Moje ku pamięci.

Każdego roku o tej porze, jak media długie i szerokie układają one dla nas listę pod nazwą In Memoriam. A na niej największe znamienitości, które pożegnały naszą planetę i przeniosły do innego wszechświata. Z przerażeniem i smutkiem przeglądam owo zestawienie bo wielu z tych ludzi to przecież idole mojej młodości. Wspaniali aktorzy, nie mylić z celebrytami, którzy odcisnęli swoje piętno na moim sposobie odbierania sztuki filmowej. To pokolenie powoli odchodzi z godnością bez pchania się na „ścianki”.

Gdy w ubiegłym roku odszedł Witold Pyrkosz, uświadomiłem sobie, że to ostatni Janosik. Gdzieś tam już niemal wszyscy czekali na niego. Kręcą zatem kolejne odcinki serialu, choć już nie ku naszej uciesze, to ku radości tych, którzy wraz z nimi przenieśli się w bezkres wieczności. Bawią i rozśmieszają ich wszystkich do łez, tak jak to robili z nami podczas swojej ziemskiej wycieczki.

Gdzieś tam obok nich w innym teatrze Ketling, Wołodyjowski i Zagłoba przy gąsiorku miodu pitnego deliberują na temat wojny z Tatarami rozsyłając wici i zwołując swoje chorągwie.

Gdzieś tam kobieta pracująca poucza inżyniera Karwowskiego na tematy wszelkie od chłodzenia koniaku po miłosne zauroczenie. Maliniak utrudnia mu życie na budowie a Wardowski, dyrektor Zjednoczenia, wpada na okresowe niezaplanowane wizyty piętnując marnotrawstwo materiałów. Teść zapewne uczy naszego niezapomnianego inżyniera jak posługiwać się bronią na polowaniu. Dołączył do nich ostatnio inżynier Gajny, czas już przecież był aby ktoś zajął się jakością wody gdzieś tam w tym równoległym świecie.

Nie mam watpliwości, że i talent kapitana Klossa w tamtym wymiarze jest wykorzystywany dla dobra ogółu w walce ze złem.

Nie wiem jak jest tam odbierany pokrętny Nikodem Dyzma ale czy można mieć do niego pretensje, że wykorzystał nadążającą się sytuacje. Pozwoliła mu na to naiwność i ślepota otaczających go ludzi.

Mam nadzieję, że nie ma już płota pomiędzy posesjami Kargula i Pawlaka a oni i bez niego powodują we wszystkich niekontrolowane wybuchy śmiechu. Jakże mogłoby być inaczej?

I jeszcze serialowa „Lalka”. Być może gdzieś tam w tym bezkresie, Wokulskiego miłość do panny Izabeli Łęckiej spotkała się z jej wzajemnością ku zadowoleniu pana Ignacego Rzeckiego.

Gdzieś tam odgrywają rownież swoje role niezapomniany Hetman Sobieski i jedyny w swoim rodzaju wręcz kultowy Czereśniak.

To tylko kilku genialnych twórców swoich ról, którzy przyszli mi na myśl. Nie sposób spamiętać ich wszystkich.

Zamykam oczy i widzę ich wszystkich. I aż się nie chce oczów otwierać.

Gwiazdy z tamtych lat

Zmotywowany publikacją jednej z czytanych przeze mnie blogerek postanowiłem skreślić parę słów na temat polskich aktorów tych, którzy utkwili w mojej pamięci. Nie mam zamiaru tym razem tworzyć żadnej listy bo jakakolwiek klasyfikacja nie ma tym przypadku najmniejszego sensu. Nie mam zamiaru rownież tworzyć nic co mogłoby przypominać historie kina polskiego bo tym w bardzo fajny sposób zajmuje się juz blogerka Verdis. 

W przeciwieństwie do gwiazd Hollywood, Polscy aktorzy utkwili w mojej pamięci dzięki swoim występom w serialach. Produkcje te do dzisiaj cieszą się wielką popularnością i są powtarzane niemal każdego roku. Właśnie w kontekście serialu mam nadzieje przypomnieć wszystkim o moich, i mam nadzieje wielu innych czytelników, gwiazdach polskiego kina. 

