Jak najszybciej zapomnieć

Mieszkając w USA straciłem kontakt z kopaną. Amerykanie to chyba jedyny kraj gdzie piłka nożna swoją popularnością ustępuje wielu innym dyscypliną. Długo nie mogłem zrozumieć bejsbola, czy ichniego futbolu a to przecież dyscypliny, które wywołują wśród tego narodu najwięcej emocji. Ja przecież odkąd pamietam byłem chłopakiem, który identyfikował z Paragonem, który strzelał gole dla swojego podwórka. A tu taka kicha. Nic tylko jakaś pała, którą należało trafić w białą piłkę podobną wielkością do tenisowej albo jakieś jajowate coś czym raz rzucają a innym razem z tym biegną niewiadomo gdzie i niewiadomo po co.

Jako chłop o zainteresowaniach sportowych wreszcie zgłębiłem tajniki amerykańskich widowisk boiskowych i zapomniałem nawet o piłce nożnej.

Wylądowaliśmy jednak w Ameryce Południowej, w kraju i na kontynencie gdzie ponoć z piłką młode chłopaki nawet sypiają. Widać to również w oprogramowaniu z telewizora, nic tylko gała od rana do późnej nocy. I do tego jeszcze ci nawiedzeni sprawozdawcy wrzeszczący jakby po każdej akcji miała paść bramka a jak już wreszcie ktoś zdobędzie gola to ci goście mała nie zejdą z tego świata wrzeszcząc przeraźliwie i długo goooooooooooooooool, albo dla odmiany golgolgolgolgolgol przez dobrą chwilę.

W ten sposób wróciłem na łono boiska piłkarskiego. Odkryłem nawet niespodziewanie, że Polska ma całkiem niezła pakę. Sporo naszych meczów nawet transmitowała telewizja ku mojemu zadowoleniu.

Paka jednak rozpadła się w ubiegłym roku w Rosji. Przyszedł nowy trener żeby zbudować coś nowego. Póki jednak co to mamy jedenaście bezgłowych kurczaków latających w różnych kierunkach tylko nie tam gdzie piłka. Jak my te mecze wygrywamy, nie mam zielonego pojęcia.

Skończył się właśnie kolejny występ gwiazd naszej rodzimej piłki, o dziwo znowu wygrany ale Bogiem a prawda najlepsza w tym meczu to była przerwa.

Oglądałem to widowisko, żałosne od początku do końca, w towarzystwie moich najbliższych znajomych. W przerwie kolega puścił nam rewelacyjne nagranie bluesa, które pozostanie w mojej pamięci. No i jeszcze z miłych rzeczy piwo i placki ziemniaczane. Resztę chce jak najszybciej zapomnieć. Zbędę ją zatem milczeniem.

Ech, gdzie się podziały Orły Górskiego, którzy w koszulkach i spodenkach rodzimej produkcji na Wembley zafundowali Waterloo wypasionym i zadufanym menom z Anglii, wprowadzając cały ich kraj w traumę, z której długo nie mógł się wydostać. Jerzy B. Ze swoją ekipą lepiej żeby na Wembley nie jechał, bo jestem pewny, że tym razem to my wypadlibyśmy w wiekuistą traumę.

Reklamy

Zwycięstwo cieszy i nic więcej.

