Dokąd nas prowadzisz prezesie?

I stało się, podpadł prezydent Obama szeryfowi z nad Wisły. Jedno nazwisko w tą czy w tamtą na liście wrogów prezesa to nic szczególnego. Najważniejsza przecież jest „długa” lista przyjaciół a na niej tak znaczące nazwiska jak wszyscy członkowie PiS i premier Orban. Jest się czym pochwalić. Nie będę się rozpisywał na temat listy wrogów szefa partii rządzącej bo jak wszyscy wiemy ta lista to oczywiście wina Tuska. Tak czy inaczej miast świętować nasz cichociemny będzie musiał coś zrobić z tym przeklętym Trybunałem. Jak demokratyczny świat długi i szeroki wszyscy stoją po stronie wyroku tej instytucji. Sprawowanie władzy metodą faktów dokonanych doprowadziło do zachwiania i oziębienia naszych stosunków z naszym największym przyjacielem zza wielkiej wody. Nasz niezłomnie wierzący w demokrację w wydaniu PiS-u prezydent dostał kosza od Barracka, który nie zamierza się z nim spotkać podczas szczytu NATO. I słusznie bo już cały świat huczy, że nasz prezydent w praktyce jest chłopcem na posyłki prezesa. Nie ma zatem z kim i o czym rozmawiać. Rozśmieszył się dodatkowo wywiadem dla Washington Post, w którym oskarżył poprzedni rząd o naruszenie norm demokratycznych przy powoływaniu sędziów Trybunału. Prawdopodobnie nasz prezydent sam dokładnie nie wie jakie to konkretnie normy zostały naruszone. Tak jednak twierdzi partyjny guru a zatem normy naruszone być musiały. Nie wiem dokładnie co tam jeszcze wyciągnie ze swojego rękawa szanowny pan prezes, póki co jednak wciągnął w te swoje podchody jeszcze biednego ojca świetego. W swoim świątecznym przemówieniu nasz największy patriota nawołuje do zawieszenia broni do czasu wizyty papieża w Polsce. Co za genialny pomysł. Papież ma nas odwiedzić za cztery miesiące, może przez ten czas uda się ten smród zamieść pod dywan w kancelarii niejakiego Macierewicza, człowieka do zadań specjalnych. I znowu pan Jarosław szuka głupszych od siebie, i znowu będzie grzmiał, że opozycja odrzuciła wyciągniętą rękę, tyle że nie wiadomo dokładnie czyją i do kogo. Nie wiem jak się rozwinie sytuacja w naszym kraju bo w swoim prostackim uporze ekipa rządząca nie jest w stanie myśleć innymi kategoriami niż te, które doprowadziły nas do głębokiego podziału społecznego. Topnieje zatem lista naszych przyjaciół i sprzymierzeńców. Świat jednak nie kończy się na Europie czy Stanach jest przecież jeszcze…..Korea ta z północy oczywiście, oni też szukają przyjaciół.

Listopadowe przepychanki czyli sukcesy i porażki

Listopad stał pod znakiem wyboru ministrów i całego rządu. Stąd większość moich bohaterów to przyszli polepszacze naszego życia. Z mojej perspektywy na niektóre nazwiska aż przykro jest patrzeć. A oto moja lista:

Szczyt arogancji – Zbigniew Ziobro, mianowanie tego pana na stanowisko ministra sprawiedliwości po raz kolejny to kompletny brak szacunku dla tej instytucji. Zbigniew Ziobro dał się poznać jako niekwestionowany lider w tworzeniu rzeczywistości. We wrześniu omal nie stanął przed Trybunalem Konstytucyjnym za przekroczenie i nadużycie władzy i tylko dzięki lekkomyślności ówczesnych rządzących wywinął się od odpowiedzialności a dzisiaj powierzono mu ponownie stanowisko, które już raz skompromitował. Pan minister już kombinuje jak tu dokopać Polańskiemu bo to na pewno go dowartościuje.

Szczyt bojkotu – Stefan Niesiołowski, pan Stefan namawiał do bojkotu wyborów na wicemarszałków Sejmu jako, że prawi i sprawiedliwie postanowili ukraść więcej niż jedno to stanowisko dla swoich niestrudzonych działaczy. Może i słusznie panie Stefanie, problem jednak w tym, że ludzie już są zmęczeni tym pańskim podżeganiem. Najwyższy czas przekazać pałeczkę komuś innemu bo nawet jeśli merytorycznie masz pan racje to wychodzi tak jak wychodzi czyli śmiesznie i to pan zaczynasz być bojkotowany.

Szczyt ciemnoty – Jean- Claude Juncker, pan przewodniczący jakiejś komisji europejskiej powiedział. Że Polska będzie musiała wywiązać się z założeń w sprawie przyjęcia uchodźców. Panie przewodniczący poprzedni rząd w Polsce może i wywiązałby się z tych założeń, problem w tym, że jego już nie ma. Nasz aktualny jedyny i prawdziwy patriota uważa, że Polska jest dla Polaków a nie jakichś tam terrorystów z bliskiego wschodu. Jeżeli pan tego nie rozumiesz toś pan całkiem ciemny.