Zacznę od „Przygód pana Michała” serial zrealizowany na podstawie powieści Henryka Sienkiewicza „Pan Wołodyjowski”. W rolach głównych zagrali Tadeusz Łomnicki, Andrzej Łapicki, Mieczysław Pawlikowski, Daniel Olbrychski, Władysław Hańcza, Mariusz Dmochowski, Marek Perepeczko, Barbara Kraftówna, Barbara Brylska, Magdalena Zawadzka, Irena Karel. Każde z tych nazwisk mówi samo za siebie. Ja chciałbym tylko dodać, że w poźniejszych produkcjach role Pana Michała zagrał rownież Zbigniew Zamachowski, skądinąd bardzo dobry aktor ale do wzorca w wykonaniu Łomnickiego nie sądzę żeby się zbliżył. Czyż można było lepiej zagrać Zagłobę? Próbował Kazimierz Wichniarz i Lech Ordon, też wspaniali aktorzy,  jednak rubaszny Zagłoba to tylko Mieczysław Pawlikowski. Czyż żył w ówczesnej Polsce ktoś kto nie życzyłby jak najgorzej Azji w wykonaniu Daniela Olbrychskiego? Nie myśle. To był fantastyczny pokaz kunsztu aktorskiego przez pana Daniela. Magdalena Zawadzka jako Hajduczek i bardziej poważna Barbara Brylska w głównych rolach kobiecych  czyż można je zapomnieć? Mariusz Dmochowski nie daje nikomu szans w odtwarzaniu Jana Sobieskiego. Jeszcze nic nie napisałem o Andrzeju Łapickim wybornym Ketlingu. Czyż można zapomnieć zakochaną w Azji, Irenę Karel jej brata Marka Perepeczkę i ich ojca Władysława Hańczę. Nie sposób. Wyborni aktorzy, wspaniałe postacie. Mogę zamknąć oczy i widzę ich wszystkich jakbym to wszystko dopiero oglądał.
Następny serial na mojej liście to „Chłopi”. To rownież ekranizacja powieści tym razem Władysława Reymonta. W rolach główny wystąpili: Władysław Hańcza, Ignacy Gogolewski, Tadeusz Fijewski, Augustyn Kowalczyk, Emilia Krakowska. Mniejsze role zagrali rownież: Bronisław Pawlik, Kazimierz Wichniarz, Tadeusz Janczar, Mieczysław Czechowicz, Lech Ordon, Franciszek Pieczka. Nie mam zamiaru opisywać każdego zwłaszcza, że głównego bohatera czyli Władysława Hańczę już przedstawiłem powyżej. Chłopi to jednak kultowa rola Emilii Krakowskiej, Ignacego Gogolewskiego, Tadeusza Fijewskiego i Augustyna Kowalczyka. W moim przekonaniu jeśli ktoś kiedyś zdecyduje się na ponowne nakręcenie Chłopów, nowi odtwórcy bedą mieli ciężki orzech do zgryzienia bo aktorstwo powyższej czwórki to najwyższa półka. 
Kolejny serial i kolejna ekranizacja powieści. Tym razem Tadeusz Dołęga-Mostowicz i „Kariera Nikodema Dyzmy” z Romanem Wilhelmim w roli głównej. Czy można było lepiej sportretować chama i rozrabiakę? Nie ma takiej możliwości. Roman Wilhelmi wystąpił w jeszcze paru serialach, o czym pózniej, ale Nikodem Dyzma to zdecydowanie najlepsza rola. Kogo jeszcze mamy w tym serialu: Bronisław Pawlik, Grażyna Barszczewska, Jerzy Bończak, Wojciech  Pokora, Leonard Pietraszak, Tadeusz Pluciński, Igor Śmiałowski, Barbara Brylska, Mieczysław Czechowicz, Bogusz Bilewski, Tomasz Stockinger, Ewa Szykulska. Niemal cała czołówka ówczesnego kina. Mało pamiętamy o nich wszystkich bo Roman Wilhelmi przyćmił swoją grą każdego z nich. Warto jednak pamietać o nich bo ze swoich zadań wywiązali się w doskonały sposób szczególnie Wojciech Pokora, Jerzy Bończak i Bronisław Pawlik.