Co prawda zwycięzców się nie sądzi, odejdę jednak od tej normy. W przeciwieństwie do meczu z Danią, Ekwadorczycy transmitowali nasze spotkanie z Kazachstanem. Najważniejsza oczywiście jest wygrana, nie da się jednak ukryć, że styl gry pozostawiał wiele do życzenia. Nie wiem dokładnie co nasi zawodnicy robią na zgrupowaniach kadry, ale to ostatnie chyba wszyscy przespali. Osobiście najbardziej mnie raził fakt braku zrozumienia, które powinno się zdobywać właśnie w trakcie przedmeczowych zjazdów zawodników. Tysiące niecelnych podań, w których brylował Mączyński. Jeżeli tak prezentuje się on w Legii to trudno się dziwić, że warszawianie grają tak jak grają. Trudno mi zrozumieć czym się kieruje Nawałka stawiając na tego zawodnika w tym momencie. Równie fatalne wrażenie zrobił na mnie Milik. Konsekwentnie zaprzepaszcza sytuacje strzeleckie i zdecydowanie brakuje mu zrozumienia. Strzelił co prawda bramkę ale potem nie wykorzystał przynajmniej dwóch sytuacji jeśli nie trzech, przy czym chyba nie dociera do niego, że prezentuje się bardzo przeciętnie i daleko mu do tego zawodnika, na którego się zapowiadał. Niestety muszę zgodzić się z Janem Tomaszewskim, który mocno krytykuje Piotra Zielińskiego, definitywnie nie jest zawodnikiem, który może wziąć na siebie ciężar gry. Osobiście nie wiem czy mamy w tej chwili takiego zawodnika. Na szczęście wygraliśmy po grze pełnej chaosu i wielu przypadkowych sytuacji. Przed tą rundą spotkań byłem wielkim optymistą. Klęska w Kopenhadze i kiepski styl w meczu z Kazachstanem, napawają odrobiną strachu przed październikową runda spotkań. Żeby jeszcze bardziej pogorszyć stan moich emocji, wyglada na to, że Dania złapała silny wiatr w żagle i będzie bardzo groźna do ostatniej kolejki. Wszystko jest oczywiście w nogach i głowach naszych piłkarzy. Wciąż prowadzimy w naszej grupie a drużyny, które depczą nam po piętach będą musiały rozegrać mecz między sobą. Pozostaje mi mieć tylko nadzieje, że za miesiąc nasi kadrowicze będą przypominać drużynę a nie zlepek przypadkowo dobranych zawodników. Śmiem twierdzić, że w kontekście zgrania Kazachowie prezentowali się lepiej od nas i gdyby sędziowie uznali zdobyta przez nich bramkę, to kto wie jakby się skończył ten mecz. Rzeczywiście Fabiańskiemu mógł przeszkadzać zawodnik, który był na pozycji spalonej, ale to jest kwestia interpretacji sędziego, który mógł to ocenić inaczej. Sam fakt, że Kazach znalazł się w tak dobrej sytuacji strzeleckiej był wynikiem chaosu jaki panował w naszym zespole. Osobne słowo należy się systemowi VAR. Robi się wokół niego tyle szumu, że ma zrewolucjonizować piłkę i wyeliminować błędy popełniane przez sędziów. Jeśli jednak arbitrzy nie będą z niego korzystać to lepiej sobie nim nie zawracajmy głowy. Bramka z wolnego zdobyta przez Lewandowskiego nie została uznana bo sędziemu nie chciało się tej sytuacji zweryfikować. Na nasze szczęście ten błąd nie wypatrzył wyniku meczu. Co mają powiedzieć jednak Turcy, którzy przegrali z Ukrainą dwa do zera a oba gole zdobyte przez naszych sąsiadów padły po błędach sędziego. Najpierw nie zauważył ewidentnego spalonego a potem faktu, że Ukrainiec wyjechał z piłką poza końcową linię boiska, zanim z jego dośrodkowania inny zawodnik zdobył gola. Jeśli z systemu powtórek nikt nie będzie korzystał to po co komu jest on potrzebny. Może zatem sędziowie powinni automatycznie wszystkie zdobyte bramki przeglądać pod względem ich prawidłowości? Nie wiem. Blędów jest jednak zbyt dużo. Dzisiejsza wygrana napewno cieszy, styl i gra niczego dobrego jednak nie wróżą.