Szczyt dochodzenia – kancelaria prezydenta, odkąd prezydent Duda przejął władze jego kancelaria robi audyt po prezydencie Komorowskim. Pierwsze takie dochodzenie przejmującego władze prezydenta po odchodzącym. Znaleźli tych wykroczeń, że aż się przewraca w głowie. Zmusili jednak Komorowskiego do obrony i przy okazji dostało sie śp. Lechowi Kaczyńskiemu. I po co to komu.

Szczyt entuzjazmu – Jarosław Kaczyński, pan prezes zabrał się do roboty z taką ilością entuzjazmu, że jak tak dalej pójdzie wszystkie założenia rządowe i obietnicy wyborcze spełni pewnie w ciągu jednego tygodnia. Prezydent i premierowa tak skaczą jak szanowny absolut zagra jeszcze tylko pozbyć się tych sędziów z Trybunału Konstytucyjnego i hulaj dusza piekła nie ma. Na następnym posiedzeniu sejmu postawi się wniosek o przywrócenie królestwa w Polsce z królem Jarosławem i po co jemu jakieś tam premierowanie. A co Rosja ma cara my nie gorsi.

Szczyt frustracji – posłowie i senatorowie opozycji. Goście starają się jak mogą aby utrudnić prawym i sprawiedliwym ale za każdym razem brakuje im głosów. Kombinują jak mogą ale matematyka jest bezlitosna. Z tej frustracji zaczęli już stosować metody prezesa z czasów kiedy to on był w opozycji wychodząc w trakcie głosowania z sali parlamentu.

Szczyt głupoty – Jarosław Gowin, w przypływie dobrego humoru nasz nowy minister od szkolnictwa wyższego wyznał, że uważa niejakiego Mariusza Kamińskiego za człowieka krystalicznie czystego. Pan Jarosław niespodziewanie stał się specjalistą od produkcji kryształów. Mam jednak wrażenie, że ta jego wiedza na ten temat ma się tak samo do siebie jak jego wiedza na temat szkolnictwa wyższego czyli jest żadna. W tym kontekście wychodzi mi na to, że w dziedzinie kształcenia studentów napewno poczynimy wreszcie krok do przodu.

Szczyt histerii – Ewa Kopacz, rozhisteryzowana pani była już premier w trakcie inauguracyjnego posiedzenia Sejmu nawygrażała się przejmującym władze prawym i sprawiedliwym na temat kontroli i rozliczania z przyrzeczeń, że omal sama nie do końca wiedziała o co jej chodzi. Pani Ewo trzeba umieć przegrywać. Swoim przemówieniem nie tylko zaszkodziła pani sobie ale i swojej partii. Otrzeźwienie przyszło zbyt późno i jak to zwykle bywa to ludzie będą teraz musieli za wasze pomyłki płacić. Po piętnastu latach w polityce chyba nadszedł czas aby przekazać władze komuś innemu.

Szczyt indolencji – Parlament Unii Europejskiej. Zwołują ostatnio te szczyty jakby to były jakieś Himalaje a nie Bruksela. Szczyt od tego, szczyt od owego, przeganiają się po całej Europie. Nasz biedny były premier sam już nie wie gdzie się jutro obudzi. I dobrze, że starają się trzymać rękę na tak zwanym pulsie, gorzej jednak, że niezbyt wiele z tego wynika. Gdyby więcej czasu spędzano na rzeczach ważnych a nie prostowaniu bananów być może ktoś by zauważył, że zmierzamy w złym kierunku i te codzienne szczyty nie byłyby dziś potrzebne. Tyle, że do tego potrzeba ludzi z wizją a nie karierowiczów.

Szczyt judzenia – Witold Waszczykowski, nasz nowy minister spraw zagranicznych domaga się rewizji układu Rosji z NATO. Ja już myślałem, że nic gorszego niż Anna Fotyga nie może się nam przytrafić, a jednak. Panu Witoldowi marzy się mieszkanie w Moskwie albo w innym Petersburgu i w porozumieniu z ministrem obrony zamierzają najechać na Rosję. Panie Witold na szczęście w tym NATO siedzą mądrzejsi od pana i jeśli pan myślisz, że coś zrobią z tym pańskim wnioskiem toś pan w błędzie. Putin natomiast podobno zesrał się tyle, że nie ze strachu a ze śmiechu.

Szczyt kompromitacji – Antoni Macierewicz. Wybór tego pana na stanowisko ministra obrony narodowej to kolejny przykład na kierowanie się przez prezesa kwalifikacjami a nie jakimiś bliżej nieokreślonymi zasługami. Żal mi naszej armii ale jeszcze bardziej żal mi pana ministra bo gdyby miał choć odrobinę honoru to wiedząc jakie budzi emocje w społeczeństwie nie pchałby się na pierwsze strony gazet. Pan Antoni ma jednak parcie na szkło i w tej swojej wierze w jedynie słuszną linie, jedynie słusznej partii zapomniał o wszystkim nie mówiąc już o honorze.