Następny serial, który chciałbym wziąć na tapetę to „Czterdziestolatek”. Andrzej Kopiczyński w roli głównej z Anną Seniuk grającą jego żonę stworzyli małżeństwo jedyne w swoim rodzaju. Serial do dziś cieszy się olbrzymim powodzeniem bo po trosze przedstawia też ówczesne realia. Parę słów na temat innych aktorów, którzy albo grali w każdym odcinku, albo przewinęli się gdzieś tam w którymś momencie. Pierwszeństwo należy się oczywiście Irenie Kwiatkowskiej, kobiecie pracującej, fenomenalna aktorka a swój kunszt pokazała już w „Wojnie domowej” grając u boku Kazimierza Rudzkiego. W „Czterdziestolatku” wystąpili również: Leonard Pietraszak, Ryszard Pietruski, Alina Janowska, Roman Kłosowski, Janusz Kłosiński, Zofia Czerwińska, Zbigniew Maklakiewicz, Wojciech Pszoniak, Jan Nowicki, Wojciech Pokora, Władysław Hańcza, Janusz Gajos, Stefan Friedman, Wacław Kowalski, Jan Kobuszewski, Jerzy Ofierski, Grażyna Szapałowska, Jerzy Cnota i wielu innych. 
Idziemy dalej. Kolejnym serialem, który chociaż kojarzy się z jednym aktorem, w którym wystąpiła cała plejada ówczesnych gwiazd to „Stawka większa niż życie”. Główny bohater to oczywiście Stanisław Mikulski ale grający Bunnera Emil Karewicz to też postać na zawsze związana z tym serialem. Nie pamietam ile odcinków nakrecono ale w każdym z nich nie brakowało renomowanych nazwisk. Wspomnę tutaj tylko pare nazwisk, których jeszcze nie wymieniałem: Ewa Wiśniewska, Krzysztof Chamiec, Igor Śmiałowski, Krystyna Feldman, Marian Opania, Edmund Fetting, Iga Cembrzyńska, Ignacy Machowski, Gustaw Lutkiewicz, Leszek Herdegen, Czesław Wołłejko, Henryk Bąk, Stanisław Jaśkiewicz, żeby tylko przytoczyć paru z nich. 
„Czarne Chmury” to przede wszystkim Leonard Pietraszak, Ryszard Pietruski, Anna Seniuk, Elżbieta Starostecka, Edmund Fetting, Janusz Zakrzeński, Stanisław Niwinski oraz Karol Strasburger. Niezapomniana historia pułkownika Dowgirda prawdziwego polskiego patrioty do dziś jest rownież powtarzana.
Zabawny „Janosik” historia chociaż ze smutnym zakończeniem to jednak aktorzy w niej występujący to ikony polskiej komedii może poza głównym bohaterem Markiem Perepeczko, reszta jednak to prawdziwe tuzy tej formy filmu: Marian Kociniak, Mieczysław Czechowicz, Wiltold Pyrkosz, Bogusz Bilewski, Jerzy Cnota czy Marian Łącz. To główne postacie a przecież w odcinkach pojawiali inni znani z tamtych czasów aktorzy.
Następny zabawny serial to „Alternatywy 4”. Kogóż my tu nie mamy. Nie będę wspominał o Romanie Wilhemim bo on to dla mnie po wieki wieków Dyzma, ale oprócz niego zagrali tu Wojciech Pokora, Zofia Czerwińska, Janusz Gajos, Kazimierz Kaczor, Jerzy Turek, Halina Kowalska, Gustaw Lutkiewicz, Stanisława Celińska, Bożena Dykiel, Jerzy Kryszak, Mieczysław Voit, Wiesław Gołas, Wojciech Siemion, że wymienię tylko najbardziej znane nazwiska. 
Kto pamięta „Kolumbów” smutna i tragiczna opowieść o powstaniu warszawskim i jego uczestnikach. Ten serial był chyba największym hołdem poprzedniego systemu do tego zrywu Warszawy a zagrali w nim wschodzące gwiazdy polskiego kina a wsród nich: Jan Englert, Władysław Kowalski, Andrzej Zaorski, Jerzy Trela, Maciej Damięcki, Ryszarda Hanin, Krzysztof Kowalewski, Piotr Fronczewski, Lech Ordon i wymieniam tu tylko najbardziej znanych przeze mnie aktorów. Wszyscy oni pozostawili po sobie ślad w kinematografii tego okresu.
