Wspomnieniowy dzień

Odkąd moja teściowa przeniosła się do krainy wiecznych łowów, Łańcut miasto, w którym mieszkała pozostał dla nas już jedynie sentymentalnym wspomnieniem. Tu na ziemi była starsza od swoje męża o nieco ponad pół roku. Tam gdzieś w innym wymiarze, to on czternaście lat przed jej transformacją, zaczął przygotowywać ich wspólnym wigwam. Żyją zatem dalej gdzieś tam w innym wszechświecie tyle, że tam on jest starszy i służy jej swoim doświadczeniem.

My tu na ziemi w tym wymiarze już tylko pielęgnujemy wspomnienia i dbamy o ich groby. Nie mogło być inaczej z moją córką. Łączyło ją z babcią wiele wspomnień. Udaliśmy się zatem wczoraj do odległego o pół godziny Łańcuta aby jeszcze raz mój przychówek mógł przejść znajomymi jej drogami i oczywiście zostawić coś po sobie na grobie dziadków.

Odwiedziliśmy wszystko co jej się z czymkolwiek kojarzyło. Pogoda nawet dla niej była zbyt uprzykrzająca. Jej się jednak nie wybiera. Obeszliśmy park wokół zamku Potockich, który przechodzi generalny lifting za unijne pieniądze. Samo miasto jest w rękach antyunijnej partii sprawującej władze w naszym kraju. Łapki jednak po pieniądze umieją wyciągać. To nawet dobrze bo zespół pałacowy domagał się konkretnej renowacji. Efekty widać każdego dnia, chociaż samych robotników już mniej. Najważniejsze jednak, źe prace się posuwają.

Punktem kulminacyjnym naszych odwiedzin był jednak cmentarz. Ostatnim razem podczas mojego pobytu w kraju razem z Luśką, a było to ledwie pięć miesięcy temu, udekorowaliśmy pomnik teściów. Jednym z elementów była figurka matki Bożej na bateryjkę. Mieliśmy sprawdzić czy wciąż działa i wymienić baterie. Niestety nie było nam dane. Hieny cmentarne rzadko cokolwiek szanują i mało je obchodzi czyjś smutek po odejściu osoby bliskiej. Jestem w stanie pojąć pospolitego złodzieja, który włamie się gdzieś tam i coś tam podwędzi, czasami nawet wartościowego. Ten typ oprycha grasującego po cmentarzach wywołuje we mnie wręcz obrzydzenie.

Bloger Stanisław ze Strzebrzeszyna zadał pytanie dlaczego chce być spopielony. Odpowiadając na nie, zapomniałem o hienach, które buszują po nekropoliach bo im nawet już te pięćset plus nie wystarcza na wódę. Nie mają oni żadnych ludzkich odruchów, jedyne co się liczy to zwędzić coś albo wydusić z przechodnia parę groszy na następną flaszkę czy choćby miniaturkę butelki z alkoholem żeby dolać w siebie paliwa.

Rozumiem, że to choroba i żal mi tych ludzi. Nie potrafię jednak zaakceptować czegoś tak haniebnego jak cmentarne złodziejstwo.

Dodaj zatem kolej punkt do listy dlaczego chce być spopielony.

Na koniec, żeby było nie do końca tak smutno. Moja córka włada biegle trzema językami. Myli się jednak dość często z ich użyciem. Kiedy przyszło zatem do zapłaty za dekoracje w przycmentarnym sklepie, cena ja trochę oburzyła i pozwoliła sobie zauważyć, że przemysł nagrobny to całkiem niezły biznes. Chciała to powiedzieć do mnie po angielsku ale rzekło jej się to po polsku, ku chyba jej własnemu zaskoczeniu i tymże ze strony sprzedawcy.

Bo pamięć jest najważniejsza

Unoszący się zapach wosku czy to parafiny i igieł sosnowych a może z jodły to moje najodleglejsze wspomnienia Wszystkich Świętych. Świeczki w szklanych różnokolorowych obudowach rozkładaliśmy na grobach a wieniec z gałęzi drzewa iglastego zawieszało się na krzyżu, do którego przymocowana była tabliczka z informacjami o pochowanym. Grób to był na ogół kopczyk, czasami obetonowany dookoła, czasami nie. Zapewne były i grobowce, tego jednak moja pamięć nie utrwaliła. Znakomita większość tych miejsc to był właśnie krzyż i kopczyk. Zarastał taki nagrobek zielskiem wszelkiego rodzaju przez cały rok by mógł być oczyszczony czy wyplewiony parę dni przed samym świętem. By ponownie zarosnąć z przyjściem wiosny i lata. Wciąż czuję ten charakterystyczny zapach palących się świeczek i igliwia z wieńców. Widzę księdza przemieszczającego się między grobami z kropielnicą wraz ze swoimi ministrantami. Było coś podniosłego w całej tej uroczystości do tego stopnia, źe każdy z nas chciał mieć kogoś na cmentarzu.