Szczyt lizusostwa – Paweł Kukiz. Panu posłowi kompletnie wszystko się już wymieszało. Z jego haseł szczególnie dotyczących nepotyzmu i kolesiostwa nic nie zostało. W rządzie zasiadają jedynie dobrzy znajomi prezesa a oni dobierają sobie swoich kumpli z kampanii wyborczej a pan Paweł boi się nawet gęby otworzyć na ten temat. Wazeliniarstwo jego partii w stosunku do partii Absoluta przekroczyło już dawno stopień lizusostwa PSL do platformersów w czasie ich sprawowania władzy.

Szczyt łaski – Mariusz Kamiński. Ot i niespodzianka spotkała pana Mariusza. Jeszcze jego apelacja nie została rozpatrzona, nawet data tejże nie została ustalona a tu pierwszy obywatel już go ułaskawił. Prezydent nie zamierzał się wtrącać w uprawnienia sądów ale żeby głupi naród nie podejrzewał politycznego aspektu jakiekolwiek wyroku to w sposób niepolityczny ułaskawił byłego szefa CBA. Wiele można osiągnąć współpracując z właściwymi ludźmi na właściwych miejscach, nieprawdaż panie Mariusz, tfu na psa urok panie ministrze koordynatorze d/s a jakżeby służb specjalnych.

Szczyt międzynarodowych wiadomości – Claro. Claro to jedna z najwiekszych kompanii telefonicznych w Ekwadorze. Właśnie z ich sieci korzystam. Jedną z usług oferowanych przez nich są sms – y dotyczące najważniejszych wydarzeń na świecie. Pod koniec listopada zawiadomi mnie, że Polska odmówiła wydania Romana Polańskiego amerykańskiemu wymiarowi sprawiedliwości. Pomyślałem sobie: tyle się w Polsce dzieje a oni mi zawracają głowę Romanem Polańskim. Tyle, że Polański to uznana sława a prezesa tutaj nikt nie zna. I BARDZO DOBRZE.

Szczyt nie dotarło – Bronisław Komorowski. Wciąż nie dociera do byłego prezydenta przyczyna stracenia władzy przez niego i platformersów. Ostatnia teoria pana Bronisława to przesyt Polaków po tak długim sprawowaniu władzy przez Paltformę. Otóż nie panie były już prezydencie to nie żaden przesyt doprowadził was do utraty władzy to wasza pycha i arogancja, to brak kontaktu ze społeczeństwem. Już najwyższy czas walnąc się w piersi a nie szukać przyczyn tam gdzie ich nie ma.

Szczyt oburzenia – rząd Izraela. Oburzył się premier Izraela i jego świta na Unię Europejską za wtrącanie się w sprawy gdzie państwo izraelskie produkuje swoje towary. Premier Natanyahu nie uważa, że produkty, które zostały wyprodukowane na terenach Palestyny zajętych przez jego państwo bezprawnie powinny być oznakowane jako wyprodukowane w Palestynie a nie Izraelu. No i ma chłop rację. Przecież takie państwo jak Palestyna to ono już od dawna nie istnieje a te tumany z Brukseli wciąż tego nie przyjmują do wiadomości. No i jak tu ma być pokój na bliskim wschodzie?

Szczyt poprawnego nazewnictwa – Agnieszka Holland, nasza znana nie tylko w Polsce pani reżyser nazwała prezydenta Andrzeja Dudę „cynglem Kaczyńskiego”. Zaprawdę prawdę powiada pani Agnieszka, sprawujący urząd prezydenta pan Andrzej tak na dobrą sprawę jeszcze nie podjął żadnej decyzji samodzielnie a większość z nich budzi spore kontrowersje jak to zresztą bywa z większością decyzji prezesa. Można wyśmiewać poprzedniego prezydenta ale aż tak jak obecny to on nie siedział w kieszeni ani Donalda Tuska, ani tym bardziej Ewy Kopacz.

Szczyt rechotu – Edmund Janniger. Człowiek o tym tajemniczym nazwisku właśnie skończył dwadzieścia lat i już został doradcą ministra obrony do spraw nie wiadomo jakich. Paweł Kukiz omal nie oskarżył ministra o kolesiostwo ale po rozmowie z panem Edmundem jego wiedza na temat spraw byle jakich powaliła posła Kukiza na kolana. W sejmowych kuluarach głośno już się mówi na temat najnowszego przeboju pana Kukiza poświęconego doradcy ministra do spraw obrony też nie wiadomo dokładnie czego.

Szczyt sukcesu – Agnieszka Radwańska, po byle jakim sezonie nasza najlepsza tenisistka niespodziewanie wygrała kończący sezon turniej najlepszych zawodniczek tego sportu. Początkowo wyglądało na to, że odpadnie po pojedynkach grupowych bo przegrała dwa pierwsze mecze. Potem jednak nabrała wiatru w żagle i reszta to juz historia. Cieszy mnie ten sukces bo ostatnio nie wiodło się Agnieszce i prawdę mówiąc sam uważałem, że jej kariera dobiega końca. No cóż, nikt nie jest nieomylny.

