrytów, którzy plując we własne gniazdo, oskarżają o to innych.

Nasze wesele do skromnych, na tamte czasy nie należało, daleko mu jednak było to tego co ma miejsce dzisiaj. Ponad sto osób zjechało na nasze zaślubiny niemal z całej Polski. Wujkowie, ciotki, kuzyni, kuzynki, bliżsi i dalsi znajomi, koledzy i koleżanki, do wyboru do koloru a i tak nie wszyscy byli w stanie z rożnych względów dojechać. Byliśmy po drugim roku studiów i to właśnie najmniej podobało się naszym rodzicom, którzy widzieli nas najpierw kończących studia a potem podejmujących tego rodzaju decyzje. Wyjścia jednak nie mieli, zaakceptowali zatem naszą decyzję.

Padliśmy zatem przed nimi na kolana owego pięknego sierpniowego dnia w oczekiwaniu na ich błogosławieństwo. Nie obyło się bez łez rodzicielek bo przecież oddają swoje dziecko w czyjeś ręce. Tak to chyba mają wszystkie mamy. Parę lat temu oddawaliśmy naszą córę i Luśce oczka się mocno „pociły”. Circle of life jak to wyśpiewywali na Lion King.

Po błogosławieństwie, do kościoła bo ślub cywilny to był tylko papier bez znaczenia, prawdziwy to był ten kościelny. Jeszcze przysięga małżeńska, obrączki na palce i powieźli nas windą do nieba. Co prawda koń do tańca nie zamiatał ogonem ale Mandelson zagrany na organach kościelnych przy wyjściu ze świątyni jeszcze do dzisiaj brzmi mi w uszach.

Po wyjściu życzenia, uściski, całusy od gości. Nikt nic fałszywie nie odśpiewał tylko wszyscy stanęliśmy do wspólnego zdjęcia. Kolejna winda to spacer do fotografa by uwiecznić ten jedyny i specjalny dzień w naszym życiu.

I znowu piechotą do PTTK-u, w którym wynajęliśmy salę. Na progu rodzice z chlebem i solą i dwoma kieliszkami, jeden z wódką drugi z wodą. Który mi się trafił, sam już nie pamietam. Jeszcze toasty, pierwszy taniec i wreszcie można było czmychnąć do domu i przebrać się w wygodniejsze „stroje”.

Zabawa trwała do wczesnych godzinnych rannych, jedzenia nie zabrakło, ba starczyło na poprawiny.

Noc poślubna rownież była jedyna w swoim rodzaju…nie dla nas, bo w naszym łożu małżeńskim dochodzili do siebie wymęczeni goście.

Czterdzieści lat minęło, jak to Andrzej Rosiewicz śpiewa w kultowym serialu a jakby wczoraj to było. Pamietam wszystko. Jakże mógłbym zapomnieć skoro sam tam byłem i wino piłem.

Taka nasza uroda

Często zapraszamy znajomych z Cuenki aby nas odwiedzili. Większość z nich to tu poznani Amerykanie, którzy wyjechali ze Stanów w poszukiwaniu bardziej ekonomicznego stylu życia. Wielu z nich znalazło się w Ekwadorze bo miejsce to jest doskonałym punktem wypadowym w głąb Ameryki Południowej. Ekwador stał się interesujący dla Amerykanów odkąd zainteresowały się nim portale internetowe zajmujące się klasyfikowaniem państw pod względem warunków życia, szczególnie z punktu widzenia emerytów. Populacja obcokrajowów w Ekwadorze rośnie z roku na rok co oczywiście powoduje rownież wzrost cen nieruchomosci. Nas to jednak już nie dotyczy bo co mieliśmy wydać juz wydaliśmy, teraz chcemy zwolnienia i więcej czasu dla siebie. Odwiedzają nas zatem znajomi, większość z nich z ciekawości. Juz wspominałem, że nasz dom położony jest na przedgórzu Andów i dojazd do niego, aczkolwiek nie jest niemożliwy, to jednak daleko mu do autostrady. Droga jest wąska co powoduje, że mijanie jest tylko możliwe w paru miejscach. Nie ma jednak na całym odcinku jakichś niebezpiecznych serpentyn czy temu podobnych niespodzianek. Droga jest o charakterze bitej nawierzchni co powoduje, że ulewne deszcze często pogarszają jej stan. Pewnie dlatego mieszkanie w takiej okolicy jest nie dla każdego. I to właśnie powtarzam naszym gościom. Dokonaliśmy takiego a nie innego wyboru aby uciec od cywilizacji i pożyć trochę w zgodzie z naturą z dala od problemów codzienności wielkich miast. Lubimy tą ciszę, ten spokój i głos rzeki, która jest granicą naszej posesji. Zawsze jednak ciekawi nas opinia naszych gości na temat okolicy, w której zdecydowaliśmy się osiedlić. Zanim jednak odwiedzający nas wejdą w nasze progi muszą pokonać te pięć kilometrów delikatnie mówiąc byle jakiej drogi. To powoduje, że każdego pierwszy odruch jest wynikiem przeżyć na trasie dojazdowej. Najczęstszym określeniem naszego wyboru jest stwierdzenie, że jesteśmy szaleni, co oboje z żoną odbieramy jako komplement. Potem jednak następuje tyrada nieocenzurowanych określeń naszej drogi by zmienić się w swego rodzaju zachwyt po wejściu na posesje i do domu. Cisza, spokój, widoki powodują u większości zrozumienie czego właśnie to miejsce nas tak zauroczyło. Właśnie, u większości. Ostatniego weekendu odwiedzili nas znajomi ze Stanów, którzy spędzają parę tygodni w Ekwadorze i gdy się dowiedzieli, że już tu mieszkamy koniecznie chcieli się z nami spotkać. Ona Polka z urodzenia, on Ekwadorczyk. Mieszkają na stałe w Stanach ale jego ciągnie coraz bardziej do swojej ojczyzny. Umówiliśmy się zatem, że spotkam ich w hotelu i z tamtąd udamy się do nas na obiad. Nie będę tu wszystkiego opisywał ale te ostatnie pięć kilometrów na długo chyba pozostanie w mojej i ich pamięci. Moja krajanka kompletnie straciła kontrolę nad swoimi emocjami. Najgorsze jednak było to, że jej stan emocjonalny udzielał się i mnie, i jej mężowi, który dodatkowo był kierowcą. No cóż, nie wszystko da się przewidzieć. Moja krajanka okazała się być kimś dla kogo ani to miejsce, ani ten spokój nie prezentują tego co jest dla nas tak ważne. Gdy emocje trochę opadły, udało nam się jednak spędzić chociaż trochę czasu na spokojnej pogawędce. Jak to się mówi w naszym porzekadle: wszystko dobre co się dobrze kończy. Oni szcześliwie dotarli z powrotem do hotelu, a my w krainie ciszy kontemplujemy wartości, które są ważne dla nas. Bo taka nasza uroda, wszyscy różnimy się i chodzi o to aby tolerować i szanować innych styl i sposób życia.