Na kolanach

Do tej pory telewizja ekwadorska, szczególnie od strony transmisji sportowych, wzbudzała mój zachwyt. Przekazują niemal wszystkie najważniejsze wydarzenia sportowe z każdej imprezy o charakterze mistrzostw, pod warunkiem, że dyscyplina cieszy się popularnością tutaj. Piłka nożna to oczywiście sport numer jeden, zatem wiele lig, i nie tylko, jest pokazywanych na żywo. Obejrzałem więc każdy mecz naszej reprezentacji. Mając to w pamięci, nie miałem watpliwości, że i spotkanie z Duńczykami będę mógł zobaczyć. Dzień przed naszym meczem Francuzi grali z Holendrami. Na papierze to spotkanie wyglądało najbardziej interesująco. Niestety z jakiegoś powodu był to jedyny mecz, którego transmisję pominięto. Być może względy finansowe za prawa do transmisji, być może inne przesłanki. Napewno nie zadecydowało o tym zainteresowanie ligą francuską czy holenderską, bo spotkania z obu lig są tu pokazywane każdego tygodnia. Tak czy inaczej przekazu nie było. Mało tego, nie pokazano nawet retransmisji, co jest dla mnie sporym zaskoczeniem. Patrząc na dzisiejsze spotkania, mecz Polski z Danią zdawał się być rownież najlepiej zapowiadającym się spotkaniem. W końcu Polska to piąta drużyna świata a jej kapitan to gwiazda pierwszej wielkości. Niestety spotkał mnie srogi zawód. Jedynym meczem pominiętym w bezpośrednim przekazie było właśnie spotkanie naszej reprezentacji. Na próżno zmieniałem kanały, mając nadzieje, że gdzieś go znajdę. Nic z tego, ponownie musiały być jakieś przyczyny, z których finansowe wydają się najbardziej prawdopodobne. Śledziłem więc przekaz pisany na Onecie. No cóż nie oglądałem tego fiaska i już po fakcie, muszę szczerze podziękować, że oszczędzono mi bólu. Dzień wcześniej Ekwador przegrał z Brazylią tylko 2:0, grając naprawdę przyzwoicie i przy odrobinie szczęścia mogli urwać punkt faworytom. Przegrać też trzeba umieć. Traktowałem słowa Roberta Lewandowskiego jako próbę wyluzowania zawodników, by wyszli na boisko bez nadmiernej presji. Tymczasem musiał to być krzyk aby gwiazdy przestały patrzyć na statystki i swoje aktualne miejsce w rankingu FIFA i wzięły się do roboty. Oczywiście nie wiem jak zagrał sam zainteresowany, ale to chyba jest bez znaczenia bo wynik mówi sam za siebie. Przy stanie cztery do zera, niemal niczym świętej pamięci Jan Ciszewski, który błagał sędziego na Wembley aby wreszcie skończył nasz historyczny mecz, tak i ja czekałem na końcowy gwizdek, bo cztery do zera to klęska jednak pięć do zera byłoby blamażem. Porażka porażce nie jest równa. Jeśli przegrywa się po walce, gryząc trawę to każdy kibic to rozumie. Jeśli jednak wynika to z braku zaangażowania i mentalnego przygotowania to tego nie da się zaakceptować. Takie wysnułem wnioski czytając komentarze. Meczu jednak nie oglądałem. I bardzo dobrze. Przy okazji, mogliśmy się przekonać ile znaczy ta fifowska klasyfikacja drużyn i czy warto się nią aż tak podniecać. To było do mediów, które jeszcze przed meczem widziały nas w pierwszej trójce najlepszych reprezentacji. A w poniedziałek czeka na nas Kazachstan i choć to zespół słabszy od Duńczyków, to ekstra presja związana ze złym smakiem w ustach po Kopenhadze napewno nie będzie pomocna.

Reprezentacje na boiska

Eliminacje do przyszłorocznych mistrzostw świata w piłce nożnej Rosja 2018, wkraczają w decydująca fazę. W ciągu najbliższego tygodnia rozegrane zastaną kolejne dwie rundy, po których zapewne poznamy kilka reprezentacji, które wywalczą awans. Wsród nich może być rownież reprezentacja naszego kraju. Kluczowy w tym kontekście będzie piątkowy mecz z Danią w Kopenhadze. Ewentualne zwycięstwo i wygrana z Kazachstanem w przyszłym tygodniu zagwarantowałyby zwycięstwo w grupie i kwalifikację do mistrzostw. W piątek emocji zatem będzie co niemiara. Dzień wcześniej, bo w czwartek wystąpi reprezentacja Ekwadoru, który zmierzy się z Brazylią na wyjezdzie. Ciężko w tym meczu wyobrazic sobie zdobycie chociaż jednego punktu, zwłaszcza, że w domu Ekwadorczycy przegrali 3:0, grając fatalnie. Jeśli jest jakakolwiek szansa na urwanie Brazylijczykom choćby punktu, to chyba tylko dlatego, że reprezentacja tego kraju gra w zasadzie o pietruszkę, mając już zapewniony awans. Zapewne obejrzę ten mecz chociaż bez większych emocji, bardziej jako etap w oczekiwaniu na piątek i występ drużyny Nawałki. Bez względu na wynik spotkania w Kopenhadze, jesteśmy i tak zdecydowanym faworytem do wygrania grupy. Przewaga punktowa, jaką wywalczyła sobie nasza reprezentacja powoduje, że tylko jakieś nieszczęście mogłoby nam odebrać bezpośredni awans z pierwszego miejsca. Rozumiem doskonale, że Dania to nie jakaś drużyna, z którą wygrywa każdy na zawołanie. Nie zgadzam się jednak z opinią naszego najlepszego piłkarza, jakoby nasi przeciwnicy mieli być faworytami meczu. Robert Lewandowski swoją wypowiedzią zapewne chce obniżyć presję jaka niewątpliwie ciąży na zawodnikach, w związku z oczekiwaniami kibiców. Są one dość spore ale dobra drużyna, za jaką uchodzi nasza reprezentacja powinna się do tego przyzwyczaić i radzić sobie z tym bez tego typu wypowiedzi.  W końcu w klasyfikacji FIFA zajmujemy piąte miejsce, a to powoduje, że w wielu meczach będziemy faworytami. Kapitan naszej reprezentacji to bezdyskusyjna gwiazda piłki nożnej. Osiągnął bardzo wiele, jego imię jest rozpoznawalne w całym piłkarskim świecie. Ma zatem prawo do wygłaszania swoich opinii. Dodatkowo jest na tyle mocny psychicznie, że nie obawia się ani presji, ani krytyki pod swoim adresem. Piłkarze tego pokroju nie rodzą się na kamieniach i są podstawą swoich drużyn klubowych i narodowych. Jeśli cokolwiek mi przeszkadza w naszym kapitanie to fakt, że jest go zbyt dużo w mediach. Klasa jaką reprezentuje zapewne daje mu do tego prawo, odrobina pokory jednak by nie zaszkodziła. Ale to już moje prywatne odczucia. Życzę wszystkich wielkich emocji w obu meczach, zwycięstw i obyśmy się cieszyli z awansu na mundial już w przyszłym tygodniu.