Szczyt śmiechu (nocnego) – posłowie i senatorowie prawych i sprawiedliwych – znani z opuszczania sali w trakcie głosowań podwładni prezesa tak się przejęli rolą wiodącej siły w państwie, że nie sposób ich wypędzić do domu. Przy pracach nad mało istotnymi sprawami związanymi z Trybunałem Konstytucyjnym tak się goście zapracowali, że aż zastała ich północ. Dopięli swego przy okazji łamiąc parę demokratycznych zasad ale przecież zwyciezców się nie sądzi, nieprawdaż?

Szczyt trybunału – Elżbieta Witek i Adam Lipiński. Wymyśliło to duo, napewno samodzielnie, że postawią byłego już premiera Donalda z Tusków przed Trybunałem Stanu. Problem w tym, że owa instytucja zajęta jest przez „sługusów” platformersów. Wykombinowali zatem odwalanie pięciu sędziów, których przysięgi dziwnym trafem nie miał czasu przyjąć prezydent Duda. Ten wniosek zaskarżyła do Trybunału aktualna opozycja. I w ten sposób uchwała o Trybunale jest w Trybunale a Tusk czeka na postawienie go przed Trybunałem jeśli jeszcze coś z tego ciała zostanie. Ale to wie tylko prezes.

Szczyt uchodźctwa – Jacek Sasin. W walce o to kto ma rację na temat „nocnych” reform Trybunału Konstytucyjnego pan Jacek tak się zaperzył, że zaproponował opozycji uchodźstwo i stworzenie gdzieś tam w świecie swojego Trybunału Konstytucyjnego. W Polsce prawi i sprawiedliwy będą decydować o owego kształcie i składzie. Brawo panie Jacku na tym właśnie polega demokracja i niezawisłość wymiaru sprawiedliwości. Na liście zaufanych prezesa poszedł pan ani chybił do góry.

Szczyt walki – Donald Tusk, dobiega pierwszy rok sprawowania władzy w Brukseli przez pana Donalda a tu na jego oczach całą tą unie mało szlag nie trafi. Dwoi się zatem pan Tusk zwołując kolejne szczyty, strasząc rozpadem unii i jeszcze innymi rzeczami a tu jak na złość pożytek z tego marny. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że jeśli ta unia się rzeczywiście rozpadnie to prezes Kaczyński będzie mógł z dumą uświadomić całemu światu że to wszystko „wina Tuska”. I jak tu spać spokojnie.

Szczyt zawodu – Beata Szydło, powołania na stanowiska ministerialne, szczególnie te kluczowe to jeden wielki zawód. Sprane, skompromitowane nazwiska przygotowane jej przez prezesa i próba ich bronienia przez panią premier nie przynosi jej ani chluby ani szacunku. Podobnie jak prezydent pani Beata mówiła dużo o swojej niezależności od partyjnego guru, tymczasem nie zaproszono jej nawet na spotkanie ustalające skład rządu. Nie byłem zwolennikiem poprzedniej premier, ta jednak potrafiła przegonić skompromitowanych ludzi swojego poprzednika. Wszyscy wiemy, że z prezesem współpracowac jest trudno, przydałoby się jednak choć odrobinę własnego zdania.

Szczyt żenady – Piotr Gliński. Pan minister kultury i wicepremier jednocześnie wdał się na wizji w „kulturalną” przepychankę z dziennikarką telewizji publicznej. Poszło o Teatr Polski we Wrocławiu, który wystawiał sztukę noblistki Jelinek pt. „Śmierć i dziewczyna”. Na podstawie doniesienia organizacji o jakże znamiennej nazwie Krucjata Różańcowa pan minister zarządał od teatru wstrzymania premiery przedstawienia z uwagi na treści pornograficzne. Dostało się przy okazji dziennikarce za podchwytliwe pytania i telewizji publicznej za swoje istnienie. Rewelacyjny początek, doprawdy panie ministrze wreszcie wolność idzie w dobrym kierunku.

Szczyt szczytów – Andrzej Duda. Pierwszy obywatel narodu wciąż utrzymuje, że jest bezpartyjny. Może i jest on bez żadnej przynależności partyjnej, może. W swoim działaniu jednak zachowuje się jak zagorzały zwolennik swojej byłej formacji politycznej. Ułaskawienie Mariusza Kamińskiego to mieszanie się w sprawy niezawisłych sądów. Bezkrytyczne podpisywanie wszystkiego co wymyśli prezes to brak respektu dla funkcji, którą pan Duda piastuje. Panie prezydencie w kolejce do ułaskawienia Andrzej P. Z SLD i Jan B. Z PSL. Jak ułaskawiać to ułaskawiać. Gwarantuję panu, że te ułaskawienia będą mniej polityczne niż to dla Mariusz Kamińskiego i jego wspołpracowników. Tylko czy prezes się na to zgodzi.

DuSzKa i MAJK-a atakują.

