Powtórka z dyktatury

Prawdę mówiąc zaczynam coraz bardziej cieszyć się faktem wygrania wyborów przez prawych i sprawiedliwych. Oto bowiem nadchodzi powtórka z rozrywki dla wszystkich tych, którzy zapomnieli co oznaczał termin „dyktatura”. Wszyscy od lewej do prawej i jak wielka jest scena polityczna w Polsce zgadzają się dzisiaj z faktem, że i Andrzej Duda, i Beata Szydło to tylko zwykłe marionetki w rękach człowieka o wdzięcznej nazwie prezes, który chce się wszystkim jawić jako naprawiacz zepsutego systemu. Nasz wielce oświecony ” Dalai Lama” ruszył z krucjatą przeciwko sędziom Trybunału Konstytucyjnego bo to przeżytek po poprzedniej władzy i nie daje pewności owocnej współpracy. Jak to zwykle, nie tylko w naszym kraju, w sytuacjach tego typu słychać głosy popierające prezesa i słychać rownież te, które nie zostawiają na nim suchej nitki.  Sam już nie wiem kto ma racje i nawet byłbym skłonny stanąć po stronie tego wielkiego patrioty, gdyby….. No właśnie panie Jarosławie, sprzątanie zaczynamy od własnego podwórka. Powołanie na stanowisko ministra sprawiedliwości pana Zbigniewa Ziobry nakazuje myśleć, że to pańskie postrzeganie prawa jest conajmniej zwichrowane. Pan ten piastując ów urząd w przeszłości skompromitował się swoją walka z korupcją ośmieszając nie tylko ministerstwo sprawiedliwości ale i rząd na czele, którego stał pan we własnej osobie. Fakt pańskich zastrzeżeń w stosunku do Trybunału Konstytucyjnego i ich brak w stosunku do ministra sprawiedliwości karze wręcz twierdzić, że pańskie poglądy pozbawione są krzty obiektywizmu i kieruje panem najzwyklejsza w świecie chęć zemsty. Mam nadzieję, że uda się panu ten zamach na tych naszych strażników demokracji i odmieni pan Trybunał według swoich wyobrażeń. Ta kretyńska walka prezesa o władze absolutną odbije mu się czkawką bo sposób i bezwzględność z jaką tego dokonuje jeszcze bardziej dzieli społeczeństwo. Działania pana Kaczyńskiego mają charakter, w moim odczuciu, odwetowy a nie naprawczy. Nie dziwi mnie poklask zwolenników prawych i sprawiedliwych bo rzeczywiście opozycja z platformersami na czele swoimi atakami na aktualną władzę bardziej się jak na razie ośmiesza niż otwiera czyjekolwiek oczy. Jarosław Kaczyński jakby rownież zapomniał, że kreuje skrajne emocje w społeczeństwie, co w moim przekonaniu doprowadzi do zjednoczenia tych co nie głosowali w obecnych wyborach i w następnych już pójdą do urn tylko po to aby pozbyć się absoluta.

Skończyłem ostatnio oglądać piąty sezon Game of Thrones. Jarosław Kaczyński jako żywo przypomina mi królową matkę, która z taką zaciekłością walczyła ze swoją synową, że wykreowała instytucję, która miała strzec moralności. I rzeczywiście udało się wsadzić synową z jej bratem do parszywego pierdla. Królowa matka zapomniała jednak, że i jej samej do osób moralnie czystych bardzo daleko. Instytucja przez nią stworzona i w stosunku do niej okazała się bezlitosna osądzając ja rownież w podłym pierdlu. Po przyznaniu się do winy bezwzględna królowa w ramach pokuty została naga przeprowadzona ulicami miasta ku uciesze biedoty. Obrzucono ją przy tym wszystkim co ludziska mieli pod ręką. Bo kto mieczem walczy panie Kaczyński to i od miecza ginie.

Dyktatura jednostki

Szczerze mówiąc byłem lekko zaskoczony rozmiarem wyborczego zwycięstwa prawych i sprawiedliwych z ich satelitami. Po ministerialnych nominacjach jednak jestem bardzo zadowolony, że tak się stało. Prezes nie chciał żadnych koalicji przy tworzeniu rządu, na co pozwoliło mu tak wysokie zwycięstwo. Może wreszcie rządzić sam bez żadnych przeszkód. W trakcie sprawowania władzy przez Platformę jak rownież podczas kampanii wyborczej zarzucał im kolesiostwo, nepotyzm i brak kompetencji co prawdę mówiąc w wielu przypadkach było słuszną krytyką. Ludzie zresztą sami to widzieli i uwierzyli prezesowi na słowo, że on do tego nie dopuści i o nominacjach decydować będą kwalifikacje. Cieszę się zatem, że prezes mógł wszystkim pokazać jak bardzo się zmienił a raczej, że wcale się nie zmienił i zmieniać  się nie zamierza. Powierzenie tek ministerialnych Macierewiczowi, Ziobrze, Gowinowi czy Kamińskiemu świadczy o bezczelnym zadufaniu w sobie bez odrobiny samokrytycyzmu. Prezesa kompletnie nie interesuje brak społecznej akceptacji dla tych panów bo pojęcie społecznej akceptacji jest mu obce. Sprane, skompromitowane nazwiska nie pozostawiają złudzeń co do wizji prezesa na temat sprawowania władzy. Jedną z pierwszych decyzji nowego, starego ministra sprawiedliwości będzie na pewno ukręcenie i sprzątnięcie pod dywan sprawy nowego koordynatora do spraw służb specjalnych, bo jego skazanie to plama na „nieskazitelnym” charakterze pana ministra, że nie wspomnę o prezesie czyli byłym premierze. Współczuje sędziemu, który wydał wyrok skazujący bo zdaje się, że jego kariera właśnie dobiega końca. Żal mi tych wszystkich, którzy głosowali na formacje prezesa wierząc, że oto nadchodzi nowe, że to już koniec nepotyzmu i kolesiostwa. Nic bardziej mylnego, to dopiero początek. Tylko zaufani prezesa, nie koniecznie kompetentni, otrzymali w podziękowaniu kluczowe ministerstwa.  Sitwa ta niczym pajęczyna, po wyborach zawładnęła Sejmem i Senatem. Niestety nie możemy liczyć na prezydenta bo on rownież jest na usługach tych panów. Żal mi pani Beaty Szydło, która stara się trzymać dobrą minę do złej gry a jest tylko narzędziem w rękach cynicznego, pozbawionego wszelkich zasad gracza. W latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia mieliśmy do czynienia z kultem jednostki. Józef Stalin, miał w rękach pełną władzę a ci, którzy mieli coś do powiedzenia nie cieszyli się swoim życiem zbyt długo. Nie musieli mieć nawet coś do powiedzenia, wystarczył donosik i już było po człowieku. Kult jednostki to dzisiaj określenie nacechowane złem, od którego wszyscy się odżegnują. Czasy się niewątpliwie zmieniły i dzisiaj już w cywilizowanym świecie nie ma na coś takiego ani możliwości, ani społecznego przyzwolenia. U nas jednak wypracowano osobliwą odmianę tamtych czasów, którą ja na swoje potrzeby określam jako dyktatura jednostki. Do władzy dorwał się, muszę przyznać, demokratycznie wybrany rząd i prezydent, za których plecami siedzi satrapa, który w rządzeniu kieruje się najniższymi pobudkami a dopóki tak będzie dopóty cały ten rząd będzie ubezwłasnowolniony na usługach wszystko wiedzącego, jaśnie oświeconego prezesa.