„Gała” wkracza na scenę

Krajowe rozgrywki w kopaną nabierają tempa. Anglicy i Francuzi już wznowili swoje ligi a w tym tygodniu stanie się podobnie w Niemczech, Włoszech i Hiszpanii. Kanały sportowe w Ekwadorze przepełnione są zapowiedziami zbliżających się transmisji. Trudno nie wiedzieć zatem kto z kim, gdzie i kiedy będzie grał, i który kanał pokaże dany mecz. Rownież ostatnia runda rozgrywek pucharowych, przed podziałami na grupy jest tutaj pokazywana na żywo. Ostatnio zdecydowałem się na Napoli kontra Nicea, oczywiście ze względu na naszych. Mecz nie był wielkim widowiskiem ale uświadomił mi, że chociaż zawody miały miejsce w Europie to szczególnie drużyna francuska nie bardzo przypominała klub ze swojego kraju. Mało tego, że większość zawodników to piłkarze ciemnoskórzy, to dodatkowo na koszulkach reklama w języku azjatyckim. Nie wiem ilu kibiców wiedziało lub wie kto jest sponsorem Nicei, mnie bez wątpienia nie udało się odszyfrować tej zagadki, bo i po co. Z potrzeby gotówki, która obecnie zdaje się znajdować przede wszystkim w Chinach i w krajach arabskich, każdy sprzedaje się byle komu, żeby tylko zapewnić sobie potrzebne fundusze na coraz droższych piłkarzy. Wcale by mnie nie zdziwiło jeśli za parę lat jedna z zachodnich lig będzie sponsorowana w całości przez Chiny lub Katar i miała w swojej nazwie coś z tamtych stron. Nie byłbym rownież zaskoczony jeśli wkrótce napisy na koszulkach będą rownież tylko w tych językach. Oni kupują, Europa sprzedaje, boimy się uchodźców ale jeśli kwota jest konkretna to sprzedadzą wszystko i każdemu. Pokraczne te dzisiejsze czasy i niekiedy trudno się dziwić, że z nacjonalistów robi się patriotów. Miało być jednak o sporcie. Pięć najważniejszych lig staje się coraz bardziej przewidywalne. W Niemczech rządzi Bayern, chociaż Dortmund stara się zamieszać i być może w tym sezonie mu się uda, bo w Monachium chyba nie bardzo mają pojęcie jak zażegnać kryzys. We Włoszech Juventus też chyba nie będzie miał jeszcze w tym sezonie problemów z ponownym zdobyciem mistrzostwa. We Francji katarskie PSG po ostatnich wzmocnieniach nie da większych szans Monaco. W Hiszpanii Real albo Barcelona to jedyna niewiadoma. Z tej perspektywy Anglia wydaje się być najciekawsza. Tutaj wszystko jest możliwe chociaż podział trofeów powinien się odbyć między Londynem i Manchesterem. Dzięki jednak wyrównanej stawce Premier League wydaje się być najciekawsza. Tutaj rownież walczy między sobą czołówka najbardziej znanych trenerów co powoduje dodatkowe atrakcje. Nasze krajowe podwórko to niestety bryndza. Jeszcze pare lat temu Legia w dwumeczu z Celtikiem rozniosła Szkotów sześć do jednego. Dzisiaj ci Szkoci zdemolowali pogromców Legii co świadczy, że nasza eksportowa drużyna cofnęła się. Jeśli jednak po sezonie sprzedaje się połowę drużyny, podobnie jak Lech i Jagiellonia, to nie ma się co dziwić, że efekt jest taki jaki jest. Cała nadzieja w reprezentacji. A ta już za dwa tygodnie wznowi rozgrywki eliminacyjne do mistrzostw świata. Mecz z Danią w Kopenhadze będzie najtrudniejszym tej jesieni. Stać nas na pewno na wygranie ale łatwo nie będzie. I tak piłka będzie rządzić przez najbliższe tygodnie i nie mam nic przeciwko temu. Chyba lepiej nie używać słowa „rządzić”, bo może się to nie spodobać sprawującym władze, a stąd już tylko krok do reform i ustaw, np, że prezesem klubu może być tylko wybrany w drodze konkursu członek przewodniej siły narodu.