Parę słów na temat „Domu” historii otrząsającej  się z pożogi wojennej Warszawy na podstawie jednej kamienicy. Serial nakręcono w 1980 ale jego końcówkę dokręcono w 2000 i nie wyszło to zbyt naturalnie, ale mniejsza o to. W serialu zagrało ponad 250 aktorów a ja przypomnę tylko te najważniejsze nazwiska i pominę tych, których juz wcześniej wymieniałem przy okazji innych seriali. Dom to przede wszystkim woźny, którego grał Wacław Kowalski a wsród innych wystąpili rownież: Jan Englert, Bożena Dykiel, Zbigniew Buczkowski, Tadeusz Janczar, Tomasz Stockinger, Joanna Szczepkowska, Stanisław Zaczyk. 
Na koniec zostawiłem sobie dwa seriale. Jeden z nich pomimo swojej popularności wywołuje uśmiech politowania, drugi natomiast z uwagi na inna obsadę w wersji filmowej przyprawia mnie o ból głowy w sensie wyboru lepszych aktorów.
Zacznę od „Lalki” Bolesława Prusa. W kinie główne postacie to Beata Tyszkiewicz, Mariusz Dmochowski i Tadeusz Fijewski. W serialu to Małgorzata Braunek, Krzysztof Chamiec i Bronisław Pawlik. Beata Tyszkiewicz to niekwestionowana królowa kina i pomimo całego uznania dla Małgorzaty Braunek nie sposób nie przyznać jednak pierwszeństwa w roli Izabeli Łęckiej pani Beacie. Podobnie rzecz się ma z Wokulskim, Mariusz Dmochowski w rolach silnych mężczyzn to jeden z naszych najwiekszych aktorów. Nie podejmuje się natomiast wyboru lepszego Rzeckiego. I Tadeusz Fijewski i Bronisław Pawlik sportretowali go w sposób dla nich specyficzny i niepowtarzalny. 
W serialu mamy jeszcze takie tuzy jak Jan Englert, Stefan Friedman, Wojciech Pokora, Emil Karewicz żeby tylko przytoczyć pare nazwisk.
Czas na ostatni z seriali, o którym chciałem skreślić parę słów. To oczywiście „Czterej pancerni i pies”. Nie mam zamiaru wdawać się w dyskusje nad wartościami tej produkcji bo i byłaby to raczej próżna argumentacja. Każda władza dla celów propagandowych coś tam wymyśla aby wywołać pozytywne emocje wsród szczególnie dorastającej części społeczeństwa. I tak moim zdaniem należy odbierać ten serial. Mnie cieszy, że piosenka z czołówki „Czterech pancernych i psa” cieszy się taką sympatią kibiców reprezentacji Polski w wielu dyscyplinach zespołowych. Ale miało być o aktorach. Zatem serial ten to początek kariery Janusza Gajosa, Włodzimierza Pressa to także główne role Romana Wilhelmiego i Franciszka Pieczki. Zagrali w serialu rownież Tadeusz Fijewski, Wiesław Golas, Barbara Kraftówna, Witold Pyrkosz, Marian Opania, Jerzy Turek, Mieczysław Czechowicz, Roman Kłosowski, Janusz Kłosiński, Małgorzata Niemirska i zjawiskowa Pola Raksa. Kim była Pola Raksa? Na to pytanie odpowiedział Zbigniew Hołdys w „Autobiografii”. Nie zagrała w filmie polskim jakiś znaczących ról. Zgadzam się jednak z autorem „Autobiografii” miała to coś w sobie co rozpalało serca wszystkich młodzieńców.
Kogo pominąłem z tamtych czasów? Świadomie Jerzego Stuhra i Olgierda Łukaszewicza bo ich role w „Seksmisji” nikomu o nich nie pozwolą zapomnieć. „Seksmisja” to kultowa komedia z rewelacyjnymi rolami obu panów.
Nie mogę w mojej galerii wybitnych aktorów pominąć Zbigniewa Zapasiewicza, Kaliny Jędrusik, Jerzego Zelnika, braci Damięckich, Jana Machulskiego, Wiesława Michnikowskiego, Jacka Fedorowicza, Jerzego Bińczyckiego, Jadwigi Barańskiej, Jana Dobrowolskiego, Krystyny Sienkiewicz, Anny Dziadyk-Dymnej dumy Karguli i Pawlaków. Nazbierało się tego trochę a i tak jestem pewien, że pominąłem wielu wspaniałych aktorów.