Główna uroczystość miała miejsce na chwile przed zapadnięciem zmierzchu co dawało dodatkowy efekt świetlnej łuny palących się zniczy. Podobieństwo grobów i ich niemal identyczna dekoracja dawała swego rodzaju poczucie jedności. Oto bowiem zebraliśmy się tutaj by oddać cześć tym, którzy udali się do krainy wiecznych łowów. Tam wszyscy byli równi tak jak te rozświetlone ich groby. Nie czułem specjalnego smutku być może właśnie dlatego, że owa kraina miała coś ciepłego w swoim przesłaniu. Być może jednak samo powaga i znaczenie tego święta jeszcze do mnie nie docierały.

Nie ma już takich miejsc i takich grobów. Nie ma już iglastych wieńców i kolorowych świeczek. Dzisiejszy cmentarz ta marmurowo-granitowe blokowisko. W dniu święta zmarłych, obrzucone stertą sztucznych i prawdziwych kwiatów, obłożone zniczami o przeróżnych kształtach i kolorach. Czy w dzisiejszym czasach wciąż chodzi o pamięć czy to już tylko rytuał podtrzymywany przez producentów wszelkich ozdób nagrobnych? Komercjalizm zżera pamięć, zżera uczucia udając troskę schowaną za świeczką czy innym ornamentem.

Z prochu powstałeś, w proch się obrócisz. Ja będę skremowany by pozostać częścią ziemskiego prochu. Nie zależy mi na cmentarnym „mieszkanku”. Liczy się tylko pamięć tak długo jak ona trwać będzie.

Póki nie jest za późno

Jam jest dziecko peerelu

Jak przyjaciół moich wielu

Którzy w tamtych czasach żyli

Wódkę razem ze mną pili

I choć czasy owe były marne

Rządy kiepskie i niezdarne 

Co to nam wpajały bzdury

Patrząc na nas wszystkich z góry.

Myśmy jednak wszyscy żyli w zgodzie

Wraz z kościołem co w narodzie

Naszej wiary oraz dumy był podstawą

Bowiem naszą wspólną sprawą

Była walka z obłudą i kłamstwem

Jednej partii kultem i jej chamstwem

Próbowała ona nas podzielić

O czym myśmy wcześniej już wiedzieli

I gdy przyszło zająć stanowisko

Ci co władzy byli blisko

Z przerażeniem zrozumieli 

Że ich plany diabli wzięli 

Nikt nie wierzył w ichnie słowa

Że to tylko oni i władza ludowa

Są na wszystko odpowiedzią 

Jak przyrzekał nam towarzysz Edzio

Zmiana dla nas wszystkich stała się konieczna

I choć droga do niej nie była bezpieczna

Szliśmy po niej razem oraz wspólnie

Nikt się nie czuł gorszym albo durniem

Bo łączyło nas wszystkich pragnienie

Aby wolnym być zamiast jeleniem

Jedność bowiem to jest wielka siła 

Właśnie wtedy ona zwyciężyła.

Co się stało z tamtym zrywem

Wiarą w lepsze jutro i przypływem

Sił witalnych zdolnych do wygrania

Kto nam zabrał tamtą chęć do pojednania.

Gdzie się podział ksiądz kardynał

Co to z władzy wciąż się zżymał,

Nie wyciągał po pieniądze ręki chciwej

Lecz nas uczył wiedzy spolegliwej?

Gdzie ta chęć abyśmy z razu

Szanowali się nawzajem bez rozkazu,

Stali po tej samej stronie barykady

Miast namawiać się do swady?

Czyżby wolność odebrała nam rozumy

Zamiast powód dać do dumy? 

Patrzę na to wszystko i nie wierzę

Że choć wielu z nas mówi pacierze

Już nazajutrz każdy jest gotowy

Aby wiarę innym wybić z głowy.

Wolność co to miała być nagrodą

Smutną dla nas stała się przygodą

Widać czas nam wracać pod zabory

Skoro bycie ze wspólnej obory

Tak doskwiera nam zaciekle

Że niestraszne ludziom, nawet bycie w piekle

Dzisiaj byłem na cmentarzu

Końca życia naszego ołtarzu

Tu dobiegnie kiedyś wszystkich droga

Dobrze, że ta ziemia nie jest dla nas taka sroga

I nie pyta w co wierzymy

Użyczając wszystkim swej ciepłej pierzyny

Czy to warto zatem życie tracić

Żeby kogoś niszczyć, szmacić?

Jutro przecież się okazać może

Żeśmy sąsiadami w ziemi Bożej,

Którzy nie umiejąc podać ręki sobie

Zostawili dzieci, co zbierając się przy grobie

Wciąż zwaśnieni pozostają

Choć powodów kłótni dawno już nie znają.

A nas na nich z góry patrzących

Wstyd ogarnia wszechmogący

Bo za późno dzisiaj na skruszone żale

Żeśmy w kłótni żyli tak wytrwale.