Bardzo ważne zwycięstwo

Od falstartu w Kazachstanie zanotowaliśmy cztery kolejne zwycięstwa i zdecydowanie prowadzimy w naszej grupie eliminacyjnej. Trzeba jednak przyznać, że poza meczem z Rumunią każde spotkanie to jedna wielka nerwówka. Szczęście niewątpliwie nam sprzyja i oby nam w dalszym ciągu tak dopisywało. Napewno w każdym rozegranym do tej pory meczu mieliśmy przewagę, którą za każdym razem dokumentowaliśmy strzelonymi bramkami. Niestety po objęciu prowadzenia nigdy nie potrafiliśmy udokumentować tego kolejnymi golami, może poza spotkaniem z Danią. Jednak nawet w tym meczu pozwoliliśmy sobie na strzelenie dwóch goli powodując, że końcówka była bardzo nerwowa. W dzisiejszym meczu dominowaliśmy bezwzględnie. Kontrolowaliśmy przebieg spotkania nie dając wiele miejsca Czarnogórcom na rozgrywanie swoich akcji. Wspaniały gol Lewandowskiego z rzutu wolnego był w pierwszej połowie najniższym wymiarem kary. Spokojnie mogliśmy prowadzić różnicą dwóch bramek. Początek drugiej połowy też nie wskazywał na nerwową końcówkę. Mieliśmy kolejne zaprzepaszczone sytuacje pod bramka na zdobycie następnych bramek. I nagle ni stąd ni zowąd przypadkowa bramka Czarnogóry i mecz zdawał się nam wymykać spod kontroli. Przeciwnicy ruszyli bowiem do ataku i gdyby po rzucie rożnym zostawiony zapełnienie samemu sobie ich napastnik nie spudłował fatalnie to mogliśmy przegrywać. Szczęście nam jednak dopisało tak jak w spotkaniu z Armenią, w którym w ostatniej minucie powinniśmy przegrywać ale ich kontra i sam na sam z bramkarzem skończyła się fatalnym strzałem Armeńczyka a w chwilę potem rzut wolny wykonywany przez Błaszczykowskiego, Robert Lewandowski zamienił na zwycięską bramkę. Mój słowacki sąsiad ma powiedzenie, które bardzo mi się podoba; nie dasz, dostaniesz. Czarnogóra nie wykorzystała swojej szansy na objęcie prowadzenia i została ukarana. Łukasz Piszczek zachował się jak rasowy atakujący ze spokojem przerzucając piłkę nad wybiegającym bramkarzem nie mając na to ani aż tak wiele miejsca ani czasu. Po pierwszej rundzie spotkań prowadzimy zdecydowanie w tabeli z przewagą aż sześciu punktów. W rewanżach trzy mecze rozegramy na własnym boisku a dwa na wyjezdzie i zdawać by się mogło, że tylko jakieś nieszczęście może mam odebrać wygranie grupy. Osobiście nie widzę takiej możliwości, chociaż w sporcie wszystko jest możliwe. Cieszy bardzo ta wygrana w Czarnogórze. Zwycięzców się nie sądzi czego i ja nie zmierzam tego czynić. Chciałbym jednak oglądać więcej takich meczów jak z Rumunią, bez nerwów w końcówce. 