Pogoda dla Bogaczy i House of Cards

Czy ktoś oglądał „House of Cards” z Kevinem Spacey w roli głównej? Czy ktoś pamięta „Pogodę dla Bogaczy” z Nickiem Nolty i Peterem Straussem w rolach głównych. Ten drugi serial nakręcony niemal pięćdziesiąt lat temu już wtedy przewidywał w jakim kierunku będzie szła tak zwana demokracja w wydaniu amerykańskim. Nijaki Charles Estep, kanalia spod ciemnej gwiazdy, jednocześnie posiadacz wielkiej fortuny, manipiluje politykami według własnego widzi mi się. W jego kieszeni siedzą najbardziej wpływowi politycy kongresu i senatu. Rudi Jordasch, chociaż doprowadza do upadku Charlsa sam płaci najwyższa cenę za swoją walkę. Kto tego nie oglądał, serdecznie polecam. Sa w tym serialu, jak w każdej innej produkcji inne wątki trzymające widza w napięciu. Dla mnie jednak z perspektywy czasu jest wręcz czymś nieprawdopodobnym, że już wtedy przewidziano kto tak naprawdę sprawuje władze. To wcale nie demokratycznie wybrani przedstawiciele narodu, lecz wielki kapitał który porusza się po budynkach rządowych jak po własnej stajni a przedstawicieli władzy traktuje jak szmaty na sprzedaż. Bo i są to w większości szmaty bez twarzy i honoru dla których władza to nie reprezentacja wyborców ale zawód który ma im zapewnić dostatnie życie nawet kosztem ich wyborców. „House of Cards” zrobił na mnie podobne wrażenie jak ” Pogoda dla Bogaczy” chociaż w swojej wypowiedzi jest o wiele dalej idący. Kevin Spacey przygotowując się do tego serialu spędził sporo czasu w Washyngtonie obserwując polityków i sposób w jaki sprawują władze. To co powiedział w jednym z wywiadów sportretował w sposób wręcz doskonały. Otóż powiedział, że w swoim zacietrzewieniu politycy są tak przekonani do swoich racji, nawet jeśli te nie maja żadnego uzasadnienia, że jest to aż przerażajace. Frank Underwood walcząc o władze nie ma żadnych hamulców dzięki czemu zostaje prezydentem. Jak to się ma do realiów dzisiejszej polityki. Kompania wyborcza to olbrzymie kwoty, które ktoś musi wyłożyć. Kwoty te często pochodzą od wpływowych darczyńców, którzy w zamian oczekują, że ich postulaty będą brane pod uwagę. Politycy bez datków od wielkiego kapitału maja marne szanse na zaistnienie. Wmawia nam się, że mamy wpływ na to kogo wybieramy, tyle że w każdych wyborach powtarzają się te same nazwiska. Jeśli już pojawi się ktoś nowy to jego szanse na zaistnienie bez poparcia kapitału są minimalne. Władza dzisiaj nie reprezentuje nas ani nikogo poza wielkim kapitałem. Prawo jest konstruowane na zamowienie tegoż. Politycy to marionetki udające, że mają coś do powiedzenia. Rzucą od czasu do czasu jakiś ochłap spragnionemu ludowi, poświęcą raz na jakiś czas skompromitowanego swojego człowieka, niech naród myśli, że do wszystkich stosuje się to samo prawo. W Stanach od lat próbują pozbawić przywilei emerytalnych skazanych prawomocnym wyrokiem polityków tyle że ani kongres ani senat nie mogą tego przegłosować. Przecież każdy z tych oszołomów ma coś na sumieniu. Prawo jest konstruowane przez władze i jej ma służyć nawet jeśli nie ma nic wspólnego z dobrem całego społeczeństwa. Tak było, jest i będzie. Proszę mi zatem nie wmawiać, ze prawo z okresu PRL-u miało charakter przestępczy i reprezentowało organizacje o charakterze przestępczym. Dzisiejsi politycy, podobnie jak ci sprzed ponad dwudziestu pięciu lat są rownież ponad prawem a ich konstrukcje prawne z demokratyczną przykrywką niewiele różnią się  od tych w kapeluszu demokracji ludowej z tym, że pieniądze są inne. Szkoda tylko, że za wzór wybraliśmy sobie wuja Sama.