DuSzKa czyli silna trójka pod wezwaniem Duda, Szydło i Kaczyński ruszyła do frontalnego ataku bo przecież wybory już za dwa tygodnie i koniecznie trzeba ludziskom przypomnieć kto jest godny ich reprezentowania a kto na ową godność nie zasługuje. Pan prezydent Duda niby trzyma się na boku a jak już ma otrzymać jakieś dyrektywy to ukradkiem po nocach odwiedza partyjnego guru. Niby miał się kierować maksymą, że chce być prezydentem wszystkich Polaków jednak tak na wszelki wypadek z premier wszystkich Polaków nie udało mu się spotkać i pewnie już nie uda bo nie daj Boże to spotkanie mogłoby spowodować wzrost poparcia pani premier a przecież to ostatnia rzecz na liście prezesa, który złapał się wyciągniętej ręki prezydenta i podobno zatrzymał ją sobie do własnej dyspozycji na Żoliborzu. Pani Beata Szydło z woli prezesa namaszczona na przyszła premier przyszłego rządu po oczywistym zwycięstwie prawych i sprawiedliwych, wdała się w przedstawienie happeningowe pod tytułem Ewa&Przyjaciele, które ma przypomnieć wszystkim zainteresowany i niezainteresowanym o słynnej już aferze taśmowej, podobno w tym przedstawieniu pomaga im niejaki Stonoga. Pani Beacie nie przeszkadza, że aktualna premier czyli pani Ewa nie ma nic wspólnego z tymi nagraniami a po konsultacjach z Czerepachem doszła do wniosku, że zanim Ewka się z tego wytłumaczy to juz będzie po wyborach a zwyciezców się nie sądzi. Osobiście liczyłem na happening pod tytułem PiS i koalicja pokazujący kulisy przyjaznej współpracy tej partii z Giertychem i Śp. Lepperem, myślę że byłoby co oglądać. Mam nawet wrażenie, że takie humorystyczne przedstawienie miałoby większy efekt na wyborców niż udawane rzucanie legitymacją partyjną przez byłego członka partii, naszego aktualnego pierwszego obywatela. Tyle, że ostatni człon DuSzKa-i prezes we własnej osobie nie zna się na żartach zwłaszcza na swój temat. Ostatnia część tej układanki czyli szanowny pan prezes nie przypadkowo znajduje się na końcu tego skrótu. Z tylu łatwiej dyrygować a baty niech zbiera awangarda. On ma musi kierować nie tylko DuSzKą ale i MAJK-ą czyli grupą szybkiego reagowania złożoną z niego oraz niejakiego Antoniego M. Tenże Antoni pod pseudonimem Baltazara Gąbki udał się jako prywatny człowiek do wietrznego miasta zwanego rownież Chicago aby tam rozpoznać nastroje miejscowej Polonii. Oczywiście jego spotkanie i pogadanka z polonusami nie miała żadnego podtekstu wyborczego. Ot luźna rozmowa na temat powiązań agenturalnych przeciwników jedynie słusznej i dobrej opcji dla kraju ojczystego. Pismaki w kraju potraktowały to jednak jak zwykle złośliwie nie mając za grosz wyrozumienia, że to były tylko prywatne takiegoż sobie dywagacje. Pan Antoni zaraz po powrocie udał się na spotkanie wyborcze już jako kandydat na posła i na tymże spotkaniu dobitnie wyraził się o prywatnych pogaduchach pewnych polityków w pewnej knajpie oceniając ich wypowiedzi jako gorsze niż slang warszawskich żuli. Jego prywatne poglądy to jego sprawa. Prywatne poglądy przeciwników politycznych to też jego sprawa. A z tylu MAJK-i tak jak i DuSzKa-i siedzi prezes i albo wiśta wio albo prr. Bo front nie jest od myślenia ta funkcja jest już zarezerwowana. 