Pierwsze koty za płoty

Coraz bardziej doceniam miejsce swojego zamieszkania. Oczywiście nie mam porównania z Polską czy Stanami Zjednoczonymi w kwestii, o której chce pisać ale z doświadczenia wiem, że to co oferuje tutejsza telewizja w zakresie bezpośrednich transmisji sportowych nie da się porównać. Dzięki tutejszej miłości do piłki nożnej mogłem oglądać bezpośrednią transmisje z Kazachstanu. W tym samym czasie grała rownież Dania, Anglia, San Marino z Azerbejdżanem. Wszystkie mecze były transmitowane na żywo. To samo zresztą było z meczami, które rozpoczeły się pózniej. Spędziłem zatem trochę czasu przed telewizorem koncentrując się oczywiście na występie naszej reprezentacji. Zaczęliśmy spokojnie i wyglądało wszystko na to, że mecz będzie do wygrania. Pierwsza połowa zdecydowanie należała do nas i gdyby nie fatalna seria Milika powinnismy prowadzić conajmniej trzema bramkami. Milik po raz kolejny doprowadził mnie do białej gorączki. Piłkarz tej klasy powinien przynajmniej jedną ze swoich stuprocentowych sytuacji wykorzystać. Miał trzy i nie wykorzystał żadnej. Zemściło się to na naszej drużynie w drugiej połowie. Wyszliśmy chyba lekko zbyt pewni siebie licząc na kolejne bramki. Tymczasem stało się odwrotnie, nie udało nam się już umieścić piłki w bramce, tracąc przy okazji dwie bramki i pewne zwycięstwo. Szkoda bo mecz był napewno do wygrania. Straciliśmy dwa gole niemal w identyczny sposób po dośrodkowaniu po ziemi nasi obrońcy dali się dwukrotnie zaskoczyć. Drużyna, która chce być uważana za dobry zespół nie powinna sobie pozwolić na takie wpadki. Pokazali to jeszcze raz Niemcy i Anglicy, którzy grając na wyjazdach z lepszymi od Kazachstanu drużynami wygrali swoje mecze. Niepokoi mnie rownież brak zimnej krwi u paru naszych zawodników. Robert Lewandowski napewno zdaje sobie sprawę, że będzie prowokowany przez przeciwników w każdym meczu. Jego żółta kartka to nic innego jak brak spokoju. Następna kartka i trzeba będzie pauzować. To samo dotyczy Kamila Glika. Jego zachowanie nie można nazwać inaczej niż chamskie i dobrze, że skończyło się na żółtej kartce bo na dobrą sprawę mógł dostać czerwony kartonik. Gra na czas niszczy piłkę nożną, niestety nikt nie znalazł metody jak z tym walczyć. Zaleganie na boisku po wyimaginowanych faulach to grzech wszystkich zawodników. Jak ciężko był faulowany Kazach, sam pokazał podrywając się na równe nogi po brzydkim zachowaniu Glika. I w tym przypadku górę wzięły złe emocje i następna kartka to wykluczenie z meczu. Tak nie grają piłkarze, którzy uważają siebie za czołowych na swoich pozycjach. No cóż pierwsze koty za płoty. Do następnego spotkania ponad miesiąc i miejmy nadzieje, że trener Nawałka wyciągnie właściwe wnioski. Po pierwszej kolejce nasza grupa wyglada bardzo wyrównanie. Co prawda Dania wygrała swój mecz z Armenią ale zaledwie jednym golem grając przecież przed własną publicznością. Rumuni też nic nadzwyczajnego nie pokazali. Zasadniczo ostatnie dziesięć minut meczu warte było oglądania. Gospodarze powinni wygrać ten mecz jednak nie wykorzystali rzutu karnego w ostatniej minucie doliczonego czasu. Wykonujący karnego piłkarz Rumunii nie trafił nawet na bramkę. Jesteśmy w tej grupie zdecydowanie najlepszym zespołem przynajmniej na papierze ale jeśli nie zaczniemy grać tak jak nas na to stać to moze być gorąco. Osobiście mam nadzieje, ze mecz z Kazachstanem to wypadek przy pracy  i w następnych meczach będziemy już przeżywać wspaniałe zwycięstwa biało czerwonych, czego życzę sobie i wszystkim kibicom kopanej.