Instytut Pogardy Narodowej

Ignoranci Pełni Nienawiści znowu dali znać o sobie. Muszą przecież coś robić aby udowodnić obłąkanym potrzebę ich istnienia. Grzebią zatem w tych postpeerelowskiej gównach z podziwu godna determinacją. Podnieca ich smród jaki się stamtąd wydobywa a im większy syf tym bardziej chodzą naszprycowani. Wszystko co robią oczywiście ma służyć prawdzie historycznej nie żadnemu jakiemuś tam zapotrzebowaniu politycznemu. Dopadły zatem hieny sponiewieranego już od dawna ichnimi publikacjami byłego prezydenta Lecha Wałesę I hulaj dusza piekła nie ma. Podobno jest ustawa o ochronie dobrego imienia prezydenta z tym, że dotyczy ona urzędującego a nie byłych i oczywiście nie dotyczy Instytutu Pajaców Najaranych.

Nie będę ukrywał, że drażni mnie ignorancja i megalomania Lecha Wałęsy. Jego bezkrytyczna wiara, że samodzielnie rozmontował poprzedni system ośmiesza go nie tylko w moich oczach ale i w oczach wielu jego zwolenników. Mam silne wrażenie, że pan Lech mocno pogubił się w ocenie swojego wkładu w rozpad minionego ustroju. Nie należę zatem do jego ślepych zwolenników ani też do zaślepionych poszukiwaniem prawdy o Bolku przeciwników. Prawdę mówiąc mało mnie ta prawda interesuje i chociaż nie należę do ludzi o silnej wierze to życzyłbym sobie i nie tylko sobie aby dano Panu Bogu szanse na rozliczenie Lecha Wałęsy. Najdziwniejsze a zarazem najsmutniejsze w całej tej mydlanej operze jest właśnie to, że to ci najżarliwsi wyznawcy wiary czują silną potrzebę pomocy Panu Bogu. Panie Kamiński Łukaszu, mało kto dziś pamięta tragicznie zmarłego pana poprzednika i za parę lat mało kto będzie pamiętał i pana, czy to się panu podoba czy nie i czy mnie się to podoba czy nie, Lech Wałęsa pozostanie synonimem walki z systemem totalitarnym. To wasze żałosne dociekanie prawdy w moim odczuciu, dzisiaj bardziej was ośmiesza niż dodaje wam jakiegokolwiek splendoru. Co gorsze ośmieszacie nasz kraj. Żal mi pani Kiszczakowej bo i ona chcąc nie chcąc została wciągnięta w tą żałosną komedie. Druga strona medalu jest taka, że za głupotę trzeba płacić. Pan Kliszczak mógł oczywiście przed śmiercią zdeponować te dokumenty u swojego adwokata, który mógł to pózniej upublicznić, zdecydował jednak inaczej. Nie mnie sadzić motywy, którymi kierowali się i Kiszczak, i jego żona, przykro jednak patrzeć z dystansu na to smutne widowisko. Przykre jest przede wszystkim, że ludzie wciąż nie rozumieją, ze granie na naszych najniższych instynktach to ulubiona zabawa prymitywnych polityków.