Polska jak ją widzę po ostatnim pobycie

Po niespełna pół roku nasz pobyt w Polsce dobiegł końca. Nie będę ukrywał, że od miesiąca czekałem na ten moment bo jak to mówią wszędzie dobrze ale w domu najlepiej a mój dom jest już gdzieś indziej. Opuszczaliśmy Polskę w dość dobrym nastroju bo zdrowie teściowej chociaż w niewielkim stopniu to jednak uległo poprawie. Moment pożegnania to zawsze jeden z tych najcięższych biorąc pod uwagę wiek naszych rodziców. Obyło się jednak bez większych palpitacji serca pewnie dlatego, że ostatnio dość często jesteśmy w Polsce i zanim się obejrzymy będziemy tu z powrotem. Nie ulega wątpliwości, że ojczyzna nasza zmienia się na lepsze. Widać to na każdym kroku. Rzeszów, miasto w którym spędziłem najwiecej czasu pięknieje i rozwija się z jakąś wizją toteż to co się tam robi zrobiło na mnie duże wrażenie. Jest wiele pozytywów niestety jak to zwykle bywa są i minusy. Muszę przyznać, że największym problemem są niestety politycy. Niechęć jaką mają do siebie dwie przewodnie partie rozlała się na cały kraj. To już nie jest zwykła niechęć to czystej krwi nienawiść kosztem wszystkiego byleby obrzydzić ludziom jednych albo drugich. Nie sprzyja to oczywiście dobremu samopoczuciu kogoś takiego jak ja. Chociaż starałem  się trzymać od tego bagna jak najdalej to jednak nie było na to sposobu. Smutne to bardzo bo gdyby obie formacje chciały pracować razem to można by zrobić jeszcze więcej a możliwości dzięki finansowemu wsparciu unii są po temu. W tym roku mieliśmy wybory prezydenta. Wygrał nieoczekiwanie Andrzej Duda wspomagany przez Prawo i Sprawiedliwość. Po wygraniu złożył swoją legitymacje członkowską PiS-u chcąc tym udowodnić, że Polska i Polacy bez podziałów to jest to do czego będzie dążył.  Pusty gest bez żadnego jak do tej pory pokrycia. Jest mi osobiście wstyd za to co wyrabia w tej chwili nasz prezydent. W Niemczech skarżył się do prezydenta tego kraju, że Polska nie jest jednakowa dla wszystkich. Podczas pobytu w Anglii zniechęcał ludzi do powrotu do Polski bo i nie ma po co. Prezydent to wizytówka kraju, to człowiek, który powinien stać ponad wszelkimi podziałami. Powinien być dumny z naszych osiągnieć, bronić dobrego imienia kraju bez względu na opcje jaka w nim rządzi. Pan Duda tego nie rozumie i uprawia bezwzględna politykę antyrządowa nie tylko w kraju ale i na zewnątrz. To nie może się nikomu podobać. Po wyborze Andrzeja Dudy kraj był już podzielony on jednak swoimi działaniami przyczynia się do jeszcze gorszego podziału. Nigdzie tak bezkompromisowego ataku głowy państwa na jego rząd na arenie międzynarodowej nie widziałem i z tego powodu jest mi wstyd. Polska upodabnia się w uprawianiu polityki do Stanów Zjednoczonych, gdzie republikanie i demokraci myślą tylko o swoich celach a nie o kraju jako całości. Nie sądzę aby w Polsce się w tym zakresie cokolwiek zmieniło w przyszłości dopóki ludzie pokroju Macierewicza czy Kaczyńskiego i Niesiołowskiego będą zasiadać w ławach sejmowych dopóty chamstwo i arogancja będą dominować w polskim życiu politycznym. Polska pomimo wszystko zmienia się chociaż są i inne aspekty, w których ciągle nam daleko do świata. Przed wyjazdem chciałem wymienić złotówki na dolary. Na świecie negocjowanie ceny jest rzeczą normalną. Okazuje się, że nie u nas. W pierwszym kantorze pan powiedział mi żebym sobie poszedł gdzieś indziej, w drugim panu nie chciało się ruszyć z miejsca bo kwota jaką chciałem wymienić to strata jego cennego czasu. W kolejnym kantorze pan, którego poprosiłem o zaokrąglenie rachunku w dół o dwa złote i pięćdziesiąt groszy w chamski sposób nie wyraził zgody. Klient dla wszystkich tych prostaków to zło konieczne a nie oczywiste dobro. Byłem tym bardzo zdziwiony jako, że nigdzie czegoś takiego nie spotkałem. Gdziekolwiek istnieje konkurencja to każdy stara się klienta przyciągnąć a nie wręcz odwrotnie. To napewno się w krótce zmieni bo drobnych prywaciarzy przybywa a klient chama pamięta i rzadko do niego wraca. Bardziej mnie martwi podział polityczny bo ten może spowodować naprawdę dużo zła o byłoby szkoda zniszczyć to co z taką determinacją udało nam się osiągnąć.

