A gdy słońca brak.

W poprzednim moim wpisie zaprezentowałem zdjęcia gdy słonko zagląda nam do okien. Niestety tak się nie dzieje zawsze. Przez ostatnie dwa lata dokucza nam El Niño. To taki klimatyczny ewenement spowodowany wyjątkowo ciepłą wodą w oceanie. Nie każdego roku ma tak silny wpływ na klimat na kontynencie. W ostatnich latach jakby się uwziął na Ekwador i nie ma najmniejszego zamiaru popuścić. Jego głównym efektem są oczywiście wzmożone opady deszczu. Z tego co mówią ludzie odwiedzający wybrzeże, mocno ono ucierpiało z powodu nadmiaru opadów.

Nie inaczej jest i u nas. Nie wiem jak te chmurzyska mnie tu znalazły, ale zdecydowanie mają negatywny wpływ na mój humor. Prawdę mówiąc w tym roku nie mieliśmy zbyt wiele ciepła w tradycyjnie letnich miesiącach czyli styczniu i lutym. Grunt jest tak mocno nasycony wodą, że jej więcej nie może przyjąć. Nie jest to dobre dla roślinności. Przyroda jednak jakoś sobie z tym musi poradzić. Zbliża się maj, który zwykle jest dość mokry. Co będzie w tym roku? Ano zobaczymy.

Jak El Niño potrafi zmienić to co tak pięknie prezentuje się w słońcu?

Ano sami zobaczcie.

To jest cuenkańska strona

To centralna w kierunku lewej

A to na wprost

Niby wciąż zielono, ale czegoś brakuje.

Anomalia pogodowe

Ekwador i Peru w ostatnich miesiącach przeżywają coś co można by śmiało nazwać klęską żywiołową. Przełom lat 2015 i 2016 miał przynieść w tym regionie spore anomalia pogodowe spowodowane bardziej niż zwykle groźniejszym El Niño. Na ogół zmiany te spowodowane są prądami oceanicznymi, które od czasu do czasu mają bardziej niesympatyczny charakter. Zapowiedzi się jednak do końca nie potwierdziły i wbrew przewidywaniom pogoda była podobna do poprzednich lat. Fenomen El Niño miał przede wszystkim uraczyć nas większa ilością deszczu ale jak już wspomniałem nic z tych rzeczy nie nastąpiło. I kiedy już miałem nadzieje, że mam to za sobą, niespodziewanie w tym roku w trakcie pory deszczowej w tym regionie nastąpiło niespotykane od ponad trzydziestu lat załamanie pogody związane z właśnie zjawiskami charakterystycznymi dla El Niño. Temperatura wody w Pacyfiku jest wyższa od normalnej o tej porze roku o około pięć stopni Celsjusza co przełożyło się na zmiany na zmiany w atmosferze, które owocują ponadnormalnymi opadami deszczu. Pada zatem od końca stycznia prawie codziennie. Deszcz był bardzo potrzebny po listopadowo-grudniowej suszy. Przyjęliśmy go więc wręcz entuzjastycznie. Braki wody bowiem zaczynały być coraz bardziej odczuwalne szczególnie dla mojej żony zamiłowanej ogrodniczki. Kiedy wreszcie przyszedł deszcz roślinność zaczęła zatem odżywać. Przyroda ma jednak to do siebie, że nie można z nią negocjować. Kiedy już obdarowała nas opadami nie miała zamiaru poprzestać na kilku dniach. Pada w związku z tym niemal każdego dnia z małymi wyjątkami. Rzeki, które jeszcze w połowie stycznia przypominały strumienie dzisiaj sięgają stanów zagrożenia. Nie one jednak są największą zmorą całego regionu. Ziemia jest już tak bardzo nasiąknięta wodą, że mamy do czynienia z coraz większą ilością osuwisk błotnych. Droga z Cuenki do Guayaquil wije się wsród gór i nie jest zabezpieczona przed tego typu zjawiskami. Przy dużej ilości opadów często się więc zdarza, że spora jej cześć jest zasypana błotem, które zsunęło się ze zbocza. Jest to szczególnie niebezpieczne z uwagi na ilość zakrętów, bo często owo osuwisko tarasuje nam drogę właśnie po wyjściu z wirażu. Z tego co wiem takich sytuacji na tej drodze mamy aktualnie bardzo dużo ale póki co nie miało to efektów tragicznych. Zgodnie z przepowiedniami synoptyków opady mają potrwać kolejne dwa miesiące. To, że pada jest normalne bo przecież many porę deszczową. Chodzi jednak o ilość i natężenie opadów. Póki co sytuacja aczkolwiek trudna nie jest jeszcze krytyczna. Niestety Peru zostało dotknięte tymi niespodziewanymi opadami o wiele bardziej niż Ekwador. Zanotowano ofiary śmiertelne i sytuacja w niektórych okolicach zdaje się być bardzo zła, bazując na doniesieniach medialnych. Jeszcze raz przyroda udowodniła nam, że jesteśmy w walce z jej anomaliami bezsilni i jedyne co możemy w takich sytuacjach zrobić to lepiej się przygotować. Dzisiaj natura wynagrodziła nam ostatnie „cierpienia” pogodowe, pięknym słonecznym dniem jakby chciała powiedzieć „prima aprilis” przed jutrzejszym dniem. Może jednak to nie jest żaden żart natury i przed nami więcej słońca? Zobaczymy. Póki co jutro poznamy nowego prezydenta.