Prezesa kiciu

Bo w życiu jak to w życiu

Wiele polega na byciu

W odpowiednim miejscu i czasie

I wtedy dobrze masz się

Zamiauczał prezesa kiciu.

Obrazek pochodzi z:

https://goo.gl/images/EPN9Nw

Ach te kości i to ciało.

Moje niezbyt młode kości

Bardzo mocno złości

Stref czasowych zmiana

Zatem dzisiaj już od rana

Jęczą, płaczą i zgrzytają,

Że się na to nie zgadzają,

Źe dość mają już podróży

Bo im wcale to nie służy

Przecież bilet mam kupiony

I dla siebie, i dla żony

To wydatek dla mnie spory

Zaprzepaścić, byłbym chory

I do domu wrócić muszę

Więcej stamtąd się nie ruszę

Udobruchać je próbuje

Lecz to wcale nie skutkuje

Wręcz odwrotnie, jakby opętane

Aplikują bóle dotąd mi nie znane

Pot wyskoczył mi na czoło

Aspiryny szukam wkoło

Gdy mi wpadła myśl takowa,

Że bólami rządzi głowa

Ona kościom rozkaz dala

Pora strajków jeszcze nie nastała

Pod naporem świadomości

Ustąpiły bóle moich kości

Myśl się jednak zasiedliła

Ostra taka niczym piła

W życiu często tak już bywa,

Że gdy człowiek by odkrywał

Nowe światy, nowe kraje

To mu ciała już nie staje

Kto zabrał mi zdrowie?

Za młodości grzechy

I jej uciechy

Z opóźnieniem płacimy.

Czy o tym myślimy

Gdy dojrzewamy

I świat odkrywamy?

Nie znam takiego,

Bo niby dlaczego

Tym się przejmować

I sobie żałować

Gdy każda zabawa

Jest tak ciekawa.

Potem prywatka

O niczym gatka

Alkohol i pety

Nazajutrz, o rety

Kapeć mam w ustach

I w głowie pustka.

To nic nie szkodzi

W południe przechodzi

I znowu zdrowi

Na tańce gotowi

Na noc nieprzespaną

Z dziewczyną spotkaną

Na dyskotece

A może w aptece?

To przecież nieważne

Bo żyć na poważnie

To śpiewka przyszłości.

Wciąż młode kości

Żelazna kondycja,

I choć policja

Od ciała kontroli

Coś szemrze, że boli

To w piersiach, to w boku

Nie zwalniam kroku.

Znowu mam kaca,

Gdy ból co powraca

Nie chce ustąpić

Zaczynam wątpić

W swą nieśmiertelność.

Podła bezczelność

Mojego lekarza

Co mi powtarzał

O konieczności

Życiu w trzeźwości.

Czyżby miał rację,

Że me wakacje

Kosztowne się stają?

Choć wiele dają

Wrażeń corocznie,

Efekty uboczne

Swoim ciężarem

Grożą udarem.

Płuc zadymienie

Ma związek z paleniem.

Waga i tycie

To piwa picie.

Pompa się jeży,

Prostata szczerzy,

Straszą jelita,

Wątroba chwyta,

Kamienie w nerkach,

Strach i rozterka

Myśli dopada

To jakaś zdrada,

Żałosna poezja

Największa herezja

Że czas młodości

Gdzieś tam w przyszłości

Przemówi głosem

Karząc nas losem

Smutnego pacjenta

Gdy myśl natrętna

Rozsadza mu głowę,

Kto zabrał mi zdrowie?