A miał być spacerek

No właśnie, miał być spacerek a skończyło się klęską bo jednak porażki tak dużą ilością punktów inaczej nazwać nie można. Zacznie się szukanie przyczyn i winnych tak słabego wyniku. Jeszcze miesiąc temu Bronisław Komorowski prowadził w sondażach zdecydowanie. Wybory miały być tylko formalnością. To napewno uśpiło czujność prezydenta i jego sztabu wyborczego. Zrezygnowali z jakiejkolwiek walki w pierwszej rundzie czym napewno nie przysporzyli sobie zwolenników. Nie chcieli debat, byli generalnie mało widoczni w przeciwieństwie do konkurencji. Takie lekceważące podejście do wyborców, zadufanie w sobie i swego rodzaju pycha musiały odnieść negatywny skutek. Przynależność partyjna też nie pomogła. Ostatnie wpadki Platformy nie rokują dobrze dla tej formacji. Bezkrytyczne mielenie jęzorem, brak elementarnej skromności oraz rozrzutność Sikorskiego musi denerwować. Pasztet jaki zostawił Ewie Kopacz odchodzący premier z nominowaniem swojego przydupasa do rady nadzorczej spółki z udziałem skarbu państwa za, bagatela, okrągły milion złotych rocznie, tylko świadczy o tym, że on rownież żył w innym świecie i oderwał sie od otaczającej go rzeczywistości. Brak jedności wewnątrz Platformy oraz parcie niektórych jej przedstawicieli za wszelka cenę do władzy musiało zniesmaczyć bacznych obserwatorów. Efektem tego były przegrane wybory do samorządów regionalnych. Ktoś by pomyślał, ze powinno to podziałać mobilizująco na platformę i przestrzec przed kontynuacją polityki pełnej bylejakości. Nic z tych rzeczy, zgubna wiara że jak przyjdzie co do czego to Polacy wybiorą ich, czyli mniejsze zło stała sie motywem przewodnim działania Platformy. Bronisław Komorowski powinien zdawać sobie sprawę z tych faktów i zdecydować się walczyć o poparcie wyborców już w pierwszej rundzie. Niestety, niczym nieuzasadniona wiara w łatwe zwycięstwo spowodowała kompletny brak zaangażowania prezydenta w kampanie wyborczą w jej wczesnej fazie. A tymczasem konkurenci nie próżnowali, zdobywali coraz większe poparcie, docierając wszędzie gdzie tylko można było. Naród może nie jest aż tak bardzo wykształcony jak prezydent ale i głupi też nie jest. Ignorancja i brak szacunku ze strony głowa pańtwa dla obywateli dał o sobie znać w pierwszej rundzie. Okazało sie, że zwycięstwo wcale nie jest pewne i należy a nawet trzeba wziąć się do pracy. Tyle tylko że, zostały tylko dwa tygodnie żeby przekonać do siebie ludzi. I tu znowu okazało się, Bronisław Komorowski był tak mocno przekonany o łatwym zwycięstwie, ze nie miał nawet zbyt wiele do zaoferowania bo poprostu był nieprzygotowany na taki scenariusz. Głupia i pozbawiona sensu odpowiedź dotycząca życia za dwa tysiące miesięcznie tylko ugruntowała niechęć wyborców do prezydenta. Andrzej Duda napewno był gorszym kandydatem i takim będzie prezydentem, ale wygrał zasłużenie. Wyborcy już od dawna mówią Platformie o swoim niezadowoleniu, co można zatem zrobić aby im wreszcie uświadomić, że uprawiają politykę samounicestwienia. Jestem przekonany, że większość ludzi jest świadoma, że Andrzej Duda obiecał gruszki na wierzbie. Ludzie prawdopodobnie nikomu już nie wierzą z tego politycznego establiszmentu ale nie mają innej możliwości ukarania pychy. Przegrał zatem kandydat lepszy ale musiał odejść bo skończyła sie tolerancja na władzę, która straciła kontakt z wyborcami. Nie ulega watpliwości, ze teraz PiS pójdzie za ciosem i będzie naciskał wyborców do głosowania na nich w wyborach do parlamentu. Narastające dysproporcje w stopniu uposażenia ludzi, brak jakiekolwiek wizji w polityce wewnętrznej, służalczość wobec lekceważących nas Stanów Zjednoczonych, reprezentowanie warstw uprzywilejowanych przy dystrubucji produktu narodowego i wiele innych nie rozwiązanych rzeczy to patologie, które wymagają natychmiastowego zaadresowania. Nikt nie kwestionuje, bo i kwestionować nie mozna olbrzymich zmian na lepsze. Nie można jednak przechodzić obojętnie obok rażących wypatrzeń i błędów władzy wynikających ze zwykłego chciejstwa i braku dobrej woli. Nie mozna efektywnie sprawować władzy w sytuacji, kiedy większość żyje od pierwszego do pierwszego a władza i jej przedstawiciele oraz garstka wpływowych kombinatorów nie zna słów typu oszczędność czy skromność. Współczuję Andrzejowi Dudzie, bo już Bronisław Komorowski miał problemy walcząc z rozbujalym ego Donalda Tuska, a ego Jarosława Kaczyńskiego to choroba, to kompletny brak samokrytycyzmu, to wiara w swoją nieomylność, to dążenie do jedynie słusznej prawdy, czyli jego prawdy za wszelka cenę. Chory to i z gruntu zły człowiek, grający na najniższych instynktach co niestety okazało się efektywne w wyborach prezydenckich. Mam nadzieje, ze wreszcie Ewa Kopacz i jej kompania dostała potężnego kopa na rozbudzenie i oby to się tylko nieskończyło premiami za „ciężką pracę”.

Ku przestrodze czyli łaska pańska na pstrym koniu jeździ.