Oscary, Oscary i po Oscarach

Ostatnia niedziela lutego to tradycyjne Oscary. Po raz kolejny do miana najlepszego filmu zagranicznego kandydowała produkcja z naszego kraju. Ida okazała sie najlepszym filmem nieamerykańskim. Hollywood kojarzy nam sie wszystkim z produkcja najlepszych filmów. Nie zawsze są one najlepsze jednak tradycja i prestiż jaki został zbudowany przez lata zrobił swoje. Być mianowanym do Oscara to jak wygrać los na loterii a wygrać jego to jak złapać Pana Boga za rękę. Amerykanie umia dbać o to aby to co robią było zawsze z górnej polki. Lata temu kiedy jeszcze nie było kamer cyfrowych Hollywood należał do Włochów a ścisłej mówiąc mafia włoska miała wiele tam do powiedzenia. Nie przypadkowo Mario Puzzo w Ojcu Chrzestnym pisze na temat wpływów tej organizacji w Hollywood. Czasy sie zmieniły i to nie tylko w zakresie technologii nagrywania filmów. Dziś w Hollywood rządzi inna nacja. Mark Wahlberg w jednej z poprzednich edycji Oscarow w krótkim skeczu dał do zrozumienia kto decyduje w Hollywood. Oglądałem „W ciemnościach” Agnieszki Holland, „Katyń” Andrzeja Wajdy oraz „Idę” Pawła Pawlikowskiego. Nie jestem krytykiem filmowym ale jako zagorzały kinoman muszę powiedzieć ze „Ida” zrobiła na mnie najmniejsze wrażenie. „Katyń” film, którego tematyki nie trzeba nikomu przedstawiać, nie miał większych szans na Oscara, brak jakiegokolwiek hołdu w kierunku decydentów Oscara. „W ciemnościach” aczkolwiek traktuje i odnosi sie do horroru narodu hebrajskiego to jednak bardziej pokazuje człowieka, który prześladowanym pomagał w czasie drugiej wojny światowej. Co innego „Ida”. Na pierwszym planie jest dramat narodu żydowskiego przedstawiony poprzez historie życia zakonnicy, która dowiaduje sie o swoim pochodzeniu. Jak by tego było mało, poznaje tez prawdę o swoich rodzicach, którzy zostali podstępnie zamordowani i pochowani niewiedziec gdzie a mordercy przejęli ich gospodarstwo i prowadzą sobie spokojne życie. Z jakiegoś powodu uwiebiamy to taplanie sie w tym szambie naszych grzechów narodowych. Nie jest moja intencja kwestionowanie horroru okresu wojny i czasów zaraz powojennych ale jakoś niewiedzę produkcji rosyjskiej na temat Katynia czy choćby ukraińskiej poświęconej tak zwanej „czystce etnicznej” na Wołyniu. Gdzie podział sie film wyprodukowany w Izraelu na temat metod stosowanych wobec narodu palestyńskiego, które to metody minister spraw zagranicznych Stanów Zjednoczonych John Kerry określił jako te stosowany w okresie apartheidu. Siedemdziesiąt lat po wojnie jakoś niewiedzę produkcji niemieckiej bijącej sie w piersi za zbrodnie hitlerowskie. A my produkujemy „Idę” a po zdobyciu prze nią Oscara wrzeszczymy na pierwszych stronach jak bardzo wszyscy Polacy są dumńi z tego osiągnięcia. Wypowiadanie sie w imieniu całego narodu przypomina mi czasy, które tak chętnie krytykujemy. A swoją droga po obejrzeniu „Idy”, „Pokłosia” czy choćby „Listy Schindlera” wcale mnie nie dziwi, ze kolejny prezydent Stanów Zjednoczonych myli niemieckie obozy zagłady z polskimi obozami koncentracyjnymi. Alez sie wtedy cały nasz naród oburza. Tylko czy jest o co?