No i stało się to co stać się nie miało a stać się musiało. Urzędujący pan prezydent zapomniał o ludziach którzy go wybrali na to stanowisko. Zlekceważył wyborców brakiem zaangażowania w elekcję, bardziej wierząc badaczom opinii publicznej zamiast wykazać chociaż odrobinę szacunku dla swojego elektoratu. Próżność i pycha to źli doradcy panie prezydencie. Odrobina respektu i pokory byłaby na miejscu. Za brak tychże został pan skarcony i przywołany do porządku jak dziecko w pierwszej klasie. Podczas gdy pan popadał w samouwielbienie obserwując swoje słupki poparcia inni pracowali odwiedzajac, słuchając i rozmawiając ze swoimi wyborcami. Jak to się skończyło wszyscy wiemy. Nie ma dla mnie najmniejszej wątpliwości, że to pan Kukiz bardziej zasłużył sobie na drugą rundę niż pan Komorowski. Praca oraz entuzjazm jaki zaprezentował kazały i każą wierzyć, ze w przeciwieństwie do swoich przeciwników on jako jedyny chce sie kierować dobrem kraju a nie własnymi partykularnymi interesami. Niestety pomimo rewelacyjnego wyniku pan Kukiz nie przeszedł do drugiej rundy wyborów. Gdyby pan Komorowski miał chociaż odrobinę honoru to oddałby swoje poparcie i scedował je na pana Kukiza bo to on bardziej sobie na to zasłużył. Niestety nie grozi nam taki ruch obecnego prezydenta. Pan Komorowski w swoim braku samokrytycyzmu posunął sie nawet dalej podpinając sie pod program, który prezentował pan Kukiz. Gdzie pan był panie prezydencie przez ostanie pięć lat skoro tak bliskie są panu jednomandatowe okręgi wyborcze? Miałem kiedyś wiele szacunku dla pana Komorowskiego. Dziś juz niewiele z niego zostało. Prawdę mówiąc nie miałbym nic przeciwko temu gdyby przegrał w drugiej rundzie bo i na to sobie zasłużył udowadniając, że bardziej mu chodzi o stanowisko niż kraj i ludzi. Powoli ci wszyscy ludzie , którzy tak chętnie identyfikują sie z ruchem pierwszej Solidarności, pokazują swoje prawdziwe oblicza. Ci obrońcy robotników spod znaku KOR bardziej walczyli dla siebie wykorzystując naiwność, wiarę oraz siłę ruchu Solidarności dla siebie samych. W procesie dekomunizacji sprzedali, oddali w swoje ręce lub zniszczyli prawie wszystko nawet to co nieźle funkcjonowało jak choćby szkolnictwo. Pan Komorowski wpisuje sie w ten scenariusz wręcz idealnie. Tyle, że równie idealnie wpisuje sie w to pan Duda ze swoimi poplecznikami. Pan Komorowski napewno nie zasłużył sobie na ponowny wybór. Jednak wybór pana Dudy przeraża mnie jeszcze bardziej. Pan Duda bez telefonu nie byłby w stanie rządzić. Po drugiej stronie tego telefonu byłby oczywiście jaśnie oświecony pan Jarosław K. Wykonać. Dokładnie tak jak to było za czasów śp. Lecha Kaczyńskiego. Podejrzewam rownież że specjalistą do spraw transportu lotniczego w biurze pana Dudy będzie nie kto inny jak pan Antoni M. Likwidator a doradcą w ramach służby zdrowia pan Bogdan Ch. Sumienie. Radiokomitet napewno przejmie pan Tadeusz R. Trwam a pierwszym aktem prawnym nowego prezydenta będzie akt łaski dla pana Mariusza K. Prowokacja. I tu się pan nie pomylił panie Bronisławie napewno jest pan mniejszym złem z poparciem tylko jednej trzeciej wyborów. Dlatego szkoda, ze odpadł pan Kukiz bo dzisiaj bardziej nam potrzeba jego entuzjazmu niż cynizmu etatowych polityków, którzy nie potrafią nawet odejść.

Nowy kandydat na prezydenta

Dzisiaj chętnie wam opowiem
O historii co się zowie
Wyborami pana prezydenta
Choć to postać całkiem zbędna
Kandydatów na nią nie brakuje
Każden coś tam obiecuje
Zrobią wszystko aby w kraju
Żyło nam się tak jak w raju
Przywileje, apanaże to nie dla nich
Spytaj o to, każden się oburzy i cię zgani
Zawodowi to są obiecacze
Po to używają dopalacze
Po to mają spin doktorów
Żeby tym co pójdą do wyborów
Tak zamieszać pod sufitem
Żeby konkurentów z wilczym kwitem
Mogli gdzieś pogonić w zapomnienie
Gdzie by wyzionęli swe ostatnie tchnienie
Wszystko co chcą zrobić, to dla dobra jest naszego
Oni mieć nie mają nazbyt wiele z tego.
Mistyfikacja goni mistyfikacje
Bo jak inaczej ich narrację
Nazwać by można było
Oby sie to jak najprędzej juz skończyło
A oto kandydatur charakterystyka
Nie będę nic i nikomu tutaj wytykał
Ale…pan Bronisław Komorowski
To facet kompletnie beztroski
Dziś już nie pamięta o tych co władze mu dali
Oj nie ma się czym pochwalić
Pan Jarosław Andrzej Duda
Jak Prawo i Sprawiedliwość to i obłuda
Bo kto z Jarosławem i Antonim sie zadaje
Jak mówi przysłowie – takim się staje
Pani Lesława Magdalena Ogórek
To wiadomy Leszek trzyma ją za sznurek
Jego nigdy w życiu by nie wybrali
Do władzy pod Magdy kiecką zatem wali
Pan Paweł Kukiz – wybór fatalny
Z nazwiska nawet nie rymowalny
Wracaj pan do śpiewania
Wystarczy tam pańskiego grania
Pan Janusz Korwin – Mikke
No jeśli chcecie skoczyć z bzikiem
To sobie głosujcie na niego
Ja naprawdę nie wiem po co, na co i dlaczego
O reszcie wspominać nie będę bo i niewarto
Oni i tak słabą grają kartą
A oto mój kandydat na prezydenta
Wszelka reklama jest tutaj zbędna
Jego slogan wyborczy powalający
Pewne zwycięstwo gwarantujący
„Wójt z Czerepachem
Pod jednym dachem”
Ludzie, ludziska głosójta
Na Wilkowyj byłego wójta